string(15) ""
» Blog » Życie po "Mrocznym Rycerzu"
26-07-2012 17:41

Życie po "Mrocznym Rycerzu"

W działach: filmy, superbohaterowie, batman | Odsłony: 16

Życie po
[Notkę można przeczytać również tutaj, będzie mi bardzo miło.]

Piszę tę notkę w ostatnim możliwym momencie: za chwilę wyjeżdżam na cały weekend na Avangardę, a od jutra wszyscy będą rozmawiać tylko o jednym. Tym czymś będzie oczywiście Mroczny Rycerz powstaje, epickie zwieńczenie trylogii Christophera Nolana opowiadającej o Batmanie. Zanim jednak to nastąpi, zanim będziemy dyskutować nad zaletami i wadami konkretnego, obejrzanego już obrazu, chcę się wspólnie pozastanawiać nad okolicznościami, w jakich ten film się ukazuje, i przyszłymi kolejami filmu superbohaterskiego.

Pretekstem do napisania tej notki jest zalewająca ostatnio mojego Facebooka fala krytycyzmu wobec MR i sceptycyzmu wobec MRP. Zaskoczyło mnie to zjawisko, bo wcześniej przez lata spotykałem się z reakcjami zdecydowanie entuzjastycznymi wobec Nolanowskiego Batmana. Szczególnie Mroczny Rycerz był chwalony za niekonwencjonalność, realizm (rozumiany z jednej strony jako mniej dla mnie interesująca kategoria estetyczna, oraz, co dużo bardziej moim zdaniem istotne, obecność mocnych związków z pozatekstową rzeczywistością polityczną i społeczną) i ambicje, do tego stopnia, że całkiem przytłoczył Batmana: Początek (kilka miesięcy temu obejrzałem ten film ponownie i byłem zdziwiony tym, jak bardzo jest dobry, a jeszcze bardziej tym, że zupełnie o tym nie pamiętałem). Ten stan rzeczy trwał przez kilka lat, aż nagle, na krótko przed premierą MRP, coraz częściej pojawiają się krytyczne głosy, wyraźnie zmęczone nastrojem powagi i "pseudofilozoficznymi dywagacjami" (jak pisze na przykład Michał Chudoliński w artykule zamieszczonym w lipcowym numerze "Nowej Fantastyki"), które faktycznie przewijały się w Mrocznym Rycerzu, ale zdecydowanie nie przytłaczały filmu.

Być może to tylko zjawisko lokalne w moim kącie internetu, zastanawiam się jednak, czy w tak zwanym międzyczasie, kiedy wszyscy wyczekiwali na premierę jednego z największych filmów superbohaterskich, coś się nie zmieniło? Podobną stylistykę, co Batman w wersji Nolana, reprezentowała, jak mi się wydaje, trylogia X-Men (nieco odsunięta od estetycznego realizmu przez istnienie mutantów z supermocami, ale również akcentująca treści społeczne), zakończona w 2006 roku. Natomiast w tym samym roku, co Mroczny Rycerz, ukazał się Iron Man, od którego Marvel zaczął budować swoje filmowe uniwersum, i który reprezentował zdecydowanie bardziej komiksową stylistykę. Niezwykle znamienne wydaje mi się, że w tym samym roku, co Mroczny Rycerz Powstaje, pojawili się także święcący niesamowite tiumfy Avengersi. Jeżeli Mroczny Rycerz był ukoronowaniem poważniejszego i bardziej zaangażowanego społecznie nurtu w filmach superbohaterskich (później dostaliśmy jeszcze znakomitych Strażników, którzy jednak nie odnieśli równie mocnego sukcesu, najprawdopodobniej ze względu na wysoką kategorię wiekową), to The Avengers są ukoronowaniem nurtu rozrywkowego, który skupia się raczej na emocjonalnym aspekcie postaci i jest zdecydowanie bardziej skonwencjonalizowany.

