» Fragmenty książek » Żałując za jutro

Żałując za jutro


wersja do druku
Żałując za jutro
Głód, pragnienie, gorączka i strach wykończyły jego ciało. Z każdą chwilą stawał się coraz słabszy. W brzuchu mu burczało, pragnął jeść tak, że skręcały się w nim wnętrzności. Inna rzecz, że gdyby nawet pająki oferowały mu posiłek, był pewien, że nic by nie przełknął. Widział przecież, co jedzą. Jedynym pocieszeniem było to, że jego drobni ośmionożni dręczyciele wynieśli się na dobre. Pozostawili swędzące bąble i uczucie zdrętwienia w miejscach ukąszeń. Gdyby miał znosić ich uprzykrzającą obecność przez cały ten czas, z pewnością straciłby zmysły. A tak utracił tylko coś innego. Nie potrafił określić, co tak naprawdę odebrał mu Pajęczynowy Dzieciak, jednak czuł, że czegoś mu brakuje i że będzie tak na zawsze. Gdybyż dusza była jak ciało, można było ją zobaczyć, namacać rękomaÉ Gdy brakuje palca, widać od razu. Utrata cząstki duszy jest bardziej nieokreślona. Nawet nic nie widać, że brakuje. A nie ma. Nie ma i tyle. Jest to nieodwracalne. Nie ma i nie będzie. Kropka. Gdy odzyskał świadomość, po prostu płakał. Potem ryczał z nienawiści, aż usłyszał złowrogie syknięcie w mroku. Jego skryty w cieniu strażnik, wielki, metrowy pająk, który został zabity, ale powrócił do świata z krainy śmierci. Przepełniony nienawiścią do wszystkiego, co żyje pod słońcem, dwakroć bardziej agresywny, czterokroć bardziej jadowity. Zanael zamilkł, przerażony. Nie chciał prowokować swego strażnika, by ten nie zażyczył sobie go uspokoić. I znów zanurzył się w bezradności i bezsilności, bo przecież nie ważył się nawet odezwać. A przecież nie tak dawno obiecał sobie, że tak już nigdy nie będzie. Że zrobi wszystko, by nie być bezbronnym. I zaraz potem otrzymał swoją szansę. I ją odrzucił, słabeusz i głupiec. Magia Królowej Pająków mogła dać mu oto siłę, której baliby się ludzie i elfy. Miał dostać wojowników, pod jego rozkazami byłyby setki centauropająków. Powróciłby do swego kraju jako niosący śmierć i zniszczenie potwór, który jednak miałby wszystko, czego by zapragnął. Byłby niewolnikiem Arachneidy. Niewolnikiem tak totalnym, że trudno byłoby sobie nawet to wyobrazić, jej sieć byłaby w jego mózgu, oplatałaby decyzje. Jeżeli byłby jej wierny, dostarczałaby rozkoszy; jeżeli byłaby z niego niezadowolona, cierpiałby katusze. Czy nie było dla niego innej drogi, by zostać silnym? Wiedza, tak wielbiona przez Kandamona, jego ojca, nie przydała mu się na nic. Leżał związany i cierpiący. Może ścieżka, którą proponowała Arachneida, nie była taka zła? Pajęczynowy Dzieciak wiedział, co robi, pozostawiając go na łasce wątpliwości. Bo przecież Zanael, poza wszystkim, niespecjalnie miał jakieś wyjście. I to było najstraszniejsze. Jednak rozmowa, którą przeprowadził z parą centauropająków, nie poszła na marne. Wiedział, że mogą być pewne rodzaje egzystencji, które są porównywalne ze śmiercią. Czy zatem rzeczywiście ma żyć za wszelką cenę?

