» Dla Mistrzów Podziemi » Inspiracje » Druidzi cz. II

Druidzi cz. II


wersja do druku

Czy druidzi składali ofiary z ludzi?

Autor: Redakcja: Mateusz 'Zsu-Et-Am' Kominiarczuk

Poniższy tekst ukazał się pierwotnie na łamach serwisu dnd.pl. Aktualna jego wersja została powtórnie zredagowana przez redaktorów serwisu Poltergeist i opublikowana za zgodą autora.


Ofiary z ludzi. Dzisiaj zapewne większości z nas wydaje się to odrażające i w odpowiedzi na pytanie: "Czy druidzi składali ofiary z ludzi?" wolelibyśmy usłyszeć stanowcze zaprzeczenie. Sprawa jest jednak skomplikowana i budząca wątpliwości. Usiądźcie wokoło i posłuchajcie cierpliwie opowieści.

Piątek, 1 sierpnia 1984. Mokradła zwane Lindow, okolice Wimslow na południowych przedmieściach Manchesteru, Anglia.

Godzina 14.45

Terry Jackson to szpakowaty, brodaty, otyły robotnik mający rok do emerytury. Jest pracownikiem firmy wynajętej do wycinania torfu. Kopie niedbale na skraju zagajnika, do kolan unurzany w mazi mokradeł Lindow. Jak automat wykonuje znane mu od wielu lat czynności, myślami będąc przy jutrzejszym meczu jego ukochanych United z Newcastle. Jeszcze tylko kwadrans pracy, a zainkasuje "tygodniówkę" od swego szefa i, udając się do domu na wymarzony weekend, zapomni o paskudnej robocie. "Dwa do zera" - myśli wbijając szpadel w błoto. Początkowo nie zwraca uwagi na fakt, że miękkie podłoże stawia tym razem niespodziewany opór. Wraca myślami do pracy, by sprawdzić przyczynę. Dłońmi rozkopuje podejrzany obszar i ze zdumieniem wyciąga z torfowiska okrągły brązowy przedmiot w kształcie rury. Po chwili upuszcza go z przerażeniem, widząc wyraźnie, że jest to spory fragment ludzkiej nogi. Przeklina i krzyczy coś do swoich towarzyszy, uciekając na skraj mokradeł.

Godzina 15.15

Konstabl Moss przyjeżdża nad skraj mokradeł policyjnym roverem na sygnale ze swoimi ludźmi, na wezwanie o tajemniczym znalezisku. Jego podwładni rutynowo ogradzają teren taśmami i powiadamiają odpowiednie służby. Jeszcze nic nie wiadomo, ale gorączkowe relacje Jacksona powodują u Mossa uczucie kolki w brzuchu. Stara się zachować wpajaną mu na szkoleniach rzeczowość i opanowanie. Notuje fakty: znalezisko to ludzka noga, od uda do stopy. Moss jest dobrym policjantem, więc początkowe zaskoczenie i nerwowość ustępują chęci wykonania swojej pracy w profesjonalny sposób. W ciągu pół godziny teren jest dobrze zabezpieczony przed gromadzącymi się gapiami. Wezwał posiłki i zawiadomił Scotland Yard, a także komórkę wykopalisk w British Museum.

Godzina 17.05

Teren jest ogrodzony i zabezpieczony. Ludzie konstabla pilnują, aby nikt nie zbliżał się do miejsca znaleziska. Doktor Joan Campbell z British Museum orzeka wstępnie, że fragment ciała jest bardzo stary i zaleca dalsze prace wykopaliskowe. Plotka rozchodzi się wśród tłumu i ciekawscy stopniowo rozchodzą się do swoich domów.

Tak mogło wyglądać znalezienie szczątków tzw. "Człowieka z Lindow". Podczas dalszych szczegółowych prac wykopaliskowych archeolodzy odkopali jeszcze głowę i tułów oraz stwierdzili, że ciało pochodzi z drugiej połowy I wieku p.n.e. Dalsze badania pozwoliły ustalić następujące fakty: zmarły był mężczyzną w wieku około 25-30 lat, w miarę dobrego zdrowia poza łagodnym zapaleniem kości i stawów. Na ramieniu nosił amulet z lisiego futra. Jego czaszka była pęknięta, a szczęka złamana. Kręgi szyjne uległy przemieszczeniu, jak ma to miejsce przy powieszeniu. Na ciele odnaleziono rany. Sekcja wykazała, że uderzono go dwukrotnie od tyłu jakimś narzędziem, na przykład siekierą, co prawdopodobnie pozbawiło go przytomności. Uduszono go sznurem splecionym ze zwierzęcych ścięgien, który przeciął skórę. Równocześnie ostrym narzędziem przecięto mu żyłę szyjną. Później wrzucono go do bagniska. Na podstawie tego znaleziska w 1989 roku powstała nawet książka Życie i śmierć księcia-druida, której autorami byli A. Ross i D. Robbins. Na podstawie amuletu z lisiego futra ukuli oni teorię, że "Człowiek z Lindow" miał na imię Lovernios, co po galijsku oznacza: "lis".

Dla wielu badaczy "Człowiek z Lindow" jest koronnym archeologicznym dowodem składania przez druidów rytualnych ofiar z ludzi. Poprzednie znaleziska potwierdzały raczej jedynie istnienie celtyckich cmentarzysk, a nie dowodziły dokonywania rytualnych mordów. Można powiedzieć, że niektórzy historycy tylko czekali na takie odkrycie, które miało potwierdzić ich przeróżne spekulacje wysnute na podstawie istniejących przekazów.

Grecki poeta Sopater z Paphos na Cyprze (285-246 p.n.e.) pisał podobno o ofiarach z jeńców wojennych, którzy mieli być paleni po zwycięstwie. Jednak jest to tylko cytat, który zamieścił inny grecki pisarz, Atenajos z Naukratis, który żył dopiero w III wieku n.e. Fakty takie potwierdza grecki historyk Diodor Sycyliski (ok. 60-30 p.n.e.). Również Juliusz Cezar i grecki geograf Strabon (64 p.n.e. do 24 n.e.) wspominali o składaniu ofiar z ludzi przez Galów. To z ich opisów zrodził się obraz ogromnych kukieł ze słomy i drewna, zapełnianych ofiarami - zwierzętami i ludźmi, które następnie podpalano. Trzej ostatni korzystali zapewne z prac wybitnego historyka i filozofa Posejdoniosa z Apamei (ok. 135 -50 p.n.e.), którego prace jednak nie przetrwały do dzisiejszych czasów. Można przypuszczać, że na pismach Diodora, Strabona i Cezara opierali się później Swetoniusz (który w Żywotach cezarów wspomina, że religia druidów była okrutna i dzika) oraz Lukan z Kordoby: "[druidzi] skryci w gajach uprawiają barbarzyńskie obrządki". Jednocześnie należy pamiętać, że Grecy i Rzymianie byli dalece bardziej wyrafinowani i znacznie bieglejsi w stosowaniu barbarzyńskiej przemocy niż Celtowie. Wystarczy przypomnieć rzymskie cyrki i walki gladiatorów oraz zachowany w literaturze greckiej obrządek składania ofiar z młodych dziewic przed bitwą. Ważna jest także wspomniana wcześniej teza, że Rzymianie mogli być nieobiektywni w swoich tekstach, które stanowiły mieszaninę wiedzy i propagandy wojennej. Starali się dostarczyć moralnego uzasadnienia najazdu na ziemie celtyckie i wyniszczenia druidów. Zastanawiać może także fakt, że w literaturze celtyckiej (tworzonej w czasach, gdy dotarło do nich chrześcijaństwo) brak jest jakichkolwiek wzmianek o takich obrządkach.

Zatem jaka jest odpowiedź na tytułowe pytanie?

"Przy obecnym stanie badań wiedza na temat ofiar ludzkich opiera się na tekstach, które miały tendencje do przeinaczania i przejaskrawiania faktów. Mimo ważnych odkryć archeologia nie ma tu do dodania nic nowego. Brak jednoznacznych dowodów, przy coraz liczniejszych wykopaliskach, zdaje się potwierdzać hipotezę, że praktyka składania ofiar była rzadka. Antyczni etnografowie nie byli świadkami czynów, które zarzucali Celtom. Podróżując po Galii - jak Posejdonios - mogli co najwyżej widzieć czaszki przybite nad wrotami domu lub świątyni, co potwierdzają badania archeologiczne."

Musimy więc chyba zaakceptować tezę, że w niektórych obrządkach druidów pojawiały się praktyki składania ofiar z ludzi, jakkolwiek wiele wskazuje na to, że były raczej czymś wyjątkowym i rzadkim. Takie były wtedy obyczaje, taki był świat i musimy się z tym pogodzić.

Patrząc na sprawę od strony D&D, mamy przynajmniej uzasadnienie dla wprowadzania postaci druidów o prawdziwie złym charakterze, co może ubarwić grę. Pamiętajcie jedynie, że powinni stanowić zdecydowaną mniejszość. A podpalana wiklinowa kukła-klatka, Wicker Man? Pozostaje w naszej wyobraźni - nawet został rozpisany jako potwór w Czarcim Foliale...

Bibliografia:

  • Ze świata Celtów - M. Dillon, N. Chadwick - PIW, 1975
  • Wojna galijska - G.J. Cezar - Ossolineum, 1978
  • The Celtic Gauls - J.L. Brunaux - Seaby, 1988
  • Druidzi - P.B. Ellis - Cyklady, 1998
  • Celtowie: Herosi świtu - praca zbiorowa - Amber, 1998


Komentarze


Freeeze
   
Ocena:
0
Heh... szkoda tylko, że większość już zapoznała się z tym artykułem wcześniej. Przynajmniej ta "większość", która odwiedzała kiedyś forum dnd.

W każdym razie, ze wszystkich artykułów o druidach tego autora, ten najmniej przypadł mi do gustu, co nie znaczy, że jest zły. To dobre uatrakcyjnienie na sesje a i trochę historii. Rozpatruje to w kontekście całości.

Warto poczekać na kolejne części...
17-12-2007 20:17
Azuredragon
    Druidzi, a zło.
Ocena:
0
Osobiście uważam druidów za najciekawszą klasę postaci i większa cześć moich postaci była ND lub NZ druidami. Składanie ofiar z ludzi było naturalnym elementem rytuałów tych kapłanów natury, więc NZ druidzi mogliby przeprowadzać takie praktyki. Zastanawiam się nawet nad jakimś mechanicznym rozpisaniem tego i zaimplementowaniem w przyszłych sesjach. Takie rytuały mogłyby dawać jakieś dodatkowe bonusy. ;]
17-12-2007 21:16
Voaraghamanthar
    Mroczna strona druidów
Ocena:
0
Artykuł co raz bardziej ciekawy. Dzięki niemu pojawiają się pomysły na naprawde ciekawą kampanię z druidem w roli głównego złego. To raczej często się nie zdarza, a szkoda. ;]

Bardzo ciekawy temat. Czekam na więcej...
18-12-2007 12:52
27532

Użytkownik niezarejestrowany
    Jedna literówka:
Ocena:
0
"policyjnym roVerem".
Tekst dobry, gdyż treściwy, w sam raz dla osób, które Uwielbiają Druidów ale nigdy nie czytali źródeł na ich temat.
22-12-2007 07:39

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.