Anthem

Kiedy świat staje na głowie

Autor: Joanna 'Shadov' Walczak

Anthem
BioWare ma już za sobą wiele udanych tytułów, w tym dobrze ocenianą serię Mass Effect. Ich najnowsze dzieło również miało być sukcesem. Niestety zainteresowanie grą przerosło oczekiwania studia, które pierwszego dnia zamkniętych testów (płatnych) straciło kontrolę nad serwerami. Demo odbiło się więc dla giganta ogromną czkawką, której niestety nie udało się całkowicie wyeliminować nawet po premierze gry.

Anthem wrzuca nas do fantastycznego świata, który nie został ukończony przez swoich twórców, czego konsekwencją jest potężna i niestabilna energia zwana Hymnem. Mieszkańcy nauczyli się tu żyć dzięki Javelinom – potężnym egzopancerzom mogącym stawić czoło czyhającym zagrożeniom. Wcielamy się we freelancera, pilota Javelina, który dwa lata wcześniej przeżył tragiczne w skutkach wydarzenia zwane "sercem furii". Odcisnęły ono swoje piętno na ludziach, ale także zepchnęło potężną niegdyś frakcję Freelancerów na samo dno łańcucha pokarmowego. I tak startując z samego dołu w Forcie Tarsis, wraz ze swoim towarzyszem Owenem (cyfrantem), powoli wspinamy się pod drabinie reputacji, aby przywrócić świetność pilotom.

Jednak na tym nasza przygoda się nie kończy. W cieniu kryje się potężna organizacja zwana Dominium, która pragnie podporządkować sobie nieokiełznaną dotąd energię Hymnu i nie cofnie się przed niczym, aby to osiągnąć – a to dopiero początek. Na żądnych wrażeń freelancerów czeka dzika fauna, w tym Tytani, tajemnicze i potężne artefakty oraz cała masa miejsc gotowych do odkrycia.

Komu w drogę, temu… Javelin!

Anthem oferuje zbyt skromną główną oś fabularną. Najważniejsze wydarzenia, czyli te dotyczące Dominium, biegną przewidywalnie i na pewnym etapie nietrudno domyślić się, kto okaże się kluczowym ogniwem w łańcuchu manipulacji wrogiej frakcji. Patrząc jednak na całą zawartość, łatwo dojść do wniosku, że twórcom nie chodziło o długie przeciąganie opowieści. Dlatego siadając do gry dla ciekawej historii, możemy się trochę zawieść.

Nie zmienia to faktu, że na każdym etapie rozgrywki poznajemy coraz więcej ciekawostek ze świata, które lepiej zrozumiemy, eksplorując go po ukończeniu wątku z Dominium. Gra oferuje dalsze rozwijanie misji pobocznych oraz pochodne głównych wydarzeń, w tym inne typy rozgrywki jak Fortyfikacje, Grę swobodną czy Legendarne kontrakty, ale tu łatwo się nasycić, jeśli ktoś spędza na rozgrywce wiele godzin. Niestety w praktyce większość zadań sprowadza się do tego samego. Dostajemy misję (poboczną czy fabularną), wskakujemy w Javelin i ruszamy poza mury Fortu Tarsis. Przeważnie będą to misje polegające na odnalezieniu odpowiednich ludzi, naprawie urządzeń, w tym uciszeniu reliktów, zapewnieniu ochrony albo zebraniu rzadkich materiałów rzemieślniczych, wszystko oczywiście przy akompaniamencie efektownych starć z bandytami, wojownikami Szram (owadopodobnych dwunożnych stworów), żołnierzami Dominium czy miejscową fauną. Jak przystało na pierwszoosobową strzelankę, będziemy ścierać się z wrogiem przy każdej okazji. Część wyzwań będzie rozpoczynała się jeszcze w enklawie, jak rozmowa ze skłóconymi towarzyszami, a innym razem to właśnie od rozmówcy dostaniemy zlecenie. Gra jest tak skonstruowana, że pomimo poruszania się wśród misji pobocznych, główna oś fabularna sama nas znajdzie. Anthem stawia tu na dość dużą swobodę.

