» Recenzje » Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata


wersja do druku

Co może być lepsze niż Jack Sparrow?

Autor: Redakcja: Mateusz 'Zsu-Et-Am' Kominiarczuk

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Kolejna trylogia, w której dwie finałowe części kręcono równocześnie. Kolejny raz trudno mi w to uwierzyć. Jedno jest pewne. Piratów mamy z głowy - przynajmniej do czasu kolejnej trylogii. Uczucia po seansie mam bardzo mieszane. To najsłabsza część cyklu - zawiniły głównie dłużyzny i zdradzenie konwencji. Jest też więcej grzeszków. Szczęśliwie nie brakuje jej zalet.

Już w Skrzyni Umarlaka twórcy zdecydowali się na przejście w mroczniejsze klimaty, zatracając w niewielkim stopniu radosną lekkość kina pirackiego, które sami wyciągnęli z Luku Davy'ego Jonesa. W Na Krańcu Świata niepotrzebnie poszli jeszcze dalej. Do tego należy dołożyć pewną niekonsekwencję. Mimo licznych przyciężkich scen, pełno w filmie humoru dla najmłodszej widowni. Już w drugiej części można było mieć zastrzeżenia do potykania się i przewracania, jednak finał trylogii proponuje jeszcze prostszy humor. Zdarzają się też sceny, których najmłodszej widowni nie trzeba było pokazywać, jak choćby makabryczny moment, w którym Davy Jones morduje człowieka mackami. Są wreszcie sceny, przy których widz może osłupieć (Davy Jones krzyczy i furkocze mackami), niepewien czy była to scena humorystyczna czy element horroru.

Prace nad filmem rozpoczęto jeszcze zanim ukończono scenariusz. To widać - trudno też wyobrazić sobie, ile razy musiał być on zmieniany przed ukończeniem. Mam przy tym wrażenie, że ktoś stał nad scenarzystami i podpowiadał, jacy mają być Piraci. Co najmniej dwa fragmenty filmu sugerują, że ten zły człowiek (czyżby producent, Jerry Bruckheimer?) wyszedł do toalety lub by zrobić sobie kawę, bo oto nagle czułem się jak na seansie Klątwy Czarnej Perły. Wątków jest dużo, ale to nie jest wadą. Wadą jest nieumiejętne zmontowanie całości. Trzygodzinny film można by odchudzić wycinając około dwudziestu minut dłużyzn - powiewających żagli i podobnych przeciąganych ujęć z rozwlekanymi, powolnymi dialogami włącznie. Następnie możnaby go odciążyć usuwać kolejne dwadzieścia minut, które zajmują sceny niepotrzebne, łopatologiczne, niekonieczne.

Aktorzy spisali się świetnie. Widać, że czują się wyśmienicie w swoich rolach, a kiepskie dialogi nie są ich winą. Jack Sparrow nie zagarnia całego filmu dla siebie, choć rzecz jasna błyszczy. Gorzej jest z odpowiedzią na pytanie, które postawili sobie twórcy - co może być lepsze niż Jack Sparrow? Tuż obok na ekranie błyszczy Geoffrey Rush, powracający w roli Barbossy. Orlando Bloom troszkę poprawił rzemiosło sceniczne. Keira Knightley - aktorka, z którą dzielę dzień i rok narodzin, również. Przemiło również oglądać pokaźną galerię dalszoplanowych postaci - tych znanych i tych nowych (z pirackimi lordami na czele). Słabo wypada jedynie Sao Feng - wygląda na to, że nie było pomysłu na postać dla Chow Yun-Fata.

Na koniec oprawa. Efekty w całej trylogii są wyśrubowane do granic możliwości. Dariusz Wolski, autor zdjęć mógł świetnie się spisać w Klątwie Czarnej Perły i Skrzyni Umarlaka, tym razem jednak otarł się o geniusz, może nawet już od drugiej strony. Do tego cudne plenery, fantastyczne stroje i statyści (bliźniaczki, grubasy w Singapurze). Lekki zgrzyt przy obowiązkowym ujęciu a'la Władca Pierścieni - czy twórcy efektów rywalizują o to, kto zrobi najdłuższe ujęcie cyfrowej fortecy migoczącej pierdylionem pochodni, z wygenerowanym zylionem pomostów i przejść, wokół której kamera wykona co najmniej dwa obroty? Muzyka Hansa Zimmera jest wyśmienita, być może nawet najlepsza z całej trylogii (a może jedynie kontrastowała pozytywnie z drętwymi i rozwlekłymi dialogami).

