Życie Pi

Historia w obrazach zaklęta

Autor: Mateusz 'Umbra' Nowak

Życie Pi
Do najnowszego obrazu Anga Lee podszedłem nie wiedząc na temat filmu zupełnie nic. Jedyne materiał z nim związane, z którymi miałem styczność przed seansem to tytuł i plakat. Zamierzenie nie wymieniłem samego reżysera, gdyż choć nazwisko jest mi dobrze znane, to nie miałem zbyt wielu okazji poznania dzieł twórcy Tajemnicy Brokeback Mountain. Może właśnie dlatego film wywarł na mnie tak pozytywne wrażenie. Ale od początku...

Ang Lee, reżyser i scenarzysta z Tajwanu, który zarówno u nas w kraju, jak również na świecie stał się szerzej rozpoznawalny za sprawą filmu Przyczajony tygrys, ukryty smok, podjął się ekranizacji bestsellerowej powieści Yanna Martela. Nie będę porównywał obu dzieł, gdyż zabrałem się za pisanie na temat filmu, a nie książki. Poza tym, powieści po prostu nie miałem jeszcze okazji przeczytać.

Film zaczyna się od rozmowy dwóch mężczyzn. Jeden z nich jest pisarzem, cierpiącym na brak mocy twórczej. W momencie, kiedy wyrzuca do kosza dorobek ostatnich dwóch lat swojego życia, spotyka w barze mężczyznę, który wspomina mu o pewnym Hindusie. Według tajemniczego rozmówcy, ten ostatni może opowiedzieć pisarzowi swoją historię. Tytułowy Pi, a właściwie Piscine Patel - bo tak nazywa się ów hinduski bohater - jako młody chłopak przeżył bowiem nieprawdopodobną przygodę. Zdaniem mężczyzny w barze, opowieść, którą Pi może mu przytoczyć będzie nie tylko ciekawostką, ale również inspiracją do odnalezienia w sobie wiary w Boga.

Za młodzieńczych lat Pi (w tej roli Suraj Sharma) mieszka w Indiach wraz ze swoją rodziną. W wyniku życiowych doświadczeń oraz poprzez kontakt z przedstawicielami i wyznawcami różnych kultur religijnych, bohater zaczyna interesować się hinduizmem, islamem i chrześcijaństwem. Podczas gdy on zadaje sobie coraz więcej pytań, na które sam szuka jednocześnie odpowiedzi, jego ojciec – właściciel zwierząt zamieszkujących miejscowe zoo – zmaga się z bardziej przyziemnymi problemami. Pewnego dnia, z powodu kłopotów finansowych, hinduska rodzina wyrusza wraz ze swoim zwierzęcym dobytkiem w podróż morską do Kanady. Celem wyprawy jest sprzedaż zwierząt w Ameryce i rozpoczęcie nowego życia po znalezieniu pracy. Statek, którym płyną zostaje jednak zatopiony na skutek sztormu. Młodemu Pi udaje się pozostać przy życiu dzięki szalupie ratunkowej, na którą trafia wraz z hieną, zebrą, orangutanem i tygrysem bengalskim.

W pewnym sensie, w obrazie Anga Lee głównym bohaterem jest sama historia. Młody chłopak wyrzucony na środek oceanu ze świadomością, że najprawdopodobniej stracił całą rodzinę, płynąc w nieznane mógłby się załamać. Jednak Pi chce przetrwać. W tym tragicznym momencie swojego życia niespodziewanie odkrywa w sobie ogromne pokłady odwagi i wiary, idących w parze z chęcią przetrwania. Udaje mu się odnaleźć sposób na przeżycie w towarzystwie niebezpiecznego tygrysa, w dodatku na ograniczonej przestrzeni łajby ratunkowej. Co więcej, chłopiec daje radę stworzyć pewnego rodzaju symbiozę, karmiąc swego kompana i nie dopuszczając go tym samym do siebie. Na końcu drogi może czekać wszystko. Młody Pi poprzez niechcianą podróż jednoczy się z naturą i Bogiem – jakkolwiek go nazywając.

Wydawać by się mogło, że w historii, której akcja w głównej mierze rozgrywa się na oceanie, a za rekwizyty służyć może praktycznie wyłącznie łódka wraz z inwentarzem, reżyser nie ma wiele miejsca do popisu. Jednak przygoda młodego Hindusa, który doznaje religijnego olśnienia nie pozwala odbiorcy się nudzić. Przez większą część utworu możemy podziwiać piękne obrazy, czego przykładem niech będzie ujęcie, w którym niebo łączy się z oceanem, ukazujące samotnego chłopca na skraju wyczerpania. Angowi Lee udało się zbudować nastrój odosobnienia i wciągnąć widza w przeżywanie tej przygody wraz z młodym rozbitkiem.

Kiedy dorosły Pi (Irrfan Khan) kończy opowiadać swoją historię, zdaje się ona tak nieprawdopodobna, że trudno w nią uwierzyć. Wtedy reżyser serwuje nam kolejną – alternatywną, bardziej prawdopodobną i przyziemną. Od nas zależy, w którą opowieść uwierzymy oraz co w niej odnajdziemy. Życie Pi zdecydowanie mogę polecić każdemu. Nieważne, czy wierzycie w jakiegoś boga i jak odczytacie tę historię. Warto zobaczyć, chociażby po to, żeby samemu zastanowić się i wybrać tę opowieść Pi, która bardziej nam odpowiada i zmusza do refleksji.