» Recenzje » Spider-Man Uniwersum

Spider-Man Uniwersum


wersja do druku

Tak wiele pająków, tak mało czasu

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Spider-Man Uniwersum
Po artystycznej i komercyjnej klęsce filmu Amazing Spider-Man 2 Sony poszło po rozum do głowy i pozostawiło Disneyowi produkcję kolejnych historii o Peterze Parkerze, co zaowocowało sukcesem odniesionym przez Spider-Man: Homecoming. Nie znaczy to jednak, że zupełnie dano sobie spokój z nowymi filmami – w tym roku wyszedł wzbudzający mieszane odczucia Venom, a teraz przyszła pora na zupełnie inną inkarnację pajęczego superbohatera.

W 2000 roku Marvel rozpoczął – równolegle do ich głównej linii – publikację komiksów z serii Ultimate. Zrezygnowano z kilkudziesięciu lat historii, aby zarówno bohaterom, jak i czytelnikom zapewnić świeży start. Poziom nowych albumów często wahał się dramatycznie, ale większość fanów jest zgodna co do tego, że najciekawszym wątkiem z uniwersum Ultimate było wprowadzenie postaci Milesa Moralesa, nastolatka latynoskiego pochodzenia, który po śmierci Petera Parkera został jego następcą, jako że również został obdarzony pajęczymi mocami. Film Spider-Man Uniwersum przybliża historię początku jego kariery, dorzucając jednocześnie inny popularny wątek pochodzący z komiksów z ostatnich lat.

Dzięki bardzo dobrym wynikom w nauce Miles przeniósł się do nowego elitarnego liceum. Nie umie się w nim jednak odnaleźć, więc co jakiś czas wymyka się nocą, by odreagować stres, tworząc graffiti w odosobnionych miejscach. Podczas jednej z takich eskapad zostaje ugryziony przez pająka (czego skutki powinny być oczywiste dla każdego, kto miał jakąkolwiek styczność z tą franczyzą), a niedługo później poznaje Petera Parkera i staje się świadkiem jego śmierci z rąk władającego nowojorskim przestępczym półświatkiem Kingpina. Chłopak nie posiada żadnego doświadczenia w wykorzystywaniu swoich nowo nabytych mocy, więc nie jest w stanie przeszkodzić gangsterowi z realizacji jego złowieszczych planów – szczęście w nieszczęściu zatem, iż napotyka pochodzącego z alternatywnej rzeczywistości Spider-Mana, który na pewno byłby w stanie nauczyć go tego i owego. Problem w tym, iż zbliżający się już do czterdziestki na karku Peter nie ma najmniejszej ochoty zajmować się nowo poznanym dzieciakiem i marzy tylko o powrocie do domu. Sytuacja zmienia się, gdy wychodzi na jaw, że przeprowadzane na zlecenie Kingpina eksperymenty dotyczące równoległych wymiarów grożą zniszczeniem całego multiwersum, a co więcej – w Nowym Jorku zjawia się jeszcze więcej przybyszów noszących pajęcze maski.

Już od pierwszego momentu nie da się oderwać wzroku od kinowego ekranu, a to za sprawą zastosowanego stylu graficznego, inspirowanego wizualnie zarówno komiksami, jak i grami wykonanymi w technice cell-shadingu. Niemal każdej scenie towarzyszy eksplozja kolorów, a za sprawą grubo nakreślonych konturów całość sprawia wrażenie, jak gdyby karty komiksu ożywały na naszych oczach. Twórcy pozwolili sobie jednocześnie na sporo zabawy odnośnie do sposobu przedstawienia poszczególnych scen i bohaterów – wystarczy powiedzieć, że pewne postacie już na pierwszy rzut oka wyglądają, jak gdyby urwały się z zupełnie innej bajki (i bardzo dobrze, biorąc pod uwagę powyższy zarys fabuły), a niektóre sceny z fantazją i brawurą nawiązują do dobrze znanych fanom Pajączka scen i motywów (jak myśli Milesa pojawiające się na ekranie w komiksowych dymkach lub pokazanie "najbardziej wstydliwego momentu" w historii Spider-Mana). Cały film jest pełen tego rodzaju smaczków, które powinny rozbawić każdego, kto interesował się historią Spider-Mana i osób, które kryły się pod jego mianem. Doskonale wypada również muzyka, wydatnie pomagająca w budowaniu klimatu, płynnie przechodząca między gatunkami zależnie od tego, co jest w danej scenie potrzebne – Uniwersum cechuje się prawdopodobnie najlepszą ścieżką dźwiękową w kinie superbohaterskim w ostatnich latach.

