Peter A. Flannery, Decimus Fate i talizman marzeń
» Recenzje » Doktor Strange w multiwersum obłędu

Doktor Strange w multiwersum obłędu


wersja do druku

Świat to za mało

Autor: Redakcja: Daga 'Tiszka' Brzozowska

Doktor Strange w multiwersum obłędu
Każda dostatecznie potężna istota dostrzega w pewnym momencie, że za delikatną zasłoną rzeczywistości kryją się kolejne, niezliczone wszechświaty. Namiastkę związanych z tym faktem zagrożeń widzieliśmy w antologii What If?. Gdy jednak do tej układanki dołączymy Najwyższego Maga, Szkarłatną Wiedźmę i Księgę Przeklętych… robi się naprawdę niebezpiecznie.

W ostatnich miesiącach Marvel zdaje się testować dwa podejścia do swoich produkcji. Z jednej strony dostaliśmy Eternals, Shang-Chi i Moon Knighta, stworzone z myślą o nowych odbiorcach, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z uniwersum. Oczywiście te filmy (i serial) były wciąż w pełni osadzone w MCU, ale nawiązania miały raczej charakter smaczków niż kluczowych elementów niezbędnych dla zrozumienia fabuły. Z drugiej strony Spider-Man: Bez drogi do domu wymagał nie tylko znajomości poprzednich filmów spod szyldu Marvel Cinematic Universe, ale także produkcji spoza tej grupy. Był pod tym względem listem miłosnym do fanów gatunku i głośnym manifestem dziedzictwa kultury geekowej i supebohaterskiej.

W Doktorze Strange’u Kevin Feige, nieograniczony już koniecznością współpracy z Sony, idzie jeszcze dalej. Przede wszystkim jasno potwierdza swoje wcześniejsze deklaracje, że seriale z Disney+ stanowią równoważne odsłony MCU. Do Multiwersum obłędu na pewno nie ma co podchodzić bez znajomości WandaVision. Co prawda, Michael Waldron (scenariusz) i Sam Raimi (reżyseria) starają się porozrzucać tu i ówdzie wskazówki dotyczące wydarzeń w Westview, ale widz niedysponujący pełnym kontekstem będzie po prostu zagubiony w już i tak nie najłatwiejszej strukturalnie fabule. Warto znać również animowane What If? – pozwoli to szybciej przyswoić główne koncepcje fabularne, a także dostarczy cennych wskazówek wizualnych.

Tym dziwniejszy pozostaje zatem fakt, że Disney+ wciąż nie jest oficjalnie dostępy w Polsce, a na jego premierę poczekamy jeszcze ponad miesiąc. Ograniczenia terytorialne można oczywiście obejść dzięki VPN-om, ale jest to procedura na tyle wymagająca, że zdecyduje się na nią znikoma część kinomanów.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Początek obłędu

Kiedy Stephenowi Strange’owi wydaje się, że po spotkaniu ze Spider-Manem kwestię multiwersum można odłożyć na półkę, z rozmyślań nad życiem wyrywa go latająca ośmiornica demolująca Manhattan. Samo w sobie nie byłoby to nawet w czołówce wydarzeń uprzykrzających życie marvelowskim nowojorczykom w ostatnich latach, ale uwagę mistrzów magii przykuwa fakt, że demoniczny potwór obrał sobie za cel nastoletnią Americę Chavez – nastolatkę dysponującą mocą podróżowania przez multiwersum.

Zawiązanie fabuły w zasadzie definiuje od razu jej przebieg, przynajmniej w podstawowym zarysie. Strange podejmuje się ochrony młodej bohaterki przed czyhającymi na nią wrogami, przemierzając równocześnie multiwersum i spotykając w każdym z alternatywnych światów mniej lub bardziej znajome twarze. O ile więc kluczowe zwroty akcji nie powinny nikogo zaskoczyć, o tyle szczegółowe wybory, zwłaszcza te dotyczące drugo- i trzecioplanowych bohaterów, z pewnością spowodują niejeden opad szczęki lub chociaż kręcenie głową z niedowierzaniem.

