» Książki i komiksy » Forgotten Realms » Spellstorm

Spellstorm


wersja do druku

Elminster na tropie

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło

Spellstorm
Przez ponad trzydzieści lat swej wydawniczej historii Zapomniane Krainy doczekały się ogromnej liczby książek reprezentujących najróżniejsze gatunki literackie: od tradycyjnych opowieści przygodowych, przez romanse aż po horrory. Najnowsza powieść Eda Greenwooda również się w ten schemat wpisuje serwując czytelnikowi opowieść czerpiącą pełnymi garściami z klasycznych kryminałów.

Akcja książki osadzona jest w Cormyrze niedługo po zakończeniu wydarzeń związanych z Rozbiciem. Wojna z Pomrokiem i Sembią, mimo wielu ofiar, została wygrana, zamieszanie wokół Smoczego Tronu zakończyło się, większość szlacheckich intryg i spisków wykryto i powstrzymano, a Wojenni Czarodzieje wraz z agentami korony starają się uporządkować sprawy w Leśnym Królestwie i sprowadzić monarchię z powrotem na właściwe tory.

W tych właśnie okolicznościach na scenie pojawia się lord Sardasper Halaunt, prowincjonalny szlachcic o kiepskiej reputacji i ogromnych długach. Ogłasza on publicznie, że planuje zorganizować aukcję, której przedmiotem będzie jedyna istniejąca kopia Zaginionego Czaru - stworzonego ponoć przez samego boga czarodziejów Azutha starożytnego zaklęcia, które jest w stanie diametralnie wzmocnić potęgę każdego maga. Proklamacja ta ściąga do wiejskiej rezydencji Halaunta liczną grupę potężnych użytkowników Sztuki pragnących zdobyć zaklęcie nie zawsze uczciwymi metodami. Jednocześnie odrodzona Mystra wysyła swojego najwierniejszego Wybrańca, arcymaga Elminstera, żeby nie dopuścił do przerodzenia się spotkania w festiwal magicznego zniszczenia a także wykonał znacznie bardziej subtelne zadanie. Całą sytuację komplikuje fakt, że rezydencja Halaunta otoczona jest tytułową Burzą Czarów, naturalnym fenomenem, który sprawia, że nawet najprostsze czary podlegają nieprzewidywalnym efektom Dzikiej Magii.

Tajemnicze domostwo, grupa nietypowych i w większości wrogo do siebie nastawionych bohaterów oraz uciekający czas tworzą idealną otoczkę dla klasycznej kryminalnej historii, która dodatkowo zagęszcza się gdy kolejni uczestnicy licytacji zaczynają ginąć w zagadkowych okolicznościach, a mordercą może być właściwie każdy. Muszę przyznać, że fabuła i klimat to jedne z największych atutów powieści. Historia przez znakomitą większość czasu trzyma w napięciu obfitując w przemyślane (i co najważniejsze zaskakujące) zwroty akcji, a czytelnik zastanawia się co go czeka na kolejnych stronach.

Drugim niezaprzeczalnym atutem powieści są bohaterowie. Ed Greenwood sięgnął tak po swoje sztandarowe postacie (oprócz Elminstera dużą rolę odgrywają Mirt Lichwiarz i Myrmeen Lhaal, a wśród gości Halaunta znaleźli się między innymi Manshoon, Marcholl Harpell i Tabra) jak i te, które zostały jedynie wspomniane we wcześniejszych publikacjach opatrzonych logiem Zapomnianych Krain (choćby Shaan, o której dokonaniach mogliśmy przeczytać już w 1987 roku). Nie zabrakło również zupełnie nowych graczy: od arcymagów z zaginionej krainy Nimbral przez nekromantkę z wewnętrznego kręgu Pokrętnej Runy, aż po młodą i idealistyczną agentkę Harfiarzy. Interakcje między tą barwną zbieraniną indywidualności są świetnie napisane i w doskonały sposób odmalowują ich charaktery i osobowości. Bardzo dobrze uzupełniając w ten sposób ogólny klimat opowieści, pokazując jednocześnie jak diametralnie odmienne postawy mogą reprezentować sobą przedstawiciele czarodziejskich profesji. Ed Greenwood po raz kolejny udowadnia, że kreacja bohaterów i dialogi są jednymi z najmocniejszych stron jego literackiego warsztatu.

Dla największych fanów Zapomnianych Krain zaletą powieści będzie również nagromadzenie smaczków i informacji na temat settingu, które niekoniecznie odnoszą się do głównej historii. Dzięki temu mamy okazję poznać kilka ciekawostek z przeszłości najsłynniejszych magów Faerunu, przyjrzeć się funkcjonowaniu Cormyru pod rządami nowej królowej oraz dowiedzieć się co nieco naturze magii po powrocie Mystry oraz zakończeniu Rozbicia. Ed Greenwood pokusił się nawet o odpowiedź na pytanie o los pewnej popularnej bogini, wokół której toczyły się w ostatnich latach liczne dyskusje fanów. Miłym akcentem dla erpegowców jest natomiast uzupełniony o poglądową mapkę dokładny opis rezydencji, w której rozgrywa się akcja powieści. Bez problemu można ją wykorzystać jako szablon do tworzenia wiejskich siedzib szlachty na Ziemiach Centralnych Faerunu.

