» Recenzje » Strażnicy Marzeń

Strażnicy Marzeń


wersja do druku

Filmowa podróż do świata dziecięcych marzeń

Autor: Redakcja: Kamil 'New_One' Jędrasiak

Strażnicy Marzeń
Odkąd na ekrany weszła animacja z zielonym, grubym ogrem w roli bohatera pozytywnego, któremu towarzyszył irytujący, aczkolwiek przyjacielski i sympatyczny osioł, skończyła się na dobre era rysowanych bajek wypełnionych licznymi piosenkami. Co prawda pojawiały się próby powrotu do klasyki, jak w wypadku disneyowskiej Księżniczki i żaby, ale to animacje komputerowe przejęły stery w zmaganiach o najmłodszego (i nie tylko) widza. W wyścigu tym na prowadzeniu od lat są produkcje Pixara, Dreamworks i Disneya właśnie. Utwory te nierzadko nie są kierowane wyłącznie do dzieci. Z pożytkiem dla widzów, obrazy takie jak Odlot czy Zaplątani ustawiły poprzeczkę bardzo wysoko. Na tak przygotowanym gruncie pojawili się właśnie Strażnicy marzeń.

Tytułowi Strażnicy to istoty zamieszkujące świat dziecięcej wyobraźni, pełen wiary w postaci pokroju Świętego Mikołaja. Jakkolwiek w Polsce bohaterowie tacy jak Zębowa Wróżka czy Piaskowy Dziadek nie są zbyt popularni (lub choćby powszechnie rozpoznawalni), to już wesoły, potężny brodacz w czerwonym stroju, rozdający prezenty pod choinkę znany jest każdemu dziecku i dorosłemu. Podobnie zresztą, jak Zając Wielkanocny, który również stał się popkulturowym symbolem występującym na całym niemal świecie. Całą tę plejadę, razem z innymi fantazyjnymi postaciami, odnaleźć można w Strażnikach marzeń.

Niedawno na ekranach kin mogliśmy oglądać bohaterów komiksów Marvela, walczących ze złem zagrażającym naszemu światu. Choć w najnowszej animacji studia Dreamworks gra idzie o inną stawkę niż w Avengers, również tutaj zmagania toczą się o losy wszystkich ludzi. Wyobraźmy sobie bowiem sobie świat bez marzeń! Zastanówmy się, ilu ludzi, z którymi mamy styczność tak naprawdę czerpie radość z życia. Gdyby nagle wszyscy stali się zrzędami, nie potrafilibyśmy dostrzegać pozytywów w – wydawać by się mogło – błahych rzeczach. Czy wówczas po nocach nie śniłyby nam się wyłącznie koszmary? To dzięki dziecięcym marzeniom i opowieściom "spod kominka" część z nas, przechodząc w dorosłość, zachowuje talent wyczuwania magii w codziennym życiu.

W świecie dziecięcej wyobraźni, w którym można wymienić swoje mleczne zęby na słodkości od wróżki, a Święty Mikołaj rozdaje prezenty przy pomocy swoich elfów i Yeti (!), istnieją też istoty, które mają specjalną misję. Tak zwani Strażnicy przechowują nasze wspomnienia z dzieciństwa i pokazują nam, jak łatwo jest czerpać radość z najprostszych czynności oraz co jest tak naprawdę istotne. Najważniejsza okazuje się bowiem sama wiara, dzięki której dostrzegamy magię codzienności. Wielu dorosłych – zdawałoby się – straciło ją już dawno, stając się racjonalnymi do bólu ludźmi, nie zwracającymi uwagi na niezwykłości otoczenia. Nie umieją oni już cieszyć się życiem tak, jak wówczas, gdy byli dziećmi.

Co gorsza, pojawia się ktoś, kto zagraża również najmłodszym: Król Ciemności, sam Mrok. Odesłany w niepamięć jeszcze w czasach średniowiecza, kiedy to nasycał się wszechobecnym strachem, powrócił i chce o sobie przypomnieć. Strażnicy muszą ruszyć do walki z niebezpieczeństwem i uratować przed mroczną siłą cały świat, w tym samych siebie. Zgodnie z założeniem, że coś, w co przestajemy wierzyć znika, bez dziecięcych wspomnień może się okazać, że Zając Wielkanocny, podobnie jak reszta fantazyjnych postaci, po prostu przestanie istnieć.

