string(15) ""
» Blog » Zapomniane rocznice
17-09-2011 23:51

Zapomniane rocznice

W działach: Historia, Społeczeństwo | Odsłony: 14

Zapomniane rocznice

Dobra, wiem, że tematyka serwisu nie taka, ale mam tylko jednego bloga, więc z niego skorzystam. Bo trzeba.

 

Mieliśmy dziś dość ważna rocznicę – 72 lata temu ZSRR uderzyło na II RP, niszcząc wszelkie nadzieje na jej przetrwanie. Nie jest to okrągła rocznica, co to to nie. Czemu więc o niej wspominam?

 

Cóż, z dwóch powodów.

 

Pierwszego i mniej istotnego – w mojej opinii jest to jedna z ważniejszych dat podczas Wojny Obronnej. Uważam, za niektórymi historykami, że gdyby Sowiety nas nie zaatakowały to Szkopy i Słowacy nie dali by nam rady. Po prostu koło 10 października skończyłoby się im paliwo i wojna błyskawiczna zakończyłaby się spektakularna klęską. A do wojny ala ta z Bolszewikami byliśmy aż nadto gotowi.

Co więcej sam fakt, że armia III Rzeszy, nad której zaj***tością tyle osób się napina i prawie dostaje wzwodu gdy wspominana jest nazwa Wermacht, aby sobie z Nami poradzić musiała wejść do łóżka ze swoim największym ideowo wrogiem (i w drugą stronę to samo, bo co Bolszewicy sami potrafili to w 1920 pokazali)... no to moim zdaniem trzeba przypominać. Mówić, wspominać i powtarzać. Bo tym żaden naród w historii się nie może pochwalić. A my nie po raz pierwszy. Po fakcie to aby sobie z Mieszkiem II poradzić, już musiał cesarz niemiecki dać rzyci (że epokowo to ujmę) poganom wschodnim. Notabene też Rusom. Kurde i niech mi ktoś powie, że historia nie lubi się powtarzać?

 

Drugim, ważniejszym powodem jest fakt, że żaden serwis, program ani polityk się o tym nie zająkną. No ale kurde jak to? Przecież tylu się napina, jaka to historia jest ważna, jacy to Ruscy są źli, jak to rocznice trzeba pielęgnować. Bo to, bo tamto. Bo sramto!

A teraz co? Ano, wybory. Koniec kadencji zaczyna odrąbywać ich od koryta i nagle ważniejsze niż te wszystkie wzniosłe hasła o patriotyzmie, ważniejsze jest plucie jadem w lemoniadę.

Nie będę tu agitował wyborczo. Nie będę Wam mówił na kogo macie głosować. Sam jednak utwierdziłem się w swoich przekonaniach na kogo głosu nigdy nie oddam, bo jest on zdrajcą, dwulicowym, wrednym sukinsynem który ma wszystko i wszystkich w rzyci. I trzy mu w cztery!

 

Ktoś zapewne spyta – no i na co to wszystko. Po co się tym zajmować, pisać, interesować. Po co nam, zwykłym ludziom ten cały patriotyzm. Bo to niby taki lżejszy nacjonalizm, bo jesteśmy w europie. Cóż, to idealnie rozpisał mój przyjaciel, który z resztą parę lat temu sam miał podobne pytania. Odsyłam do jego bloga

 

http://ja.gram.pl/blog_wpis.asp?id=24418&n=28

 

A ode mnie, na cześć i pamięć tych co okryli się wiekuistą chwałą oddając życie, abyśmy my mogli żyć:

 

 

 

 "Bo Wolność Krzyżami się mierzy..."

 

 

Po słowie:

Zdaję sobie sprawę, że post ten może być kontrowersyjny i komuś, zwłaszcza z władz Poltera się nie spodobać. Dlatego rozumiem jeśli sami go uwiniecie, albo zażądacie ode mnie abym go usunął. Jednak, jest to moja osobista prośba. Wiem że jestem z Wami od niedawna, przynajmniej czynnie. Pozwólcie mu jednak zostać

 

Komentarze


Jade Elenne
   
Ocena:
+4
Grom, chwała Ci, że przypominasz o tej rocznicy, ale:


>>>plus za temat, minus za język. Patriotyzm to nie gotowość do umierania za Ojczyznę (bo to sytuacja ekstremalna), ale przynoszenie jej chluby na co dzień - między innymi poprzez dbałość o rodzimą mowę. Bardzo, bardzo nie lubię polityków mających gęby pełne bogoojczyźnianych frazesów, których nawet nie potrafią poprawnie wymówić.


