» Recenzje » Snake Eyes: Geneza G.I. Joe

Snake Eyes: Geneza G.I. Joe


wersja do druku

Pusty zamek pełen ninja

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Snake Eyes: Geneza G.I. Joe
Najnowsza produkcja spod znaku G.I. Joe to klasyczny film z kryzysem tożsamości. O ile może być to ciekawe narzędzie budowania fabuły wokół głównego bohatera, o tyle w przypadku całego filmu pokazuje tylko jego największe słabości.

W bardzo młodym wieku Snake Eyes zostaje pozbawiony ojca za sprawą nieznanych bandytów, przed którymi on sam ledwo uchodzi z życiem. Teraz w roli włóczęgi podróżuje po USA i bierze udział w nielegalnych walkach, by zbliżyć się choć trochę do tajemnicy napadu sprzed lat. W końcu na swojej drodze spotyka bossa bezwzględnej Yakuzy o imieniu Kenta. Ten w zamian za pracę oferuje mu rozwiązanie zagadki z dzieciństwa.

Praca dla Yakuzy kończy się dość szybko, gdy Snake Eyes dostaje rozkaz zastrzelenia Tommy'ego – kuzyna Kenty. Wspólna ucieczka zbliża obu mężczyzn, a Tommy, który okazuje się następnym liderem rodu Arashikage, chce wsparcia bohatera w zadaniach, jakie stoją przed klanem. Arashikage to wojownicy ninja wspierający japońskich władców od 600 lat i chroniący tajemniczy skarb od bogini, która według legend przyczyniła się do powstania Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie wszystko jest jednak tak proste, jak mogłoby się wydawać.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Twórcy Genezy G.I. Joe przy okazji faktycznego rebootu serii, po dość średnich ale jednak zarabiających na siebie G.I. Joe: Czas Kobry z 2009 oraz G.I. Joe: Odwet z 2013 roku, chcieli udźwignąć zdecydowanie za dużo. Zaczynają w sposób standardowy dla większości filmów akcji ostatnich lat, ale dość szybko pozwalają widzom przypomnieć sobie, że to jednak film oparty o świat zabawek militarnych obecnych na rynku (głównie amerykańskim) od blisko 60 lat. Gdzie indziej naszym oczom może ukazać się japoński zamek tuż pod Tokio wypełniony wojownikami i wojowniczkami ninja. Na dodatek posiadający rozległe połacie lasu wokoło i wioskę utrzymaną w stylu XVI lub XVII wiecznej Japonii. Szybko orientujemy się, że obracamy się raczej w świecie bajek, niż przerysowanej imitacji rzeczywistości, z którą z reguły spotykamy się w "standardowych" filmach akcji. Oczywiście ta dość specyficzna sceneria łączy się z super nowoczesną bronią, pojazdami i gadżetami. Nie zdziwi więc już zupełnie to, że członkowie Arashikage nawet między sobą rozmawiają piękną angielszczyzną, a japońskie wstawki mają dodawać co najwyżej kulturowego kolorytu.

Dla osób choćby pobieżnie znających poprzednie filmy lub seriale animowane nastawione na sprzedaż tytułowych zabawek, główne zwroty akcji nie będą niestety żadnym zaskoczeniem. Z tego względu twórcy mogliby bardziej postarać się o budowanie przemian głównych bohaterów, a nie upchnąć je w ostatnich 30 minutach filmu. Nawet jeśli było to nieuniknione, bo mamy do czynienia z retrospekcją, to można było ten wątek lepiej rozegrać.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Niestety nierówne są również sceny akcji, a to przecież film, który powinien skupiać się głównie na nich. Niektóre rozegrane są wręcz idealnie – treningi Snake Eyes pokazują, że z bardzo średniego materiały można zrobić coś, co przyciągnie uwagę. Jednak są też sceny, w których nasi bohaterowie wpadają w bandę 20–30 uzbrojonych w katany gangsterów, którzy padają praktycznie poza kadrem. I można mieć wrażenie, że nie były wycięte tylko po, to by pokazać trochę japońskiej białej broni.

Dobór obsady ma swoje wzloty i upadki. Henry Golding to aktor, któremu brakuje obszernego portfolio, tym bardziej w kinie akcji. W roli tytułowego Snake Eyes radzi sobie jednak wyśmienicie. Podobnie Takehiro Hira, japoński aktor z prawie 20-letnim stażem, w swojej kreacji Kenty jest bardzo autentyczny jako ogarnięty żądzą zemsty na swoim klanie mafiozo. Pozostałe postaci, może za wyjątkiem drugoplanowych Niewidomego Mistrza (Peter Mensah) oraz Srogiego Mistrza (Iko Uwais), nie zaskakują praktycznie niczym.

Scenografia, mimo całej swej absurdalności (większość akcji dzieje się na terenie zamku Arashikage) została przygotowana z niezaprzeczalnym wysiłkiem. Mamy przebłyski komnat zamku czy terenów wiejskich przylegających do posiadłości ninja. Niczym nie odbiegają od tego, czego moglibyśmy się spodziewać po produkcjach osadzonych w epoce samurajów. Szkoda tylko, że przedstawiać muszą XXI wiek, a super laboratoria i laserowe detektory ruchu psują autentyczność tych lokacji.

Jak większość produkcji z ostatnich kilkunastu miesięcy, ta też nie obyła się bez problemów spowodowanych pandemią COVID-19. Oryginalna data premiery (27 marca 2020) została kilkukrotnie przesunięta, by w końcu zatrzymać się na 23 lipca tego roku. Mimo wygłodzonej nowych filmów widowni średnie wyniki finansowe z otwarcia mogą zaprzepaścić plany zapowiedzianej w maju 2020 kontynuacji z większością obecnej ekipy aktorskiej. Może warto jednak wykorzystać tę szansę, zrobić krok w tył i zastanowić się, dalej z filmami z cyklu G.I. Joe.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
4.0
Ocena recenzenta
4
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Snake Eyes: Geneza G.I. Joe (Snake Eyes: G.I. Joe Origins)
Reżyseria: Robert Schwentke
Scenariusz: Evan Spiliotopoulos i Joe Shrapnel & Anna Waterhouse
Muzyka: Martin Todsharow
Zdjęcia: Bojan Bazelli
Obsada: Henry Golding, Andrew Koji, Úrsula Corberó, Samara Weaving, Haruka Abe, Takehiro Hira, Peter Mensah, Iko Uwais
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2020
Data premiery: 23 lipca 2021
Czas projekcji: 2 godz. 1 min
Dystrybutor: United International Pictures

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.