» Książki i komiksy » Pathfinder » Winter Witch

Winter Witch


wersja do druku

Nastrojowa bajka na dobranoc

Autor: Redakcja: AdamWaskiewicz, Agnieszka 'jagnamalina' Bracławska

Winter Witch
Charakterystycznym elementem pierwszych powieści osadzonych w świecie Pathfindera była obecność autorów doskonale znanych fanom literackich odsłon innych erpegowych settingów ze szczególnym uwzględnieniem Zapomnianych Krain.

Doskonałym przykładem tego trendu jest Winter Witch, druga książka z cyklu Pathfinder Tales, której napisanie powierzono Elaine Cunningham, pisarce odpowiedzialnej w przeszłości za wiele wysoko ocenianych pozycji osadzonych w świecie Forgotten Realms, żeby wspomnieć tylko, wydane również w naszym kraju, serie Pieśni i Miecze czy Doradcy i Królowie. Jednak nie tylko dotychczasowy literacki dorobek autorki zachęcał do zapoznania się z Zimową Wiedźmą, według zapowiedzi i opisów książka miała zabierać czytelników do Irrisen, tajemniczej krainy wiecznej zimy rządzonej przez lodowe czarodziejki, a przedstawiona w niej historia nawiązywać do klasycznych baśni i czerpać inspiracje ze wschodnioeuropejskiego folkloru.

Powyższe okoliczności sprawiły, że kiedy nadarzyła się ku temu okazja sam postanowiłem sięgnąć po Zimową Wiedźmę i sprawdzić, na ile składane przed premierą obietnice znalazły odzwierciedlenie w finalnym produkcie. Pomny miłych doświadczeń z poprzednimi dziełami pani Cunningham byłem przed lekturą bardzo pozytywnie nastawiony i choć nie wszystkie moje oczekiwania zostały spełnione, to już na wstępie recenzji warto zaznaczyć, że Winter Witch jest pozycją na tle całego cyklu dość unikatową ze wszystkimi tego wadami i zaletami.

Da się to zauważyć już na przykładzie fabuły, która na pierwszy rzut oka jest dość prosta i praktycznie w całości obraca się wokół postaci Declana i Ellasif. Ten pierwszy jest byłym czarodziejem, który obecnie terminuje u jednego z astronomów w Korvosie, a w wolnym czasie tworzy niezwykle dokładne mapy, które charakteryzują się pewnymi niewytłumaczalnymi magicznymi właściwościami. Pewnego dnia jego mistrz oraz ukochana zostają uprowadzeni i młody kartograf nie ma innego wyjścia, jak tylko ruszyć z misją ratunkową na daleką północ. Samobójcza, zdawałoby się, wyprawa krzyżuje jego ścieżki z Ellasif, samotną wojowniczką, która z sobie tylko znanych powodów również zmierza w tym samym kierunku. Z czasem historia się komplikuje, pojawiają się nowe wątki i zwroty akcji, a bohaterowie ujawniają skrywane do tej pory motywacje, ale i tak opowieść pozostaje relatywnie mało skomplikowana nawet jak na standardy erpegowych powieści. Widać wyraźnie, że znacznie ważniejsze od niej samej są relacje pomiędzy protagonistami i, przywodzące nieco na myśl klasyczne bajki dla dzieci, nauki, jakie wyciągną ze zdobytych doświadczeń. W podobnym tonie utrzymane jest także zakończenie, które autorka opatrzyła charakterystycznym dla przyjętej konwencji morałem.

Wybrana stylistyka wpływa też na sposób narracji, która jest relatywnie powolna i skupiona raczej na budowaniu nastroju i oddaniu atmosfery odwiedzanych przez bohaterów miejsc, niż utrzymaniu trzymającej w napięciu akcji. Nie każdemu takie rozwiązanie musi przypaść do gustu (nawet mnie momentami zaczynał nużyć zajmujący ponad trzydzieści stron prolog czy rozciągnięta na kilkadziesiąt stron prezentacja pierwszoplanowych postaci), ale trzeba przyznać, że autorce udało się zaprezentować nieznany dotąd obraz Golarionu, który zdaje się być miejscem przesiąkniętym magią i tajemnicami, co najlepiej widać w rozdziałach rozgrywających się w Irrisen (w tym miejscu takie choćby lodowe wilki wyrastają daleko poza typową rolę groźnych mieszkańców bestiariusza, a wschodnioeuropejskie inspiracje są więcej niż wyczuwalne), ale doskonale znana Korvosa również nabiera tu zupełnie nowego charakteru. Jednocześnie, nieco paradoksalnie, wizja ta praktycznie w niczym nie kłóci się z materiałami przedstawionymi w podręcznikach do Pathfindera – godny pochwały przejaw literackiego kunsztu autorki, jak i ogromna zaleta eklektyczności Golarionu.

Bardzo dobrze wypada też kluczowy element całej powieści, a więc jej główni bohaterowie. Declan początkowo wydaje się powieleniem archetypu fajtłapowatego młodzieńca o dobrym sercu, ale szybko okazuje się, że to osoba o dużo bardziej skomplikowanej osobowości, której obecny charakter i wykonywany zawód zostały zdeterminowane przez wydarzenia z przeszłości. Układanie tych ostatnich w spójną całość sprawia sporą przyjemność podczas lektury, a jasno określone priorytety i zasady moralne postaci sprawiają, że protagonistę bardzo łatwo polubić i kibicować mu w jego misji. Nieco inaczej jest w przypadku Ellasif, która w pierwszych scenach przedstawiana jest jako kobieta przebiegła, bezwzględna, brnąca po trupach do celu, skora do zdrady i manipulacji innymi, dopiero z czasem odkrywamy jej dobre strony, poznajemy kierujące nią motywacje, obserwujemy pewną wewnętrzną przemianę i zaczynamy darzyć rosnącą sympatią.