>>> "Uważam, za niektórymi historykami, że gdyby Sowiety nas nie zaatakowały to Szkopy i Słowacy nie dali by nam rady."
Tu się nie zgodzę. Jak już się przełamie pierwsze linie obrony i zabezpieczy tyły, dostawy z kraju są bezpieczne, a można przecież dobrać się do magazynów przeciwnika. Mobilizację w Polsce ogłoszono za późno, gdzieniegdzie zostały nietknięte magazyny.
Byłaby jakaś szansa - ale nie na zwycięstwo, co najwyżej bronilibyśmy się dłużej - gdyby Niemców zatrzymało błoto i ulewy. Ale że "lato było piękne tego roku"...

Poza tym nawet najbardziej opieszały wróg jest nie do pokonania, gdy we własnej armii brakuje ducha. A u nas dowódcami byli nie tylko ludzie tacy jak Kutrzeba, ale i tacy jak Rómmel (któremu wielu życzyłoby sądu polowego) czy Fabrycy. Co z bohaterstwa zwykłych żołnierzy, co z tego, że Kleeberg walczył do października, skoro w połowie września z kraju uciekł naczelny wódz?

Szacunek należy się wszystkim - i tym, którzy wygrali, i tym, którzy walczyli do końca ze świadomością nieuchronnej przegranej. Jednakowo czczę pamięć kapitana Raginisa i dowódców Bitwy Warszawskiej. A najbardziej bolą mnie nie klęski, ale sytuacje, w których Polacy stanęli przeciwko Polakom - ot, zamach majowy, żeby daleko nie szukać. TO jest dla mnie największa tragedia, bo można ulec zewnętrznemu wrogowi (szczególnie gdy dysponuje tak miażdżącą siłą), ale nigdy nie powinniśmy walczyć przeciw sobie.

Miał rację Piłsudski: Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo, zwyciężyć i spocząć na laurach - to klęska. Chyba za mało mówimy i piszemy o zwycięstwach, za mało o nich wiemy. Ciekawa jestem, czy w grudniu jakieś media przypomną o rocznicy powstania wielkopolskiego, wspaniałego zrywu, który udowodnił, że po tylu latach germanizacji duch Poznaniaków nie zaginął. Politycy z początku ubiegłego wieku nie grzeszyli większą kulturą niż obecni, a jednak w dziejowej chwili, gdy Polska się odradzała i trzeba było negocjować granice, umieli się zjednoczyć. Mam wątpliwości, czy dzisiejsi byliby do tego zdolni. A Śląsk, a powstanie sejneńskie? A ten cichy, ale niezłomny opór w latach osiemdziesiątych, te wszystkie znaczki, bibuły, ośmieszanie systemu?

Mam nadzieję - i tego nam wszystkim życzę - że kiedyś będziemy jako naród umieli wyciągać wnioski z historii, pamiętać o tożsamości, za którą tak wielu poświęciło życie i czerpać siłę ze zwycięstw. Chciałabym, żeby Polacy nie wstydzili się swojej przeszłości, nawet jeśli nie zawsze była dla nas łaskawa.
18-09-2011 19:52
Nuriel
   
Ocena:
+3
A najbardziej bolą mnie nie klęski, ale sytuacje, w których Polacy stanęli przeciwko Polakom - ot, zamach majowy, żeby daleko nie szukać. TO jest dla mnie największa tragedia, bo można ulec zewnętrznemu wrogowi (szczególnie gdy dysponuje tak miażdżącą siłą), ale nigdy nie powinniśmy walczyć przeciw sobie.

Nieco dziwi mnie takie podejście. Dlaczego kładzie się aż taki nacisk na kwestie narodowościowe? Przecież to jest mitologia powstała w XIX wieku dopiero. Czy nie jest tragedią jak Niemiec zwraca się przeciwko Francuzowi? Polak przeciwko Rosjaninowi? Człowiek przeciwko człowiekowi wreszcie?