Jak widać, Piraci z Karaibów: Na Krańcu Świata mają sporo zalet. Szkoda że pozytywny efekt skutecznie psują trzy przewijające się przez trzygodzinny seans wady. Dłużyzny, które dało się pominąć. Kiepski humor, który nie był konieczny. Brak wspaniałej lekkości części pierwszej. Kto widział pierwszą część, z pewnością jest fanem, obejrzał już Skrzynię Umarlaka i bez względu na opinie recenzentów wybierze się do kina na ostatni epizod trylogii. Kto jej nie widział (są tacy?), na pewno nie powinien zaczynać przygody z piratami od końca. W związku z tym nie ma tu miejsca na rekomendację, a jedynie na finał w jednym zdaniu: Mogło być lepiej.


Ocena: 3.5 / 6
7.89
Ocena użytkowników
Średnia z 75 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 8

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja



Czytaj również

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Czyli świat jest za mały
- recenzja
Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Na krańcu trylogii
- recenzja
Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka
Istna skrzynia skarbów
- recenzja
Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka
Płyńcie na ten film!
- recenzja
Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły
Pirate’s life for... you!
- recenzja

Komentarze


996

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Co do komentarza o moich intencjach - fajnie, że wiesz, co myślę i co mną kieruje. :) Moja żona nie jest jedyna!
Nie wiem, ale wrażenie chyba mogę mieć, prawda?

Na tym polega bronienie swojego podejścia, prawda?
A może zamiast bronić go należy się nad nim zastanawiać i zostać przy nim lub nie? O metodach nie chcę rozwijać osobnej dysputy, choć ja tam bym się zakamuflowane "jesteś głupi" i spychanie tematu na bok dopatrzył tu i tam :)

Jeśli bardzo Ci natomiast zależy, by mieć ostatnie słowo, to śmiało - mnie na tym nie zależy wybitnie
Ale właśnie takie tu wrażenie odniosłem, stąd się wywiązała ta, lekko OT dyskusja.
27-05-2007 22:04
Repek
    @craven
Ocena:
0
Nie wiem, ale wrażenie chyba mogę mieć, prawda?
Oczywiście, ale pisz o wrażeniach, a nie o intencjach, bo narażasz się na sugestie, że skoro tak myślisz o innych, to sam tak robisz.

EOT, bo na resztę sugestii mogę odpowiedzieć klasycznym: jesteś pięścią, nożycami czy stołem? [z jakiego to filmu zabawa?]

Pozdrawiam

27-05-2007 22:19
neishin
    repek
Ocena:
0
Imho chybione sprowadzenie do absurdu, bo w Piratach nie ma elementów całkowcie 'z innej beczki'.

Ale przecież rozmawiamy teoretycznie, a pytanie jest badawcze. I serio serio zależałoby to od tego jak umotywują pojawienie się ufo? Pff
I przypomnę tylko Jeśli coś jest w jednej scenie i pojawia się w kolejnej, to ma sens. Choćby symboliczny. z posta wcześniej.

Każdy Director's Cut jest w sesnie struktury całkowicie innym filmem.

Ale kto mówi o strukturze? Gdzie ja powiedziałem coś o strukturze? Ja mam na myśli film całościowo, a nie strukturalnie.

Nie, no, oczywiście, że można oceniać. Ja po prostu nie stosuję takiego narzędzia do analizy i oceny. Jeśli ktoś chce, to przecież nie zabraniam.

Stop! Że niby jak? A Twoje recenzje pod scenariuszami Quentina, w którym mówisz "dodałbym to, odjąłbym to" to nie to samo narzędzie do analizy i oceny?

[i]Dwa - nigdzie sobie nie przeczę. Piraci to film, w którym jest i miejsce na patos, i na łotrostwo. JEst heroizm, jest okrucieństwo. Taka jest konwencja tego filmu i to się z niczym nie kłóci.
i]

Aha, czyli jak coś nie mieści się w konwencji to dodajemy nową, w ktorej się mieści i wtedy film realizuje daną konwencję w tej sekundzie, a w następnej już inna? Jeżeli tak to w Piratach 3 nie podoba mi się konwencja 'humoru dla dzieci do lat 9' i szkoda, że znacząca większość gagów się na niej opiera.
To w końcu Will & Elizabeth są w konwencji czy nie są? Bo już sie pogubiłem:P
28-05-2007 07:10
Repek
    @neishin
Ocena:
0
Ale przecież rozmawiamy teoretycznie, a pytanie jest badawcze. I serio serio zależałoby to od tego jak umotywują pojawienie się ufo? Pff
I przypomnę tylko Jeśli coś jest w jednej scenie i pojawia się w kolejnej, to ma sens. Choćby symboliczny. z posta wcześniej.

