» Recenzje » Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach

Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach


wersja do druku

Mielizny na nieznanych wodach

Autor: Redakcja: Kamil 'New_One' Jędrasiak

Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach
Wraz z czwartą częścią Piratów nadpływają metamorfozy. Przede wszystkim zmiana reżysera serii. Nowym "kapitanem" filmu został Rob Marshall. Twórca znany zwłaszcza z odświeżenia w ostatnich latach gatunku jakim jest musical. Spod jego ręki wyszły takie tytuły jak: Chicago czy Nine. W związku z tym moje oczekiwania były duże, tym bardziej, że Piraci zasługują na odnowienie wizerunku. Drugą zmianą jest wprowadzenie nowych aktorów. Oczywiście, myślę tutaj o Penélope Cruz i Samie Claflinie. Trzecią i ostatnią zmianą jest fabuła, która staje się początkiem zupełnie nowego rozdziału w historii serii Piratów z Karaibów.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Film rozpoczyna się od brawurowej ucieczki Jacka Sparrowa z rąk wymiaru sprawiedliwości, skąd przypadkiem ląduje on na dworze króla Wielkiej Brytanii. Ten stawia bohaterowi ultimatum. Zadaniem Sparrowa jest przymusowa pomoc w odnalezieniu dla Anglii legendarnego Źródła Młodości. W poszukiwaniach ma go wspierać znany z poprzednich części Kapitan Hector Barbossa (Geoffrey Rush). Niezadowolenie postaci granej przez Johnny'ego Deppa jest tak duże, że postanawia uciec z królewskiego dworu. Jednak los mu nie sprzyja, gdyż na swej drodze spotyka córkę Czarnobrodego, Angelikę (Penélope Cruz). Wraz z nią ląduje na demonicznym statku jej ojca, który przypadkiem zmierza w kierunku Źródła Młodości. Jak możecie się domyślać, czeka ich masa niewiarygodnych przygód.

W czwartej części Piratów zawodzi Jack Sparrow. Postaci (a tym samym całemu filmowi) brakuje świeżości i polotu. Przypuszczam, że nowy reżyser nie do końca potrafił wykorzystać atuty tego bohatera, a myślę tutaj zwłaszcza o jego szalonej przewrotności. Na uwagę zasługuje natomiast świetny Geoffrey Rush, który wcielił się w Kapitana Barbossę. Bohater ten bardzo interesująco zmienia się przez całą serię. Barbossa staje się raz przyjacielem, raz wrogiem Sparrowa. W tym tkwi siła tej postaci. W Na nieznanych wodach to Barbossa dodawał uroku większości scen, w których się pojawił. W pewien sposób upodobnił się on do Sparrowa. Jego zachowanie jest zawieszone pomiędzy sposobem bycia pirata (a więc złoczyńcy), a szlachcica.



Wprowadzenie do filmu bohaterki granej przez Penélope Cruz dodało natomiast obrazowi Marshalla sporo seksapilu. Cruz w bardzo dobry sposób zastępuje Keirę Knightley. Postać Angeliki jest niezwykle interesująca i z pewnością dobrze wykorzystana fabularnie. Tego samego nie można powiedzieć o roli Sama Claflina, który wcielił się w Philipa, młodego i przystojnego kaznodzieję przetrzymywanego przez Czarnobrodego. Według mnie postać ta mogła zostać niezwykle interesująco wyeksploatowana, jednak w filmie okazuje się bezbarwna. Bohater w żaden sposób nie sprawdza się jako substytut błyskotliwego Willa Turnera, a zdaje się, że taki był zamysł twórców.

