» Recenzje » Hobbit: Niezwykła podróż

Hobbit: Niezwykła podróż


wersja do druku

Historia upiększona

Autor: Redakcja: Maciej 'Repek' Reputakowski

Hobbit: Niezwykła podróż
Jakub ‘Rege’ Reginia: Nareszcie! Po latach oczekiwania i wielu nieprzespanych nocach, w końcu ekranizacja Hobbita pojawiła się w kinach. Pierwsza część nowej trylogii filmowej opartej na prozie JRR Tolkiena, Hobbit: Niezwykła podróż, miała światową premierę 14 grudnia 2012 roku. Niestety, na polską poczekacie aż do 28 grudnia (w niektórych kinach film pojawi się 25 grudnia - przyp.red.), ale nam – zagranicznym korespondentom Poltera – udało się obejrzeć film wcześniej. Czy warto było tyle czekać?

Barbara ‘libelula’ Lach: Mam nadzieję, że pod koniec naszej recenzji odpowiedź wyłoni się sama: dla nas obojga Władca pierścieni jest kultowym filmem, więc trudno było poskramiać narastającą i podbijaną przez specjalistów od marketingu ekscytację. A jednocześnie czekaliśmy z obawami – kiedy dowiedziałam się, że ekranizacja niezbyt grubej książeczki dla dzieci zostanie rozciągnięta na trzy długie, niemal trzygodzinne filmy zaczęłam wątpić, czy w kinie rozpoznam fabułę znaną z powieści...

Rege: Najpierw miały być "tylko" dwa filmy, potem gruchnęła wieść, że będą trzy. Książkowy Hobbit jest powieścią krótką, zwłaszcza w porównaniu z Władcą pierścieni, więc skąd pomysł na trzy filmy?! Jednak dość szybko po ogłoszeniu dylogio-trylogii hobbickiej, mój wewnętrzny Tolkienowy purysta został uspokojony – Peter Jackson ma zamiar zaczerpnąć dużo materiału z, tak zwanych, dodatków, które stanowią integralną część Władcy. Znajduje się tam między innymi historia Tolkienowych krasnoludów, która przecież jak ulał do Hobbita pasuje. Materiału wystarczyłoby i na dziesięć części!

Basia: To prawda, ale pojawia się pytanie, ile z tych "pogłębionych" wątków naprawdę zasługuje na dołączenie do fabuły Hobbita i na ile zręcznie zostaną one ołączone z pozostałymi elementami... Po obejrzeniu filmu przyznaję, że zgadzam się z wieloma wyborami dokonanymi przez scenarzystów. Nawet z tymi, które wyraźnie zostały wymuszone przez rozbicie fabuły na trzy części: niektóre wątki domagały się zamknięcia w ramach Niezwykłej podróży i tego rozwiązania się doczekały. Co zaskakujące, najbardziej podobają mi się zmiany dokonane w najważniejszych dla mnie aspektach: historii i motywacji bohaterów. Podobnie jak we Władcy pierścieni, poprawki pogłębiają konstrukcję postaci i dostarczają nieoczekiwanie dużo chwytających za serce momentów. Krasnoludom chodzi o coś więcej niż tylko złoto, Bilbo szybciej niż w książce porzuca swoją początkową rolę narzekającego i niepasującego do kompanii bagażu.

Rege: ZDRADA! Dwalin miał niebieska brodę, a Smaug była kobietą! A tak na poważnie – jeśli chodzi o motywacje głównych bohaterów i ich przemianę, to pełna zgoda. Hobbit z 1937 roku ma się do Władcy pierścieni jak pięść do nosa, jeśli chodzi o styl i rozmach. Ciężko byłoby zatem uzasadnić całą wyprawę do Samotnej Góry – w kontekście Wojny o Pierścień – wyłącznie krasnoludzką żądzą złota i zewem przygody. Sam Tolkien chciał przeredagować Hobbita, a raczej napisać go od nowa, by zrównać go patosem i stylem z Władcą. Z drugiej strony niepokoi mnie kilka elementów (choćby Radagast), która nijak się mają do czegokolwiek, co Tolkien napisał i mają na celu wypuszczenie nowej linii zabawek. Witamy w Holywood!

