» Recenzje » Aquaman

Aquaman


wersja do druku

Mała Syrenka na sterydach

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Aquaman
Najnowszy koń pociągowy DC Extended Universe to film, który można podsumować bardzo szybko: jest tak samo ładny jak głupi, a trzeba powiedzieć, że śliczny jest niemożebnie. Ale nie martwcie się, niedostatki scenariusza nie przeszkadzają w oglądaniu.

Prosto z mostu trzeba strzelić konkretnym faktem: wizualnie Aquaman zachwyca. Większość akcji dzieje się pod wodą, w zatopionych miastach Atlantów, na dnie oceanów i wśród sztormów. Spece od CGI stworzyli cudownie wielobarwny świat, dopracowany do najmniejszego szczegółu (nawet gdy szczegół ten nie ma sensu). Kupienie biletów na wersję 3D to najlepszy możliwy wybór – nie da się oderwać wzroku od ekranu. Stada morskich stworzeń, wielobarwna Atlantyda, epicka bitwa, pojedynek na arenie, zbroje strażników – wszystko wygląda doskonale. Tu należy się ogromna pochwała: już dla samej urody tego filmu warto wybrać się do kina.

Jednocześnie fabularnie Aquaman nie dogania warstwy wizualnej. Historia jest prościutka i mocno inspirowana historią legendarnego króla Artura (ba, nawet bohater ma na imię Artur – subtelnie, prawda?), więc obejdzie się bez większych zaskoczeń. Dziecko królowej Atlantydy i prostego latarnika nie ma najmniejszej ochoty angażować się w życie mieszkańców mórz, jednak jego brat, cierpiący wyraźnie na przerost ambicji, nie pozostawia mu wyboru: planuje zjednoczenie wszystkich morskich królestw i zagładę ludzi na lądzie. Dalej mamy standardową opowieść o pokonywaniu trudności, dylematach moralnych i wyborach życiowych, okraszoną licznymi efektownymi pojedynkami.

Prostota fabuły nie jest wadą samą w sobie, jednak przeszkadza już fakt, że producenci najwyraźniej starali się zmieścić ogrom niekoniecznie pasujących do siebie elementów. James Wan, reżyser, stara się przemycać tu poważniejsze treści: dylemat między odpowiedzialnością a wolnością, dramat rodzinny czy kwestię tolerancji dla odmienności. Tę ostatnią doskonale widać zwłaszcza w momencie, gdy nieokrzesany, mieszanej krwi, ciemny Artur (czyli, oczywiście, Jason Momoa) klęczy pośrodku sali pełnej bladych i jasnowłosych Atlantów. To wszystko przerywane jest fragmentami jakby żywcem wyjętymi z komedii o potężnym osiłku o złotym sercu, scenami akcji, przy których przed oczyma stają Avengersi i Mission: Impossible, dorzucono też wątek romantyczny i zupełnie niepotrzebnie rozbudowany na tym etapie opowieści konflikt z piratem Czarną Mantą. Dorzucono też garść przerywników czysto komicznych, które wywołują lekkie zażenowanie – jak ośmiornica grająca na bębnach. Ba, w scenach walki, często dramatycznych i naprawdę widowiskowych, twórcy też nie powstrzymali się od zupełnie zbędnych scenek humorystycznych nie najwyższego poziomu.

Ze względu na charakter historii Aquamana widz musi być przygotowany między innymi na gigantyczne kraby, rekiny z działkami laserowymi, działa plazmowe strzelające pod wodą, trochę dinozaurów, bitwę rodem z Władcy Pierścieni (oczywiście pod wodą), jaszczuroludzi, bohaterkę wyglądającą jak Arielka i kilka innych kuriozów. Nadal – wszystko jest zrobione ślicznie, więc można by to wybaczyć, gdyby nie sporo wewnętrznych sprzeczności rządzących wydarzeniami na ekranie; film momentami zjada własny ogon i zaprzecza sam sobie w kwestiach, które wcześniej przedstawił jako pewnik, co bywa irytujące.