Jedną z bardziej rozczarowujących rzeczy są dialogi, które niespecjalnie działają na czyny współtowarzyszy, a szkoda, ponieważ często mamy możliwość wyboru spośród dwóch ścieżek dialogowych. Najczęściej nimi nabijamy sobie reputację u danej frakcji (Arkanistów, Gwardii, Freelancerów). Wrażenie, że nie mamy wpływu na coś więcej, niż wywołanie zdenerwowania u naszego rozmówcy, pojawia się aż za często. Tak samo boli ich sztywność – chociaż mają zabarwienie emocjonalne, to po ruchach postaci mało co widać.

Gra ma również wysoki próg wejścia. Samouczek mógłby być o wiele sprawniej zrobiony i pewniej przeprowadzić przez najważniejsze etapy gry. Jeśli ktoś za często nie gra w podobne rozbudowane tytuły (TPP, RPG, MMO), a Antema kupił dla niedzielnych starć, może mieć problem przez pierwsze kilka godzin. Gra sprawia wrażenie chaotycznej, a dodatkowa zła optymalizacja i mnóstwo błędów, z którymi boryka się od pierwszego uruchomienia, nie poprawia sytuacji.

Przed wyruszeniem w drogę trzeba zebrać drużynę Javelinów

Do dyspozycji mamy otwarty świat, w którym podczas misji może dołączyć do trzech niezależnych graczy – zaproszonych albo przypadkowych. Gra oferuje opcję rozegrania sporej części zadań w trybie prywatnym. I warto z niego korzystać, kiedy nie czujemy się zbyt pewnie w multiplayerze. Ten rządzi się swoimi twardymi zasadami. Wchodząc do gry z innymi, musimy dostosować się do ich tempa. Jeśli mamy słabszy Javelin (a nie zawsze komputer paruje nas z podobnymi poziomami pilota), często będziemy obciążeniem, a nie pomocą. I bardzo wyraźnie to czuć, zwłaszcza jeśli gramy z przypadkowymi uczestnikami. O wiele lepiej jest farmić ze znajomymi, atmosfera nieporównywalnie przekłada się na jakość rozgrywki. Co ważne w grze możemy zostać znokautowani przez przeciwnika, efektem czego stajemy się na kilkadziesiąt sekund kupą złomu nie biorąca udziału grze. W takiej sytuacji tylko inny gracz może nas reanimować, a jeśli do tego nie dojdzie, wtedy sam system nas odradza. Oczywiście są misje, które będzie trzeba rozegrać prywatnie albo publicznie, tak samo czasem będzie trzeba zmienić tryb rozgrywki, na przykład na Grę swobodną albo Fortyfikację. Ten ostatni, jak i Legendarne kontrakty, stanowią propozycję dla doświadczonych graczy, bowiem śrubują poziom trudności. Mimo wszystko eksploracja w trybie Swobodnym czy zdobywanie Fortyfikacji zapewniają dobrą zabawę na długie godziny.

Wszystko jednak skupia się na zwiększaniu umiejętności naszego Javelina. Gra sama się skaluje, więc kiedy podnosimy poziom pilota, wytwarzamy coraz silniejsze elementy uzbrojenia. Oczywiście dobre, a nawet legendarne bronie czy moduły mogą wpaść również jako nagrody za misje. Znaczenie ma tu poziom pilota, oraz poziom trudności – im większe, tym większe prawdopodobieństwo na rzadszy element ekwipunku. Prawie każde wyjście poza Fort Tarsis kończy się zdobyciem różnych przedmiotów i materiałów rzemieślniczych, a drugie tyle możemy sami wytworzyć, albo kupić.