Teoretycznie? No to jazda! :) [to jakbys beetlejuice trzy razy wypowiedział]
Do takiego filmu, jak Piraci, pewnie taki numer by nie pasował, z dość dużą dozą prawdopodobieństwa. Dlaczego? Bo nic w takim filmie, jak go znamy tego nie usprawiedliwa konwencjonalnie. Ale nie mamy pojęcia, co by było gdyby mieli taki plan i jakie elementy by wprowadzono, żeby to się trzymało kupy. Oczywiście, UFO w filmach o piratach to cienki pomysł i po prostu mielibyśmy do czynienia z całkowicie innym filmem, w innej konwencji, z innymi założeniami.

Ale kto mówi o strukturze? Gdzie ja powiedziałem coś o strukturze? Ja mam na myśli film całościowo, a nie strukturalnie.
Całościowo tym bardziej jest inny - trwa dłużej, zmieniają się akcenty, sensy itp. itd. Wystarczy zobaczyć Blade Runnera i wiadomo, o co chodzi. Dwie Wieże - to samo. Dodanie paru scen bardzo mocno wpływa na sens i charakter całości. Zmienia się struktura, zmienia się całość filmu, bo struktura jest częścią całości.

A Twoje recenzje pod scenariuszami Quentina, w którym mówisz "dodałbym to, odjąłbym to" to nie to samo narzędzie do analizy i oceny?
W recenzjach Quentina stosuję nieco inne podejście. Przede wszystkim, jeśli w ogóle mam taką uwagę, to bardzo rzadko, bo nie lubię tego typu sugestii dla autora [jestem od oceniania, nie pisania]. Jeśli gdzieś mnie poniesie - tak bywa, forma recenzji Quentinowej jest bardzo, bardzo luźna.

Dodatkowo - w moim podejściu recenzja scenariusza zakłada od razu wskazówki dla prowadzącego, więc przeskakuje z poziomu recenzji, na poziom doradzenia ew. MG.

To spora różnica - przygoda na podstawie scenariusza nie została jeszcze rozegrana, więc wskazówki mogę dawać. Film jest skończony i dawanie wskazówek, jak cos ma być zrobione, mija się z celem, bo jest życzeniowe.

Aha, czyli jak coś nie mieści się w konwencji to dodajemy nową, w ktorej się mieści i wtedy film realizuje daną konwencję w tej sekundzie, a w następnej już inna? Jeżeli tak to w Piratach 3 nie podoba mi się konwencja 'humoru dla dzieci do lat 9' i szkoda, że znacząca większość gagów się na niej opiera.
Nie, nie ma wielu konwencji - jest jedna konwencja. Opiera się na połączeniu heroika z konwencją awanturniczą. Obie konwencje sobie romansują i wychodzą z niej 'Piraci'.

Co do humoru - jego poziom nie ma imho nic wspólnego z konwencją. A w ocenianie jego poziomu, jak już wielokrotnie pisałem, nie wchodzę. Poczucie humoru to dla mnie bardzo indywidualna sprawa.

Will i Elizabeth oczywiście są w konwencji, bo w konwencji Piratów jest i miejsce na rycerzy [damy] bez skazy, i na łotrów-piratów. Star Wars nie trzyma się kupy, bo jest i Han Solo, i Luke? :)

Pozdrawiam
28-05-2007 14:15
    Repek
Ocena:
0
"1. Nie klnij. Pierwsze i ostatnie ostrzeżenie."

Nie rozśmieszaj mnie. Pierwsze i ostatnie ostrzeżenie przed czym? Przed zabiciem śmiechem? Napisz spokojnie na priva, że przesadziłem, to sam bym zmoderował, takich popisówek nie lubię. "Czuję się ważny, och jaki ważny - jestem moderatorem na ogólnopolskim forum". Ja tam Jaguara nie potrzebuję, nie wiem jak Ty.

"2. Cały targ z Sao Fengiem jest fortelem Barbossy, który oszukuje go, kto jest Kalipso. Proste i dość czytelne. Tak jak gdzieś już pisałem - 2+3 wymaga skupienia."