Przy takim założeniu widać, że Mroczny Rycerz powstaje raczej nie wywrze znaczącego wpływu na nadchodzące filmy superbohaterskie. Jest on raczej łabędzim śpiewem ery, która właściwie już przeminęła. Potwierdzeniem jest Niesamowity Spider-Man, idący w podobną stronę, co The Avengers, ale jeszcze silniej uwydatniający emocjonalny rdzeń tej postaci. W podobną stronę, jak można wnioskować z zapowiedzi twórców i niedawno wypuszczonego zwiastuna, będzie zmierzał (mimo patronatu Nolana) zapowiedziany na przyszły rok Człowiek ze Stali, nie wspominając o Marvelowskiej „Fazie drugiej”, planach dotyczących Ligi Sprawiedliwości czy rebootu Batmana, o którym już krążą słuchy.

Zachodnie serwisy, choć nie wystawiają recenzji jednoznacznie negatywnych, noszą wyraźny rys krytyczny wobec niektórych aspektów MRP. Mimo wad wytykanych obu Mrocznym Rycerzom sądzę, że Nolanowi należy się szacunek – pokazał bowiem, że z kinem superbohaterskim można zrobić coś zupełnie innego niż do tej pory (z pewnością wielka w tym także zasługa postaci, która nie posiada supermocy). I nawet jeśli nie wpłynie na kino superbohaterskie pod względem stylistycznym, inni twórcy mogliby się od niego uczyć odwagi i kreatywności.

Czy Mroczny Rycerz słusznie uznawany jest za wielki (nawet jeśli niepozbawiony wad) film? Jak będzie wyglądała przyszłość kina superbohaterskiego? Zachęcam do wyrażenia opinii. A ja wrócę, jak już kurz po premierze opadnie i będzie można spokojnie porozmawiać o nowym Batmanie.

Komentarze


Malaggar
   
Ocena:
0
Uważam, że sprawdziłby się w "naszych" realiach, ale gdyby go właśnie pokazano jako po prostu świra który tłucze przestępców i raduje go strach, jaki wzbudza i którym kompensuje sobie to, że jak był gnojek to mu zabili rodziców.

Swoją drogą, to na przykład taki Punisher (wiem, wiem, trochę inna kategoria - nie ma peleryny) strasznie zyskał, gdy go wyrwano z Marvel Universe i wetknięto do normalnego świata (szkoda, że ostatecznie w serii pojawił się Bullseye, Kingpin i Elektra i cały sens poszedł się walić).

Nolanowi się nie udało, bo usiadł okrakiem na płocie. Chciał "realistycznego Batmana" ale po pierwsze wsadził go do jakiejś koszmarnie dziwacznej wizji "naszego świata', a po drugie nic nie wynikało z tego, że w "realistycznym" Gotham jest facet w rajtuzach.
I jasne, na początku by się śmiali "u nas" z faceta w pelerynie i z uszami nietoperka. Ale jakby obił ryja i połamał nogi wystarczającej liczbie kryminalistów myślę, że ludzie by przestali się śmiać, a zeczeli lać po nogach - wariat w durnym stroju to jedno. Wariat w durnym stroju, który łamie ludzi to trochę co innego.

Batki Burtona też moim zdaniem są nieudane. Za dużo teatralności (w złym tego słowa znaczeniu), za mało koszmaru.
26-07-2012 22:01
Siriel
    @ zigzak
Ocena:
0
Sirielu - trauma Batmana po stracie mamusi i tatusia, która pchnęła go na drogę pogromcy zła i przebierania się za latającą mysz to mało, by stwierdzic, że jest szaleńcem? :)

To samo masz w "Batmanie" Nolana. U Burtona wystarczyło, ale nie w tym wypadku? ;)
26-07-2012 22:12
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@ Siriel
tylko że u Nolana Batmańskośc Batmana znika, zostaje zastąpiona przez smutnego wariata z drewnianą kolbą zamiast twarzy, którego reżyser próbuje na siłę urelanic..
26-07-2012 22:20
FireFrost
   
Ocena:
+5
Mroczny Rycerz był zajebisty, bo:

