» Recenzje » Piraci z Karaibów: Na krańcu świata

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata


wersja do druku

Na krańcu trylogii

Autor: Redakcja: Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Magda: Czy warto czekać rok na film?

repek: To zależy, jaki będzie ten film.

Magda: Zatem, jaki jest?

repek: Pytanie jest i nie jest proste. Jest doskonały, jak część druga, czyli także - jak chcą niektórzy - bezsensowny i słaby w porównaniu z częścią pierwszą. Ci "niektórzy" oczywiście się mylą. A na poważnie - to ten typ kina, które czyni z nas małe dziewczynki i chłopców, przywołuje młodzieńcze lektury i nakazuje odrzucić chłodne kalkulacje oraz zburzyć oziębły dystans. Albo zapomnisz o subiektywnych oczekiwaniach i dasz się ponieść fali nieskrępowanej fantazji, albo utoniesz.

Magda: Ja najchętniej pluskałabym się w fabule jeszcze parę razy, w szczególności ze zmienionym w prawdziwego pirata Willem. Prąd przygody i niesamowitych wyczynów, jakich podejmują się bohaterowie filmu, oszałamia. Taką ilością doniosłych wydarzeń można by obdzielić co najmniej trzy wysokobudżetowe produkcje. Chwytająca za gardło wizja odpływających ku krańcowi ziemi dusz, pojedynek magicznych statków w oku cyklonu i wielkie zgromadzenie piratów z całego świata - adrenalina szumi w uszach widza niczym szalejący sztorm.

repek: Tutaj pojawia się niestety małe niebezpieczeństwo zagubienia w głębinach intrygi. Początek Na krańcu świata wbija w fotel klimatycznym zawiązaniem fabuły, a potem akcja rusza pod pełnymi żaglami. Można wręcz odnieść wrażenie, że dzieje się za dużo, a wszyscy bohaterowie "ciągną" w swoją stronę, każdy realizuje własny wątek. Tak jest przez mniej więcej połowę projekcji, kiedy to indywidualne nitki splatają się i najważniejsze postaci suną wspólnym kursem do samego końca. Nie ma wątpliwości, że przy kolejnych podejściach do trzeciej odsłony Piratów będzie się odkrywać najmniejsze szczególiki konsekwentnych, fabularnych powiązań. Już teraz widać ich niemało...

Magda: Tak, bowiem w tym filmie każda postać drugo- i trzecioplanowa ma własny wątek fabularny. Podobnie jak pies, małpa, papuga, busola, kapelusz Jacka, oba statki, a nawet wykonana w pierwszej części przez Willa szpada. Film może być trudny w odbiorze, gdyż nie ma szczegółu lub sceny, która nie rozwijałaby opowieści. Wszystko ma swoje przeznaczenie i miejsce w świecie trylogii, każdy element odgrywa swoją rolę, aby doprowadzić do spektakularnego zakończenia. Bohaterowie przebywają daleką drogę, docierają na sam kraniec świata i wkraczają do krainy śmierci. Przechodzą próbę, jakiej tradycyjnie poddawani byli wszyscy mityczni bohaterowie. Przekraczają granicę dzielącą żywych od umarłych, podróżując poprzez lód i morze nocą, kiedy horyzont zlewa się z taflą oceanu i świat śmiertelnych łączy się z zaświatami. Wyprawa ta przemienia Elizabeth oraz Williama i pokazuje, kto był prawdziwym herosem w tej opowieści. Przeznaczeniem pary jest przywrócenie zaburzonego porządku rzeczy w symbolicznej scenie połączenia kochanków i odczynienia zdrady, która leżała u podstaw panującego na morzach zła. A piraci? Piraci pozostają piratami, ratują swój świat od zmian i wyruszają po kolejny skarb.

repek: Co ciekawe, głównym nośnikiem pirackiego nastroju staje się Barbossa, kreowany z rozmachem i swadą przez Goeffreya Rusha. Jack Sparrow ma na głowie (a raczej w głowie) inne problemy, więc to na nieumarłym kapitanie spoczywa obowiązek utrzymania konwencji. Pomagają mu w tym niezrównani Pintel i Ragetti oraz załoga "Czarnej Perły", a także cała plejada pirackich przywódców z Seo Fengiem (klimatyczny Chow Yun-Fat) na czele. Za ich sprawą Piraci utrzymują status filmu trzymającego się nieugięcie przyjętej, czy wręcz stworzonej przez siebie stylistyki. Na szczęście nie mnożą przy tym nowych wątków, lecz jedynie kontynuują te, które zasygnalizowano w poprzedniej części. Rok temu zresztą sporo spekulowano na temat możliwych zakończeń losów poszczególnych postaci, a finałowa odsłona trylogii musiała wziąć na siebie brzemię logicznego ich zamknięcia.

Magda: Trzecia część obnaża nie tylko tors Orlando Blooma i udo Keiry Knightley, ale konsekwencję twórców, którzy nie pozostawiają odbiorcy na mieliźnie domysłów i skrupulatnie domykają wszystkie wątki. Historie pojedynczych bohaterów kończą się mniej lub bardziej szczęśliwie, niektórych pochłania wir przeznaczenia, innym udaje się wypłynąć na powierzchnię. Upadły Komodor Norrington, przechodzi długą drogę od zaszczytów, poprzez chlewik, do utraty honoru, aby na u kresu podróży obrać właściwy kurs i odkupić wyrządzone zło. Dowiadujemy się także, co stało się z psim strażnikiem więzienia, dlaczego w kończącym trylogię filmie macki krakena nie doczekały się animacji oraz jaką przyszłość wybrała, przewijająca się przez wszystkie epizody, gadatliwa para żołnierzy.

Rozpoczęcie Klątwy Czarnej Perły i finał Na krańcu świata łączy finezyjna pętla, w której uratowany przed laty z zachłannych ramion morza Will zostaje… Ach, już słyszę salwę czytelników, którzy nie chcą wiedzieć za dużo. Jest to jednak puenta warta przelanej na ekranie krwi i użytej na potrzeby produkcji taśmy filmowej. Puenta, która kończy historię namiętnego romansu pomiędzy synem pirata a córką gubernatora, a rozpoczyna nową przygodę na szerokich wodach oceanu.

repek: Przygodę, do której koniecznie niezbędna jest jedna osoba: Jack, czyli duch serii, bez którego - bez względu na to, jakich bohaterów pokochaliśmy - cykl straciłby cały swój urok. A Jack, jak to Jack, zawsze wypłynie na powierzchnię, gdyż fabuła automatycznie dostosowuje się do jego improwizowanych decyzji.

Magda: Na szczęście "sparrowy", to znaczy, wróbelki ćwierkają, iż zawarto diabelski pakt na kolejne części...

repek: …a zatem niebawem przekonamy się, jak w tej grze o dusze widzów poradzi sobie Jack Sparrow.

Magda: Kapitan. Kapitan Jack Sparrow.
7.89
Ocena użytkowników
Średnia z 75 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 8

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja



Czytaj również

Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Czyli świat jest za mały
- recenzja
Piraci z Karaibów: Na krańcu świata
Co może być lepsze niż Jack Sparrow?
- recenzja
Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka
Istna skrzynia skarbów
- recenzja
Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka
Płyńcie na ten film!
- recenzja
Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły
Pirate’s life for... you!
- recenzja

Komentarze


marumaru
   
Ocena:
0
ab so lut nie odjechany^^
Chyba podobał mi się najbardziej z dotychczasowych.
I te niesamowite piski niewiast na sali ilekroć pojawiał się kapitan Sparrow*__*
25-05-2007 16:48
~MorFeuS

Użytkownik niezarejestrowany
    :[
Ocena:
0
Film bardzo fajny, ale nie podobały mi się 2 rzeczy:
Ti dhalma (albo Calipso czy jak jej tam), kiedy została uwolniona z ludzkiego ciała, nieco centymetrów jej się przybrało. Nie podobało mi się to. A druga rzecz to dlugosc filmu. Mimo, ze widzialem film w jednym z najlepszych kin w centrum Londynu to i tak tyłek mnie zaczał boleć i musiałem kilka razy podczas seansu zmieniać "jakos" pozycje. Oczywiscie najlepsza postacią był Jack, aczkolwiek małpa była prawie tak śmieszna jak sam Jack :D A co do ojca Jacka... ok, wygladał fajne itd. ale jak dla mnie cały ten rozgłos o tym, że ojca jacka ma zagrać legendarny gitarzysta był niepotrzebny. Również dobrze tą postać mógłby zagrać Hugh Grant...
25-05-2007 17:32
rincewind bpm
   
Ocena:
0
Dokładnie te same wrażenia :) Ładna recenzja. Już się bałem, że będę musiał sam coś więcej napisać, aby wytłumaczyć mój punkt widzenia sceptykom takim jak Craven (komenty pod moim blogiem). Na szczęście wystarczy mi:
Mr & Ms Repek +1

Ja nie musiałem specjalnie martwić się zmienianiem pozycji. Aż nie mogłem usiedzieć na miejscu z radości, jaka mnie rozpierała :) Acha, i mógłbyś zaznaczać spoilery ;)

Piski? To nie ja. Chyba.
25-05-2007 18:04
Verghityax
   
Ocena:
0
Mała dygresja. Tą szpadę, o której wspominacie, wykonał nie Will, a kowal, u którego ten terminował. A sama recka bardzo dobra, choć moim zdaniem Sao Feng był postacią wepchniętą na siłę i zupełnie niewykorzystaną.
25-05-2007 18:08
rincewind bpm
   
Ocena:
0
Sao Feng? Może nie wepchnięty na siłę, ale rzeczywiście, nie wykorzystany do końca, akurat na usunięciu jego wątku film straciłby najmniej.
25-05-2007 18:19
konishiko
   
Ocena:
0
Recenzja zachęciła mnie totalnie do obejrzenia filmu (jakby trzeba było zahcęcać), +1 dla repka i Magdy. Jeszcze tylko dwa tygodnia i do mojego kina zawita angielska kopia :)

Pozwolę sobie tylko nie zgodzić się z oceną części drugiej oraz ludzi, którym się mniej podobała. Pierwszą część uwielbiam właśnie za to, że mogę poczuć się mała dziewczynką czytającą z zapartym tchem o i piratach i dlatego, że najmniejsza scena nie dzieję się tam niepotrzebnie, za długo, nudno ani nieśmiesznie. Część druga dla mnie po prostu była zbyt rozlazła i raziła nie nieprawdopodobieństwem, a brakiem fabularnej elegancji, niestety typowym dla drugich części trylogii. W końcu konwencja się między kolejnymi częściami nie zmieniła.

Co nie zmienia faktu, że zafunduję sobie maraton pierwszych dwóch epizodów przed wyjściem do kina...
25-05-2007 18:35
Saise
   
Ocena:
0
Film cudowny, ale do oglądnięcia na więcej, niż jeden raz. Jest powiem mocarnie przeładowany - twórcy chcieli elegancko zamknąć wszystkie rozpoczęte wcześniej wątki, co im się chwali, ale było tego tyle, że nawet 3 godziny nie wystarczyły. Dlatego na ekranie niejednokrotnie chaos i zamieszanie. Ale to nic. Bo film jest cudowny - Kapitan Barbossa błyszczy i bawi się cudownie, scena walki Perły i Holendra to boskość wizualna, Sparrow ze swoimi "Licznymi, he he, problemami" jest świetny. Nikt nie jest czarny, nikt nie jest biały.

Złe rzeczy? Zagadka i odwrócenie statku na drugą stronę... dno jak dla mnie, można by całe wyciąć. I zmarnowano straszliwie Pirackich Władców. Nic w sumie nie zrobili, poza pokazaniem się na ekranie i wymachiwaniem ekwipunkiem. I Tia Dalma jako Kalipso też miała niewielką rolę...

Ale film i tak ma ode mnie 6 na 6. Idę jeszcze raz! :D
25-05-2007 19:57
Repek
    Re:
Ocena:
0
Są spoilery!

Na wstępie - byliśmy właśnie drugi raz, by sprawdzić spójność fabuły. NAszym zdaniem nie ma luk, a jeszcze jest TONA smaczków między słowami. Jak ktoś ma wątpliwości, co do sensowności jakiegoś wątku, to służę.

@Konishiko
Jeśłi dwójka była dla Ciebie 'rozlazła', to i trójkę uznasz za słabą. Te dwie części tworzą jedną spójną fabułę, bardzo wielowątkową. W jedynce wątek był jeden w zasadzie - nie sposób tego porównać.

że najmniejsza scena nie dzieję się tam niepotrzebnie, za długo, nudno ani nieśmiesznie.
To są bardzo indywidualne kwestie, ciężko z nimi polemizować. Mnie dziś jedynka już trochę nuży, choć mam do niej sentyment. Rozmach 2+3 i perfekcja w jego wykonaniu mnie przekonuje, ale po prostu lubię takie wystrzałowe kino, które nie przejmuje się ramami czasowymi. O ile wszystko w środku, a dla mnie nie ma tu zbędnych scen [albo tworzą klimat, albo budują fabułe] - to daję się wciągnąć

@Saise
Władcy zrobili to, co mieli zrobić - stworzyli epickie tło dla ostatecznej rozgrywki. Gdyby jeszcze każdy z nich miał mieć swoje pięć minut, to film pobiły rekord długość RotK.