I teraz po raz drugi, tym razem nie w rozmowie, ale wewnątrz siebie, Zanael utwierdził się w postanowieniu, że nie zostanie pająkiem. Każda podjęta decyzja odsuwa choć część lęków. Uwięziony poczuł się lepiej. Wychowano go w przekonaniu, że jest kimś niezwykłym. Nigdy przedtem ani nigdy później nie miał uczucia takiej miałkości swego życia, bolesnej przeciętności i zwykłości, jak wówczas, gdy był uwięziony w czeluściach podziemnego kopca pająków. Z tej marności, jakiej wówczas doświadczył, z tej nienawiści skierowanej na świat, ale przede wszystkim na siebie, ukuła się jego późniejsza siła. Na razie był nikim i mógł to rozpamiętywać przez długie godziny. A potem przyszli po niego obrzydliwi strażnicy i uwolnili z pajęczyny. Chwyciwszy pod omdlałe ramiona, powlekli ciemnymi tunelami do samego serca podziemnego kopca.

Jaskinia była ogromna, wysoko sklepiona, zaś pod sufitem rozwieszono najwspanialej utkane pajęczyny. Pleśniowy grzyb pokrywający ściany nie wystarczyłby, by oświetlić całe pomieszczenie, dlatego u wejścia stały cztery wielkie monolity lśniące upiornym, seledynowym blaskiem. Zaś na środku znajdował się obsydianowy, gładki, wypolerowany ołtarz, osadzony na brązowym podwyższeniu przypominającym wnętrze gniazda. Wewnątrz było może pół setki centauropająków, wszyscy uzbrojeni, poruszali w miejscu odnóżami niczym w amoku. Zaczął szarpać się i krzyczeć, jednak niewiele to dało. Głos zniknął w ogólnej wrzawie, zaś jego ciało zostało po prostu rzucone na ołtarz. Więc tak się to wszystko skończy, myślał. Ohydnie i bez sensu. Miałem oto wielkie plany - okazało się, że były rojeniami dziecka albo szaleńca. Bo takie jak oni miałem możliwości. Przed sobą miał czarną czeluść, z której buchał nieopisany smród. Za sobą, wokół siebie dziesiątki pająków. Żadnej możliwości ucieczki. Był bezbronny, słaby, otoczony. Zaś z czarnej jamy coś szło. Słyszał wyraźnie odgłos ciężkich pajęczych kroków. Drobne pajęczaki wybiegały z czeluści i rozłaziły się po pomieszczeniu. Cała fala tych stworzeń wypełzała z jamy. Była to straż przednia czegoś, co było esencją zła. I oto ukazała się ona w całej swej okazałości. Miała ponad pięć metrów wysokości. Posiadała olbrzymi czarny odwłok i pajęcze nogi. Tułów był kobiecy, lecz zwisały zeń trzy pary pomarszczonych piersi o bladych brodawkach, z których można było zassać truciznę. Całą humanoidalną skórę miała pokrytą brązowymi plamami różnej wielkości. Włosy miała idealnie białe. Twarz napuchniętą jak od jadu, gościło na niej tylko wyuzdanie. Zbliżała się do niego powoli, kołysząc ciężkim odwłokiem. Lada chwila znajdzie się pod nią. Arachneida wyraźnie rada była z nowego kochanka. Obecne na sali pająki dopingowały swą panią grzechotem odnóży. Zanael spróbował uciec, zbiegł z ołtarza, ale pajęcze kończyny rzuciły go z powrotem do gniazda. Zwymiotował, co na chwilę zatrzymało pajęczycę. Wyraźnie bawiła się jego strachem. Nie był już jak człowiek, przerażenie zamieniło go w zwierzę. Próbował uciekać, szukał wzrokiem szczeliny w litej ścianie, w jednorodnej, zbitej kopule sklepienia. Gdyby znalazł jakąś, zapewne rzuciłby się przez tłum pająków w szaleńczej próbie przedarcia się do ocalenia. Ale z pajęczego gniazda nie było wyjścia. A Arachneida wyciągnęła po niego swe wielkie ręce, uniosła go, nie bacząc na jego bezradne wierzganie, i położyła z powrotem na ołtarzu.

Komentarze


Jeremiah Covenant
    Fagment?
Ocena:
0
Jak wyżej.
10-09-2006 11:47
Alkioneus
   
Ocena:
0
Mam to cudo w całości. Kupować.
21-09-2006 16:46

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.