Dla porównania, w filmowej Drużynie Pierścienia zmiany były czysto kosmetyczne. Dwie Wieże miały Legolasa jeżdżącego na tarczy i zmieniony wątek Faramira. Powrót Króla wprowadził o wiele więcej zmian, ale pozostał wierny duchowi trylogii. Hobbit: Niezwykła podróż natomiast poważnie ingeruje w sedno fabuły czy historie postaci. Widać tutaj równię pochylą i trochę boję się, czy w trzeciej części Hobbita nie zobaczę Smauga – pacyfisty, dzielącego się skarbem z Thorinem przy kufelku...

Basia: Miejmy nadzieję że do tego nie dojdzie! Elementy dodane do fabuły powieściowego Hobbita na pewno doczekają się jeszcze niejednego jadowitego komentarza, ale sceny i dialogi z książki zostały przedstawione z pietyzmem i zdecydowanie dominują nad tymi, które powstały w zachłannej wyobraźni speców od marketingu. Irytacja "poprawkami" była chwilowa, a wzruszenie zostało ze mną na długo.

Przyznaję, że tu autorzy filmu dysponowali pewną przewagą.Mieli bowiem do dyspozycji bogactwo skojarzeń zbudowanych przez trzy części Władcy pierścieni – poczynając od rekwizytów i lokacji, poprzez aktorów, kończąc na motywach muzycznych. Aktorzy znani z poprzednich ekranizacji prozy Tolkiena są nadal w najwyższej formie. Martin Freeman – odtwórca postaci młodego Bilba – stanął na wysokości zadania, wnosząc do roli wdzięk i poczucie humoru. Krasnoludy, z Richardem Armitage grającym Thorina na czele, stanowią drużynę wyrazistych i barwnych postaci.

Strona wizualna filmu jest wspaniała: plenery zapierają dech w piersiach, lokacje chciałoby się oglądać raz po raz, żeby uchwycić wszystkie szczegóły. Rekwizyty, charakteryzacja i kostiumy zachwycają poziomem wykonania. Muzyka zręcznie łączy znane i chwytające za serce motywy z Władcy z nowymi – które niejeden fan będzie nucić jeszcze długo po wyjściu z kina. Dla kogoś, kto – jak ja – wzrusza się już na sam dźwięk motywu Shire, Hobbit stanowi prawdziwą ucztę.

Rege: Łzy ozdobiły me lico już na napisach początkowych, a potem wielokrotnie się wzruszałem. Peter Jackson i spółka kochają Śródziemie i potrafią pokazać to w filmie. Nawet przy trzecim seansie, niektóre sceny wywołują uczucia zbliżone do wrażeń Bilba słuchającego muzyki krasnoludów: "(...) zapomniał o wszystkim i wyobraźnia przeniosła go daleko, w tajemnicze kra¬iny, nad którymi świecą dziwne księżyce, daleko za Wodę, daleko od hobbickiej norki pod Pagórkiem".

Sceny z Gollumem to mistrzostwo świata. W ich trakcie tuż obok naszego miejsca w kinie rozległ się szloch: "Mommmy, I’m scaaareeed". Ucieczka z Królestwa Goblinów jest rewelacyjnie zaplanowana; choreografia i efekty 3D stoją na najwyższym poziomie – na pewno dzieciaki na całym świecie będą próbowały odgrywać tę scenę na placach zabaw (pod uważną opieką rodziców oczywiście!).

Basia: No właśnie, efekty 3D. Oraz, nawet lepiej rozreklamowane, słynne HFR – High Frame Rate (nagranie z prędkością 48, a nie tradycyjnych 24, klatek na sekundę). Wliczając wersję Imax, widzowie mogą wybierać spośród pięciu wersji filmu (2D, 3D, 3D HFR, Imax 3D, Imax 3D HFR). Przedpremierowe reklamy zachwalały film jako przełom w kinematografii, przekonując, że nowy sposób kręcenia idealnie nadaje się do technologii 3D i wzmaga wrażenie trójwymiarowości.

Motywowani recenzencką gorliwością obejrzeliśmy trzy pierwsze wersje (Imaxa zostawiamy na później). Mnie najlepiej oglądało się wersję 3D. Niestety, podczas oglądania filmu w dwóch wymiarach zbyt wyraźnie dawał się we znaki fakt, że niektóre ujęcia – zwłaszcza grupowe i sceny akcji – zostały od podstaw zaprojektowane pod 3D. Chwilami ciężko było się zorientować, co się dzieje na ekranie. Problem znikał podczas oglądania wersji 3D, a dyskomfort z powodu okularów to chyba jedyny minus tego formatu. Natomiast wersja 3D HFR zaprezentowała zupełnie wyjątkowy problem.