Skąd ta popularność przekonania, że czymś mniej nagannym moralnie jest zabijanie ludzi mówiących innym językiem i wychowanych w obcej kulturze?
18-09-2011 20:02
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
"Fakt. Tyle, że w ciągu ostatnich 20 lat więcej krytyki taplania niż samego taplania."

Widać zwłaszcza po kasce, która poszła na Muzeum Powstania Warszawskiego. I po pomnikach tzw. Żołnierzy Wyklętych. I po samolocie, który rozwala się z pasażerami, bo tylko lamusom mgła przeszkadza w dojechaniu do Katynia. Prawdziwy Polak Patriota ma krew Skalskiego w żyłach, a przepisy są dla ciot. Ale tych, co się rozwalili, też trzeba gloryfikować i czcić pomnikami, a także szukać winy wszędzie naokoło, najchętniej w spiskach. Najwyraźniej krytyka taplania nie tylko słuszna, ale wciąż jej za mało.

PS. Napisałeś jedno zdanie i zrobiłem w nim błąd interpunkcyjny - prawdziwy polski patriota.
18-09-2011 20:04
YuriPRIME
   
Ocena:
0
"A dlaczego nie jednych i drugich?"
A no właśnie mam nadzieję, że kiedyś tak będzie, ale na chwilę obecną pasja cierpiętnicza sprawia, że mogę się dopytywać o dokładnie to samo...
Tylko z pytaniem, że czemu nie chwalimy wygranych
18-09-2011 20:09
~666999666

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Więcej dakka Polakom by nie pomogło. Tu mogły tylko pomóc railguny i Imperium Tau zrzuciło trochę prototypów przed wojną w ramach bratniej pomocy, ale zostały one przez logistykę tak dobrze ukryte że nawet oficerowie nie za bardzo wiedzieli gdzie ich szukać XD

Odnośnie spisu:
Tak data warta przypomnienia, natomiast na pewno nie warta:
a) robienia martyrologii - to prawda że zwycięstwa a nie klęski powinniśmy świętować, to racja że nie ma się co chwalić dostaniem w pysk od silniejszych
b) odstawiania patosu - bo można od tego pęknąć - ale kto co lubi, w wolnym kraju żyjemy :-)

"(a takimi bez wątpienia sa wojny obronne)"
Nie ma czegoś takiego jak wojna sprawiedliwa - wojna to wojna. Oni zabijają nas, my zabijamy ich, potem oni zabijają nas a my zabijamy ich. Nie ma w tym nic szlachetnego, to czyste przetrwanie, pełne brudu, gówna, krwi i sromoty. A potem umierasz. :P Gloryfikowanie tego to podstawowy problem.
18-09-2011 20:15
Jade Elenne
   
Ocena:
+2
Przecież to jest mitologia powstała w XIX wieku dopiero.
Nie do końca się zgadzam, płockie miracula z XIII w. dowodzą, że już wtedy ważne było dla ludzi, czy to jest "ten swój, którego mowę rozumiem", czy jakiś "niemy".


Skąd ta popularnośc przekonania, że czymś mniej nagannym moralnie jest zabijanie ludzi mówiących innym językiem i wychowanych w obcej kulturze?
Nie to miałam na myśli - dla mnie zabijanie ludzi zawsze jest naganne, tak jak naganna jest wszelka nienawiść.

Ale kiedy atakuje obce państwo, to jest agresor, zewnętrzny wróg. A kiedy walczą między sobą obywatele jednego państwa (to bliższe mi pojęcie niż "naród" w sensie etnicznym), kiedy ludzie chwytają za broń przeciwko swoim sąsiadom czy rodzinom, to znaczy, że działo się coś bardzo złego. To znaczy, że albo nie wytworzyła się przez te wszystkie lata wspólnota, albo że coś ją nagle załamało.
18-09-2011 20:21
ram
   
Ocena:
+4
"Czy nie jest tragedią jak Niemiec zwraca się przeciwko Francuzowi? Polak przeciwko Rosjaninowi? Człowiek przeciwko człowiekowi wreszcie?"