Na tle ciekawie zaprezentowanych głównych bohaterów bardzo blado przedstawiają się aktorzy drugiego i trzeciego planu. Większość z nich to tak naprawdę jedynie statyści z imieniem i szczątkowym charakterem, mający stanowić tło dla toczących się wydarzeń. Trochę szkoda, bo jest tu kilka potencjalnie interesujących postaci, choćby życiowa partnerka brata Declana czy dawni towarzysze Ellasif, i aż chciałoby się, by zostały one bardziej rozwinięte. Pozytywnie w tym gronie wyróżnia się natomiast Skywing, niewielki "domowy" smok, który w pewnym momencie przyłącza się do głównego bohatera i wprowadza do całej opowieści całkiem zabawne elementy humorystyczne.

Pewien problem mam natomiast z antagonistą (a właściwie antagonistką) powieści. Z jednej strony jest odpowiednio potężna i złowieszcza, a cień jej obecności przez cały czas wisi nad bohaterami, ale z drugiej snute przez nią plany są w tak absurdalny sposób zawiłe, przerysowane i nieracjonalne, że przywodzą na myśl średnio rozgarniętych złoczyńców z kreskówek dla dzieci. Nie wiem, czy był to celowy zabieg mający wpisywać się w ogólnie przyjętą bajkową konwencję, ale ostateczny efekt jest w najlepszym razie przeciętny.

Mówiąc o wadach książki nie sposób nie wspomnieć o pewnej irytującej manierze trapiącej niektóre powieści osadzone w światach gier RPG, a mianowicie łopatologicznym, fabularnym tłumaczeniu mechanicznych terminów. Powieści do Pathfindera w znakomitej większości unikały tego problemu (choć na przykład w Bloodbound protagonistki miały irytujące tendencje do mówienia ekspozycją), ale Winter Witch jest tu niestety niechlubnym wyjątkiem – próby wyjaśniania różnic pomiędzy różnymi klasami magów wtajemniczeń albo sposobu przygotowywania zaklęć przez czarodziejów są nieporadne, wymuszone i tylko psują misternie budowany klimat. Dodatkowo powielają informacje zawarte w glosariuszu zamieszczonym na końcu książki. Na szczęście tego typu wtrącenia nie pojawiają się zbyt często, a jeśli już, to głównie w pierwszej, wprowadzającej, części książki.

Zanim przejdziemy do podsumowania tradycyjnie kilka słów warto poświęcić przydatności Zimowej Wiedźmy z perspektywy fana Pathfindera. Pomijając wspomniane w poprzednim akapicie fabularyzowanie terminów mechanicznych (które nawet dla początkującego gracza będzie zapewne mało przydatne), w książce znaleźć można całkiem sporo interesującego materiału. Bez większego problemu da się przełożyć na realia sesyjne między innymi głównych bohaterów, opisy odwiedzanych miejsc ładnie uzupełniają informacje zawarte w podręcznikach geograficznych, a niektóre magiczne przedmioty zdobywane przez protagonistów po rozpisaniu statystyk idealnie sprawdzą się jako nagrody dla poszukiwaczy przygód.

Podejmując się ostatecznej oceny Winter Witch trzeba powiedzieć, że jest to pozycja, która pomimo pewnych, wyszczególnionych wyżej wad, zasługuje na wysoką notę widoczną w stopce poniżej. Bajkowa konwencja zadziwiająco dobrze pasuje do Golarionu, a charakterystyczny dla Elaine Cunningham lekko liryczny i poetycki styl prowadzenia narracji jeszcze mocniej ją podkreślają. Oczywiście nie jest to książka dla każdego, a fani wartkiej akcji czy skomplikowanej fabuły zapewne bardzo szybko się od niej odbiją. Warto jednak Zimowej Wiedźmie dać szansę, choćby po to, żeby zobaczyć bajkową wizję skutego wiecznym lodem Irrisen. W chwili obecnej trudno powiedzieć, kiedy i czy w ogóle wydawnictwo Paizo powróci do koncepcji oficjalnych powieści, ale mam szczerą nadzieję, że jeśli tak się stanie, to Elaine Cunningham znajdzie się wśród zakontraktowanych pisarzy. Osobiście z wielką chęcią przeczytałbym kolejne historie jej autorstwa i odwiedził z wykreowanymi przez nią bohaterami inne zakątki Golarionu.

8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Winter Witch
Cykl: Pathfinder Tales
Autor: Elaine Cunningham
Wydawca: Paizo
Miejsce wydania: USA
Data wydania: 7 grudnia 2010
Liczba stron: 300
Oprawa: miękka
Format: B5
ISBN-13: 978-1601252869
ISBN-10: 9781601252869
Cena: 9,99 USD



Czytaj również

Prince of Wolves
Pionierska wyprawa do krainy horroru
- recenzja
Stalking the Beast
W samo południe w Golarionie
- recenzja
Plague of Shadows
Golarion w ciemnych barwach
- recenzja
Death's Heretic
Śmierć heretyka
- recenzja
Pathfinder: Shattered Star – The Dead Heart of Xin
Fabularne przyśpieszenie
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.