Last but not least, warto również wspomnieć o naprawdę interesującej kreacji Iana McShane'a, który wcielił się we wspomnianego Czarnobrodego. Bohater budzi respekt nie tylko swoim demonicznym zachowaniem, ale również niezwykłym statkiem i zombiepodobnymi pomocnikami. Obraz wiele natomiast stracił przez rezygnację z kilku drugoplanowych bohaterów, którzy dodawali uroku poprzednim częściom. Myślę w tym miejscu o przezabawnej dwójce bosmanów z Czarnej Perły (Pintelu i Ragettim) oraz o "maskotkach" filmu, czyli małpie i papudze. Sceny z ich udziałem stanowiły ciekawe urozmaicenie, dodając błyskotliwości i werwy wszystkim trzem obrazom.



Ostatnia odsłona Piratów wydaje się obrazem niedopracowanym i nieprzemyślanym, nakręconym "na szybko". Pod względem przebiegu wydarzeń Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach bazują na utartych schematach z poprzednich części. Film jako dwuipółgodzinna całość w niektórych miejscach razi monotonią. Nie jest to spowodowane brakiem akcji, wręcz przeciwnie – w obrazie bardzo dużo się dzieje. Jednak dość szybko pojawia się wrażenie wtórności rozwiązań fabularnych wykorzystywanych przez twórców serii. Generalnie w najnowszych Piratach z Karaibów obecnych jest wiele zbędnych wątków fabularnych, które są nieumiejętnie wprowadzane i prowadzone, jak choćby losy młodego kaznodziei.

Niezwykle ciekawą sekwencją jest spotkanie z syrenami. Osobiście uważam, że jest to jeden z lepszych momentów w filmie. Dziwię się, że reżyser, jako twórca musicali, nie wykorzystał atutu tych pięknych stworzeń, jakim jest hipnotyzujący śpiew. W Na nieznanych wodach pojawiają się wprawdzie pojedyncze elementy, których źródeł upatrywać można się w musicalach, jednak jest ich mało. Szkoda, ponieważ w moim odczuciu seria ta idealnie nadaje się na ten cel, a ostatnia jej odsłona zwłaszcza.



Film podobno został stworzony w technice 3D. Podobno! Naprawdę, bardzo wnikliwe przyglądałem się obrazowi, co jakiś czas zakładając i zdejmując okulary, ale odniosłem wrażenie, jakby trzeci wymiar został dodany nieco "sztucznie". Z Piratami jest trochę tak, jak z Thorem – trzeba usilnie szukać tych efektów. Lekko ironizując, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najbardziej "uwypuklone" są w tym obrazie napisy.

Nie bez przyczyny poprzedni reżyser zrezygnował z kręcenia dalszych części serii. Przypuszczalnie Verbinski stwierdził, że już nic nowego w kwestii formy i treści nie wymyśli. W związku z tym wytwórnia musiała znaleźć nowego twórcę, ponieważ najwyraźniej żal jej było rezygnować z tak znanego tytułu. Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach wabią nas efektami specjalnymi, spektakularną akcją, gwiazdami (w szczególności Deppem i Cruz) i techniką 3D. Jednak wszystkie te elementy nie są w stanie uchronić serii przed utratą autentyczności, będącą efektem słabego scenariusza. Możliwe, że twórcom brakuje odwagi, którą wycisza wielka wytwórnia, jaką jest Disney. W efekcie, cała seria sprowadzona zostaje do wizualnej atrakcji rodem z Disneylandu.
6.5
Ocena recenzenta
6.61
Ocena użytkowników
Średnia z 51 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach
Reżyseria: Rob Marshall
Scenariusz: Terry Rossio, Ted Elliott
Muzyka: Hans Zimmer
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Obsada: Johnny Depp, Ian McShane, Geoffrey Rush, Sam Claflin, Kevin McNally, Astrid Berges-Frisbey, Greg Ellis, Richard Thomson, Óscar Jaenada, Stephen Graham
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2011
Data premiery: 20 maja 2011
Dystrybutor: Forum Film Poland Sp. z o.o.