Jak przystało na nowoczesny technologicznie pancerz, zaczynamy od tak niezbędnych rzeczy jak wybór broni czy odpowiednie moduły wzmacniające silę rażenia. Dochodzą także pieczęcie skupiające energię i pozwalające na stawianie energetycznych osłon, korzystanie z energii Hymnu poprzez pioruny i wyładowania elektryczne i wyprowadzanie ciosów opartych na naturze żywiołów (lodowy pocisk, czasowe zamrożenie). Każdy Javelin posiada też unikalne systemy zbrojenia, na przykład Łowca może dodatkowo wyposażyć się w wyrzutnie rakiet. Gra daje dostęp do czterech typów Javelinów (odblokowywanych w miarę postępów  w grze): Łowcy, Sztorma, Śmigacza i Kolosa. Każdy reprezentuje zupełnie inną klasę bojową, w związku z czym będzie wymagał innego podejścia i stylu walki. Javelinowi możemy przypisać najróżniejsze pieczęcie, na przykład zadające obrażenia od lodu, a przez odpowiednie moduły dodać im jeszcze bonus do obrażeń. Tak samo poprzez modyfikatory wydłużamy czas trwania kombinacji, wzmacniamy pancerz, zwiększamy obrażenia od broni palnej i walki w zwarciu czy zwiększamy amunicję. Możliwości jest niesamowicie dużo. Pod tym względem gra jest fantastycznie miodna. Na wzmacnianiu i zbrojeniu swojego egzo-pancerza spędza się mnóstwo czasu, studiując przeróżne moduły i próbując różnorakich kombinacji. Zaletą jest też dość prosty system wytwarzania przedmiotów, wymagający głównie zebrania odpowiedniej ilości surowców albo rozmontowywania już nabytych broni. Niestety na tę chwilę ktoś, kto intensywnie eksploatuje grę, w pewnej chwili osiąga się swoje maximum i już więcej może zyskać.

Niestety pełne zrozumienie mechanizmu, jakimi rządzą się premie, bonusy i dodatkowe efekty, wymaga spędzania w grze kilkunastu godzin. Z każdą kolejną misją mamy większą świadomość, jak wzmocnić naszego Javelina oraz jakie efekty, osiągniemy stosując odpowiednie moduły. Jednak zanim do tego dojdziemy, czeka nas dłuższa chwila frustracji.

Javelin dzięki dużej ilości arsenału naprawdę potrafi siać zniszczenie na polu walki. Kiedy odpowiednie modyfikatory nakładają się na siebie, zasypujemy przeciwników ogromną siłą rażenia. Mamy między innymi możliwość przeprowadzenia skoncentrowanego i silnego ataku, ale potrzebuje on oczywiście znacznie więcej czasu na naładowanie niż zwykła broń.

Na początku ciężko było przyzwyczaić się do systemu walki. W dodatku nakładające się błędy (niepoprawnie dopasowane poziomy rażenia broni czy znikający przeciwnicy) i mało przydany samouczek tylko pogarszały sytuację. Teraz, gdy gra jest już połatana, wszystko działa nieźle. Wątpliwości budzi jedynie wysoka celność SI oraz celowanie i latanie, ale jeśli poświęcimy im nieco czasu w ustawieniach czułości, to spokojnie są do opanowania. Poza tym trochę realizmu wprowadza ograniczenie w postaci rozładowywana się naszej broni, w tym przegrzewanie się silników odrzutowych. Na polu bitwy trzeba więc wszystkiego używać z drobna rozwagą, a czasem schłodzić pancerz, lecąc nisko nad wodą.

System personalizacji wizualnej został szeroko wzbogacony. Niestety po pewnym czasie zapał spada, ponieważ możliwości wyboru nie są tak ciekawe, jak można było się spodziewać. Do naszej dyspozycji pozostają skórki, naklejki, kalkomania albo zakup póz, jakie będzie mógł wykonać Javelin, takich jak udawanie gry na gitarze, taneczny krok, prowokacja wroga czy uroczy podskok. Owszem niektóre są sympatycznie, inne zabawne, ale zwyczajnie nudzą po pewnym czasie. Nieco lepiej jest z tkaninami (teksturami, w które ubierzemy pancerz naszego Javelina), raz są słabsze, a raz ciekawsze – smocza łuska wygląda bardzo efektownie. Niestety obecnie większość tych rzeczy zwyczajnie nudzi po pewnym czasie. Najbardziej boli brak większej możliwości urozmaicania mechanicznych części naszego pancerza. Wyjątkiem jest tu edycja gry Legion Świtu, w której dostajemy faktycznie zmodyfikowane części do naszego Javelina. Warto wiedzieć, że BioWare w aspekcie wizualnej personalizacji stawia na unikatowość, więc nowe przedmioty (pozy, kalkomania, taniny) w sklepie są dostępne przez cztery dni, później zastępują je kolejne.

