» Recenzje » Apartament

Apartament


wersja do druku
Apartament
Po tym filmie ostatecznie przestałam szukać oryginalności w azjatyckiej kinematografii. Najpierw Ring i jego tajemnicza, zabijająca kaseta, później Telefon wraz z zagadkowym numerem, nie zapominajmy również o misternej postaci w Widmie oraz Klątwie i Dark Water. I teraz ponownie możemy oglądać ekranizację z wątkiem zmaterializowanego ducha.

Młoda pani architekt, Se-jin, samotnie wynajmuje mieszkanie z ogromnym oknem. Pewnego razu, oglądając miejskie widoki, dostrzega, że w bloku po drugiej stronie ulicy równocześnie gasną światła. Następnego dnia okazuje się, że w jednym z obserwowanych apartamentów zginęła osoba. Gasnące światło i śmiertelne wypadki powtarzają się każdego wieczoru, a oprócz tego Se-jin, czekając na wieczorne metro, jest świadkiem (a nawet uczestnikiem, jako że samobójczyni chce wciągnąć pod pociąg także ją) udanej próby samobójczej młodej kobiety. Bohaterka postanawia rozpocząć śledztwo. Angażuje w nie policje, która wyśmiewa jej spostrzeżenia. Bohaterka zaprzyjaźnia się z pewną tajemniczą dziewczyną, uwiązaną do wózka inwalidzkiego, dzięki której pomalutku łączy fakty i dochodzi do zaskakujących wniosków.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

W Apartamencie nie nastawiajmy się na nowatorski styl, gdyż to typowa azjatycka produkcja, której cechą charakterystyczną jest postać kobiety z długimi czarnymi włosami i wymownym spojrzeniem. Fabuła jest dość skomplikowana, co zmusza widza do skupienia uwagi. Efekty specjalne nie zwalają z nóg, aczkolwiek element grozy i napięcie trzymające odbiorców w czasie seansu, mogą przestraszyć każdego z nas.

Instrumentalna ścieżka dźwiękowa, która jest stonowana, mroczna, a w momentach grozy nasila się, by wzbudzić w widzu większy strach, dobrze komponuje się z całością.

Co do zdjęć - dużą uwagę przykuwają bliskie ujęcia, pełne szybkiego i sprawnego ruchu kamer, fragmentarycznie ujmujące najciemniejsze sceny.

Produkcja z pewnością znajdzie zwolenników wśród fanów horrorów. Być może nie tylko, gdyż problematyka filmu zahacza o dość aktualny temat alienacji ludzi wielkich miast, pogoni za dobrobytem i zamykaniu oczu na krzywdę innych.




Ocena: 3 / 6



Czytaj również

Hotel Starfish
Psychodeliczna rewia absurdu

Komentarze


Ezechiel
   
Ocena:
0
"Po tym filmie ostatecznie przestałam szukać oryginalności w azjatyckiej kinematografii. Najpierw Ring i jego tajemnicza, zabijająca kaseta, później Telefon wraz z zagadkowym numerem, nie zapominajmy również o misternej postaci w Widmie oraz Klątwie i Dark Water. I teraz ponownie możemy oglądać ekranizację z wątkiem zmaterializowanego ducha."

Aby ferować wyroki an temat kina sporego kontynentu na podstawie pięciu horrorów trzeba mieć w sobie sporo pewności siebie.

Ja tylko zapytam czy ten brak oryginalności dotyczy też Wong-Kar-Waia czy Anga Lee. Bo o kino irańskie, afgańskie czy indyjskie pytał nie będę - bo za słabo się na nich znam.
01-04-2008 20:02
Ivrin
   
Ocena:
0
Hm, biorąc pod uwagę wymienione tytuły i kontekst zdań kolejnych wydaje się oczywistym, że niechęć zawężona jest do horrorów. Ja przynajmniej tak to odczytałam, zwłaszcza patrząc z pozycji osoby uwielbiającej kinematografię azjatycką, ze zdecydowanym wyłączeniem wszelkiego współczesnego kina grozy tamtejszego.

Dodatkowo (a zarazem analogicznie) - można mieć np. kiepskie mniemanie o obecnym filmie amerykańskim i można mieć prawo do takiej opinii dzięki temu, co zwłaszcza zalewa kina. I podobnie jest z produkcjami azjatyckimi. Błędem jest z oczywistych uogólnień czynić nadinterpretacje.
01-04-2008 20:58
Ezechiel
   
Ocena:
0
"I podobnie jest z produkcjami azjatyckimi. Błędem jest z oczywistych uogólnień czynić nadinterpretacje."