Czytaj również

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Czyli świat jest za mały
- recenzja
Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Co może być lepsze niż Jack Sparrow?
- recenzja
Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Na krańcu trylogii
- recenzja
Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły
Pirate’s life for... you!
- recenzja
Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka
Istna skrzynia skarbów
- recenzja

Komentarze


~Greetch

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
1. Może jestem staroświecki, ale jednak trzymałbym się j. polskiego w recenzji (Last but not least)

2. Używasz nowomowy, rozumiem, że zabrakło Ci synonimów do słowa film: http://www.sjp.pl/co/obraz lub http://sjp.pwn.pl/slownik/2491859/ obraz (wg pwn obrazem powinno nazywać się dobry film a nie 6.5/10).
26-05-2011 13:35
New_One
   
Ocena:
+4
1. Masz prawo trzymać się języka polskiego. Każdy ma rzecz jasna takie prawo. Nie ma jednak przymusu.

2. Słowo "obraz" jako synonim filmów jest stosowane na porządku dziennym, zarówno w publicystyce, jak i w tekstach naukowych. Decyzja o jego użyciu leży wyłącznie w gestii autora. Poza tym, w przytoczonym linku (http://sjp.pwn.pl/slownik/2491859/ obraz) widnieje zapis "film, zwłaszcza dobry".
26-05-2011 14:03
makakarer
   
Ocena:
0
jak dla mnie, najsłabsza częśc
26-05-2011 16:00
Repek
   
Ocena:
0
[fhtagn] Dzięki za zgłaszanie wszystkich usterek - poprawiamy. Kasuję te komcie - jak również swój wcześniejszy - żeby nie było śmietnika w komciach. [/fhtagn]
26-05-2011 17:17
Saya
   
Ocena:
+3
"wytwórnia musiała znaleźć nowego twórcę, ponieważ najwyraźniej żal jej było rezygnować z tak znanego tytułu"

Ja bym powiedziała raczej, że żal im zrezygnować z łatwej kasy :>
26-05-2011 17:42
~Greetch

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@New_One: no właśnie, zwłaszcza dobry, czyli nie tutaj (choć zależy: czy 6.5 to film dobry, przeciętny, ponad przeciętny ale jeszcze nie dobry albo może dobry ale w stronę przeciętnego?)
26-05-2011 18:47
~Sayonara

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Recenzja okropnie napisana. W jaki sposób np. małpa i papuga dodają błyskotliwości obrazom? W jaki sposób się eksploatuje aktora?
Takich głupotek jest niestety więcej. Na przyszłość radzę przed wysłaniem tekstu przeczytać go ze dwa razy i wyłapać koszmarki.
26-05-2011 19:40
~furiat

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Greetch, używanie "@" do wskazania adresata zaliczyłbym do nowomowy. A słowo "zwłaszcza" nie oznacza "tylko". Tak w obronie kolegi, któremu przedstawiłeś argumenty z powodu: "no koniecznie muszę coś znaleźć na niego".
26-05-2011 21:28
Umbra
   
Ocena:
+2
Zacząłem czytać recenzję ale stwierdziłem, że najpierw chcę obejrzeć film.

A co do tego:
"W czwartej części Piratów zawodzi Jack Sparrow. Postaci (a tym samym całemu filmowi) brakuje świeżości i polotu. Przypuszczam, że nowy reżyser nie do końca potrafił wykorzystać atuty tej postaci, a myślę tutaj zwłaszcza o szalonej przewrotności bohatera."

To sprawa wygląda tak. Depp sam narzucił postaci taki styl w pierwszej części, gdzie spotkał się z pełnym zdziwieniem ekipy. W efekcie wyszło na dobre, świetna kreacja i nominacja do oskara w filmie przygodowym, gdzie rzadko się to zdarza. Nie chcę mówić, że gra źle, jest super. Dlatego sądzę, że reżyser nie miał dużo do gadania, Depp sam narzuca raczej swojej postaci brawurowość, jeśli coś zwaliło to on sam.

