» Recenzje » Zaginiona flota. Nieustraszony

Zaginiona flota. Nieustraszony


wersja do druku

Ciąg dalszy nastąpi

Autor: Redakcja: Adam 'Aki' Kasprzak

Zaginiona flota. Nieustraszony
Gdy jakiś czas temu recenzowałem pierwszy tom cyklu Zaginiona flota, o podtytule Nieulękły, napisałem: "czytadło w lekkim stylu, pozbawione głębszego filozofowania, czy nadmiernego skomplikowania akcji. Najprostszy w świecie wątek podróży do domu, urozmaicony niekiedy efektownymi potyczkami i opisami napięć wewnątrz samej floty. Nic wielkiego, ale też mimo wszystko to dobra książka. Idealna na podróż, bądź jako środek relaksujący". Wracam do tych słów także w ramach oceny kontynuacji, bo muszę przyznać, że tak naprawdę niewiele się zmieniło.

Wiadomo, że skoro Nieustraszony to ciąg dalszy większego cyklu, to będziemy mieć do czynienia z tym samym wątkiem głównym (podróż do domu), wątkami pobocznymi (napięcia wewnątrz floty, obca cywilizacja), a przede wszystkim, z tymi samymi bohaterami (Geary, Rione, Desjani). To jest zrozumiałe, uzasadnione (usprawiedliwione?). Niemniej jednak, nie można pominąć milczeniem faktu, iż na blisko pięciuset stronach tomu drugiego jako bonus otrzymaliśmy zaledwie jeden wątek miłosny i jedną ciekawą postać (Falco). Ociupinkę za mało, prawda?

Jeżeli chodzi o fabułę Nieustraszonego, najlepszym podsumowaniem dla tego, co dzieje się w tej powieści. niech będą słowa: "Oni nadal lecą!" Przez kolejne systemy gwiezdne, wciąż w stronę domu (aczkolwiek, nie koniecznie najprostszą drogą), wciąż z pościgiem Syndykatu na ogonie. Geary nadal główkuje, jakby tu przechytrzyć ścigające ich siły i przede wszystkim, jak osiągnąć cel przy minimalnych stratach własnych. Jak zwykle, w realizacji planów przeszkadzają mu nazbyt ambitni dowódcy niektórych jednostek floty, a dodatkowo we wszystko wplątuje się fanatyczny, zapatrzony w siebie Falco.

Czytając, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że równie dobrze tom drugi można by było nieco bardziej skondensować i po prostu dołożyć do jedynki. Bo po co czekać tyle czasu (co do dnia, trzy miesiące), żeby otrzymać zaledwie niewiele wnoszące do całej historii przedłużenie tomu pierwszego? Podczas lektury naszła mnie także inna myśl, iż cykl ten może ciągnąć się w nieskończoność – taka książkowa Moda na sukces. W końcu systemów gwiezdnych jest multum, paliwo i zapasy można spokojnie uzupełniać na zamieszkanych planetach, a jak okaże się, że we flocie jest zbyt mało statków, to co za problem, żeby "przypadkiem" spotkała ona swoich sojuszników i połączyła siły? Martwi mnie to, ponieważ najwidoczniej pan Campbell doszedł do identycznych wniosków – jak wspominałem wyżej, Nieustraszony niewiele wnosi do wątku głównego, w bardzo małym stopniu przybliżając nas do finału.

No dobrze, ale nie znaczy to wcale, że powieść ta jest zła, wręcz przeciwnie – nadal jest to bardzo sprawnie napisane czytadło, które dosłownie połyka się w dzień, góra dwa. Klasyczny przykład książki na podróż, na plażę, ale też na długi, deszczowy wieczór. Jakkolwiek część druga Zaginionej floty, w stopniu większym niż Nieulękły, przesycona jest pompą i patosem (niekiedy przesadne pochwały i zachwyty Geary’ego mogą irytować), nadal na osłodę czytelnik otrzymuje świetne opisy kosmicznych potyczek (aczkolwiek tym razem jest ich mniej, niż w tomie pierwszym). Ta powieść na pewno nie nudzi, ale też miejscami sprawia wrażenie na siłę rozdmuchiwanej, jakby niektóre sceny były za bardzo rozbudowane.

Pana Campbella należałoby także nieco zganić za wątek miłosny – absolutnie nie kupiłem nowej, bardziej drapieżnej (seksualnej) twarzy uwikłanej w ten związek bohaterki. Po łapkach powinny oberwać także osoby odpowiedzialne za korektę, bo gołym okiem widać pośpiech i nieuwagę – błędów jest co nie miara.

Podsumowując, Zaginiona flota. Nieustraszony to żadne arcydzieło. Przedłużenie tomu pierwszego, niewiele wnoszące do całej historii, co bardziej sceptyczni mogą powiedzieć: niepotrzebne. Nawet największy atut cyklu – gwiezdne potyczki – w tym tomie jest mniej eksponowany, może nawet zaniedbany. Ci, którym podobała się jedynka bez strachu mogą sięgnąć po kontynuację, bo przyzwoity poziom trzyma, tym bardziej, że dużo czasu lektura im nie zajmie. Cóż, przyjdzie czekać na tom trzeci – mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej.
5.0
Ocena recenzenta
8.41
Ocena użytkowników
Średnia z 11 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Zaginiona flota. Nieustraszony
Cykl: Zaginiona flota
Tom: 2
Autor: Jack Campbell
Autor okładki: Artur Sadłos
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 18 lipca 2008
Liczba stron: 464
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205 mm
Seria wydawnicza: Obca Krew
ISBN-13: 978-83-7574-068-4
Cena: 33,90 zł



Czytaj również

Przestrzeń zewnętrzna 4. Nieugięty
Koniec wojny nie oznacza spokoju
- recenzja
Przestrzeń Zewnętrzna – przekrojowo
Kosmiczne bitwy i odkrywanie nowych światów
- recenzja
Zaginiona flota. Tom 3 i 4 - Jack Campbell
A oni lecą, wciąż lecą…

Komentarze


Mandos
   
Ocena:
0
Dzięki za recenzję.
12-09-2008 07:35
kaduceusz
   
Ocena:
0
Ja też czytałem i raczej dałbym 4/6. Jeżeli komuś podobała się jedynka, to dwójkę też kupi. Natomiast co do nowych wątków, to powinieneś chyba także wspomnieć o coraz bardziej rozwijanej kwestii: "skąd ta wojna/ skąd hipernet/ czy istnieje jakaś trzecia siła" która, wygląda coraz ciekawiej. No i Falco; piszesz "tylko postać", a włąściwie cały ten tom opiera się o to, co z odnalezienia Falco wynikło i jak się z tym Geary uporał. Ja już zebrałem polterpunkty na "trójkę" ;-)
12-09-2008 14:25
malakh
   
Ocena:
0
Napisałem, że "Nieustraszony" niewiele wnosi do wątku głównego. "Niewiele" to jednak więcej, niż nic. A że chodzi o początki wojny i hipernet, nie chciałem tego zdradzać;p
A Falco to tylko postać, kolejna wariacja na temat - jak to moi podwładni utrudniają mi pracę...

Nadal uważam, że stanowczo za mało jak na blisko 500 stron;p
12-09-2008 15:02

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.