Skoro byłeś tak skupiony, jak piszesz, to może wytłumacz mnie - kompletnie nieskupionemu najwyraźniej, jaka była logika tych działań. Poza argumentem oczywistym, na zasadzie - kocham ten film i nie musi być on logiczny, spójny i senswony (częsty argument Cravena :D).
28-05-2007 16:19
Repek
    @ksch
Ocena:
0
Nie rozśmieszaj mnie. Pierwsze i ostatnie ostrzeżenie przed czym?
Gdybym chciał rozśmieszać, opowiedziałbym dowcip, np. o Gąsce Balbince. Ostrzegam przed usuwaniem postów z przekleństwami. Od tej pory - zakładam, że może nie znasz regulaminu - będę to robił bez ostrzeżenia. Koniec w tej sprawie dyskusji. Jeśli nie odpowiadają Ci zasady regulaminu, który obowiązuje w tym serwisie, nie musisz tutaj pisać.

Jeśli chcesz - nie przeklinaj.

Co do uwagi o 'byciu ważnym', to przeczytaj moją uwagę do Cravena o przypisywaniu intencji. Tak się składa, że do moich obowiązków należy pilnowanie takich rzeczy. Zapewniam, że nie sprawia mi żadnej przyjemności zwracanie uwagi za niekulturalne wypowiedzi.

Skoro byłeś tak skupiony, jak piszesz, to może wytłumacz mnie - kompletnie nieskupionemu najwyraźniej, jaka była logika tych działań.
Pomimo niezbyt miłego tonu Twojego pytania [mówię o zdaniu drugim, którego nie cytuję], odpowiadam:
1. Równocześnie dobijane są dwa targi - Jack dogaduje się z Beckettem, Barbossa z Sao Fengiem. To punkt zwrotny intryg - Jack wkracza wreszcie do akcji i zaczyna wiązać różne nitki rozmaitych postaci, Barbossa jest jak jego odbicie [intryga Jacka pomaga Willowi, intryga Barbossy pomaga Elizabeth].

2. Barbossa chce uwolnić załogę i przejąć Perłę [potrzebuje wolności i statku, by uwolnić Kalipso zgodnie z zawartym z nią paktem], więc musi przekonać SF, by zrezygnował z umowy z Beckettem.

3. W tym celu wkręca SF, że Liz to Kalipso [B. zna prawdę], a SF - co widać później w scenie w kajucie SF - daje się złapać na pokusę potęgi, jaką oferuje bogini.

4. Wzrok Dalmy w momencie, gdy Barbossa kręci, wyraźnie wskazuje, że jest to fortel.

Jak widać, z uwielbieniem dla filmu analiza prostych gestów wykonywanych przez bohaterów oraz ich deklaracji nie ma wiekszego związku. Jakieś pytania?

Pozdrawiam
28-05-2007 16:34
    Re
Ocena:
0
"Gdybym chciał rozśmieszać, opowiedziałbym dowcip, np. o Gąsce Balbince. Ostrzegam przed usuwaniem postów z przekleństwami. Od tej pory - zakładam, że może nie znasz regulaminu - będę to robił bez ostrzeżenia."

Widzisz, tu się rozchodzi o kilka rzeczy. Po pierwsze - znam regulamin, przynajmniej o tyle, żeby wiedzieć, że nie dopuszczacie tutaj przekleństw. Rzecz druga - mam pewien styl wypowiedzi, kompletnie odmienny od Twojego i zdaża mi się zapominać o punkcie pierwszym. Kwestia trzecia rozumiem, że Twoim zadaniem jest czuwanie nad pierwszym i zwracanie uwagi na drugie. Po czwarte jednak, robisz to w sposób uwłaczający interlokutorowi, w tym wypadku mnie, ubierając wszystko w ton nauczycielsko - dzielnicowy - ostrzegam, dostaniesz po łapach. Rzecz piąta nie cierpię kiedy, albo mi się grozi, albo mnie poucza. Kwestia szósta powyższe prowadzi w moim przypadku do takich a nie innych reakcji. Reasumując masz rację co do samego faktu zwracania uwagi, nie masz jeśli idzie o formę. Ergo wkurzasz, a wcale tego robić nie musisz. Dosyć proste.

"Koniec w tej sprawie dyskusji."

To nazywam dodawaniem sobie ważności i sięganiem po Jaguara. Koniec bo tak stwierdzasz. A więc zamknij się bo ja jestem ważniejszy.

"Jeśli nie odpowiadają Ci zasady regulaminu, który obowiązuje w tym serwisie, nie musisz tutaj pisać."

Wiem, wiem - tam są drzwi, ale generalnie j.w.

"Co do uwagi o 'byciu ważnym', to przeczytaj moją uwagę do Cravena o przypisywaniu intencji."