W Anthem mamy dwie główne lokacje. Pierwszą i najważniejszą jest Fort Tarsis, będący baza wypadową. Detalowo, wizualnie i teksturowo jest bardzo efektowny, a orientalny klimat od pierwszej chwili robi wrażenie. Niestety szybko zauważymy, że większość postaci nie zachowuje się naturalnie, a wręcz bardzo schematycznie, podczas gdy inne ciągle stoją w miejscu. Zabrakło złudzenia własnego życia fortu. Sytuację ratuje otwarty świat. Ukształtowanie, flora, fauna i pozostawione po Twórcach najróżniejsze urządzenia robią odpowiednie wrażenie, a oświetlenie, otwarte przestrzenie i mniejsze obszary po prostu zapierają dech w piersi. Do tego dochodzi cała masa starożytnych monumentalnych reliktów czy fantastycznych efektów walki. Pole bitwy można wręcz rozświetlić kolorami swoich pocisków i zdolności. Wyładowania elektryczne energii Hymnu i agresywna fauna potrafią w najmniej spodziewanym momencie rozproszyć nasza uwagę.

Jeszcze długa droga do sukcesu

Niestety od pierwszych chwil Anthem borykał się z całą masa problemów, zarówno technicznych, jak i wizualnych. Pierwsze tygodnie były wręcz udręką. Na porządku dziennym było czekanie na połączenie z serwerem i wyrzucanie w trakcie rozgrywki przez jego nagłe rozłączenie. Dłużej czekało się na załadowanie, niż spędzało się czasu w samej grze. A to jedynie wierzchołek góry lodowej. Znikały całe elementy mapy, nie pozwalając kontynuować gry. Przy rozmowach z bohaterami dochodziło do zacięć oraz wyłączania opcji dialogowych, co uniemożliwiało kontynuowanie wątku głównego. Do tego cała masa mniejszych i większych utrapień związanych z wyświetlaniem obrazu czy źle doładowanych elementów, w dużej części ograniczających zabawę.

Graficznie również nie było lepiej: znikający przeciwnicy, wpadanie pod tekstury, dziury w elementach mapy. Na obecną chwilę pojawiło się już kilka łatek, które znacząco poprawiły owe problemy. Nadal jednak trzeba liczyć się z kłopotliwym połączeniem czy dziwnymi wypadkami na polu walki, takimi jak blokowanie się postaci i znikanie. Chociaż zdarza się, że i sama aktualizacja wprowadzi jeszcze błąd.

Anthem bardzo ciężko ocenić. Z jednej strony mamy do czynienia z naprawdę dobrym tytułem, zapewniającym całą masę zabawy. Sprawdza się system udoskonalania Javelina, aż chce się lecieć na kolejne misje. Gra łączy mnóstwo zadań fabularnych i pobocznych z możliwością swobodnej eksploracji świata. Do tego mamy dedykowane tryby rozgrywki, jak Fortyfikacje, Gra swobodna czy Legendarne kontrakty i (kiedy już się go opanuje) efektowny system walki. Pilotowanie Javelina to świetna zabawa.

Niestety brakuje więcej treści dla głównego wątku, bardziej rozbudowanych postaci czy po prostu naturalności. Długie godziny obnażają niedoróbki i braki, które potrafią napsuć krwi, doprowadzając do frustracji. Niestety błędy pokazują, jak potencjał Anthema został zaniedbany. Szkoda, gra naprawdę mogła narobić pozytywnego szumu, a narobiła go niestety w drugą stronę.

Plusy:

Minusy: