Alita: Battle Angel

Zabójczy aniołek w cyberpunkowym stylu

Autor: Justyna 'Junia' Zarudzka

Alita: Battle Angel
Filmowa i mangowa wersja Ality mają ze sobą wiele wspólnego, zarówno wizualnie, jak i fabularnie. Wydaje się jednak, że twórcy filmu zapomnieli, że nie każdy wybiera się na seans ze znajomością pierwowzoru w małym palcu.

Alita: Battle Angel to hollywoodzka produkcja na podstawie cyberpunkowej mangi Yukito Kishiro, Battle Angel Alita. Reżyserią zajął się Robert Rodriguez, natomiast za produkcję i po części za scenariusz odpowiedzialny był James Cameron.

Film opowiada historię Ality, dziewczyny-cyborga, którą odnajduje na wysypisku śmieci dr Ito. Naprawia jej cybernetyczne ciało i otacza opieką, zyskując w niej przybraną córkę. Wrodzona ciekawość i pewna naiwność Ality wielokrotnie wpędzają ją w tarapaty, ponieważ Miasto Złomu, w którym rozgrywa się akcja filmu, nie należy do najbardziej przyjaznych miejsc. Zamieszkują je zarówno praworządni obywatele, jak i wszelkiego rodzaju męty i szumowiny, a także polujący na nich Łowcy. Alita szybko postanawia zostać jednym z Łowców, licząc, że pomoże swojemu ukochanemu Hugo zarobić na bilet do ostatniego powietrznego miasta, Zalemu...

Witamy w Uncanny Valley

Niewątpliwie najmocniejszą stroną Ality jest warstwa wizualna. Efekty specjalne są dopracowane w najmniejszych szczegółach i nie rażą sztucznością. Choreografie scen walki robią wrażenie, a oglądane w 3D – dostarczają dawki adrenaliny, udowadniając, że przy dobrym wykorzystaniu technologii nadal można pokazać na tym polu coś nowego. Podobnie z rozgrywkami motorballa, czyli morderczego kuzyna roller derby, w których twórcy efektów specjalnych naprawdę mogli się popisać fantazją i umiejętnościami.

Jest to jeden z tych filmów, które naprawdę warto zobaczyć w wersji 3D, żeby w pełni docenić szczegółowe ukazanie świata. Cyberpunkowa scenografia, mechaniczne ciała bohaterów, cybernetyczne protezy przechodniów czy używane przez poszczególne postaci bronie wyraźnie nawiązują do tych ukazanych w mandze, a jednocześnie nie wypadają śmiesznie, jak mogłoby się zdarzyć przy przenoszeniu inspiracji z papieru na ekran.

Na osobną wzmiankę zasługuje główna bohaterka, odgrywana przez Rosę Salazar, znaną do tej pory z serii Maze Runner czy choćby z Nie otwieraj oczu. Świetne wykorzystanie technologii motion capture pozwoliło na stworzenie projektu Ality, która jest bardzo podobna do człowieka, a jednocześnie pozostaje obca. Jej rysy twarzy nie są do końca ludzkie, a mimika wydaje się przerysowana i niepokojąca. Z drugiej strony, dzięki wykorzystaniu sylwetki Salazar nie pojawia się wrażenie oglądania tworu czysto cyfrowego, jak w grach komputerowych.

Ścieżka dźwiękowa również nie pozostawia wiele do życzenia. Muzyka dobrze oddaje charakter poszczególnych scen, podkreśla emocje i wpasowuje się w klimat filmu. Być może nie jest to materiał na oscarową nominację, ale i tak Tom Holkenborg – kompozytor filmów takich jak Mad Max: Na drodze gniewu czy Deadpool – wykonał kawał solidnej roboty. Końcowa piosenka, którą wykonuje Dua Lipa, również wpada w ucho, a jej tekst sugeruje, że Alita jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.

Jak zmieścić 9 tomów mangi w 2 godzinach filmu?

Mangowa Alita ma już długą historię publikacji. Podstawowa seria, na której oparty jest scenariusz filmowy, liczyła 9 tomów. Twórcy filmu zdecydowali się wybrać jedynie część historii opowiedzianej w mandze, jednak można odnieść wrażenie, że do niektórych wątków byli zbyt przywiązani, by je wyciąć, ze szkodą dla tempa akcji. Widz ma zatem okazję poznać w mniejszym lub większym stopniu historię powietrznych miast i marsjańskiej inwazji, dowiedzieć się o istnieniu niesprawiedliwego społeczeństwa kastowego i o wyzyskiwaniu Miasta Złomu przez Zalem. Na ekranie pojawiają się efektowne walki pomiędzy Łowcami, a ich ofiarami, a także widowiskowe rozgrywki motorballa. Nie obyło się także bez sztampowego wątku romantycznego pomiędzy człowiekiem a cyborgiem, poznania tragicznej przeszłości połowy bohaterów, a także dramatycznego pojawienia się głównego czarnego charakteru na sam koniec filmu.

Niestety, gdzieś zaginęły występujące często w oryginale moralnie rozważania, co tak naprawdę znaczy bycie człowiekiem, na ile można wierzyć wspomnieniom oraz czy cyborgi potrafią kochać. Szkoda, bo dobre przedstawienie tych dylematów stanowi o prawdziwej sile dzieł z gatunku cyberpunk.

Z drugiej strony, moment, w którym film pozostawia Alitę, sugeruje, że jest to jedynie pierwsza część, stanowiąca przedstawienie świata przed właściwą akcją, która zawiąże się w kolejnej odsłonie. Być może kontynuacja przyniesie bardziej zrównoważony stosunek wydarzeń ważnych fabularnie do wątków romantycznych i pozwoli skupić się na wspomnieniach Ality i jej odczuciach.

Nie tylko dla fanów?

O ile warstwa wizualna Ality zrobi wrażenie chyba na każdym widzu, o tyle fabularnie sytuacja nieco się komplikuje. Fani mangi bez problemu zrozumieją, co dzieje się na ekranie i rozpoznają znane z kart komiksu postaci i sytuacje. Osoby, które mangi nie czytały, też raczej nie pogubią się w szczątkowej fabule, chociaż mogą mieć problemy ze zrozumieniem nagłych zmian lokalizacji i skakania po wątkach. Czemu co drugą scenę wszyscy bohaterowie zapominają, że Alita jest cyborgiem bojowym? Kto i po co wpadł na pomysł, żeby Alita wystartowała w zawodowych rozgrywkach motorball, chociaż tylko raz w życiu jeździła na rolkach? Czemu mamy przejmować się losami Hugo, skoro nic nie wiemy o jego motywacji ani przeszłości, natomiast jego akcje świadczą zdecydowanie na jego niekorzyść? Odpowiedzi można bez problemu znaleźć w mandze, jednak widz kinowy powinien mieć możliwość zrozumienia filmu bez sięgania do dodatkowych źródeł. Pozostaje nadzieja, że Alita: Battle Angel zarobi wystarczająco, by zasłużyć na sequel i drugą szansę opowiedzenia swojej historii.