Co do Tii Dalmy - gra ogromna rolę, ale jest trochę w cieniu, bo knuje za plecami innych oraz w przedakcji [przed filmem]. De facto masz ją już z Jackiem w Luku Davy'ego. Poza tym - jak wyżej, ona jest postacią drugoplanową, to jest i zawsze była opowieść o Willu, Liz i Jacku.

@rince
Nie Ms tylko Mrs. :)

@Verg
Nie, Will sam wykuł to szpadę. Jego mistrz spał, a nie robił. Cały oręż był Willa, to jest wyraźnie zaznaczone, gdy Gubernator 'każe podziękować mistrzowi', a Will tylko uśmiecha się pod wąsikiem.

Co do Sao Fenga - to jedna z tych postaci, które miały wprowadzić nieco nowych twarzy. Tak jak Davy w dwójce. Robi swoje - bez niego byłby problem z intrygą Barbossy i warto pamiętać, że to postać trzeciego planu i swoją rolę spełnia doskonale [choćby dając się nabrać na plan Barbossy].

Pozdrawiam
25-05-2007 20:54
~Witty Jack

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Recka spoko, jakby była troche dłuzsza to stresciłaby cała fabułe. Na film sie wybiore.
25-05-2007 21:21
Repek
    Fabułę...?
Ocena:
0
Dobre witty reportee Witty Jacku. :) Fabuły raczej nie sposób, bo nawet 10% wątków nie zaprezentowaliśmy, a wyjęcie jednego już ten film zubaża o parę sensów.

W jednym, najistotniejszym miejscu się powstrzymaliśmy. :)

Pozdrówka
25-05-2007 21:42
Altheriol
   
Ocena:
0
Jak dla mnie źle zmontowany, można było ze 30 minut oszczędzić widzom, dłużył się, gagów było bardzo mało. Niestety zabrakło swoistej "parady absurdalnych zbiegów okoliczności" z dwójki, zastąpiły ją naciągnięte i mało zabawne fragmenty. Wątki fabularne były łatwe do przewidzenia, nie było zaskoczeń, śmiałych zwrotów. Patos (przemowa Elizabeth, szybki ślub, wielokrotne "fire!" i niestety tym razem nieco drażniąca muzyka), który emanował z ekranu zamiast podnosić emocje budził pewien niesmak. To niestety męczyło.

Film zaczyna się naprawdę obiecująco, ale widać niestety kończące sie pomysły, nagromadzenie prostych wątków rozdrobniło film, można było załatwić dużo rzeczy na zasadzie drobnych niedopowiedzeń. Brakło brawurowych, kaskaderskich scen walki, były za to walki epickie i nieco nudnawe.

Jak dla mnie nie nastawiałem się na słaby film i wyszedłem zawiedziony, bo trochę się nudziłem na seansie.

Geofrey Rush zagrał tym razem bardzo dobrą rolę i całe szczęście, że trzecia część kończyła się jak się kończyła :) na koniec powiało dobrym, sprawdzonym patentem z "jedynki".
Dla fanów serii obowiązkowa wycieczka, ale ja osobiście nie zachwycam się tą częścią. Mogło być lepiej, gdyby zachowano większą powściągliwość w sposobie przekazywania pewnych faktów fabularnych, a sam film obdarto z niesprawdzonych i naiwnych eksperymentów.
25-05-2007 23:57
Verghityax
   
Ocena:
0
Repku, co do szpady, faktyczne, my mistake ;) Natomiast wciąż uważam, że Sao Feng jest zwyczajnym zapychaczasem czasu ekranowego, a jego cel pojawienia się w filmie w zasadzie sprowadza się do tego, aby doprowadzić Elizabeth do Trybunału Braci. No i sam Trybunał na dobrą sprawę był niepotrzebny. Niby wprowadza koloryt, zgadzam się, ale podczas finałowej bitwy nic tak naprawdę nie robi.
26-05-2007 00:37
15939

Użytkownik niezarejestrowany
    Heh
Ocena:
0
film, filmem, ale czy ktoś z Was widział ta dodatkową scenę po napisach? :) Ja widziałem i spodziewałem się Czesia :) wiecie, taki mały zombiak :)
26-05-2007 01:06
Repek
    RE:
Ocena:
0
SPOILERY!