1: dobry, nienapuszony scenariusz. Bez silenia się na nie wiadomo jaką epickość i megalomańskie teksty
2: aktorzy się spisali, grali w sposób oszczędny, postacie nie poszły w stronę karykatury
3: montaż był zrobiony ze smakiem - nie było przez pół filmu pieprzonego teledysku, nie było godziny ujęć slow motion i nikt nie spieprzył kadrów. Oglądając Mrocznego Rycerza przypominał mi się momentami spokojny montaż z Łowcy Androidów, w któym praca kamery urzekała prostotą i estetyką.
4: dorosły człowiek, który poszedł na ten film do kina nie czół się jak idiota, który się wpieprza na film dla widowni młodszej o kilkanaście lat

a, no i 5: Joker. TAK zagrany Joker.

Cała ta dyskusja o tym, czy Batman jest szalony i jak bardzo jest z dupy. Panowie - konwencja. Ja wiem, że w Mroczny Rycerz nie ma zbyt wiele wspólnego z oryginałem komiksowym, ale jednak pewna komiksowa estetyka jest ważnym elementem wszystkich filmowych Batmanów. Batman w naszym świecie - to może i byłby wariat. Ale Batman w świecie z filmu Mroczny Rycerz wariatem nie jest.
26-07-2012 22:38
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
1. Nie zgodzę się. Napuszony, przeracjonalizowany scenariusz, pełen bzdetów wciskanych na siłę - chocby batmobil z jedynki.
2. Nie zgodzę się. Bale jest raczej znany z braku umiejętności aktorskich w rolach innych, niż kleryk Grammatonu
3. Totalnie się nie zgodzę. Mozna powiedziec, że montaż w transformersach jest zrobiony ze smakiem.
4.Nie zgodzę się, i raczej na odwrót - to dzieciak idąc na NolBatmana mógł się czuc, że ogląda film dla dorosłych. Ale tylko ze swojego, dziecinnego punktu widzenia.
5. Nie zgodzę się. Jedna ze słabszych kreacji Jokera, rozdmuchana do statusu kultu "tragedią".

OStatni akapit -tu się zgodzę. To nie wariat, tylko facio z innej bajki, wcisnięty w swej pelerynie na siłę - gdyby zamiast niego wsadzic goscia w garniaku i z pistoletem, film by nie stracił. A tak stracił, bo w "normalny" świat (sorry, świat Nolana jest całkiem zwykły) wsadzono gościa, który nie za bardzo ma w nim rację bytu, próbując jednak jakoś tę rację bytu uzasadnic. i nie wyszło.
Gdyby chociaż był naprawdę jakimś psychopatą z wendetą - może by się utrzymał.
26-07-2012 23:07
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
fujary na wieeeeeeszchu !!
27-07-2012 00:08
Kamulec
   
Ocena:
0
@Malaggar
Jakby w realnym świecie ktoś latał w pelerynie i łamał nogi, to by go zdjęli antyterroryści. Pewnie by się dało uzasadnić, czemu nie został złapany, ale napisanie scenariusza byłoby trudniejsze, o ile ten motyw nie miałby filmu zdominować (choć dobrze zrealizowany mógłby być i ciekawy).

Poza tym sporą część potencjalnych widzów nie interesuje, czy film ma jakiś sens.
27-07-2012 00:21
Siman
   
Ocena:
+4
Pomijając zigzaka (do wypowiedzi Nuriela nic dodawać nie trzeba), a wracając do sedna notki.

Akurat The Amazing SM zdecydowanie nie poszedł w stronę Avengersów. W Avengersach wątek emocjonalny to mały dodatek do nieskrępowanej zabawy w zestawianie ze sobą różnych superbohaterów w jak najfajniejszych sytuacjach i dialogach. Konwencja identyczna jak w poprzednich filmach Marvela, tyle że zrobiona z głową i wyczuciem (co wcześniejszym dziełkom wychodziło, poza Iron Manem, tak sobie).

TASM to akurat novum wśród ekranizacji superbohaterskich. Może nie tworzy nowej jakości, co raczej miksuje wcześniejsze luźne podejście Marvela a'la IM z poważniejszą nutą kojarzącą się ze stylem Nolana (choć oczywiście z pominięciem realizmu, którego TASM nawet nie próbuje osiągnąć). Miks dziwny i zaskakująco zjadliwy. Po seansie wyszedłem z myślą, że hollywoodzcy filmowcy wreszcie nauczyli się robić solidne blockbustery o fajoskich superkolesiach i ich supermocach bez popadania w żenadę i kompletną sztampę.

Mimo wszystko uważam, że nolanowski poważny sznyt wciąż króluje na spółkę z luzackim stylem Marvela, a The Dark Knight Returns to po prostu kolejny epizod tego pierwszego (kolejnym będzie Man of Steel).

27-07-2012 00:50
DeathlyHallow
   
Ocena:
+2
"Bale jest raczej znany z braku umiejętności aktorskich w rolach innych, niż kleryk Grammatonu"

ok, zaczynam sezon na racjonalizowanie swoich wypowiedzi generalizacjami wyjętymi z dupy.

zacznę od: Scorsese jest znany z tego, że nienawidzi robić filmów o Włochach. a niech mi któryś zapolemizuje - zwyzywam od retardów!
27-07-2012 08:50
Malaggar
   
Ocena:
+3
Uwaga, zaraz doktor habilitowany profesor inżynier zigzak ogłosi kolejny napad histerii.

@Kamulec: Bardzo łatwo dałoby się uzasadnić - kasuje kolana odpowiednio niedobrym ludziom, więc opinia publiczna jest po jego stronie, a i policja nie płacze gdy nagle okazuje się, że różni handlarze żywym towarem albo inni władcy podziemia zostają na resztę życia przykuci do łóżka.
27-07-2012 08:57
Nuriel
   
Ocena:
+2
Nolanowskim Batmanom należy się poczesne miejsce w historii kina ponieważ są one jednymi z pierwszych udanych przykładów połączenia kina gatunkowego (zwłaszcza TAKIEGO kina gatunkowego) z kinem autorskim.

Pewnie, było wcześniej Sin City, Watchmeni, ale to jednak nisza - żaden z tych komiksów nie ma zresztą takiej renomy i "bagażu" (facet w stroju nietoperka z majtadałami na spodniach. No proszę...) co Batman .
Jestem ciekawy jak to będzie z Man of Steel.
27-07-2012 10:48
Malaggar
   
Ocena:
+1
MoS ma jednego z najnudniejszych bohaterów w historii galaktyki:P

27-07-2012 10:51
DeathlyHallow
   
Ocena:
+3
nie zgadzam się. Supermana można bardzo fajnie ugryźć, wystarczy jakikolwiek dylemat, którego supermoce nie rozwiążą.
27-07-2012 10:53
Nuriel
   
Ocena:
+1
@Deathly

Co nie zmienia faktu, że ciężko jest znaleźć superbohatera który miałby lżej niż Superman ;)
27-07-2012 10:56
Malaggar
   
Ocena:
+1
Nie ma takiego dylematu. Superman ma w sobie to, co Batman w pasku z gadżetami - wszystko.
27-07-2012 10:56
Scobin
    @Malaggar
Ocena:
+1
Czy sugerujesz, że w trailerach do Batmanów powinno lecieć to? :)
27-07-2012 11:31
DeathlyHallow
   
Ocena:
0
dylemat moralny. jakie supermoce Supermana go rozwiązują?
27-07-2012 12:06
Malaggar
   
Ocena:
0
Jaki dylemat moralny? Czy kupić bułki czy chleb?
27-07-2012 12:18
DeathlyHallow
   
Ocena:
0
czy użyć siły w sytuacji gdy zginie miliony ludzi, żeby ocalić większe miliony?
27-07-2012 12:51
Malaggar
   
Ocena:
0
Też mi dylemat. Jasne, chyba, że mielibyśmy ratować arabów. Wtedy jasne, że nie.

A poza tym dobrze kojarzę, że Superman potrafi cofać czas/się w nim cofać latając wokól Ziemi? Wtedy cofa się w czasie, pozbywa problemu zanim on powstanie i gotowe.
27-07-2012 12:56

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.