Czasem fajnie jest zastanowić się czy bycie niezrozumianym nie wynika aby ze mnie samego a nie z moich odbiorców. Łatwiej się żyje.

"Zapewniam, że nie sprawia mi żadnej przyjemności zwracanie uwagi za niekulturalne wypowiedzi."

Tego to ja akurat nie wiem, ale masz po prostu zupełnie inne pojęcie o kulturze wypowiedzi. Dla mnie nie jest najważniejsze czy ktoś mówi k**wa to czy tamto, ale co ma do przekazania. Moje prawo, Twoje prawo. Czyż nie?

I żeby nie było - nie chcę rozpętywać tu jakiejś grubszej dyskusji - nie czas i nie miejsce, nie lubię po prostu być branym z buta.

"Pomimo niezbyt miłego tonu Twojego pytania"

Intencje były inne. Zapewniam :)

Ostrzegam przed czytaniem dalszej części bo zawiera spoilery:

"(...)[intryga Jacka pomaga Willowi, intryga Barbossy pomaga Elizabeth]."

Właśnie. W czym pomaga? Ostatecznie przecież i tak wszyscy lądują na wysepce dokonując "wymiany", która przecież nic nie wnosi. Skoro Davy Jones jest takim gnojkiem, że sprzedaje miłość swojego życia, że potrafi wedrzeć się mackami do mózgu innego kolesia, to dlaczego nic nie robi Jackowi? Dlaczego chowa go do celi, wiedząc, że zaraz będzie decydująca bitwa, w której może przegrać? Klasyka tego typu filmów - główny zły jest aż taki zły, że nic nie robi dobremu... A dobry, niczym w 007 wychodzi z zamknięcia, żeby od środka zniweczyć cały plan złego?
Sao Feng bierze, w ramach owych targów, na pokład Elizabeth, którą przebiera i...właśnie co chciał dalej zrobić? Uznał ją za Kalipso. No i co dalej? Przecież uwolnić się jej nie dało bez rzeczy wiadomych. Do czego mógł ją zmusić? Co mógł jej zaoferować? Wcześniejsze zachowanie lady El w Singapurze, nie wskazywało na to, żeby miała być boginią. Dlaczego, kiedy chciał zabić Willa ona krzyczy i odwraca wzrok a nie używa swych piekielnych mocy? Nawet taki przygłup jak SF nie powinien aż tak dać się złapać. Więc jak dla mnie było to naciągane. Dalej, kiedy była już u niego w kajucie widać było, że scenarzyści nie mają pomysłu na powyższe, więc sprawę załatwia kula armiatnia. Czemu wyznacza ją na swojego następce? Bo jest Kalipso? Bo ją pokochał? Nie było bardziej odpowiedniej osoby na całym pokładzie? Gdzie tutaj sens?
Kolejna rzecz - uwolnienie Kalipso. Do czego ono doprowadziło? Tak strasznie nienawidziła Daviego Jonesa, uwolnili ją i co? Brak pomysłu najwidoczniej. Pomijając już fakt, że za cholerę nie wiem czemu została Guliwerem wśród liliputów.
Skąd nagły afekt El do jej byłego podczas ucieczki i kolejny nagły pocałunek? Dla mnie służy to tylko temu, żeby wzmocnić erotyczne oddziaływanie Keiry na nieletniego widza :P
Tyle na szybko bo z pracy uciekam:D
Pozdrawiam również!
28-05-2007 17:21
Repek
    @ksch
Ocena:
0
Rzecz druga - mam pewien styl wypowiedzi, kompletnie odmienny od Twojego i zdaża mi się zapominać o punkcie pierwszym.

I wszystko jasne, proszę więc na przyszłość, byś nie zapominał. Jak sam widzisz, nie robię problemu. Co do reszty - wybacz, otrzymujesz taki ton, na jaki zasługujesz i nie interesują mnie Twoje preferencje tutaj, bo ważniejsi są dla mnie użytkownicy, którzy to czytają. A wejście na Poltera powinno gwarantować im wolność od takiego słownictwa. Nie klnij, to nie będę występował w 'admin stance', który nie sprawia mi w ogóle przyjemności.

Dla mnie nie jest najważniejsze czy ktoś mówi k**wa to czy tamto, ale co ma do przekazania. Moje prawo, Twoje prawo. Czyż nie?
Nie w tym serwisie. Tutaj, jeśli masz coś ważnego do powiedzenia, masz to powiedzieć bez przekleństw. I tak - to moje zdanie jest tutaj ważniejsze, bo opieram się na regulaminie, a nie na swoim widzimisię.