Rege: 48 klatek – e tam! Sceny w zamkniętych pomieszczeniach wyglądały jak Teatr Telewizji. Filmowość scenografii zniknęła, natomiast pojawiła się świadomość, że bohaterów otaczają atrapy; dało się dostrzec setki fałd na koszuli Bilba, ale całość i tak wyglądała sztucznie. Poszczególne plany były tak mocno rozgraniczone, że wyglądały jak złożona warstwami wycinanka. Sceny tworzone komputerowo rzeczywiście dostały lekkiego "kopa", ale nie był to aż taki skok, jak między Hobbitem w dwóch i trzech wymiarach. Warto tu obalić wszelkie mity na temat zawrotów głowy i wymiotów – 48 klatek wyglądało trochę nienaturalnie, ale na pewno nie jest to doznanie całkowicie zmieniające percepcję i nie wymaga uzyskania zgody lekarskiej przed seansem. Zgadzam się, że wersja 2D wyglądała najsłabiej, z wyżej wspomnianych powodów i w "normalnym" 3D oglądało się Hobbita najlepiej.

Basia: Technologia 3D i zwiększona prędkość filmowania nie do końca spełniły nasze oczekiwania. Za to wyraźnie urzekały twórców filmu – mam wrażenie, że wiele z doklejonych do fabuły scen zostało dodanych właśnie po to, aby wyeksponować uroki nowego formatu. Oczyma wyobraźni widzę scenarzystów wymachujących wydłużonym skryptem z okrzykiem "musimy dokręcić tę scenę, będzie świetnie wyglądać w 3D!" Oczywiście, zawsze można obwiniać merchandising i pazerność producentów, ale tak czy inaczej nie był to najlepszy pomysł.

Z tym komentarzem wracamy do pytania postawionego na początku filmu – czy warto było czekać tak długo i aż tak się ekscytować przed premierą?

Rege: Ocena tego filmu to niesamowicie trudne zadanie. Z jednej strony mamy rewelacyjną muzykę Howarda Shore’a, kostiumy, świetne efekty 3D i uchwycenie Tolkienowskiego świata. Ten film potrafi wzruszyć, rozśmieszyć i przenieść hen, hen daleko, by przeżyć przygodę z Bilbem, Gandalfem i Thorinem. Z drugiej mamy skok na kasę i chęć zapisania się w historii kinematografii za "48 klatek". Z trzeciej zaś strony należy pamiętać, że film nie jest adresowany do ludzi piszących doktoraty na temat "Tułaczki Krasnoludów a Zmiany Klimatyczne Śródziemna". Podobnie jak książka, jest on skierowany do tych, którzy swoją przygodę ze Śródziemiem dopiero zaczynają. I dlatego jest on dobrym preludium do głównego dania, jakim jest Władca pierścieni.

Niezwykła Podróż w IMAXieChcieliśmy iść do IMAXa na Hobbita w 24 klatkach, ale już nie ma takiej wersji dostępnej w manchesterskim kinie, więc wybraliśmy opcję 48-klatkową. Nie żałujemy wyboru. Na gigantycznym ekranie o wymiarach 26,3 na 18,8 m film prezentował się doprawdy niesamowicie. Efekty surround, muzyka i obraz są krystalicznie czyste, a samo 48 klatek, które wcześniej nie przypadło nam do gustu, nie razi już tak bardzo (może to być również kwestia przyzwyczajenia). 169 minut zleciało szybciutko.

Jednym zdaniem: tak się powinno ten film oglądać, bo został on do tego po prostu stworzony.

Jeżeli w waszym mieście macie możliwość pójścia do IMAXA na Hobbita - nie zawiedziecie się. Podróż staję się jeszcze bardziej niezwykła.

Warto też dodać, że okulary, które dostaje się w IMAXie, są o wiele lepsze niż te standardowe, które otrzymujemy w kinach 3D. Są też bardziej komfortowe, zwłaszcza dla okularników.

