Zabójcze maszyny

Gdzie jedziesz, Europo?

Autor: Jan 'gower' Popieluch

Zabójcze maszyny
Żarłoczne miasta przemierzają pustynię, a mimo upływu wieków wciąż te same emocje i żądze sprowadzają niebezpieczeństwo na ludzkość. Niestety ciekawe założenia nie wystarczą, żeby opowiedzieć wciagającą historię.

Tysiąc lat po wojnie, która zniszczyła cywilizację, Ziemia jest bezlitosnym i okrutnym miejscem do życia. Bezkresne połacie spieczonej słońcem pustynii przemierzają mechaniczne miasta – ich mieszkańcy porzucili osiadły tryb życia, by nieustannie poszukiwać niezbędnych do przetrwania surowców. Nowe możliwości sprowadziły jednak również nowe zagrożenia. I oto w pierwszych scenach Zabójczych maszyn zza horyzontu wyłania się Londyn – gigantyczne, buchające dymem i najeżone bronią "drapieżne miasto", które żywi się, pożerając mniejsze osady i asymilując ich mieszkańców. Dość szybko dowiadujemy się również, że Londyn opuścił Europę (sic!) oraz że na dalekim wschodzie znajduje się Shan Guo, należące do Ligi Antymobilistów.

Peter Jackson i Christian Rivers przenieśli na ekran świat wykreowany w cyklu powieści Philipa Reeve'a. Jest to zdecydowanie jedna z ciekawszych wizji postapokaliptycznych, jakie widzieliśmy w ostatnich latach, a kolejne sceny konsekwentnie budują wrażenie żyjącego ekosystemu, który rozciąga się daleko poza wydarzenia i miejsca uwzględnione w scenariuszu. W budowaniu tych emocji skutecznie pomaga przemyślana i oryginalna scenografia, urzekające zdjęcia oraz efekty specjalne. W pamięci zostaje zwłaszcza widok uliczek i kamienic bawarskiego miasteczka, zwijających się w przygotowaniu do ucieczki. Wszystko to składa się na doświadczenie świata, w którym chciałoby się spędzić więcej czasu. Tym bardziej, że uniwersum Zabójczych maszyn wydaje się idealne do przeniesienia kiedyś do porządnego komputerowego erpega, o ile tylko któryś z gigantów gatunku zdecydowałby się na taki krok.

Niestety, ogromny potencjał wynikający z konstrukcji świata nie wystarczy do stworzenia dobrego filmu, gdy scenariusz jest najeżony błędami i niekonsekwencjami. Głównymi bohaterami Zabójczych maszyn są Tom Natsworthy (Robert Sheehan) – wychowany w Londynie młody archeolog – oraz Hester Shaw (Hera Hilmar) – buntowniczka szukająca zemsty za śmierć matki. Los sprawia, że ścieżki tych dwojga przecinają się i wymuszone współdziałanie błyskawicznie przeradza się oczywiście w głęboką więź. Gdy wpadną w tarapaty, z pomocą przychodzi Anna Fang (Jihae, znana głównie ze swojej muzycznej kariery) – kuriozalnie potężna antymobilistka, której działania może tłumaczyć jedynie umiłowanie Jacksona do sprawdzonego w Śródziemiu "Gandalf ex machina".

W kolejnych scenach jesteśmy świadkami dziwacznych i ekstremalnie wygodnych przypadków, raz za razem przywołujących wspomnienie reakcji "I don't know" z fantastycznej serii Pitch Meeting Ryana George'a. Nie zabraknie równiez całkowicie nieracjonalnych zachowań bohaterów, których kulminację stanowi moment, gdy Hester dochodzi do przełomowego odkrycia, które dla wszystkich widzów było oczywiste od co najmniej godziny.

Chociaż scenografia i zdjęcia przekonująco budują postapokaliptyczny nastrój, coś dziwnego wydarzyło się przy projektowaniu kostiumów. Akcja filmu osadzona jest w co najmniej XXXI wieku, ale najwyraźniej nie stanowi to żadnej przeszkody do powszechnego użycia jeansów i skórzanych kurtek. Na szczęście nieco lepiej niż kostiumografowie poradzili sobie aktorzy. Poza czołowym duetem warto zwrócić uwagę na Hugo Weavinga (Elrond, Agent Smith) w roli Thaddeusa Valentine'a, mistrza Gildii Historyków, oraz na Stephena Langa jako Shrike'a, pół człowieka, pół maszynę. Pozytywnym akcentem jest również muzyka, za którą odpowiada znany z Mad Maksa Tom 'Junkie XL' Holkenborg.

Zabójcze maszyny są oparte na ciekawym i oryginalnym pomyśle, a złożoność świata przedstawionego jest wyraźnie widoczna na ekranie. Niestety, elementarne błędy warsztatowe w scenariuszu powodują, że film Petera Jacksona – zwłaszcza w gorącym okresie przedświątecznym – może być traktowany jedynie w kategoriach ciekawostki.