Głębokie. Mocne. Licealne.
Brakuje jeszcze "Imagine" w tle.
18-09-2011 20:28
Malaggar
   
Ocena:
+6
płockie miracula z XIII w. dowodzą, że już wtedy ważne było dla ludzi, czy to jest "ten swój, którego mowę rozumiem", czy jakiś "niemy".
Ba, miano barbarzyńcy też nie wzięło się z powietrza.
Od zawsze "swój" był dobry, znajomy i godniejszy zaufania niż "obcy".

18-09-2011 20:32
earl
   
Ocena:
+3
@ Yuri
...podczas gdy tak naprawdę czcić powinniśmy tych co za nią walczyli a NIE umarli

Przede wszystkim czcić powinniśmy tych bohaterów, którzy codziennie troszczą się o to, by Polacy nie musieli walczyć za swoją ojczyznę, tylko mogli w spokoju się rozwijać.


@ Jade

Patriotyzm to nie gotowość do umierania za Ojczyznę (bo to sytuacja ekstremalna), ale przynoszenie jej chluby na co dzień - między innymi poprzez dbałość o rodzimą mowę

Zgadzam się w 100 %. Zaśmiecanie języka jest wielkim zaniedbaniem narodowym, bo ten, kto nie zna właściwej mowy swojego narodu nie będzie też uczył się jego właściwej historii.
18-09-2011 20:38
YuriPRIME
   
Ocena:
+3
@earl
A to wiadomo, jeśli o teraźniejszości mowa... ale mówienie o historii tą teraźniejszość kształtuje. Jeśli ginięcie za sprawę jest ważniejszą cnotą niż de facto, wygranie i przeżycie dla niej, to trochę pesymistyczna wizja... :/ i gorzka.
18-09-2011 21:07
Nuriel
   
Ocena:
0
@ram

Głębokie. Mocne. Licealne.
Brakuje jeszcze "Imagine" w tle.


Może tak. Może nie.
Spójrz tylko z łaski swojej na to w jakim kontekście to umieściłem. Dla ułatwienia cytat z Jade Elenne:

A najbardziej bolą mnie nie klęski, ale sytuacje, w których Polacy stanęli przeciwko Polakom - ot, zamach majowy, żeby daleko nie szukać.

Ergo, patos w mojej odpowiedzi był jak najbardziej zamierzony.


@JadeElenne

Nie do końca się zgadzam, płockie miracula z XIII w. dowodzą, że już wtedy ważne było dla ludzi, czy to jest "ten swój, którego mowę rozumiem", czy jakiś "niemy"

W tym kontekście ok. Ale napisałem wyraźnie. "Kwestie narodowościowe". Nie podział swój/obcy. Tak to można odwołać się nawet do mentalności plemiennej i języków ludów pierwotnych.

A kiedy walczą między sobą obywatele jednego państwa (to bliższe mi pojęcie niż "naród" w sensie etnicznym), kiedy ludzie chwytają za broń przeciwko swoim sąsiadom czy rodzinom, to znaczy, że działo się coś bardzo złego.

Ale to już jest inaczej położony akcent, prawda? To już nie są "Polacy stawający przeciwko Polakom" tylko rozpadająca się wspólnota. Rozumiesz różnicę? To jest nieco inny charakter więzi.
18-09-2011 21:18
earl
   
Ocena:
+9
Dla mnie też chore jest wychowywanie społeczeństwa, że lepszy jest martwy bohater niż żywy tchórz. Bo odwaga to nie tylko ginięcie z pieśnią na ustach, to również, a może i bardziej, wzięcie odpowiedzialności za codzienność, wymagające wielkiej odpowiedzialności i wielkiego rozsądku ze strony osób podejmujących się tego.
18-09-2011 21:20
YuriPRIME
   
Ocena:
+1
@earl
Chyba się nie do końca zrozumieliśmy... i swoją drogą tu na marginesie oddałeś dokładnie to o czym tu mówię. ;)
Dlaczego martwy bohater, a żywy tchórz?
A czemu nie żywy bohater?