Niezbyt oczywistych - przynajmniej dla mnie. Nigdzie w recenzji nie napisano, że autorka ogranicza swoje poglądy do horrorów. Gdy czytam recenzje widzę litery i zdania, a nie "oczywiste uogólnienia".
02-04-2008 10:12
Mandos
   
Ocena:
0
Ezechiel ma rację, skrót myślowy jest nieczytelny. Do tego mam wrażenie, że nawet jeżeli kwestia dotyczy horrorów to chyba w Azji nakręcili ich trochę wiecej niż te 5 które "przedostały się" na zachód. Więc albo pani Agnieszka ma o tym wiedzę albo trochę przesadziła z ferowaniem wyroków. Zwłaszcza, że tekście powtórzyła to dwa razy.

Co do samej recenzji krótka, całkiem sensowna chociaż nie wspomina o czymś takim jak gra aktorska.

Do tego poza pewną nieorgynalnością filmu autorka recenzji nie podała więcej wad mogących uzasadniać dosyć niską ocenę (3).
02-04-2008 16:19
Ivrin
   
Ocena:
0
Zatem jeżeli z argumentem o skrócie zgadza się autorka/redaktorka, to można dookreślić;).

A co do horrorów azjatyckich, w stanie obecnym, ja nie uświadczyłam żadnego wartego zapamiętania, zatem jeżeli widziało się pięć, mogę z przesadą napisać, że widziało się wszystkie:>
Zdarzają się rzeczy ciekawe ('Three... Extremes'), ale to nie są typowe horrory. Obecne horrory to schemat, a szkoda, wszak szeroko pojęta kinematografia azjatycka ma na swoim koncie takie epickie dzieła jak 'Chińskie duchy' (no, mało w tym horroru, ale nie miałabym nic przeciwko, ażeby obecne do takiego 'mało' się sprowadzały), wiele intrygujących gore, fascynujące opowieści grozy Kobayaskiego czy Kaneto... ale należy się cofać wstecz. Dziś apogeum wydaje się być 'Opowieść o dwóch siostrach'. Ładne to to, ale trudno w tym szukać nadziei na jakiekolwiek 'więcej', czy chociażby rezygnację ze schematu.
03-04-2008 10:45
~bez

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Początek tekstu traktuje o innych produkcjach, potem streszczenie i 3 zdania o samym filmie. To jest recenzja??? Fakt, wstawiona w Prima aprilis, więc może warto sprostować, albo chociażby dodać ostrzeżenie: "jak nie pisać recenzji".
03-04-2008 21:10
Panthera
   
Ocena:
0
Mnie raczej interesuje od kiedy kino azjatyckie czy nawet horror azjatycki stal się horrorem japońskim czy koreańskim... a reszta Azji to przepraszam co grzyb? Takie uogólnianie jest trochę nie na miejscu, na prawdę Azja to nie tylko Korea, Japonia czy HK to całkiem sporo innych krajów produkujących horrory o dziwo o czym się chyba zapomina, bo w Polsce nie są popularne... a indyjskie kino to co? Tajwan, Tajlandia, Chiny nie HK? To wszystko to samo? I takie Widmo jest tajskie acz jest bardzo nie tajskie w swej tajskości ;)
Ja oglądając calkiem sporo produkcji z Azji [Japonia, HK, Korea czy Tajlandia] bałam bym się uogólniać i wrzucać je do jednego worka... a jak to mówiła znajoma w odpowiedzi na sztampowe dość stwierdzenie...
"której cechą charakterystyczną jest postać kobiety z długimi czarnymi włosami" .. jest "no baaa, jak była by blond to była by Japonką" ;) Mnie zawsze ciekawiło jakie to one mają być rude? Choć bywały i czarownice z białymi włosami ale to jak można zauważyć niezbyt naturalny kolor dla Azjatów.
Ja nie mówię, że każdy ma lubić horrory made in "Azja" ale czasem zanim się wyskoczy, że coś jest takie jak wszystkie inne może by się zastanowić jakie jest to "wszystko inne".

Podobny "Telefon" do "APT' no cóż ten sam reżyser więc i styl może podobny ale historia dla mnie trochę inna była.
W samej recenzji, recenzji brak mi czegoś - może jest to wynik tego, że autorce film się jednak nie podobał bo po przeczytaniu tego nie ciągnęło by mnie do filmu a film akurat bardzo przypadł mi do gustu. Acz to może być wynik mojego uwielbienia dla horroru bo pana Byeong-ki Ahn widziałam wszystkie filmy, co nie jest trudne ma ich 4 ;)
05-04-2008 19:25

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.