» Książki i komiksy » Pathfinder » Pirate's Honor

Pirate's Honor


wersja do druku

Jo-ho, jo-ho, piratem pragnę być!

Autor: Redakcja: Tomasz 'Radnon' Cybulski

Pirate's Honor
Od kilku ładnych lat piraci powrócili tryumfalnie do łask odbiorców kultury masowej. Podczas gdy wydawało się, że sukcesy, jakie przed laty święcił Kapitan Blood czy ekranizacje Wyspy Skarbów należą do zamierzchłej przeszłości, a spektakularne porażki kasowe Piratów Polańskiego czy Wyspy piratów ostatecznie pogrzebały gatunek, niespodziewany sukces Piratów z Karaibów sprawił, że nagle wszyscy zapragnęli żeglować pod czarną flagą ze szczerzącym zęby czerepem.

Także Paizo Publishing, wydawca systemu Pathfinder, opublikowało w roku 2012 sześcioczęściową kampanię Skull & Shackles oraz suplement Pirates of the Inner Sea, koncentrujące się na opowiadaniu historii o dzielnych żeglarzach, których statki często omijają prawo szerokim łukiem.

Nieco później, w kwietniu 2013 roku w serii Pathfinder Tales wydało również powieść Chrisa A. Jacksona Pirate's Honor, doskonale wpisującą się w ten trend – opowieści o szlachetnych morskich rozbójnikach, dalekich od brutalnych rabusiów, jakimi w rzeczywistości byli najbardziej znani z żeglujących łupieżców.

Kapitan Torius Vin, główny bohater powieści, to dość stereotypowy "łajdak o złotym sercu" – lojalny wobec załogi, brzydzący się niewolnictwem i uzależniającym peshem (co akurat zostaje sensownie wyjaśnione), nawet jeśli mógłby na nich nieźle zarobić, okradający wyłącznie złodziei i zdający się nie mieć właściwie jakichkolwiek wad. Jego załoga to z kolei barwna zbieranina jednostek, która rację bytu mogłaby mieć chyba tylko na erpegowej sesji – elf, półork, gnom, nawet księżycowa naga – zupełnie jakby autor za punkt honoru postawił sobie nie dopuszczenie, by którakolwiek z golarionowych ras miała w drużynie (chciałem powiedzieć – załodze) więcej niż jednego przedstawiciela. Kiedy dołącza do niej nowy członek, też musi być z innej rasy – co oczywiście da się logicznie wytłumaczyć, ale końcowy efekt sprawia wrażenie zbytniej pstrokacizny, by był strawny.

Patrząc na zawiązanie akcji, w której kapitan i jego załoga przedzierają się przez hordy nieumarłych w zapomnianych ruinach na bezimiennej wyspie, spodziewałem się, że Pirate's Honor będzie awanturniczo-przygodową opowiastką, tymczasem okazało się, że autor serwuje czytelnikom zaskakujące połączenie romansu z kryminalną intrygą w rodzaju Żądła czy Ocean's Eleven. Od jednego ze swoich kontaktów Vin dostaje bowiem namiar na bezcenny magiczny relikt, który został niedawno skradziony jednemu z członków dworu w Sothis – obrabowanie złodzieja, nim ten zdąży uciec z łupem zapewni zdobycz wartą majątek, a ofiara nie odważy się zgłosić kradzieży władzom. Plan wydaje się więc niemal doskonały.

Szybko jednak okazuje się, że sprawa ma drugie dno, piraci tracą zdobycz równie szybko, jak weszli w jej posiadanie, a co gorsza władze pustynnego królestwa wyznaczają za ich głowy sowitą nagrodę. Zgodnie z najlepszymi wzorcami gatunku Torius i jego załoga muszą więc odzyskać stracony relikt, oczyścić swoje dobre imię i doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości prawdziwego złoczyńcę, który uczynił z nich kozły ofiarne. Wątek romansowy natomiast wynika z faktu, iż istotnym składnikiem planu jest wykorzystanie zdolności, jakimi dysponuje ukochana kapitana – będzie ona musiała rozkochać w sobie głównego szwarccharaktera i doprowadzić go (dosłownie) do szaleństwa. Fakt, że Celeste jest księżycową nagą, wężokształtnym potworem, nie ułatwia jej wprawdzie zadania, ale nikt nie mówił, że będzie lekko...

Brzmi to lepiej, niż wygląda, a intryga wymagająca aptekarskiej dokładności i jubilerskiej finezji jest przeprowadzana z subtelnością abordażu. Kiedy postacie orientują się, że ich skok na złodzieja spalił na panewce, natychmiast dochodzą do wniosku, że musiała zdradzić ich informatorka, która naraiła im tę robotę – hipoteza oczywiście okazuje się słuszna, ale fakt, że bohaterowie nawet nie biorą pod uwagę innych ewentualności, musi budzić zdumienie – zwłaszcza w przepełnionych magią realiach Golarionu, gdzie byłoby łatwe, do przyjęcia, że ktoś mógłby podsłuchiwać ich rozmowę czy to posługując się czarami, czy też w sposób bardziej konwencjonalny.