@Altheriol
W żadnej z tych części nie ma zbiegów okoliczności. :)

@Verg
Sao - Jakby go nie było, to by narzekano, że nie ma nikogo nowego [jak teraz się narzeka, że piraci z tła 'nic' nie robią]. Stanowi część pomysłu i już, coś odświeżającego, bo poza nim nie pojawia się żaden wątek.

W dwójce doszedł Davy i Beckett, teraz usunięto Norringtona w cień. Tu znalazło się miejsce dla Sao.

@Halfling
Scena po napisach rzeczywiście zaskakująca w porównaniu z innymi, ale... tylko pozornie. Wcześniej królowała śmierć, to i 'niepokojące' były finały. Tu jest szczęśliwie i wszystko na swoim miejscu i ta scena pasuje idealnie, spajając klamrą trylogię [por. pierwsze sceny jedynki].

Pozdrówka
26-05-2007 01:16
Altheriol
    Re
Ocena:
0
@repek:
"W żadnej z tych części nie ma zbiegów okoliczności. :)"

Fabuła jest spójna, wątki stosunkowo logiczne (choć czasem naciągnięte), ja miałem na myśli "paradę absurdalnych zbiegów okoliczności" jako taki swoisty przypadek, który kierował szczęściem/pechem postaci (choćby słynna scena z Jackiem wpadającym przypadkiem do grobu, czy gonitwa po dżungli i ta dynamiczna zmiana posiadacza skrzyni). To dodawało uroku dwójce i podsycało akcję, w trójce tego zdecydowanie brakowało.

Autor chciał zrobić poważniejszą część, ale trochę nie ten ton dla Jacka i ferajny.
26-05-2007 01:48
Turel
   
Ocena:
0
Straszliwie krytycznie podchodzicie do tego filmu. Naprawdę, jak czytam te komentarze to czuję się jakbym przeglądał dział recenzji jakiegoś brukowca. Wszyscy jakby szukają dziury w całym i na siłę starają się wymusić na sobie dostrzeżenie jakichś wad, szczegółowo lustrując każdą scenkę nie zwracając wogóle uwagi na Piratów jako całość. Takie odnoszę wrażenie że poszliście na ten film tylko po to, żeby wychwycić jak najwięcej słabych elementów.
26-05-2007 11:32
Gerard Heime
   
Ocena:
0
Doskonała recenzja, mates :)

Wyszedłem ze strasznym kacem z tego filmu. Jakby mi ktoś serce wyrwał gdy wychodziłem z kina. Gdzieś w okolicach napisów końcowych (czekając na smaczek po credistach) zadałem sobie pytanie, gdzie były te dłużyzny - jest to jedyny film trzygodzinny jaki znam, a w którym nie ma ani jednej nudnej sceny... Jak dla mnie, mógłby trwac jeszcze dłużej, a tak... cierpię jakbym był na odwyku.
Największa wada tego filmu, to że żadna sesja 7th Sea nie będzie dla mnie już miała polotu - nie wytrzyma porównania z "Na krańcu świata".
27-05-2007 13:06
kaduceusz
   
Ocena:
0
> Jest doskonały, jak część druga, czyli także - jak chcą niektórzy - bezsensowny i słaby w porównaniu z częścią pierwszą. Ci "niektórzy" oczywiście się mylą.

Popieram w całej rozciągłości :-D

> Gdzieś w okolicach napisów końcowych (czekając na smaczek po credistach) zadałem sobie pytanie, gdzie były te dłużyzny - jest to jedyny film trzygodzinny jaki znam, a w którym nie ma ani jednej nudnej sceny...

O to to! :-)
27-05-2007 13:20
Shai
    Echh już koniec ?!?
Ocena:
0
Oderwałem się od kończenia semestru, poszedłem obejrzałem i wnerwiłem pracowników kina czekając na scenę po napisach :]
Cóż mogę powiedzieć: film jest świetny. Od sceny początkowej, która wbija w fotel do końcówki.

SPOILER

Gdzieś wyczytałem, że w wyciętej scenie stwierdzono iż gdy po 10 latach kochankowie będą sobie wierni to klątwa będzie zniesiona... chyba im się udało ;)
28-05-2007 00:35
Repek
    RE:
Ocena:
0

Oj, to dobrze, że wycięli, jak dla mnie. :) Poza tym - imho to żadna klątwa, ale rola. Jack przyjmuje ją i godzi się z losem [de facto spłaca dług morzu, sam kiedyś cudem ocalony]. Klątwa spadłaby na niego, gdyby sprzeniewierzył się sobie, tak jak Davy w przeszłości.

Pozdrówka
28-05-2007 04:28

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.