» Teksty » Festiwale » Era Nowe Horyzonty - dzień 2 (Biała wstążka, Prawie jak Hollywood, Taniec w półmroku)

Era Nowe Horyzonty - dzień 2 (Biała wstążka, Prawie jak Hollywood, Taniec w półmroku)


wersja do druku
Autor:
Dzisiaj dzień drugi festiwalu, machina powoli się rozpędza, coraz więcej ludzi i oczywiście - kolejek...

Udało nam się dzisiaj obejrzeć trzy filmy. Poniżej znajdziecie krótki opis oraz nasze opinie po seansie.

Biała wstążka

"W nagrodzonej Złotą Palmą na festiwalu w Cannes Białej wstążce Michael Haneke portretuje mieszkańców niemieckiej wsi przełomu 1913 i 1914 r. Pokazuje zarówno ich codzienny trud, jak i dni świąteczne. Ale wśród rutyny dyktowanej kalendarzem prac gospodarskich, odnajduje niepokojące zdarzenia, odkrywa coraz więcej mrocznych tajemnic. Kiedy przez wieś idzie grupa dzieci, z ekranu zaczyna wiać grozą."

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Czarno-biały film, skromny w środkach, natomiast mocno nacechowany emocjonalnie portret pewnej rodziny i społeczności. Surowy pastor, który uważa, iż grzechy zmywa się karami cielesnymi, jego cicha i całkowicie mu poddana żona i dzieci - dzieci, które budzą lęk. Poddają się wszelkim karom bez szemrania, ale sprawdzają, czy to rzeczywiście Bóg wymierza sprawiedliwość. Rodzina funkcjonuje w małej społeczności, w której władzę dzierży surowy baron. Baronowa całe dnie spędza na grze na fortepianie, zaniedbując wychowanie jedynka o cherubinkowatej twarzy - Sigiego. Życie toczy się utartymi od lat koleinami, od dożynek do dożynek. Pewnego dnia majątkiem wstrząsają dwa wypadki. Potem ktoś zaczyna wymierzać własną sprawiedliwość. Rosnącą atmosferę grozy w mieścinie obserwujemy oczyma dobrodusznego nauczyciela. Czy zawodzi go przeczucie, czy może za wszystkimi "wypadkami" stoją bezlitosne dzieci? Dzieci, które dwadzieścia pięć lat później staną w szeregu, by III Rzesza rządziła światem? Haneke po raz kolejny pokazuje, że zło humanum est. Nie jest to najlepszy film tego reżysera ani wielkie dzieło, natomiast bardzo sprawnie opowiedziana historia, z którą warto się zapoznać. [Marigold]

Film upiorny, nasycony przemocą i wszechobecną brutalnością, której korzenie sięgają tam, gdzie nikt nie chciałby ich odnaleźć. Oto w malej wiosce, zamieszkanej przez ludzi pobożnych i pomnych katalogu surowego chrześcijaństwa, zasady moralne wyznacza rodzina, w której głównym argumentem jest szeroki repertuar okrucieństwa rodziców wobec własnych dzieci. Dzieci, które uczone "odpowiedzialności", stają się nosicielami nienawiści. Nieprzypadkiem akcja filmu rozpoczyna się w Austrii, na rok przed wybuchem I wojny światowej. Młodzi ludzie, w których zakiełkowała nienawiść, uczeni przez dorosłych bierności, sadyzmu i emocjonalnego chłodu, niebawem odnajdą swą rzeczywistość w kraju, w którym narodził się nazizm. Haneke nie pozostawia wątpliwości co do losu tego pokolenia, które własne rodziny przygotowały do roli hitlerowskiej publiczności. [Arion]


Prawie jak Hollywood


"Jeśli kino australijskie kojarzy się wam wyłącznie z wiotkimi panienkami pląsającymi na pikniku pod Wiszącą Skałą, to jesteście nieświadomi istnienia prawdziwego królestwa kina gatunkowego rodem z Australii, zwanego ozploitation. (...) W fascynującym dokumencie Marka Hartleya poznamy historię tego filmowego zjawiska, którego rozkwit przypadł na lata 70. i początek lat 80. Prawie jak Hollywood składa się z niezwykłych opowieści największych twórców ozploitation."

