» Recenzje » Zdumiewająca sprawa Nakręcanego Człowieka

Zdumiewająca sprawa Nakręcanego Człowieka


wersja do druku

Wybuchowy koktajl z historii

Autor: Redakcja: Piotr 'Clod' Hęćka

Zdumiewająca sprawa Nakręcanego Człowieka
Całość to więcej niż suma części – zdanie to doskonale odnosi się do najnowszej powieści Marka Hoddera. Na jej kartach znajdziemy wszystkie te elementy, które zadecydowały o udanym debiucie pisarza. Czy jednak kolejna część cyklu będzie w stanie dorównać poprzedniczce i – przede wszystkim – połączyć wszystkie wątki w zgrabną całość?

___________________


Zaczyna się niepozornie, by nie rzec: rozczarowująco. Akcja zawiązuje się dopiero po kilkudziesięciu stronach, a i to wyłącznie dzięki dociekliwej naturze głównego bohatera, którym ponownie jest królewski agent, sir Richard Francis Burton. Potem jednak wydarzenia pędzą niczym "Rakieta" Roberta Stephensona, nie zwalniając ani na chwilę, poczynając od pościgu za złodziejami legendarnych czarnych diamentów po deszczowym niebie Londynu. W wyniku gonitwy Burton dogania złodziei cennych kamieni oraz dowiaduje się, że działali oni na zlecenie genialnego konstruktora maszyn liczących, Charlesa Babbage'a. Diamenty są mu niezbędne do ukończenia urządzenia, które pozwoli na utrwalenie świadomości człowieka w postaci fal mózgowych, w praktyce czyniąc go nieśmiertelnym. Naukowiec przedstawia Burtonowi projekt zastąpienia klasy robotniczej myślącymi maszynami, a w dalszej perspektywie – podporządkowania wszystkich sfer życia dyktatowi logiki. Mogłoby się wydawać, że przeciwdziałanie temu okrutnemu planowi będzie stanowiło treść książki. Nic bardziej mylnego, już rozdział później królewski agent zajmie się czymś zupełnie innym. W międzyczasie pojawia się też problem dobrze znanej z pierwszej części zaginionej Florence Nightingale.

Tutaj widać pierwszą słabość Zdumiewającej sprawy Nakręcanego Człowieka – w tekście występuje mnóstwo niepowiązanych ze sobą wątków i wydarzeń, które w jedną całość splatają się dopiero w okolicach finału. Po drodze czytelnikowi przyjdzie męczyć się ze snuciem domysłów, co też łączy sprawę spadkową pretendenta do majątku rodu Tichborne'ów, przepowiednię z elfami w tle, hinduskie mity i eugeniczne projekty szybkiego wzrostu zbóż. Niektóre nici historii autor jedynie sygnalizuje, więc ich pojawienie się znienacka kilkaset stron później może zaskakiwać. Nurtuje także pytanie, skąd ten nieszczęsny Nakręcany Człowiek w tytule. Pojawia się on jako przynęta na komisarza policji, który, zbaczając z trasy patrolu, umożliwia kradzież wspomnianych diamentów (policjant jest pasjonatem technologii). Nieco później ów parowy przodek androidów zostaje lokajem sir Richarda Burtona. Ot, cała jego rola.

Bywa też, że zbyt wiele miejsca zabierają niewiele znaczące sceny tudzież opisy, kosztem których autor pomija rzeczy najistotniejsze. Na przykład kilka stron poświęcono przypadkowej wizycie bohaterów w domu publicznym, która nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji, podczas gdy o mającej miejsce w toku akcji podróży Burtona do Ameryki Południowej wiemy tylko tyle, że się odbyła. Autor nie przywiązał też wielkiej wagi do głębszych treści swej książki; mimo że kilkukrotnie każe swoim bohaterom rozmyślać nad kwestiami takimi jak istota człowieczeństwa, niewiele z tego wynika i nie wpływa to znacząco na odbiór Nakręcanego Człowieka…

Oczywiście nie znaczy to, że najnowszą powieść Hoddera czyta się źle. Można po nią sięgnąć, nawet nie znając poprzedniczki, autor bowiem wyjaśnia wszystkie odniesienia do fabuły pierwszego tomu niejako po drodze, w toku narracji. Kolejne perypetie bohaterów trzymają w napięciu, choć natłok informacji i tempo wydarzeń mogą prowadzić do niejasności, a główny metawątek całego cyklu – relacje historii "prawdziwej" i "alternatywnej", które rozdzieliły się w wyniku wydarzeń opisanych w pierwszej części trylogii – jest dość abstrakcyjny i wymaga wiele uwagi ze strony czytelnika. Na szczęście w śledzeniu wydarzeń pomaga prosty, nastawiony na klarowny komunikat język – w powieści królują krótkie, wypełnione faktami zdania. Co więcej, nie można nic zarzucić środowisku intrygi: Londyn Hoddera to miasto moloch, mroczne i niepokojące, a także odrobinę absurdalne przez krążące po nim szalone wynalazki eugeników, takie jak pojazdy insekty czy papugi przekazujące wiadomości i obrażające przy tym wszystkich wokół. Przede wszystkim jednak metropolia pełna jest rosnącego z każdą stroną napięcia, jakie między klasami społecznymi wzbudził proces pretendenta do nazwiska Tichborne.