OcenyRege: Tolkienowi puryści: 1/10, fani pierwszej trylogii Jacksona: 9/10. Ja daję mu 8.
Basia: Ocena ogólna: 7/10, choć film ma kilka elementów które zasługują na 2/10. Ponowne odwiedziny w Śródziemiu: bezcenne.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


7.5
Ocena recenzenta
Tytuł: The Hobbit: An Unexpected Journey
Reżyseria: Peter Jackson
Scenariusz: Fran Walsh, Philippa Boyens, Guillermo del Toro, Peter Jackson
Muzyka: Howard Shore
Zdjęcia: Andrew Lesnie
Obsada: Ian McKellen, Martin Freeman, Hugo Weaving, Cate Blanchett, Andy Serkis, James Nesbitt, Richard Armitage, Graham McTavish, Aidan Turner, Stephen Hunter
Kraj produkcji: USA, Nowa Zelandia
Rok produkcji: 2011
Data premiery: 28 grudnia 2012
Dystrybutor: Forum Film Poland Sp. z o.o.



Czytaj również

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii
Legenda została zabita
- recenzja
2013: Top 5 filmów
Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku
Hobbit: Niezwykła podróż. Edycja Rozszerzona
Dużo więcej Śródziemia w Śródziemiu
- recenzja
Zabójcze maszyny
Gdzie jedziesz, Europo?
- recenzja
Hobbit: Pustkowie Smauga
Hobbickie drugie danie
- recenzja
Hobbit Gra Karciana
Mroczna ścieżka wiodąca donikąd
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

matias.none
    "I ja tam byłem, Goblina z Orkiem zabiłem..."
Ocena:
0
Według mnie film to miazga i najprzyjemniejsze rozczarowanie tego roku. Po tym jak naczytałem się pseudo recenzji i głupich komentarzy w internecie byłem przygotowany na wielką KUPE. Jak srodze się zdziwiłem gdy od pierwszych minut film mnie urzekł. Poza samym początkiem, który może się trochę dłużyć akcja jest bardzo dzynamiczna. Cały czas coś się dzieje a wątki dodane przez scenarzystów pasują jak ulał. Nie są wepchnięte na siłe a zamykają się w spujną całość i nawiązują bezposrednio do przyszłych wydarzeń z tryogii. Oglądałem wersje 2d z napisami i jestem nią zauroczony. Nie odczułem jak inni dziwnego kontrastu kolorów czy rozmyć w scenach walki. Dodam, że król goblinów rządzi, a scena w kórej możemy spodziewać się kolejnego "you shall not pass" z ust Gandalfa kończy się z goła inaczej. Film może nie wprowadza kolejnej rewolucji dla kina fantasy jaką wywołała "Drużyna" wraz z resztą części ale to naprawdę dobre i rzetelnie zrobione kino. Ja polecam z okrągłą ósemką w ocenie.

A dla reszty którzy będą przeżywać ten film z "bólem dupy" osobiscie postanowiłem. Sklecę wehikuł czasu z desek po starej szopie. Przeniosę się w czasy rozkwitu średniowiecza, podwędze komuś rękawicę kolczą, wrócę do czasów obecnych i wytrzaskam po facjacie na otrzeźwienie. Naprawdę nie wiem co innego chcielibyście zobaczyć w tym kinie...
28-12-2012 23:54
37310

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
ja już też film zobaczyłem i... idę jeszcze raz bo "Hobbit" mnie po prostu urzekł, nie jestem fanem 3d, ale tutaj ten efekt był super. Muzyka też świetna, i seans mi tak szybko zleciał, że... dlaczego to było takie krótkie. Ogólnie polecam wszstkim.
31-12-2012 15:42
Sprzeczności
    Kilka słów wyjaśnień.
Ocena:
+1
Witam. Dziś po południu przeczytałem recenzję filmu Hobbit: Niezwykła Podróż autorstwa Barbary Lach, Jakuba Reginia i niestety nie mogę zgodzić się z kilkoma tezami w nimi zawartymi. Nie oznacza to jedna, że cała wypowiedź uważam za błędna. Emanuuję od niej duch prawdziwego uwielbienia tego gatunku, niezwykły entuzjazm pisania. Sam dowiedziałem się z niego kilku ciekawych faktów, a jednak czuję, iż powinienem zabrać głos w kilku sprawach, dla pełniejszej informacji innych użytkowników.