To jest tragedia, że jak o historii mowa to jak zginął to bohater... a jak przeżył, to pewnie tchórz.
18-09-2011 21:31
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Gol - "zigzak twierdzenie o tym, że 30 milionowa rzesza ludzi po rozpadzie państwa między Rzeszę i ZSRR, spowodowało by w nich tylko zmianę nazwisk, jest dużą ignorancja wręcz idiotyzmem. Widać to na przykładzie wszystkich mniejszości narodowych w Europie, które w ten czy inny sposób dążą do samostanowienia i autonomii zakończonej niepodległością."

Prosisz się o flejma.
Idiotyzmem jest branie na młynek czyjejś tezy i przekręcanie jej, jak ci pasuje. Ja jakoś nie widzę dawnych Prus, ktore chcą autonomii od Polski, nie widzę Ziem Odzyskanych pragnących powrócic do Niemiec, ruchy odśrodkowe Śląska rzeczywiście prowadzą do autonomii... bardzo skutecznie zresztą, jak widac. Pomorze zachodnie też jakoś nie chce się odłaczyc, Kraków coś tam tęskni za Franciszkiem Józefem, ale przecież zostaje, Podhale, kolejny autonomiczny region... i zły carat z Warszawy trzyma wszystkich za karki i nie pozwala się rozbiec, do swoich własnych "autonomii zakończonych niepodległością" - polonizują tych biednych prusaków, czechów, litwinów, ukraińców, niemców, ślązaków i górali na potęgę.
Czekam z napięciem na ruchy odśrodkowe, ktore rozwalą ten amalgamat narodowości.
bo w takim własnie narodzie żyjesz - pomieszanym narodowościowo.
Narodowośc a patriotyzm to dwie rózne rzeczy - i ten drugi bardzo łatwo zmienia właściciela, wbrew pozorom.
Więc tak, większośc z 30 mln ludzi mieszkających w polsce zaakceptowałaby że zyją w innym państwie, i poki opływaliby w dostatek i nie byli prześladowani za narodowośc, nie robiliby problemu, po prostu dobrowolnie się asymilując. Co wielokrotnie pokazała już historia.


18-09-2011 21:36
Cooperator Veritatis
   
Ocena:
+5
O 17. września warto pamiętać. Choć sama "zdrada" Stalina, "wbicie Polsce noża w plecy" i inne tego typu frazy zawsze dziwią- bo ZSRR było nam państwem wrogim od samego początku i naprawdę nie miało powodu, by sytuacji nie wykorzystać. Jeżeli Stalin kogoś zdradził w tym czasie, to raczej Czechosłowację rok wcześniej, bo ZSRR gwarantowało jej nienaruszalność granic.

O 17. września warto pamiętać z uwagi na dramat tysięcy wywiezionych za Ural. Z uwagi na mordy na inteligencji- nie tylko polskiej, ale i białoruskiej czy ukraińskiej. Warto pamiętać, że dla naszych sąsiadów, chociażby Litwinów, ta data kojarzy się z odzyskaniem Wilna. Owszem, Wilno było zamieszkane w zasadzie tylko przez Polaków i Żydów, ale liczba Polaków w Gdańsku była analogiczna do liczebności Litwinów w Wilnie. Zatem nie jest to data abstrakcyjna, jak bitwa pod Kannami. 17.09.1939 żyje dalej w świadomości narodów Europy Środkowo-Wschodniej.

Osobiście cieszy mnie, że coraz więcej faktów dotyczących żołnierzy wyklętych i Polakach na ziemiach zabranych przez ZSRR wychodzi na światło dzienne. Nie ze względu na martyrologię, nie ze względu na dorabianie sobie argumentów dla antyrosyjskiej postawy. Są częścią wielkiej historii, wielu z nas od nich się wywodzi. Wiele z tych osób dało przykład heroizmu.

Wielu z zamordowanych przez UBków przecież nie chciało być martwymi bohaterami, chciało żyć w wyzwolonej (czyż nie?) Polsce. Z dokumentów ujawnianych ostatnio żołnierze wyklęci to nie wściekli fanatycy, którzy uparli się zginąć w lesie, tylko ludzie zdesperowani, którzy nie mogąc uciec, a widząc, że pomimo amnestii są wyłapywani i mordowani, postanowili zginąć z bronią w ręku, zamiast od strzału w tył głowy na Mokotowie. Zupełnie niezgodnie z konwencją Chrystusa narodów.