Kino miewa swoje spektakularne momenty dla dzieł, które w racjonalnych warunkach można określić jako gnioty. Dokument prezentował fragmenty tego rodzaju filmów z Antypodów, filmów, które wywołują uśmiech nie tylko widzów na sali, ale samych twórców. Dużo seksu, nagości, ekspresji womitoryjnych, wszelakich płynów ustrojowych i wszystkiego, co można wysadzić w powietrze, najlepiej w wysokim stężeniu - oto cechy przewodnie kina ozploitation. Katowicki Festiwal Filmów Kultowych mógłby czerpać z repertuaru tej klasyki jak ze studni. Widzowie będą szczęśliwi.[Arion]

Niezwykły dokument, idealnie wpisujący się w nurt kina z Antypodów, w którym zaprezentowano gatunek święcił triumfy w kinach samochodych Australii. Do pewnego momentu nie istniało w kraju kangurów coś takiego jak rodzima kinematografia, dopiero po zniesieniu najostrzejszej cenzury kino australijskie stanęło do wyścigu kasowego, szybko zajmując w swym kraju pozycję lidera. A wszystko dzięki filmom typu ozploitation. Cóż jest dla nich typowe? Dużo seksu, nagości (w żadnym filmie nie mogło zabraknąć rozbieranych scen, ukazujących kobiece i męski wdzięki w pełnej krasie), krwi, karamboli, wyścigów, wymiotów i wszytkiego, co bardziej odpornym widzom wydaje się, delikatnie mówiąc, obrzydliwe czy wulgarne. Prawie jak Hollywood to masa wywiadów - z aktorami, reżyserami, producentami, krytykami, którzy wspominają złote czasy australijskiego kina - czasy, kiedy "wszyscy dużo pili, palili morze trawy i odkryli własną seksualność". Widzom zaprezentowano też liczne fragmenty filmów, które sprawiły, że cała sala drżała w posadach od wybuchów śmiechu i przyznam, że czuję się zachęcona i na pewno udam się na kilka seansów kina gatunku ozploitation w ramach cyklu nocne szaleństwo. [Marigold]


Taniec w półmroku


"Film rozpoczyna sekwencja samochodowego karambolu. Powywracane samochody, leżące na ulicy ciała, szok, przerażenie, krew. W tym pandemonium pojawia się czerwona furgonetka, która wywozi stojących w somnambulicznym odrętwieniu ludzi poza obszar katastrofy. Wypadek łączy losy czworga bohaterów - kierowcy furgonetki, pięknej dziewczyny, jej przyszywanego ojca i jego syna. Między dziewczyną a kierowcą furgonetki rodzi się miłość. Wywołuje ona uczucie szalonej zazdrości u starszego mężczyzny."


Poszukiwanie dynamicznej akcji, bogatej warstwy dialogowej czy jasnej opowieści jest zadaniem karczemnym i skazanym na wymarcie wobec 100 minut delirycznych kadrów, w których nie pada ani jedno słowo. Twórcy zrezygnowali z liniowej fabuły i pożegnali związki przyczynowo - skutkowe, wybierając surrealistyczne obrazy w wysokim kontraście, przeplatane rozmaitą kolorystyką. Pomijając jednak aspekt wizualny i artystyczne zabiegi, graniczące z manierą pretensjonalnego malarstwa, jak bumerang powraca pytanie - o co chodzi w fillmie Joshui Tonga? Złośliwy powiedziałby, być może, iż jest to film o budowaniu relacji z autobusem. Jestem złośliwa.[Arion]


Taniec w półmroku to film typowo festiwalowy, co dla osób, które na festiwal nie przyjeżdżają oznacza po prostu "dziwny". Kiedy przeczytałam opis w katalogu, miałam wrażenie, iż będzie to azjatycka wersja mieszanki 21 gramów i Crash. Pierwsze zaskoczenie przyszło już na początku filmu, kiedy okazało się, iż film został zrobiony w niezwykle surowej kolorystyce - na ekranie królowała głównie biel, trochę czerni i czasami odrobina czerwieni czy zieleni. Poza tym w filmie nie pada ani jednom słowo. Niestety nie do końca udało się którejkolwiek z nas odkryć sens zamierzeń reżysera i scenarzysty. Nie potrafię powiedzieć, o co w tym filmie chodzi. Pozostały mi po nim dwa wnioski - primo - okazuje się, że można nawiązać więź z autobusem, można z nim tańczyć czy się do niego przytulać i secundo - jeśli kobieta chce, by mężczyzna się w niej zakochał, powinna bezwarunkowo i nieodwołalnie milczeć. [Marigold]

Wszystkie opisy i zdjęcia pochodzą ze strony Festiwalu.



Czytaj również

Komentarze


Repek
    No to mam...
Ocena:
0
...kolejnego Hanekego do nadrobienia. :)

Pozdrówka
24-07-2009 22:15
Marigold
   
Ocena:
0
A i owszem :)
25-07-2009 02:19
rincewind bpm
   
Ocena:
0
Hmh... a tak właściwie, to czemu mnie tam nie ma? Nawet planowałem jechać, może na dziennikarską, ale kompletnie zapomniałem.

Bawcie się dobrze, czekam na dalsze relacje :)
25-07-2009 09:23
Marigold
   
Ocena:
0
A nie wiem, czemu Cię nie ma :) Za chwilę dalszy ciąg programu ;)
25-07-2009 18:17

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.