Niestety, fastryga wyłazi w Honorze pirata praktycznie na każdym kroku, zwroty akcji, które w założeniu miały zapewne być zaskakujące, można przewidzieć ze sporym wyprzedzeniem, a postacie – tak drugoplanowe, jak i statyści, bez wyjątku wpasowują się w role, jakie przewidziała dla nich dwójka głównych bohaterów. Na dobrą sprawę jedyne, co warte jest polecenia w tej powieści, to opisy krain, które postacie odwiedzają w czasie swojej wędrówki w poszukiwaniu sprawiedliwości. Świat Pathfindera jest barwny i bogaty, Chris A. Jackson miał z czego korzystać, budując scenografie dla swojej fabuły – jednak zbiór pocztówek z rozmaitych portów Wewnętrznego Morza to zbyt mało, by można polecić sięgnięcie po tę pozycję, a w serii Pathfinder Tales można znaleźć zdecydowanie lepsze powieści.

Pirate's Honor okiem erpegowca

Grupa przestępców, niekoniecznie piratów, to koncept drużyny doskonale znany Mistrzom Gry w rozmaitych systemach, nie tylko Pathfinderze, czerpiący z bogatej spuścizny kultury popularnej. W klasycznym fantasy, takim jak system wydawnictwa Paizo, daje możliwość włączenia do drużyny bardzo szerokiego spektrum postaci, nie tylko łotrzyków. A jednak równocześnie oszustwo, z uwagi na konieczność starannego planowania i niską odporność na nieprzewidziane okoliczności zazwyczaj niespecjalnie sprawdza się jako kanwa erpegowej przygody – chyba że miałoby się z założenia nie udać, jak we Fiasco.

Pozornie mogłoby się wydawać, że przełożenie fabuły Honoru pirata na scenariusz lub kampanię ułatwi fakt, że mamy w niej do czynienia z drużyną, co skutecznie upraszcza adaptację. Niestety fakt, że plan Toriusa opiera się na wykorzystaniu mocy jego nieludzkiej towarzyszki, praktycznie uniemożliwia jego dosłowne przeniesienie bez identycznej postaci występującej w roku przynęty na sprawcę niedoli bohaterów, a na to większości drużyn zdecydowanie nie ma co liczyć. Wprawdzie mogłaby ją zastąpić postać zaklinaczki dysponującej odpowiednio dobranym zestawem zaklęć, jednak i to niespecjalnie jest prawdopodobne.

Patrząc na powieść Chrisa A. Jacksona z perspektywy osoby choćby pobieżnie znającej pathfinderowe realia, nie mogę też nie wytknąć ewidentnych baboli – Torius i jego załoga spokojnie radzą sobie z niespodziewanym atakiem grupy potworów, z których każdy ma Skalę Wyzwania 5, by później ledwo ujść z życiem ze starcia z mniej licznymi przeciwnikami o indywidualnej SW zaledwie 1 (sic!) – czytelnik nie może nie zastanowić się, jak kompetentni wojownicy mogli prawie ulec tak słabym monstrom? Mimo, że autor ma, inaczej niż MG na sesji, pełną kontrolę nad sukcesami i porażkami swoich bohaterów, to w Pirate's Honor zdecydowanie nadużywa tej prerogatywy, niebezpiecznie naciągając granice prawdopodobieństwa.

5.0
Ocena recenzenta
5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Pirate's Honor
Autor: Chris A. Jackson
Autor okładki: Denman Rooke
Wydawca: Paizo Publishing
Miejsce wydania: USA
Data wydania: kwiecień 2013
Liczba stron: 466
Oprawa: miękka
Format: B5
Seria wydawnicza: Pathfinder Tales
ISBN-13: 978-1-60125-523-5
Cena: 9,99 USD



Czytaj również

Pirate's Prophecy
Służąc wolności, walcząc z piekłem
- recenzja
The Redemption Engine
Prawie jak Słowacki
- recenzja
Death's Heretic
Śmierć heretyka
- recenzja
Winter Witch
Nastrojowa bajka na dobranoc
- recenzja
Starfinder Adventure: The Penumbra Protocol
Cyberpunkowy horror
- recenzja

Komentarze


Kamulec
   
Ocena:
0

Czy to nie jest aby tak, że recenzje na Polterze są adresowane do potencjalnych czytelników? Ja co prawda na pewno tej książki czytał nie będę, ale ktoś kto by chciał, będzie miał mniejszą przyjemność/większą nieprzyjemność z powodu wcześniejszej znajomości treści zawartych tu spoilerów.

27-07-2014 07:24
Radnon
   
Ocena:
0

O ile dobrze się orientuję w treści książki to opowiedziany przez Adama fragment fabuły pochodzi z początkowych rozdziałów i nie zdradza aż tak znowu dużo z zasadniczej części historii. Nie widzę tutaj spoilerów wybiegających poza to co zazwyczaj się w recenzjach podaje.

27-07-2014 12:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.