Bohaterowie Zdumiewającej sprawy… to w głównej mierze osoby znane z pierwszej części cyklu, ale i z podręczników historii. Książka opisuje przygody takich postaci jak Oscar Wilde czy Algernon Swinburne, poeta-alkoholik a zarazem przyjaciel głównego protagonisty, sir Richarda Francisa Burtona – podróżnika, lingwisty, pisarza, żołnierza oraz agenta do zadań specjalnych w służbie Jego Królewskiej Mości. Tak długa lista kwalifikacji może napawać obawami, czy aby Burton nie będzie, jak to miało miejsce w Dziwnej sprawie Skaczącego Jacka, samowystarczalnym, wszechmocnym i wszechwiedzącym superbohaterem. Na szczęście uległo to zmianie, i choć wciąż mamy do czynienia z człowiekiem znacznie wybijającym się ponad przeciętność, to jednak również on ma swoje słabości. Zdarza mu się mylić i odnosić porażki, zawsze jednak wydostaje się z opresji – często dzięki pomocy przyjaciół. Ogólnie bohaterowie posiadają nie tylko zalety, ale i wady, przez które wydają się bardziej ludzcy.

Zdumiewająca sprawa Nakręcanego Człowieka to dobra w swoim gatunku fantastyka rozrywkowa. Czasem chaotyczna, bywa, że zbyt lapidarna, ale mająca przebłyski geniuszu. Mogę ją z czystym sumieniem polecić wszystkim tym, którzy chcą zanurzyć się w mrocznej scenerii XIX-wiecznego Londynu.
7.0
Ocena recenzenta
7.31
Ocena użytkowników
Średnia z 8 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Zdumiewająca sprawa Nakręcanego Człowieka (The Curious Case of the Clockwork Man)
Cykl: Burton i Swinburne
Tom: 2
Autor: Mark Hodder
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 7 września 2012
Liczba stron: 520
Oprawa: zintegrowana
Format: 125 x 195 mm
Seria wydawnicza: Obca krew
ISBN-13: 978-83-7574-595-5
Cena: 44,90 zł



Czytaj również

Wywiad z Markiem Hodderem
Nieszablonowość kontrolowana
Zdumiewająca sprawa Nakręcanego Człowieka - Mark Hodder
Genialnie nakręcony steampunk
- recenzja
Dziwna sprawa skaczącego Jacka - Mark Hodder
Steampunkowa historia alternatywna
- recenzja
Dziwna sprawa Skaczącego Jacka – Mark Hodder
(Nie)prawdziwa historia XIX-wiecznego Londynu
- recenzja
Wyprawa w góry księżycowe
Steampunk ponadczasowy. Przygodo trwaj!
- recenzja

Komentarze


~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Tutaj widać pierwszą słabość Zdumiewającej sprawy Nakręcanego Człowieka – w tekście występuje mnóstwo niepowiązanych ze sobą wątków i wydarzeń, które w jedną całość splatają się dopiero w okolicach finału. Po drodze czytelnikowi przyjdzie męczyć się ze snuciem domysłów, co też łączy sprawę spadkową pretendenta do majątku rodu Tichborne'ów, przepowiednię z elfami w tle, hinduskie mity i eugeniczne projekty szybkiego wzrostu zbóż. Niektóre nici historii autor jedynie sygnalizuje, więc ich pojawienie się znienacka kilkaset stron później może zaskakiwać."

Recenzent tak na poważnie?
23-11-2012 19:58
Lord Koniu
   
Ocena:
0
Tylda tak na poważnie?
Nie rozumiem zarzutu, a na poparcie przytoczonego fragmentu są przykłady, choćby wspomniany wątek Florence Nightingale, który pojawia się w jednym z pierwszych rozdziałów
i wraca dopiero - jeśli dobrze pamiętam - pod koniec drugiej części książki.
23-11-2012 21:29
~druga tylka

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
wszak wszyscy wiedzą, że jeden wątek naraz - mocne powiesci tak maja, ot np . taki Piekara
23-11-2012 23:25
Lord Koniu
   
Ocena:
0
Mam wrażenie, że w tekście dostatecznie jasno jest zaznaczone, że nie przeszkadza mi ilość wątków tylko sposób ich wprowadzania i prowadzenia - pomijając powyższe, autor kilkukrotnie raczy nas informacją o tym, że jakaś ważna w pierwszym tomie postać jest w Prusach, ale nie wiadomo po co nam ta wiedza skoro bohater zajmuje się wtedy szukaniem zaginionych diamentów.

Albo w innej scenie mamy cały długi dialog o tym, jak eugenicy posadzą genetycznie modyfikowane zboża w Irlandii. Przez dobrych kilkaset stron nie ma o tym dalej ani słowa, a potem autor dumny z siebie wrzuca ten motyw gdzieś dalej w książce.

Można i trzeba pisać powieści wielowątkowe. Tylko trzeba robić to z głową.

24-11-2012 12:11

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.