» Recenzje » Avengers: Koniec gry

Avengers: Koniec gry

Avengers: Koniec gry
Słowo "Avengers" jeszcze nigdy nie miało tak gorzkiego brzmienia. Czy największym bohaterom w Galaktyce naprawdę została tylko zemsta? Wciąż tli się iskierka nadziei...

Kiedy w 2008 roku Robert Downey Jr po raz pierwszy pojawił się na ekranie w zbroi Iron Mana, chyba nikt nie spodziewał się, że to początek historii, na której dwudziestą drugą odsłonę cały świat będzie czekał z zapartym tchem. Na przestrzeni ostatnich lat Filmowe Uniwersum Marvela stało się absolutnym fenomenem, a pstryknięcie Thanosa, unicestwiające połowę życia we wszechświecie, zapisało się w annałach kina i w powszechnej świadomości na równi ze scenami takimi jak wybieranie tabletki przez Neo czy okrzyk "This is Sparta!".

Początek nowych Avengersów utrzymuje stan emocjonalny zbudowany w zakończeniu Wojny bez granic. Błyskawicznie otacza nas beznadzieja i rozpacz, w której pogrążyła się Ziemia po stracie miliardów ludzi. Ponura determinacja, połączona z tęsknotą i prywatnymi tragediami poszczególnych bohaterów, jest dominującym nastrojem Końca gry i bracia Russo świetnie radzą sobie z przedstawieniem na ekranie bólu, który jednocześnie odbiera chęć życia i łączy mocniej niż cokolwiek innego. Równocześnie jednak próbują kontynuować humorystyczny charakter poprzednich filmów i to po prostu nie działa. W paru przypadkach można się uśmiechnąć, ale przeskakiwanie od masowych, symbolicznych grobów do Thora z wielkim piwnym brzuchem wywołuje raczej dysonans niż komediowe wytchnienie.

Avengers: Koniec gry trwa 3 godziny i jedną minutę, co czyni go najdłuższym filmem w historii Marvela. Można się było spodziewać, że da to scenarzystom swobodę w pisaniu złożonej i spójnej opowieści godnej finału tego wielkiego przedsięwzięcia. Niestety, nie do końca się to udało – na ekranie często panuje chaos, a fabuła wygląda jak mozaika kolejnych, samodzielnych scen, jedynie luźno połączonych w całość. Zdecydowania brakuje zwłaszcza w ostatnich minutach, które przynoszą za dużo zakończeń i niepotrzebnie rozciągają finał. Bolą również niekonsekwencje i dziury logiczne, zwłaszcza te dotyczące ustalonych faktów, które w tym samym filmie były istotnymi mechanizmami fabularnymi. Takie lenistwo scenopisarskie trudno zrozumieć.

To wszystko nie zmienia jednak faktu, że Koniec gry jest dobrym zwieńczeniem wspaniałej opowieści o Kamieniach Nieskończoności – pełnym wzruszających chwil i emocjonujących scen akcji. A chociaż tym razem Marvel nie zdecydował się na dodanie sceny po napisach, z pewnością wiele osób zostanie dłuższą chwilę na sali kinowej, rozmyślając o obejrzanych wydarzeniach.

Filmowe Uniwersum Marvela to przede wszystkim plejada bohaterów i bohaterek. Bardzo miłym zaskoczeniem jest więc zaangażowanie w paru scenach aktorów i aktorek, których postacie zdążyliśmy już – zdawałoby się – definitywnie pożegnać wiele filmów temu. Jednocześnie każdy z Avengersów dostał dostatecznie dużo czasu ekranowego, żeby przyciągnąć widza swoją historią. Udało się to osiągnąć dzięki zastosowanemu już w Wojnie bez granic podzieleniu grupy na mniejsze oddziały, w których mocniej zarysowują się osobowości i wzajemne relacje. Nieco gorzej wypadły natomiast postacie, które najmocniej kwitną w scenach komediowych – Ant-Man (Paul Rudd) i Rocket (Bradley Cooper). Dziwi również bardzo ograniczona rola Kapitan Marvel granej przez Brie Larson, zwłaszcza w kontekście sposobu jej wprowadzenia do uniwersum. Co gorsza, zupełnie zniknęły urok i błyskotliwość, które tak świetnie zadziałały w solowym występie.

Robert Downey Jr, Chris Evans i Scarlett Johanson zawsze byli filarami Avengersów, ale tym razem spisali się fenomenalnie. Kolejne odsłony cyklu udowadniały, że im cięższa tematyka, tym jaśniej świeci ich talent aktorski, więc w Końcu gry mogli naprawdę zabłysnąć. Josh Brollin powrócił ze swoją przerażająco obcą kreacją Thanosa, a nadspodziewanie dużo czasu na ekranie dostała ukryta pod charakteryzacją Nebuli Karen Gillan. Zarówno charakteryzacja, jak i efekty specjalne po raz kolejny stoją na najwyższym poziomie. Grudniowe Gwiezdne wojny czeka ciężka walka o pierwszeństwo w komputerowej magii.

Avengers: Koniec gry to godne zakończenie wielkiej sagi, mimo kilku dziur fabularnych i wkradającego się chaosu w konstrukcji scenariusza. Wszystko sprowadza się bowiem do prostego stwierdzenia: to pozycja obowiązkowa dla każdej osoby śledzącej losy uniwersum, a inni widzowie już dawno temu przestali być dla Marvela grupą docelową. Pozostaje pytanie, co dalej. Na razie czekają nas nieco ponad dwa miesięcy przerwy, a po nich znacznie lżejsze gatunkowo przygody Petera Parkera w filmie Spider-Man: Daleko od domu.

7.0
Ocena recenzenta
7.79
Ocena użytkowników
Średnia z 7 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Avengers: Endgame
Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo
Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely
Muzyka: Alan Silvestri
Zdjęcia: Trent Opaloch
Obsada: Robert Downey Jr., Carol Danvers, Scarlett Johansson, Chris Evans, Paul Rudd
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2019
Data premiery: 26 kwietnia 2019
Dystrybutor: Disney Polska



Czytaj również

Avengers: Wojna bez granic
Wojna na kosmiczną skalę
- recenzja
Ant-Man i Osa
Baga Jaga patrzy
- recenzja
Widzieliśmy Jessicę Jones – sezon 2
Zagubiona tożsamość
- pierwsze wrażenia
Czarna Pantera
Marvelowski Król Lew
- recenzja
Punisher
Zemsta się nie kończy
- recenzja
Thor: Ragnarok
Jesteś bogiem piorunów czy bogiem młotków?
- recenzja

Komentarze


Asthariel
   
Ocena:
0

Film obejrzany, dla mnie 9+, więcej napisać nie mogę.

25-04-2019 00:02

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.