» Recenzje » Dom 1000 trupów

Dom 1000 trupów

Dom 1000 trupów
Jako oddany i wierny fan muzyki metalowej, musiałem któregoś pięknego, deszczowego dnia natknąć się na człowieka o wdzięcznej ksywce Rob Zombie. Kojarzyłem go wcześniej z remaku Halloween, który był moim pierwszym i do tej pory jedynym spotkaniem z osobą Michaela Myersa. Dodam, że film miał w sobie to coś i wyróżniał się pozytywnie na tle reszty slasherów, które widziałem.

Przed reaktywacją historii o zamaskowanym nożowniku kuchennym, Rob nakręcił film, który odbił się szerokim echem wśród miłośników grozy, Dom 1000 trupów. Tytuł ten nie był mi obcy, parę lat temu ktoś zarekomendował mi go, jednak po przejrzeniu opinii i recenzji zaklasyfikowałem go jako gniot niewarty obejrzenia. Jakiś czas później ponownie przejrzałem opinie i artykuły o filmie, tym razem wyłapując informacje o nawiązaniach do kultowych horrorów, którymi obraz jest naszpikowany. Zdecydowałem się na seans.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Czwórka przyjaciół jeździ po kraju w poszukiwaniu przygód. Docierają na stację benzynową, która jednocześnie jest muzeum grozy, prowadzonym przez niejakiego Kapitana Spauldinga. Tam dowiadują się o miejscowej legendzie, mordercy o przemiłym imieniu Doktor Satan. Postanawiają odwiedzić drzewo, przy którym znajdować ma się jego grób. Po drodze zabierają ze sobą autostopowiczkę. Nagle samochód psuje się. Sytuacja jest niewesoła – deszczowa noc a oni w środku pustkowia. Autostopowiczka proponuje im schronienie w swoim domu. Czwórka przyjaciół przystaje na propozycję, nie mając pojęcia jak krwawe będą jej konsekwencje.

Fabuła nie przedstawia się wyjątkowo odkrywczo. Zewsząd atakują nas tony oklepanych schematów. Dotyczy to także scenografii, postaci, a nawet całych sekwencji. Co chwilę następuje wstawka odrywająca nas od opowiadanej historii, wydająca się być nagrana amatorską kamerą. Nie tylko one sprawiają, że mamy wrażenie oglądać wielki zbiór następujących po sobie, nieprzemyślanych scen. Do tego pełno w nich jest niesmaku, sadyzmu i makabry. Może się wydawać, że powodem powstania tego filmu, była chęć zobrazowania chorych myśli reżysera. Niestety, byłoby to zbyt proste.

Przeglądając recenzje i opinie, możemy dowiedzieć się, że film jest obrazoburczy, pełen scen powodujących niesmak i obrzydzenie, nie oferując w zamian żadnej grozy. I wszystko to jest prawdą. Jednak jest jedna rzecz, która zmienia całkowicie odbiór tego filmu – jego kontekst. W obrazie znajdujemy bowiem nawiązania do innych filmów czy też elementów popkultury. Jest ich od groma i prowadzi to do prostego wniosku – prawie wszystko jest cytatem. Rob Zombie przyjął politykę działania podobną do tej, stosowanej przez Quentina Tarantino. Nie rozmieniał się na drobne, zastanawiając się, co będzie odebrane dobrze, a co nie. Jako jeden z nielicznych zrobił film, zamieniając to w zabawę, nie zaś w ciężkie kombinowanie, mające na celu przystosować produkt do jak najszerszej dystrybucji. Rob Zombie nigdy nie krył fascynacji kinem, a szczególnie filmami grozy. Dom 1000 trupów jest właśnie hołdem złożonym filmom grozy. Doświadczenia reżysera, postaci, sceny, nazwiska, dekoracje, które zapadły mu w pamięć – wszystko to zostało tu zmiksowane. Sam nie jestem miłośnikiem starych horrorów klasy B, jednak nawet dla mnie niektóre elementy były ewidentnie znajome. Rodzina zamieszkująca domostwo jednoznacznie przywodzi na myśl Teksańską masakrę piłą mechaniczną. Elementów nawiązujących do dzieła Tobe'a Hoopera jest dużo więcej: postać autostopowiczki, niedorozwinięte dziecko w masce, czy motyw zaciągnięcia bohaterów do domu, aby mogli sprowadzić pomoc. Zaś scena, kiedy Otis torturuje jednego z bohaterów jest nawiązaniem do kultowej sceny z Wściekłych Psów, podczas której Pan Blonde znęca się nad policjantem, Marvinem Nashem.