Co do zarzutów pod adresem motywacji postaci - przykładasz miarę psychologiczną do postaci, które nie są pogłębione psychologicznie. Ich celem w filmie widowiskowym jest zapewnienie efektownej konfrontacji w odpowiednim momencie, a nie symulowanie wiarygodności psychologicznej. Inaczej mogliby się pozabijać w pierwszej scenie i w ogóle by filmu nie było.

Poniżej odnoszę się do kwestii logiki fabuły wynikającej z konwencji, nie wnikam w poszukiwania psychologii, bo w tym filmie jej nie ma.

Wymiana ma sens. Jack celowo najpierw pojawia się po jednej stronie, a potem po drugiej. Robi równocześnie kilka ważnych rzeczy, by doprowadzić do odpowiedniego splotu okoliczności. Polecam zobaczyć jeszcze raz, nie chcę streszczać całej intrygi Jacka od momentu wyjścia od Becketta, poprzez spotkanie z Willem, aż do pertraktacji.

Klasyka tego typu filmów - główny zły jest aż taki zły, że nic nie robi dobremu... A dobry, niczym w 007 wychodzi z zamknięcia, żeby od środka zniweczyć cały plan złego?
Pytasz, czy stwierdzasz fakty?

Kolejna rzecz - uwolnienie Kalipso. Do czego ono doprowadziło? Tak strasznie nienawidziła Daviego Jonesa, uwolnili ją i co? Brak pomysłu najwidoczniej. Pomijając już fakt, że za cholerę nie wiem czemu została Guliwerem wśród liliputów.

Doprowadziło do tego, co zapowiedziała - do jej gniewu i wiru, który ma pochłonąć statki. Do tego, że mogła się dowiedzieć, kto ją zdradził. Poznanie tajemnicy zdrady, a więc źródła zła obecnego w świecie, pozwala Willowi i Liz odczynić to zło ślubem wierności.

Co do prezentacji bogini - to klasyczna, znana z mitów forma ukazania istoty boskiej. Pisałem o tym na forum.

Skąd nagły afekt El do jej byłego podczas ucieczki i kolejny nagły pocałunek?
Norrington? Jaki tam afekt. Pocałunek na pożegnanie, przynajmniej na tyle zasłużył za to, że się poświęca [niech coś ma z życia, tym bardziej że to raczej on całuje, a nie ona jego]. Jedna z najlepszych scen filmu, a cytat o ich losach jest jednym z najtrafniejszych w filmie pełnym splątanych nitek przeznaczenia.

Pozdrawiam
28-05-2007 18:55
    Re
Ocena:
0
"I wszystko jasne, proszę więc na przyszłość, byś nie zapominał. Jak sam widzisz, nie robię problemu."

Zbyt daleko posunięta presupozycja, ale ok.

"Co do reszty - wybacz, otrzymujesz taki ton, na jaki zasługujesz"

I vice versa, więc nie bądź w przyszłości urażony.

"nie interesują mnie Twoje preferencje tutaj, bo ważniejsi są dla mnie użytkownicy, którzy to czytają."

Heh, ktoś tu zjada własny ogon. A ja to kim niby jestem? Bezcielesnym awatarem.

"A wejście na Poltera powinno gwarantować im wolność od takiego słownictwa."

No nie spodziewałem się po Tobie takiej prawicowości. Jestem mile zaskoczony, zawsze myślałem, że bardziej popularne w naszej lewicowej Europie jest "prawo do".a nie "prawo od".

"Nie w tym serwisie. Tutaj, jeśli masz coś ważnego do powiedzenia, masz to powiedzieć bez przekleństw."

Pisałem Ci już raz, że o tym wiem, więc nie piszmy po sto razy tego samego. Swoją drogą, lubię te Wasze hasła, jak to ktoś ładnie napisał - konwent 100% bez dobrej zabawy i portal 100% ze spiętymi pośladkami :)

"I tak - to moje zdanie jest tutaj ważniejsze, bo opieram się na regulaminie, a nie na swoim widzimisię."

Ta, to chyba też ustailiśmy. Naprawdę nie musimy się powtarzać. Inna rzecz, że tylko na portalach o fantastyce trzeba wypisywać takie rzeczy. Gdzie indziej zwraca się grzecznie uwagę, a potem najwyżej tnie posty i przechodzi na priv. Bez zbędnych demonstracji.