Na miłych doznaniach dla oczu i uszu jednak nie koniec, bowiem i fabuła zasługuje na pochwałę. Nie znajdziemy tu wprawdzie przełamywania schematów, ale też nikt nie powinien się tego spodziewać, idąc do kina. Śledzimy więc losy niepewnego siebie młodego chłopaka, który nabiera śmiałości poprzez kontakty z bardziej doświadczonymi od niego bohaterami; obserwujemy rozterki dotyczące sensu prób dorównania oczekiwaniom narzucanym nam przez innych; nie zabraknie nawet cynicznego spryciarza o złotym sercu, który choć bardzo się przed tym broni, to jednak pomaga na każdym kroku, oraz przemowy o tym, co znaczy być prawdziwym bohaterem. Zamiast rewolucji otrzymujemy bardzo sprawnie zmontowaną historię dla widzów w każdym wieku, oferującą humor, akcję, wzruszenia oraz rozmach, nawet jeśli nie pozostaje ona bez wad – scenarzystów można oskarżyć o nieco zbyt rozwlekłe wprowadzenie, służące zapoznaniu widzów z postacią Milesa, ale da się to wybaczyć.

Największą zaletą filmu jest galeria bohaterów, zaczynając od samego Moralesa, z towarzyszącymi mu Peterem w wersji starszej i zgorzkniałej oraz Gwen Stacy pochodzącej ze świata, w którym stała się Spider-Woman, kończąc na pozostałych przybyszach z alternatywnych światów i antagonistów budzących respekt już za sprawą projektów postaci, z Kingpinem na czele. Każdy z protagonistów zasługuje na swoją własną produkcję dzięki ukazanej na ekranie charyzmie i charakterom (show zdecydowanie kradnie przesadnie poważny i dramatyczny Spider-Man Noir, któremu głosu użyczył Nicolas Cage), ale jest ich po prostu zbyt wielu, przez co nie każdy otrzymał tyle czasu ekranowego, na ile zasłużył. Istnieje jednak spora szansa, iż na samym Uniwersum się nie skończy, gdyż już teraz plotkuje się w mediach o przeniesieniu na wielki ekran przygód Spider-Gwen. Może w planach wytwórni znajdzie się też miejsce na kolejne spin-offy?

Za sprawą Spider-Man Uniwersum Sony udała się rzadka sztuka: sprawili, że po zakończeniu seansu ma się ochotę na więcej filmów poświęconych pokazanym tu bohaterom. Postacie są najzwyczajniej w świecie fajne, wizualnie i dźwiękowo mamy do czynienia z majstersztykiem, a pod płaszczem graficznych fajerwerków otrzymujemy całkiem nieźle opowiedzianą historię utrzymującą odpowiednią równowagę między powagą a humorem. Miles Morales zadebiutował na wielkim ekranie w świetnym stylu, a produkcja z jego udziałem powinna stanowić obowiązkowy seans nie tylko dla miłośników Spider-Manów, ale wszystkich fanów kina superbohaterskiego w ogóle – oby tylko Sony nie spoczęło na laurach i podobnie przyłożyło się do prac nad swoimi kolejnymi pozycjami.

9.0
Ocena recenzenta
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Spider-Man Uniwersum (Spider-Man: Into the Spider-Verse)
Reżyseria: Bob Persichetti, Peter Ramsey
Scenariusz: Phil Lord, Christopher Miller
Obsada: Liev Schreiber, Shameik Moore
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 25 grudnia 2018
Dystrybutor: United International Pictures



Czytaj również

The Superior Spider-Man #4: Nie ma ucieczki
Pająk i jego armia
- recenzja
The Superior Spider-Man #1: Ostatnie życzenie
Zwrot akcji, który wstrząsnął pajęczyną
- recenzja
Uncanny X-Force #2: Era Archangela
Przygody X-Menów jeszcze nie były tak brutalne...
- recenzja
Venom
Poczciwy antybohater
- recenzja
Marvel's Spider-Man
Wielka odpowiedzialność
- recenzja
Graliśmy w Spider-Mana
Dzień dobry, Nowy Jorku!
- pierwsze wrażenia

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.