» Dodatki i podręczniki » Zagraniczne » Pathfinder: Shattered Star – Beyond the Doomsday Door

Pathfinder: Shattered Star – Beyond the Doomsday Door


wersja do druku

Klasycznie i bez sztampy

Autor: Redakcja: AdamWaskiewicz

Pathfinder: Shattered Star – Beyond the Doomsday Door
Odzyskawszy fragment Roztrzaskanej Gwiazdy ukryty w czeluściach Kaer Maga bohaterowie graczy wracają na wybrzeże Varisji, gdzie czeka ich przygoda pełnymi garściami czerpiąca z najbardziej klasycznych dungeon crawli w historii gier fabularnych.

Czytając opisy poszczególnych scenariuszy wchodzących w skład kampanii Shattered Star od początku zwróciłem uwagę na jej czwartą część. Autorzy Poza Wrotami Zagłady obiecywali historię osadzoną w zrujnowanym opactwie (i podziemiach rozciągających się pod nim), które pomimo pokojowego wizerunku skrywa w sobie wiele tajemnic sięgających starożytnego Thassilonu i przepowiedni o końcu świata. Takie założenia przemawiały do mnie znacznie bardziej niż szalona, krwawa i momentami groteskowa wyprawa do Miasta Nieznajomych przedstawiona The Asylum Stone. Do lektury zabierałem się więc ze sporymi oczekiwaniami. Po odpowiedź na pytanie, czy zostały one spełnione, zapraszam do dalszej części recenzji.

Fabuła Beyond the Doomsday Door rozpoczyna się niedługo po wydarzeniach przedstawionych w Kamieniu Azylu. Bohaterowie po zdobyciu fragmentu Gwiazdy ukrytego w Kaer Maga dowiadują się, że kolejna część artefaktu znajduje się gdzieś w okolicach Opactwa Pieśni Wiatru (Windsong Abbey), ekumenicznej wspólnoty zrzeszającej kapłanów różnych, niekoniecznie dobrych, religii Golarionu. Po krótkiej wizycie w Magnimarze, złożeniu odpowiedniego raportu zwierzchnikom z Towarzystwa Pathfinder i uzupełnieniu zapasów, poszukiwacze przygód znów ruszają w drogę. Na miejscu okazuje się jednak, że klasztor został opanowany przez potwory, a ich złowrogi przywódca ma plany wykraczające daleko poza odizolowaną komunę mnichów. W efekcie łatwa zdawałoby się misja zamienia się w walkę o przetrwanie z bytami spoza znanej rzeczywistości.

Pomimo swego rodzaju prostoty, fabuła Wrót Zagłady może się podobać, a odkrywanie tajemnic opactwa (i pierwotnej historii miejsca, w którym zostało zbudowane) na pewno zainteresuje osoby lubiące poszerzać swoją wiedzę na temat oficjalnych settingów. Pozytywnie wypada również główny antagonista, który ma całkiem ciekawą (i niejednoznaczną) motywację oraz dość interesującą biografię. Dobre wrażenie pozostawiają także spotykani po drodze Bohaterowie Niezależni (wśród których powraca między innymi jedna z postaci pamiętanych z Shards of Sin) prezentujący odmienne charaktery i osobowości stanowiące potencjalnie spore wyzwanie dla graczy lubujących się w interakcjach społecznych. Miło, że nawet w podziemnej scenerii nie zapomniano o osobach, które ponad walkę przekładają posługiwanie się sztuką dyplomacji. Niestety z BN-ami łączy się pewien dość poważny mankament scenariusza, o którym szerzej w dalszej części recenzji.

Tradycyjnie całość została podzielona na kilka rozdziałów, ale w tym wypadku podział ten ma mocno umowny charakter, ponieważ autorzy praktycznie całkowicie zrezygnowali z jakichkolwiek wstępów (nie licząc krótkiej rozmowy z jednym BN-em) i wszystkie wydarzenia umieścili w obrębie wspomnianego wcześniej klasztoru. Trochę szkoda, że nie zamieszczono żadnego prologu osadzonego w mieście lub dziczy, ponieważ podobne fragmenty nie tylko łączyły ze sobą lokacje poszczególnych przygód, często oddalone o wiele dni drogi, ale też pozwalały odpocząć graczom i ich postaciom od mrocznych podziemi, w których na każdym kroku może czekać śmierć lub jeszcze coś gorszego.

Sama przygoda to na pierwszy rzut oka standardowy dungeon crawl. Na graczy czeka kilka poziomów podziemi (uzupełnionych o zabudowania znajdujące się na powierzchni) wypełnionych przeciwnikami, pułapkami, skarbami, tajnymi przejściami, zagadkami środowiskowymi i od czasu do czasu interakcjami z mniej lub bardziej przyjaznymi postaciami neutralnymi. Ta klasyczna, można by nawet powiedzieć ograna, konstrukcja okazuje się jedną z największych zalet Beyond the Doomsday Door dając graczom i prowadzącemu poczucie swoistego komfortu i jednocześnie nawiązując do dedekowych tradycji Pathfindera. Jednocześnie stanowi bardzo dobry kontrast wobec fantazyjnego i momentami zwariowanego zestawu lochów zaprezentowanych w Kamieniu Azylu.

Autorzy w kilku miejscach przełamują jednak przyjętą konwencję, czego najlepszą ilustracją są potwory występujące na kartach przygody. Obok standardowych rezydentów bestiariusza w rodzaju gigantów (punktu obowiązkowego właściwie każdej kampanii do sztandarowego systemu wydawnictwa Paizo), golemów czy nieumarłych na awanturników czekają między innymi krwiożercze istoty baśniowe czy pradawni przybysze będący pierwszymi władcami niższych planów. Nie zabrakło też unikatowych adwersarzy dysponujących nietypowymi mocami czy stosujących niestandardowe metody walki, ale nawet szeregowi mieszkańcy podziemi potrafią w kreatywny sposób wykorzystywać środowisko i raczej rzadko uciekają się do taktyki polegającej na frontalnym ataku. Pochwały należą się także za sposób przedstawienia finałowego starcia, które jest nie tylko odpowiednio trudne, ale daje spore możliwości kombinowania i szukania nieszablonowych rozwiązań. Miłośnicy Mitów Cthulhu docenią za to pojawiające się miejscami nawiązania do twórczości H.P. Lovecrafta.

Niestety obok niezaprzeczalnych zalet Wrota Zagłady mają też pewne wady, które wpływają na końcową oceną. Pierwsza z nich dotyczy wspomnianych wcześniej Bohaterów Niezależnych – wielu z nich, przy odrobinie wysiłku i szczęścia, da się przyłączyć do drużyny, co w znaczący sposób może podnieść wartość bojową tej ostatniej. Samo w sobie nie jest to nic złego i zapewne będzie nawet satysfakcjonujące dla osób preferujących pokojowe rozwiązywanie problemów, ale autorzy uznali prowadzenie "rekrutacji" za domyślne zachowanie graczy, co sprawia, że grupy, które nie zdecydują się na pomoc BN-ów (a nie każdy lubi ciągnąć za sobą oddział pomagierów) mogą mieć spory problem z niektórymi wyznaniami. Warto o tym pomyśleć podczas przygotowań do rozgrywki. Pewne obawy wzbudził we mnie także poboczny wątek związany z zakończeniem scenariusza – unikając spoilerów powiem tylko, że mam spore wątpliwości czy ktokolwiek bez znajomości pełnej treści podręcznika (lub wydatnej pomocy ze strony MG) będzie w stanie wpaść na odpowiednią sekwencję zdarzeń.

Podsumowując zasadniczą część Beyond the Doomsday Door, trzeba powiedzieć, że, pomimo wspomnianych wcześniej mankamentów, jest naprawdę dobrze. Powrót do bardziej znajomej konwencji pozytywnie wpłynął na klimat całości, a wprowadzane od czasu do czasu oryginalne elementy pozwoliły uniknąć powtarzalności i monotonii.

Zawartość książki nie ogranicza się jednak tylko do scenariusza i jak zawsze w przygodach do Pathfindera otrzymujemy zestaw dodatków w mniejszym lub większym stopniu związanych z tematem przewodnim podręcznika. Tym razem dostajemy między innymi artykuły poświęcone qlippothom (tajemniczym istotom związanym z Otchłanią) i Groetusowi (mało znanemu apokaliptycznemu bóstwo popularnemu w dawnych ludzkich imperiach), bestiariusz czy zestaw nowych magicznych przedmiotów.

Wśród suplementów zdecydowanie najlepiej wypada opis Groetusa. Tajemniczy, odległy, nieco szalony, ale jednocześnie nie do końca zły patron końca świata daje spore pole do popisu dla Mistrzów Gry lubiących wykorzystywać na sesjach osobliwe i mało znane kulty. Co więcej, jego wyznawcy mogą być zarówno prorokami ostrzegającymi przed zbliżającą się apokalipsą, jak i seryjnymi mordercami pragnącymi "przyśpieszyć" wypełnienie misji swojego boskiego patrona. Dobry materiał, który wpisuje się w chlubną tradycję "boskich artykułów" tworzonych przez autorów z wydawnictwa Paizo od czasów magazynu Dragon.

Zaskakująco dobrze prezentuje się także bestiariusz, w którym znajdziemy kilka naprawdę interesujących stworów (mi do gustu przypadły szczególnie strażnicze posągi wyrzeźbione na podobieństwo straconych męczenników i wysłanniczki Pharasmy chroniące nekropolie na Planie Materialnym) i tylko jeden niezbyt udany twór (przerośnięty kamienny krab z zamiłowaniem do broni siecznej).

W ogólnym rozrachunku nie najgorzej wypadł również zbiór magicznych przedmiotów, choć trzeba zaznaczyć, że większość zaklętych zabawek jest ściśle związana ze scenariuszem (lub jego miejscem akcji) i poza nim ich przydatność będzie mocno wątpliwa. Mogą się jednak sprawdzić jako źródło inspiracji.

Słabo prezentuje się natomiast druga najważniejsza atrakcja wśród dodatków, a mianowicie opis qlippothów. Na pierwszy rzut oka tekst jest rozbudowany i pełen potencjalnych zahaczek, ale już po pobieżnej lekturze widać, że autorom wyraźnie zabrakło pomysłu na ciekawe przedstawienie pierwszych władców Otchłani i łapali się najróżniejszych, nie zawsze do siebie pasujących, inspiracji. W efekcie dostaliśmy byty, które są zawieszone gdzieś pomiędzy Boską Komedią, lovecraftowskimi Mitami Cthulhu i Planescapem.

Dla porządku trzeba jeszcze wspomnieć o kolejnym rozdziale opowiadania (nie wnoszącym absolutnie nic do opowiadanej historii) i kolejnym zbiorze zaklętych pomników z Magnimaru (ciekawych i wciąż oferujących drobne mechaniczne bonusy).

Na koniec kilka słów warto poświęcić jakości wydania podręcznika. Pod tym względem wszystko wróciło do normy i otrzymaliśmy atrakcyjną wizualnie (kilka ilustracji jest naprawdę dobrych) pozycję z czytelnymi mapami i solidnie zrobioną korektą. Błędy językowe i merytoryczne, które były plagą Kamienia Azylu, tutaj już się na szczęście nie powtórzyły. Zniknęły też nachalne reklamy i odwołania do innych podręczników. Wygląda na to, że wcześniejsza wpadka była tylko jednorazowym wypadkiem przy pracy.

Zbierając wszystkie elementy razem trzeba powiedzieć, że Beyond the Doomsday Door to dobra, a miejscami nawet bardzo dobra przygoda, która z pewnością spodoba się osobom lubiącym eksplorowanie klasycznych lochów skonstruowanych zgodnie z najlepszymi tradycjami Dungeons & Dragons. Co prawda autorzy nie ustrzegli się pewnych mankamentów, które muszą znaleźć odzwierciedlenie w końcowej ocenie (na czele z nie do końca dobrze wyważonym poziomem trudności i nierówną jakością poszczególnych dodatków), ale i tak stworzyli produkt, który z czystym sumieniem można polecić fanom gatunku. Druga połowa Roztrzaskanej Gwiazdy rozpoczyna się od wyraźnej zwyżki formy i pozostaje mieć tylko nadzieję, że dwie ostatnie części kampanii będą równie udane.

8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
Tytuł: Shattered Star: Beyond the Doomsday Door
Linia wydawnicza: Pathfinder
Autorzy: James Jacobs, Tito Leati, Sean K Reynolds, F. Wesley Schneider, Jerome Virnich, Bill Ward
Okładka: miękka
Ilustracja na okładce: Wayne Reynolds
Ilustracje: Dave Allsop, Miguel Regodón Harkness, Kate Maximovich, Roberto Pitturru, Mike Sass, Doug Stambaugh, Tyler Walpole, Ben Wootten, Kieran Yanner
Wydawca oryginału: Paizo
Data wydania oryginału: 21 listopada 2012
Miejsce wydania oryginału: USA
Liczba stron: 96
Oprawa: miękka
Format: A4
ISBN-10: 1601254741
ISBN-13: 978-1601254740
Numer katalogowy: PZO9064
Cena: 19,99 USD



Czytaj również

Pathfinder: Shattered Star – The Asylum Stone
Krwawa groza w mieście osobliwości
- recenzja
Pathfinder Campaign Setting: Dragon Empires Gazetteer
Orientalna wycieczka objazdowa
- recenzja
Pathfinder Chronicles: Heart of the Jungle
Egzotycznie i niebezpiecznie
- recenzja
Pathfinder Campaign Setting: Inner Sea Magic
Magia znad Wewnętrznego Morza
- recenzja
Pathfinder: Serpent's Skull – podsumowanie
Zapomniana wyprawa
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.