Poza tym odkąd wyszli piraci w prawie każdym filmie gra tak samo, jack sparrow w różnych odsłonach. Strasznie mnie to drażni i od kilku lat, jeden z moich ulubionych aktorów stał się kimś kogo czasem specjalnie omijam w kinie. Zdarzyło mu się ostatnimi czasy naprawdę bardzo mało dobrych a jednocześnie nie "sparrowowych" ról. Sam widziałem chyba jedną.

Pozdro.

P.S. zauważyliście, że w prawie każdej recenzji (przynajmniej ja na takie trafiam, może jest tak tylko w najnowszych) jest ktoś kto daje ocenę 0.5? Tak jakby ludzie złośliwie bawili się ocenami, żeby zniżyć na maksa jak się da.
26-05-2011 23:56
New_One
   
Ocena:
0
@ furat: Dzięki, nie muszę sam tego pisać. :)

@ Saya: To się rozumie samo przez się. ;)

@ repek: Dzięki za szybkie działanie

@ Sayonara: O ile nie zgadzam się z Twoją ogólną oceną, o tyle rozumiem, że taki styl nie musi się podobać. Inna sprawa, że np. eksploatacja (postaci, nie aktora) jest tu użyta w pełni świadomie.

@ Umbra: Niestety, Twoje spostrzeżenia są chyba celne. Też mnie to drażni: zarówno "sparrowowość" nowego Deppa, jak i kwestia ocen. Ocenianie działa przy tym w obie strony: skrajne zawyżanie i obniżanie. Tyle, że to nie jest specyfika Poltera. Często ludzie nie wystawiają filmom ocen, na jakie te ich zdaniem zasługują, lecz starają się, by średnia zbliżyła się do spodziewanego wyniku. Np. oceniając dany film na 8 i widząc, że ma średnią 6, klikają 10, żeby podnieść tę średnią. FilmWeb to doskonałe studium tego zabawnego zjawiska.
27-05-2011 00:23
Szept
   
Ocena:
0
"wójce bosmanów z Czarnej Perły (Pintelu i Ragettim)"

Bosmanów? To ilu tych bosmanów było na Czarnej Perle? Oni byli bosmanami? Od kiedy?
27-05-2011 08:48
angel21
   
Ocena:
+3
"choć zależy: czy 6.5 to film dobry,"

najprościej podzielic sobie to na dwa i oceniać w skali szkolnych ocen ^^ Zaokrąglając do dołu wyjdzie silna trója, więc film przecięty :).

Jednak do racjonalnej oceny przydałaby się jeszcze jedna recenzja, bądź przynajmniej słówko od innych recenzentów:) Tak powinno być w przypadku głośnych tytułów :).
27-05-2011 11:07
Umbra
   
Ocena:
0
Dobrze by było, to fakt. Niestety ja nie widziałem jeszcze, nie wiem jak pozostali.
Natomiast repek już swoje napisał ; )
27-05-2011 23:36
Ungard Handwick
    A muzyka?
Ocena:
+1
Nikt nic nie powiedział o muzyce. Nie wiem jak można zapomnieć o tak wybitnym kompozytorze jak Zimmer. Jednak w tej części "piratów", tak odmiennej od poprzednich, motywy, które wcześniej zachwycały nasze uszy, teraz IMO zupełnie nie pasują. Muzyka jest dobrana dziwnie, słychać ją w filmie (powinna być czymś naturalnym), nie współgra z obrazem, a wręcz momentami przeszkadza. Myślę że to nie jest kwestia złego dźwięku, ale nieumiejętnego go wpasowania. Nawet motywy, które w każdej chwili jesteśmy w sanie zanucić z pamięci jakoś do tej produkcji nie pasują. Dla mnie muzyka jest wielkim minusem "piratów", a 3D jedynie męczy oczy (to tak na dokładkę odbijając od tematu ;P)
04-06-2011 10:16

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.