Z pozytywnych stron, przede wszystkim doskonałym ruchem było obsadzenie w roli głównej tak charyzmatycznego, sympatycznego i lubianego przez rzesze widzów aktora jak Jason Momoa (co – sądząc po komentarzach i recenzjach – docenili już widzowie na całym świecie, zwłaszcza ich piękniejsza część). Na ekranie widać, że czuje się w tej roli świetnie, a dodatkowo śpiewająco radzi sobie ze scenami walk. Willem Dafoe (Vulko) i Nicole Kidman (Atlanta), mimo że można się było po cichu spodziewać raczej powściągliwej gry, nie potraktowali swoich ról po macoszemu i stworzyli żywe, ciekawe postaci. Dolph Lundgren (król Nereus) był po prostu sobą, co zwykle jest dobrym wyjściem w jego przypadku, a znany głównie z serialu Fargo Patrick Wilson, grający Orma, brata Artura, stanął na wysokości zadania i przygotował interesującą kreację. Najsłabiej na ich tle wypadli Yahya Abdul-Mateen II (Manta) i Amber Heard (księżniczka Mera, zwana przez widzów roboczo Arielką ze względu na design postaci) – są płascy, miotają się na ekranie i nie przyciągają uwagi. W ich przypadku może być to jednak kwestia scenariusza, pełnego nieścisłości i dziwnych rozwiązań.

Warto też pochylić się na chwilę nad muzyką, która w Aquamanie jest kuriozalna. Internet już jakiś czas temu bezlitośnie wyśmiał utwór Pitbulla "Ocean to Ocean", bazujący na przeboju zespołu Toto "Africa" – i słusznie, bo nie pasuje nijak do klimatu filmu i po prostu jest słaby. Inne utwory są jednak niewiele lepsze: wplecione nieumiejętnie, zamiast podkreślać sceny, przytłaczają je i odciągają uwagę (przykładowo podczas naprawdę dobrze napisanej sekwencji walk na dachach miasteczka), często nie trafiając też w odpowiednią nutę emocjonalną. Nie tędy droga, drogie DC!

Mimo licznych niedociągnięć i fabularnych fikołków, seans Aquamana to kawałek naprawdę przyjemnej rozrywki. Film jest dynamiczny, przepiękny wizualnie, zawiera duże ilości Jasona Momoy naraz, a do tego po prostu i bez większej filozofii – daje czystą frajdę z oglądania. Jeśli nie szukacie ambitniejszej rozrywki i jesteście w stanie spojrzeć na tę produkcję z przymrużeniem oka (laserowe rekiny! Ichtiozaury! Arielka!), to spędzicie doskonałe 2,5 godziny w kinie. Ja bawiłam się przednio – i chyba o to w kinie chodzi, prawda?

7.0
Ocena recenzenta
7
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Aquaman
Reżyseria: James Wan
Scenariusz: David Leslie Johnson, Kurt Johnstad
Muzyka: Rupert Gregson-Williams
Zdjęcia: Don Burgess
Obsada: Jason Momoa, Amber Heard, Patrick Wilson
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 19 grudnia 2018
Dystrybutor: Warner Bros. Entertainment Polska



Czytaj również

Shazam!
Ty tak na serio?
- recenzja
Powrót Mrocznego Rycerza: Ostatnia krucjata
Gdzie Joker nie może… Joker wszędzie może…
- recenzja
DC Odrodzenie. Superman: Superman odrodzony
Nieudany crossover?
- recenzja

Komentarze


Raf303
    To fajny czy nie ?
Ocena:
+1

Wszystko fajnie ale zanim pójdę na film to chciałbym wiedzieć o jakich liczny niedociągnięciach, fabularnych fikołkach i niekonieczne pasujących do siebie elementach mówi recenzent. Z artykułu dowiedziałem się tyle: film jest słaby ale bawiłem się przednio. To trochę tak jakbym był wegetarianinem i zjadł na obiad cztery kotlety.

27-01-2019 22:54

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.