Nieraz już mieliśmy do czynienia z animacjami kierowanymi także w stronę widza dorosłego, jednak trudno byłoby wskazać tytuł równie dosłowny i potrzebny tym, którzy świat dziecięcych zabaw z elfami mają już za sobą. Warto przypomnieć sobie, o co tak usilnie walczymy każdego dnia, bo może się okazać, że środki przysłoniły nam cel. Być może niejeden zada sobie wówczas pytanie, czy w życiu nie chodzi tak naprawdę o coś więcej, niż tylko o przyziemne rozumienie szczęścia. A nuż ta prawdziwa, głęboka radość była znacznie bliżej nas wówczas, gdy biegaliśmy po ogródku, chowając się za magicznymi drzewami, sięgającymi chmur.

Nie ma tu wprawdzie tak wielu humorystycznych momentów, jak w kilku innych głośnych animacjach ostatnich miesięcy, ale te, które są, są pierwszorzędne. Wystarczy przytoczyć przykład wspomnianych wcześniej Yeti w roli pomocników Świętego Mikołaja. Elfy wprawdzie również się pojawiają, ale ich rola ogranicza się raczej do ozdoby – nie wykazują się zbyt wielką "produktywnością".

W filmie Petera Ramseya liczy się jednak nie tyle komizm, co (przede wszystkim) przesłanie. Niejedna starsza, czy choćby dojrzała osoba może wyjść z kina naprawdę wzruszona. Poza tym, również fani akcji i animacji samej w sobie znajdą tu coś dla siebie. Nieprzypadkowo nawiązałem wcześniej do Avengers: drużyna stojąca na straży dziecięcych wspomnień robi w filmie niezłą "rozwałkę". Do tego, pod względem technicznym obraz stoi na naprawdę wysokim poziomie. Sceny walki przypominały mi dynamiczne sekwencje z Legend sowiego królestwa, a oręż pokroju mieczy Mikołaja czy bumerangu Zająca Wielkanocnego nie służy tu tylko za ozdobę i nieraz zobaczymy je w akcji.

Po Strażnikach marzeń spodziewałem się efektownej animacji i liczyłem na ponad godzinę dobrej zabawy. Dostałem coś więcej. Uśmiech gościł mi na twarzy niemal przez cały czas trwania produkcji; i rzadziej spowodowany był humorem twórców, lecz raczej powrotem do własnych wspomnień. Szczególnie polecam wybrać się do kina ze swoimi pociechami, siostrzeńcami i bratankami, a już koniecznie ze znajomymi z lat dziecięcych. Ta bajka nie mogła ukazać się w lepszym momencie, warto rozpocząć nowy rok z nadzieją i przypomnieć sobie, do czego powinniśmy dążyć w życiu.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.0
Ocena recenzenta
Tytuł: Rise of the Guardians
Reżyseria: William Joyce, Peter Ramsey
Scenariusz: David Lindsay-Abaire, William Joyce
Muzyka: Ben Folds, John Powell
Obsada: Chris Pine, Hugh Jackman, Alec Baldwin, Jude Law
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2012
Data premiery: 4 stycznia 2013
Dystrybutor: UIP



Czytaj również

2013: Top 5 filmów
Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku
Kapitan Marvel
Błękitna nadzieja
- recenzja
Logan: Wolverine
Pożegnanie z klasą
- recenzja
Star Trek: W nieznane
Przygoda trwa dalej
- recenzja
Chappie
Wszystko to już było, ale nadal bawi
- recenzja
Grand Budapest Hotel
Pokój z widokiem na przygodę
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
ale te, które są, są pierwszorzędne - ręce załamać, dzieci z podstawówki piszą lepiej.
11-01-2013 15:30
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Cóż, dla mnie, jako czytelnika, liczy się istota recenzji. Swoją drogą - bez obrazy - Twoja wypowiedź brzmi, jakby składał ją Kali z "W pustyni i w puszczy".
12-01-2013 09:40

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.