I znowu przechodząc do filmu. Sorki, primo za powyższą debatę wszystkich niezainteresowanych, a secundo za ewentualne spoilery. Ergo najlepiej moich postów w ogóle nie czytać:)

"Co do zarzutów pod adresem motywacji postaci - przykładasz miarę psychologiczną do postaci, które nie są pogłębione psychologicznie. Ich celem w filmie widowiskowym jest zapewnienie efektownej konfrontacji w odpowiednim momencie, a nie symulowanie wiarygodności psychologicznej. Inaczej mogliby się pozabijać w pierwszej scenie i w ogóle by filmu nie było."

No właśnie spodziewałem się, że do tego momentu dojdziemy. Podobnie kończą się moje rozmowy z Cravenem. Moim zdaniem obojętnie czy film jest komedią, czy tragedią, motywacje bohaterów i ich działania powinny mieć sens. Zdaniem np. Mateusza, czy też najwidoczniej Twoim, nie gdyż jest to inny kaliber filmu. Sam nie wiem, które podejście jest lepsze, ale zważywszy na to, że to Ty się lepiej bawiłeś na Piratach, a Craven na Spidermenie to pewnie Wasze :)

"Wymiana ma sens. Jack celowo najpierw pojawia się po jednej stronie, a potem po drugiej. Robi równocześnie kilka ważnych rzeczy, by doprowadzić do odpowiedniego splotu okoliczności. Polecam zobaczyć jeszcze raz, nie chcę streszczać całej intrygi Jacka od momentu wyjścia od Becketta, poprzez spotkanie z Willem, aż do pertraktacji."

Najwidoczniej ja gdzieś ten sens zgubiłem, albo został on brutalnie przykryty przez durne żarty. I nie zmuszaj mnie do oglądania tego drugi raz. Proszę :)

"Pytasz, czy stwierdzasz fakty?"

Jako przemądrzała świnia, jak zwykle stwierdzam fakty:D

"Doprowadziło do tego, co zapowiedziała - do jej gniewu i wiru, który ma pochłonąć statki."

Ale zaraz, po pierwsze była wkurzona na Daviego - mogła go chyba inaczej rozwalić niż zrzucając wir, w który on wcale nie musiał wpływać. To była jego decyzja. Dodatkowo chciała się zemścić na piratach, którzy zamknęli ją w ludzkim ciele, sama to mówiła. Ale nie ruszyła żadnego z nich, bo przecież oni do jej wiru nie wpłynęli (poza Jackiem i Barbossą). Innymi słowy jej wątek został rozwiązany totalnie kulawo, bo gdyby miał mieć sens to musiałaby wybić 90% bohaterów filmu.

"Do tego, że mogła się dowiedzieć, kto ją zdradził. Poznanie tajemnicy zdrady, a więc źródła zła obecnego w świecie"

Pytanie tylko skąd u tej, jakżesz bezwzględnej bogini, ta chęć poznawania źródła zła w obecnym świecie. Mam wrażenie, że Twoja teza nie jest podparta przykładami. Za to moja owszem. Scena pierwsza - rozmowa z Davim i stwierdzenie, że jak tylko ją wypuszczą to okrutnie zemści się na piratach oraz moment tuż przed oswobodzeniem, gdy stwierdza, że zemści się na Davim. Ja tu poszukiwań zła nie widzę.

"Co do prezentacji bogini - to klasyczna, znana z mitów forma ukazania istoty boskiej."

Touche.

"Pisałem o tym na forum"

Nie czytuję :D

"Norrington? Jaki tam afekt. Pocałunek na pożegnanie, przynajmniej na tyle zasłużył za to, że się poświęca"

Ale tak od razu w usta. Maćku, Maćku...

"[niech coś ma z życia, tym bardziej że to raczej on całuje, a nie ona jego]"

Nie broń jej. Puściła się i tyle;)

Pozdrawiam!





28-05-2007 20:49
996

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
zważywszy na to, że to Ty się lepiej bawiłeś na Piratach, a Craven na Spidermenie to pewnie Wasze :)

Goń się frajerze :P Przynajmniej nie mam wzwodu na widok Barbossy. Ja po prostu jestem obiektywny i potrafię dojrzeć pewne zalety obsysającego Spidermana.
28-05-2007 21:44
    Craven
Ocena:
0
Czy mi się wydawało czy użyłeś słowa wzbudzającego skojarzenie z seksem? Dla mnie jest to ohydne. Chyba nie chcę dłużej z Tobą rozmawiać Mateusz, chcę być wolny od takich określeń! Żegnam ozięble, więcej nie wrócę.