To dziwne i smutne, że potrafimy zrozumieć i uszanować powstańców w getcie, którzy walczyli o godną śmierć, a nie potrafimy zdobyć się na podobną empatię wobec własnych rodaków.

Zgadzam się ze stwierdzeniem, że powinniśmy cieszyć się z własnych zwycięstw. Ale tutaj szeroko rozumiana lewica jest wyjątkowo niekonsekwentna. Bo każde wspomnienie klęski jest martyrologią, a każde wspomnienie zwycięstwa- to już Polaczki machają szabelką, a za złożenie kwiatów pod kolumną Zygmunta w rocznicę Kłuszyna można zarobić mandat za śmiecenie.

Nawiasem mówiąc i na czasie, 12. września, rocznica bitwy wiedeńskiej, przechodzi bez echa. Choć może to o tyle dobrze, że nie reklamują znowu tej bitwy pod hasłem walki z islamskim terroryzmem i nie widać koszmarków z Sobieskim i husarią z walącymi się WTC w tle... :P
18-09-2011 21:59
Jade Elenne
   
Ocena:
+3
Jacku, ubiegłeś mnie z Żołnierzami Wyklętymi... A poza tym to +1 do całego komentarza.


>>>Nuriel
W tym kontekście ok. Ale napisałem wyraźnie. "Kwestie narodowościowe". Nie podział swój/obcy. Tak to można odwołać się nawet do mentalności plemiennej i języków ludów pierwotnych. (...) To już nie są "Polacy stawający przeciwko Polakom" tylko rozpadająca się wspólnota. Rozumiesz różnicę? To jest nieco inny charakter więzi.
Aj, nadal trochę się rozmijamy. Zabijanie zawsze jest naganne, niezależnie od tego, czy zabijamy Polaków, Niemców, Rosjan, Ukraińców, Szwedów, itp. W moim mieście Polacy akurat ratowali Żydów, ale każdy, kto doniósłby na ukrywającego się Żyda, byłby dla mnie kanalią w tym samym stopniu, jak ktoś kto strzela do swojej rodziny.

W tamtym komentarzu chodziło mi głównie o rozróżnienie "agresja z zewnątrz"/"wojna domowa". W pierwszym przypadku mamy jakiś powód agresji (choćby ten lebensraum), który jest przyczyną wojny i zabijania. W drugim - obie strony mają najczęściej ten sam cel (dobro swojego państwa), ale inne wizje urzeczywistnienia tegoż.
Dobrym - i bardzo, bardzo smutnym - przykładem są właśnie Żołnierze Wyklęci. Oto sowiecka (obca) okupacja sprawiła, że polowali na siebie ludzie, którzy kilka lat wcześniej mieszkali w jednej wsi, razem chodzili do szkoły, do kościoła, na zabawy, nagle zaczęli na siebie polować. Bo jedni uwierzyli w spokój pod rządami radzieckimi, a drudzy do końca, raczej w proteście niż wierząc w zwycięstwo, poszli do lasów

>>>Zigzak
Więc tak, większośc z 30 mln ludzi mieszkających w polsce zaakceptowałaby że zyją w innym państwie, i poki opływaliby w dostatek i nie byli prześladowani za narodowośc, nie robiliby problemu, po prostu dobrowolnie się asymilując.
Zbytnie uproszczenie. Wszystko zależy od polityki zdobywcy wobec okupowanej ludności. Jeśli zostawisz ludności względną autonomię i udział w zyskach - jasne, bunt się nie opłaca. Ale śmiem wątpić czy przymusowe roboty i rozstrzeliwanie przypadkowych przechodniów to polityka gwarantująca asymilację podbitej ludności.




18-09-2011 22:28
Cooperator Veritatis
   
Ocena:
+4
@zigzak

Czemu ziemie północne i zachodnie miałyby ciągnąć w kierunku Niemiec, jeżeli są zamieszkiwane przez potomków repatriantów z Podola, Ukrainy i Białorusi? Dlaczego, "co niejednokrotnie pokazywała historia", od powstania kościuszkowskiego (niektórzy wliczają w to i konfederację barską) co 25 lat na ziemiach polskich wybuchało powstanie przeciwko zaborcom, chociaż germanizacja i rusyfikacja w większym natężeniu to dopiero II połowa XIX wieku? Dlaczego, mimo ciągłego i stałego wzrostu gospodarczego oraz dużych swobód narodowych Galicja gorąco przyłączyła się do nowopowstałego państwa polskiego w 1918 roku?