Po pierwsze nie moge się zgodzić z wypowiedzią Rege cytuję ,,Dla porównania, w filmowej Drużynie Pierścienia zmiany były czysto kosmetyczne. Dwie Wieże miały Legolasa jeżdżącego na tarczy i zmieniony wątek Faramira. Powrót Króla wprowadził o wiele więcej zmian, ale pozostał wierny duchowi trylogii.,,
To nie do końca prawda. Choć ekranizacja trylogii rzeczywiście zachowała ducha ksiażki ( w opini mojej i autora), to istnieją znaczne rozbieżności pomiędzy nią a pierwowzorem, od drobnostek poczynając a na poważnych kwestiach kończąc. Większośc z nich wynikała zapewne z chęci zmieszczenia sie w limicie czasowym, ale zmiany zawsze pozostaną zmianami i chciałbym, żeby osoba po przeczytaniu tej recenzji nie myślała, że film i książka prawie idealnie się pokrywają i wystarczy obejrzeć ten pierwszy, by mieć dobry ,,widok,, na całą sytuację w Śródziemiu.
Aby nie być gołosłownym wymienię kilka największych i najbardziej znaczących różnic, pochodzących głównie z trzeciej części ( armia Isengardu wcale nie była złorzona z samych Uruk- hai, którzy stanowili elitę sił< to nie Arwena uratowała Froda przed Czarnymi Jeźdzcami w pierwszej częsci, , Bree wcale nie jest tak odrażającym miejscem, Saruman nie ginie od strzały Legolasa, Wiarołomcy nie walczą na Polach Pellenoru, powrót do Shire nie wyglądał tak idylicznie,uległo ono znacznym zniszczeniom).

Wiem, że to może wyglądać jak narzekanie fanatyka. Rozumiem przyczynę tych zmian i akceptuje je, co więcej twierdzę, ze trylogia może być wzorem dla kręcenia ekranizacji książek, bowiem reżyser ( Peter Jackson- niech jego broda nigdy nie wyblakni) umiał znaleźć złoty środek pomiędzy jak najwierniejszym oddaniem dzieła Tolkiena, i wprowadzaniem zmian , bez których ten film nie mógł by powstać. Teraz łatwo jest narzekać, iż tamtą scenę można było nakręcić lepiej, pominąć lub odwrotnie-rozwinąć, ale przypominam, że gdy powstawała trylogia filmowa to była ona pierwszym filmem fantasy z takim rozmachem, bez możliwości korzystania z utartych ścieżek i wzorów. Reżyser odbył długą ,,Wędrówke w ciemności,, gdy sam musiał podejmować decyzję od, których zależał sukces filmowanego dzieła. Nie potknął się jednak, ani nie wpadł w otchłań, czego efekt możemy podziwiać oglądajać owoc jego i nie tylko prac. { Sam ostatnio byłem na maratonie Władcy, wersja reżyserska, z napisami)

,,Podobnie jak książka, jest on skierowany do tych, którzy swoją przygodę ze Śródziemiem dopiero zaczynają. I dlatego jest on dobrym preludium do głównego dania, jakim jest Władca pierścieni.,, Panie Jakubie nie dokońca zgadzam się z częscią pana wypowiedzi mówiącej o tym, że film Hobbit to dobry wstęp do świata Śródziemia. Odniosłem wręcz przeciwne wrażenie.Wydaje mi się, że autorzy podeszli do kręcenia tego dzieła z przekonaniem, ze każdy kto pójdzie na Niezwykłą podróż już oglądał Władcę Oierścieni lub czytał książkę Hobbit. Z początku, zanim obejrzałem zrecenzjowane dzieło myślałem podobnie jak Pan 9 wnioskuję, że nadal potwierdza Pan swoją opinię). Było to związane z tym, że na premiere zabrałem ze sobą kolegę, który jak do tej pory nie miał styczności ze światem Tolkiena. Mówiłem mu,, To nic, że na razie nic nie wiesz. Hobbit będzie świetnym wstępem do Śródziemia,, i cieszyłem sie, iż kolejna osoba zostanie oczarowana krasnoludami,Pierścieniem i norkami w ziemi.