Urażony user
28-05-2007 23:04
Repek
    @ksch
Ocena:
0
W kwestii moderacji - dla mnie EOT, nie muszę mieć ostatniego słowa, gdyż nie mam ochoty na flejm.

No właśnie spodziewałem się, że do tego momentu dojdziemy. Podobnie kończą się moje rozmowy z Cravenem. Moim zdaniem obojętnie czy film jest komedią, czy tragedią, motywacje bohaterów i ich działania powinny mieć sens. Zdaniem np. Mateusza, czy też najwidoczniej Twoim, nie gdyż jest to inny kaliber filmu.

Film, który nie jest realistyczny, nie rządzi się logiką realistyczną. Jeśli przykładasz realistyczną konwencję do filmu nierealistycznego, to sam 'jesteś sobie winny', że jesteś zawiedziony. To jak wejść do wody i mieć jej za złe, że jest mokra. Na tej samej zasadzie niestety wszystkie Twoje argumenty są dość słabe. Analogicznie - powinienem mieć za złe 'Szeregowcowi Ryanowi', że jest taki krwawy.

Nie oglądałem Spider-Mana.

"Do tego, że mogła się dowiedzieć, kto ją zdradził. Poznanie tajemnicy zdrady, a więc źródła zła obecnego w świecie"

Ładne nadużycie - przeciąłeś moje zdanie w połowie, by wybrać sens, który Ci pasuje. Założę, że to przypadek i sprostuję - to Will dowiaduje się, jakie jest źródło zła i może je razem z Liz naprawić.

I jak dla mnie EOT, jeśli pozwolisz. Jeśli chcesz, to dopisz coś jeszcze od siebie, ale uprzejmie proszę, byśmy zakończyli ten wątek.

Pozdrawiam
29-05-2007 00:02
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Obejrzałem i powiem tak:
podobał mi się, ale głównie ze względu na poprzednie dwie części, a przedewszystkim dla tego, że Barboss i Jack siedzieli obaj na jednej krypie. Przegieli (twórcy) w zekranizowaniu bitwy morskiej, gdzie Perła walczyła z Holendrem w wirze morskim. Nie podobał mi się motyw Kalipso (jej uwolnienie, nie motyw jej romansu z Devym Jonesem). Mam wątpliwości, czy udało by się załodze przewrócić Perłę, aczkolwiek nie znam się na żaglowacach i wydaje mi się, że po odwiązaniu armat i ładunku było by to możliwe, ale motyw ciekaw. Bardzo podobało mi się zakończenie, gdy to Barbossa odpłyną Perłą (zaskoczyło mnie to, miałem nadzieję że Perłą wróci do Jacka) a Jack powinął mu mapy;) Taka wizja piractwa, ciągłe robienie innych w konia jest świetna. Czterach głównych bohaterów, pięć spisków, bomba.
Ogólna myśl: niech robią czwórkę, proszę bardzo, daję im moje błogosławieństwo. Pod dwoma warunkami, że skupią się na konflikcie Sparrowa i Barbossy, Will niech spbie pływa po morzach. Drugi jest taki: wrócą do konwencji Klątwy Czarnej Perły. Ach i trzeci: Pan Gips musi wrócić;P
31-05-2007 11:49
    Ostatnie słowo
Ocena:
0
"I jak dla mnie EOT, jeśli pozwolisz. Jeśli chcesz, to dopisz coś jeszcze od siebie, ale uprzejmie proszę, byśmy zakończyli ten wątek."

Dzięki, że mogę dopisać coś jeszcze :) Rozumiem, że kończymy spór o moderacje, wszak musiałbyś napisać mi trzeci raz to samo (no offence), ale że od razu ucinasz rozmowę o Piratach? Fajnie porównać dwa tak różne podejścia do jednego filmu.
31-05-2007 15:59
Repek
    @ksch
Ocena:
0
Mam świadomość, że większość osób lubi mieć ostatnie słowo [dlatego musisz dopisać coś jeszcze, koniecznie! Jeśli tego nie zrobisz, to będzie totalna klęska w dyskusji.].

Co do moderacji - ja nie dyskutowałem. :)

Co do filmu - również powiedziałem, co chciałem powiedzieć, w wielu miejscach zaczynam się powtarzać, więc lepiej zakończyć wątek.

Pozdrawiam
31-05-2007 20:16
~Ada

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Hej mam pytanie czy ktos wie moze czy bedzie 4 część piratów z karaibów?
25-08-2007 18:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.