Wychodząc poza polskie podwórko, co na Twoją tezę o asymilacji się mniejszości powiedzą Kurdowie, Katalończycy i Baskowie, którzy od ponad pięciuset lat zachowali odrębność i dążą do własnych państw, pomimo, że przez większość czasu nie byli prześladowani? Jak wytłumaczysz silny nacjonalizm szkocki, pomimo, że to ich dynastia doprowadziła do unii z Anglią?

Czy reżim hitlerowski lub stalinowski respektowałby poszanowanie polskości? O planach Himmlera dotyczących Polaków jako narodu niewolników, zaakceptowanych przez NSDAP, że dobry Polak to miał umieć się podpisać, a w ciągu 50 lat nasz naród miał w ogóle zniknąć, słyszałeś? O wywożeniu i wyniszczeniu Polaków przez reżim sowiecki nie mówiąc.
18-09-2011 22:31
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Tak, słyszałem. I dobrze że podajesz negatywne przykłady - ja chciałem zwrócic uwagę, że istnieją jeszcze przykłady inne, neutralne, lub pozytywne asymilacji - a o zamieszkiwaniu ziem zachodnich przez repatriantów ze Wschodu powiedz chocby mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie.
I wracając do założenia głownego - tak, podtrzymuję tezę, że większośc Polaków by się jednak dała asymilowac, gdyby mieli normalne, ludzkie warunki życia - patriotyzmem, jak i honorem się nie najesz, zwłaszcza gdy masz alternatywę.

Co zaś do narodu i jego znikania, czy też Narodu - nie ma czegoś takiego w Polsce, jest amalgamat narodów zamieszkujących wspólne granice administracyjne.

Poza tym, właśnie skończyłeś dyskusję "argumentem Hitlera". EOT z mojej strony.

Edit:
Jade Elenne - oczywiście że uproszczenie, przecież nie bedę to tworzył jakiegoś licencjatu :)
Jasne - gdy bunt się nie opłaca, to się ludzie nie buntują. A jak się opłaca, to hasła patriotyczne są wręcz potrzebne. Bo człowiekowi z piustym brzuchem, poniewieranemu i bitemu łatwiej zagrac na emocjach.
18-09-2011 23:57
Jade Elenne
   
Ocena:
+2
>>>>zigzak
I wracając do założenia głownego - tak, podtrzymuję tezę, że większośc Polaków by się jednak dała asymilowac, gdyby mieli normalne, ludzkie warunki życia - patriotyzmem, jak i honorem się nie najesz, zwłaszcza gdy masz alternatywę.
Zgadzam się, że honorem się nie najesz. Tzw. Wielkie miesiące w PRL-u zawsze zaczynały się od argumentu michy, wolności słowa domagano się w drugiej czy trzeciej kolejności. Niemniej: nie wystarczy dać podbitemu krajowi trochę grosza i uznać, że problem ruchów odśrodkowych mamy z głowy. Przykładem Galicja, powstanie krakowskie i przejęcie władzy przez Polaków gdy tylko było to możliwe.

Nie rozumiem wzmianki o "argumencie Hitlera". Rozmawiamy przecież o wojnie i o tym, czy Polacy daliby się zasymilować w III Rzeszy, dziwne byłoby odwoływanie się do Aleksandra Macedońskiego czy Dariusza.
19-09-2011 02:11
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
EOT to EOT :) ale jeszcxe odpowiem. Argument Cooperatora jest emocjonalny i odwolujacy sie do najgorszych mozliwych przykladow, czyli do "zlych hitlerowcow" - czyli: Bo hitlerowcy chcieli tak i tak, wiec sie mylisz i nie masz racji.
A to jest argument malo rzeczowy, malo postepowy. Hitlerowcow od ponad 60 lat juz nie ma.
Rozmawiamy zreszta o inwazji ruskich, bo to ich rocznica, niet? :)
dobra, EOT, naprawde.
19-09-2011 07:46

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.