Aktorzy stworzyli naprawdę ciekawe, wyraziste sylwetki. Najlepiej napisanymi postaciami są Otis i Kapitan Spaulding. O ile pierwszy przewija się przez trzy czwarte filmu, to czułem niedosyt postaci wykreowanej po mistrzowsku przez Sida Haiga, którego oglądać możemy między innymi w niedawno powstałym remaku Nocy żywych trupów. Jak już wspomniałem wyżej, znawcy starych horrorów, znajdą tutaj znajome elementy. Mamy wyżej wspomnianego Otisa, będącego swoistym panem domu, starego dziadka pokrzykującego na wszystkich, dzieci odwalające brudną robotę, czy też żonę pomagającą mężowi. Istna rodzina Hewwitów według Roba Zombie.

Muzyka jest różnorodna. Znaleźć tu możemy zarówno kawałki z repertuaru reżysera, jak też i takie, na które bez problemu możemy natknąć się w stacjach radiowych. Są one bardzo ciekawie dopasowane, czasami wprowadzając w stan psychodelii, a czasami podkreślając czarny humor danej sytuacji (koronnym przykładem może być puszczona w zwolnionym tempie scena podczas której Otis strzela do policjanta i ojca jednej z bohaterek filmu).

Przyszła pora na podsumowanie. Dom 1000 trupów to wycieczka po gatunku horrorów klasy B. Jednocześnie jest to dzieło przełamujące nudne schematy, będące wynikiem dobrej zabawy, nie zaś żmudnego robienia filmu pod publiczność. Mało jest obrazów, których klimat jest tak lekki. Rob Zombie osiągnął rzecz niesamowitą – stworzył swoje własne, makabryczne Pulp Fiction. Film ten mogę polecić dwóm grupom osób – miłośnikom starych horrorów, głównie z podgatunku slasherów i tym, którzy szukają filmów oryginalnych, nietuzinkowych. Reszta może sobie odpuścić.

8.0
Ocena recenzenta
6.56
Ocena użytkowników
Średnia z 9 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Dom 1000 trupów
Reżyseria: Rob Zombie
Scenariusz: Rob Zombie
Muzyka: Rob Zombie, Lionel Richie
Zdjęcia: Tom Richmond, Alex Poppas
Obsada: Sid Haig, Chuck Aronberg, Jeanne Carmen, Sheri Moon Zombie, Freddy Waff, Bill Moseley
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2003
Data premiery: 13 marca 2003
Czas projekcji: 88 minut



Czytaj również

Renesans slasherów
czyli morderca nie umiera nigdy
Teknolust
- recenzja
Halloween
Mordować w biały dzień

Komentarze


Furiath
   
Ocena:
0
Film ten był to niesamowita psychodela, gdy go widziałem poczułem powiew świeżości, jaki nie czułem od wielu lat. Moja ulubiona scena to gdy przy dziwacznej muzyce, podczas pełni księżyca wędruje korowód z ofiarami przebranymi za króliczki.
21-05-2009 11:01
Ainsel
   
Ocena:
0
Oglądałem ten film całe wieki temu i zachowałem go we wdzięcznej pamięci :)
21-05-2009 13:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.