W objęciach szaleństwa

Na szczęście mimo niedostatków fabularnych nie brakuje rzeczy, za które trzeba Doktora Strange’a pochwalić. Bardzo mocno wyróżnia się tu stylistyka – Sam Raimi utrzymuje dużą część filmu w konwencji horroru i zaskakuje bardzo odważnymi wyborami edycyjnymi. Zarówno ruchy kamery, jak i kadrowanie poszczególnych ujęć stanowią integralną część opowieści i budują jej nastrój. To zdecydowanie jeden z najciekawszych wizualnie filmów w MCU. Jak zawsze, doskonale spisali się również twórcy efektów specjalnych.

Największa wartość filmu leży jednak w grze aktorskiej, a szczególnie w duecie Benedict Cumberbatch – Elizabeth Olsen. Wewnętrzna przemiana Strange’a jest fascynująca sama w sobie, ale Cumberbatch dokłada do tego jeszcze alternatywne wersje bohatera. Zapowiedź tego kunsztu widzieliśmy już w jednym z odcinków What If? – tutaj możemy go podziwiać w całej okazałości. Naprzeciwko Strange’a stoi oczywiście Wanda – zmieniona tak wydarzeniami z Westview, jak i kontaktem z mroczną magią. Tę całkowicie nową stronę bohaterki Olsen przenosi na ekran wiarygodnie i naprawdę przerażająco.

Nieco w cieniu pozostaje oczywiście zaledwie szesnastoletnia Xochitl Gomez w roli Ameriki Chavez. Mimo młodego wieku i towarzystwa wielkich nazwisk, radzi sobie całkiem dobrze, zapewniając jednocześnie namacalną stawkę dla fabularnego konfliktu i bardzo potrzebne chwile komediowego wytchnienia.

That's a bad book, bad stories, very poorly written!

Doktor Strange w multiwersum obłędu to z pewnością film warty obejrzenia, nawet w oderwaniu od roli jaką odgrywa w całości uniwersum Marvela. Niedociągnięcia fabularne i dziury logiczne są w kilku momentach bardzo widoczne, ale nadrabia to fenomenalna gra aktorska i wielowarstwowość narracji, która wymaga od nas ciągłego skupienia na zawiłościach multiwersowej opowieści. Jest tylko jedno "ale”, niestety z gatunku tych zasadniczych. Jeśli nie widzieliście jeszcze WandaVision, poczekajcie, aż będziecie mogli się z nim zapoznać – będzie to na pewno lepszy wybór niż oglądanie filmu osadzonego mocno w wydarzeniach, których nie znamy.

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta
6.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Doktor Strange w multiwersum obłędu (Doctor Strange in the Multiverse of Madness)
Reżyseria: Sam Raimi
Scenariusz: Michael Waldron
Muzyka: Danny Elfman
Zdjęcia: John Mathieson
Obsada: Benedict Cumberbatch, Elizabeth Olsen, Benedict Wong, Xochitl Gomez
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2022
Data premiery: 6 maja 2022
Czas projekcji: 2 godz. 6 min.
Dystrybutor: Disney Polska



Czytaj również

Doktor Strange
Sherlock w magicznej pelerynie
- recenzja
WandaVision
Dobro w dziewięciu dawkach
- recenzja
Marvel Fresh. Doktor Strange (wyd. zbiorcze) #1
Czarowanie w kosmosie
- recenzja
Eternals
Przedwieczny niewypał
- recenzja
Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni
Taniec pięści i smoków
- recenzja
Czarna Wdowa
Coś się kończy, coś się zaczyna
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Asthariel
   
Ocena:
0

Bardzo dobry film, widać styl Raimiego, końcówka robi mocne wrażenie - na pewno nie jest to produkcja utrzymana w tym samym klimacie, co poprzednie filmy Marvela.

09-05-2022 21:10

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.