Podczas oglądania jednak zadałem sobie jedno pytanie. Było ono związane z pojawieniem się postaci Elronda. ,,Co bym pomyślał, gdybym pierwsz raz zobaczył tą postać, nic o niej nie wiedząc?,, Odpowiedziałem sobie,że z pewnością poczuł bym niedosyt informacji i mętlik w głowie. Kto, co, jak. Twórcy korzystają z dobrze znanych postaci, lokacji, sytuacji, zapominają jednak, że nie wszystkim są one dobrze znane.
Po seansie( dodam, iż byliśmy na wersji 3D z napisami) zapytałem kolegę, jak oceniłby film w skali dziesieciopunktowej. Odparł 5, może szesć, ale to chyba z sympatii dla mnie. Z jego pytań wnioskowałem,że nie zrozumiał podstawowych założen histori, nie zapamiętał imion postaci, wszystko zbiło się w jedna masę. Zadał mi pytanie, które mnie zdziwiło ,, Dlaczego krasnoludy wyruszały właśnie w tym czasie,, Jak to ?- odparłem zakłopotany. ,,Czemu teraz, a nie późnej lub wcześniej,,- opowiedział. Wyraźnie kolega czuł, że film mu wszystkiego nie objaśnił, a ja zaś zrozumiałem dlaczego wystawił tak surową ocenę.
W mojej opini czuł się wyobcowany i ujmę to w dość dziwne słowa ,,czuł, ze jest poza filmem,, Nieznajomość bohaterów, pełniejszego rysu historycznego, bardziej szczegółowego nie pozwalała mu się zagłębić w film. Myślę, ze najbardziej jest to odczuwalne w chwili, gdy na ekranie pojawiają sie- uwaga spoiler- członkowie Białej Rady. Sam dysponowałem dostateczną wiedzą, by dopowiedzieć sobie to, czego film nie powiedział i wyjaśnić kilka znaków zapytania, ale nie każdy widz jest zapoznany z Sródziemiem.
W oswajaniu się z filmem nie pomagają również dodatkowe sceny, które nieco komplikują fabułę, choć mnie jako długoletniego czytelnika wprawiały w podejrzanie dobry nastrój ( oprócz wątku Azoga, który jest nazbyt rozbudowany) Napomknę jeszcze tylko, że koledzy, którzy mieli już stycznosć z twórczościa Tolkiena ocenili Hobbita na 7+ i 8, podobnie zresztą jak ja.

Nie chodzi o to, iż chce kogos zniechęcić do pójścia na film, ale chciałbym, by po przeczytaniu tej recenzji i wpisów pod nią użytkownik lub swobodny przeszukiwacz internetu zapoznał sie z wszystkimi zdaniami na jego temat. Dziękuję autorą za recenzję utrzymaną w prawdziwie entuzjastycznym duchu i internautom za poświęcenie czasu na czytanie mojej przydługiej wypowiedzi.
Szczęsliwego Nowego Roku 2013
01-01-2013 02:14
Repek
   
Ocena:
0
Fajnie, że chciało Ci się zarejestrować i skomentować.

Tekstu jednak prawie nie da się czytać. Polecam dzielenie na akapity. :)

Pozdrawiam
01-01-2013 04:02
Scobin
   
Ocena:
0
@Sprzeczności

Jeszcze jedna myśl oprócz tego, co powiedział repek: pod tekstem po lewej stronie jest przycisk "Dodaj własną recenzję", może warto z niego skorzystać przy tak obszernym komentarzu?

Pozdrawiam noworocznie!
01-01-2013 11:30
Sprzeczności
   
Ocena:
+2
Dziękuję użytkownikom repek i Scobin za ich uwagi. Rzeczywiście bez akapitów tekst był bardzo nieczytelny, przepraszam ale najwyraźniej wczoraj po toastach byłem zbyt mało krytyczny i nie zwróciłem uwagi na ten problem, który już dzisiaj raził moje oczy. Postarałem sie poprawić wypowiedź stosując wciecia i odstępy pomiedzy kolejnymi myślami. Mam nadzieję, że to trochę pomoże.
Co do wskazówki Drogiego Scobina o mozliwosci skorzystania z przycisku "Dodaj własną recenzję" to siadając do pisania mojego komentarza w ogóle nie wyobrażałem sobie, że będzie ona tak długa. Może następnym razem, wkońcu przed nami jeszcze dwie części.
Jeszcze raz dziekuje i najlepsze życzenia z okazji Nowego 2013 roku.
01-01-2013 14:57

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.