Mimo wymienionych powyżej niezaprzeczalnych zalet Spellstorm nie uniknęła pewnych wpadek, które sprawiają, że nie można jej z czystym sumieniem zaliczyć do powieściowej czołówki Zapomnianych Krain. Większość z nich nie ma co prawda specjalnie dużego wpływu na końcową ocenę, ale jedna jest na tyle poważna, że musi spowodować obniżenie finalnej noty. Chodzi mianowicie o zakończenie lub, mówiąc ściślej, kilka ostatnich rozdziałów. O ile znakomita większość książki trzyma się przyjętej konwencji detektywistycznej to w pewnym miejscu Greenwood przełamuje ją i wprowadza do historii zaskakująco dużą ilość akcji. Sprawia to, że do tej pory relatywnie spokojna opowieść przyspiesza, a klimat tajemniczości zostaje zastąpiony przez chaotyczną serię często zupełnie przypadkowych wydarzeń i widowiskowych walk. Nie wiem czy ten nagły przeskok spowodowany jest odgórnymi wytycznymi (czyżby dedekowa powieść nie mogła obyć się bez obowiązkowych epickich starć?), relatywnie niewielką liczbą stron (książka w wersji twardookładkowej ma ich tylko nieco ponad 280 i to zapisanych dość dużą czcionką ze sporej wielkości marginesami) czy chęcią przełamania gatunkowego kanonu, ale wyszło to w najlepszym razie przeciętnie. W efekcie końcówka książki gubi swoją świetnie budowaną atmosferę i zamiast satysfakcji z dobrej lektury pozostawia w czytelniku wrażenie zmarnowanego potencjału.

Dla niektórych wadą może być również sam styl Greenwooda, którego od zawsze charakteryzowała tendencja do dygresji i wprowadzania pobocznych wątków oraz postaci, niemających większego znaczenia dla głównej historii. Osobiście bardzo lubię to rozbudowane tło, bo podkreśla ono, że zawarte na kartach książki wydarzenia są jedynie wycinkiem ogromnego, żyjącego świata, ale zdaję sobie sprawę, że dla kogoś skupionego bardziej na fabule może być to momentami dość irytujące.

Podsumowując trzeba z przykrością powiedzieć, że Spellstorm to idealny przykład niewykorzystanej okazji. Świetne założenia fabularne, doskonale zarysowani bohaterowie oraz klimat tajemnicy żywcem wyjęty z klasyki kryminału dawały nadzieję na jedną z najlepszych powieści ze świata Zapomnianych Krain, ale nieprzemyślana końcówka sprawiła, że całość wypada jedynie dobrze. Dla fana settingu lub twórczości Greenwooda dalej jest to pozycja praktycznie obowiązkowa (szczególnie jeżeli interesuje go Cormyr lub aktualny wygląd Faerunu), ale jednak do powieściowej czołówki trochę mu zabrakło. Z tego też względu, mimo że lektura sprawiła mi sporo przyjemności, poniżej widnieje taka, a nie inna ocena. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że zaplanowana na połowę bieżącego roku kolejna powieść Eda Greenwooda osadzona w realiach Zapomnianych Krain uniknie błędów Burzy Czarów.

7.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Spellstorm
Autor: Ed Greenwood
Autor okładki: Aleksi Briclot
Wydawca: Wizards of the Coast
Miejsce wydania: USA
Data wydania: 2 czerwca 2015
Liczba stron: 280
Oprawa: twarda
Format: 24x16 cm
Seria wydawnicza: Forgotten Realms
ISBN-13: 978-0786965717
ISBN-10: 0786965711
Cena: 27.95 USD



Czytaj również

Dungeons & Dragons: Forgotten Realms
Bezcelowa bieganina
- recenzja
Dungeons & Dragons: Frost Giant's Fury
Zimowa forma
- recenzja
Death Masks
Katastrofa o wielu obliczach
- recenzja
All Things Through the Bright Flames
Zapomniane Krainy w południowym sosie
- recenzja
Zapomniane Krainy odkryte na nowo
Jasne strony piątoedycyjnego Faerunu
Hordy potworów i bale arystokracji
Klasyczne podręczniki do FR w piątej edycji - cz. III

Komentarze


Olórin
   
Ocena:
0

Ostatnio w taniej księgarni znalazłem "Nocny Orszak" Scotta Ciencina chyba za 9 zł. Powtarzałem sobie w duchu, że to będzie strata pieniędzy, że 80% powieści spod znaku FR z logiem ISA jest w najlepszym razie kiepska. W końcu sięgnąłem po nią, przeczytałem tylną okładkę, zobaczyłem słowa "Harfiarze", "Calimport" i chwilę później byłem przy kasie. Oczywiście okazała się konkretnym chłamem.

Teraz mam Deja vu. Pociesza nazwisko autora, bo i tak pewnie to kupię.
 

 

22-01-2016 10:23

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.