Za pięć rewolta - Dawid Kain

Psychodeliczny punk

Autor: Bartosz 'Zicocu' Szczyżański

Za pięć rewolta - Dawid Kain
Co lubi przeciętny czytelnik? Wciągającą fabułę, bohaterów, z którymi bez trudu może się identyfikować, porządny pisarski warsztat, zgrabne zakończenie – można by długo wymieniać. Zanim na tej liście pojawiłaby się jakakolwiek cecha Za pięć rewolta, minęłyby wieki. Czy to oznacza, że najnowsza powieść Dawida Kaina jest książką słabą? Absolutnie nie – i to zaskakuje najbardziej.

Życie Sławka to horror bez cienia niezwykłości. Jego praca polega na staniu całymi dniami na ulicach Krakowa w przebraniu hamburgera, za co dostaje marne grosze. Nie byłoby to nic strasznego, gdyby nie fakt, że Alicja, jego dziewczyna, musiała zatrudnić się w prężnie działającym seks biznesie, aby zapewnić obojgu przeżycie. Szczyt drabiny, u dołu której pełza Sławek, okupuje Tomek. Zajmuje się on wymyślaniem faktów na potrzeby mediów i robi na tym niesamowitą kasę. Śpi z najpiękniejszymi kobietami, je wszystko, co zechce i kupuje wszystko, co tylko mu się zamarzy. Jednak wielka krakowska afera sprawia, że losy tych dwóch zupełnie różnych mężczyzn nagle się krzyżują. Pierwsze od lat morderstwo zmieni ich życie w koszmar, którego wcześniej nawet nie mogliby sobie wyobrazić.

W przypadku Za pięć rewolta trudno mówić o szczególnie skomplikowanej fabule – choć streszczenie zapowiada kryminalną intrygę związaną z mediami, to okazuje się ona wyjątkowo prosta, a momentami nawet ginie, szczelnie przykryta kolejnymi szalonymi wizjami Sławka. Ani z nim samym, ani z Tomkiem czytelnik raczej się nie zżyje – to dwóch psychopatów czystej wody. Pierwszy, z powodu pogłębiającej się wciąż biedy i coraz większej pogardy do siebie samego, stopniowo traci kontakt z rzeczywistością, stając się wyznawcą sekty reklamującej się przy pomocy ulotek szkoły językowej. Drugi, natomiast, ulega totalnemu zezwierzęceniu: góra forsy, którą operuje, sprawia, że zapomina o jakichkolwiek granicach – na zmianę oddaje się cielesnym uciechom i zarabia jeszcze więcej.

Trudno żeby ludzie obsadzeni w rzeczywistości wykreowanej przez Kaina nie chcieli się z niej wyrwać. Zdobywająca coraz większe poparcie mniejszość pedofilska, seks, bary dla miłośników odchodów w każdej postaci, seks, filmy porno z udziałem zwierząt jako hity Internetu, seks, realisty show, którego głównym punktem jest egzekucja bohatera, seks – pospolite zdziczenie i szalone różnice między najbogatszą i najbiedniejszą częścią społeczeństwa czynią świat praktycznie nieprzyswajalnym dla człowieka wychowanego zgodnie z ideałami poprzedniej epoki. Czytelnicy znający [url=ksiazki.polter.pl/Chory-chorszy-trup-n31138Xrecenzje]Chorego, chorszego, trupa[/url] czy [url=ksiazki.polter.pl/Geba-w-niebie-n29547Xrecenzje]Gębę w niebie[/url] już pewnie uśmiechają się pod nosem, bo doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich autor uwielbia opisywać taki świat. Rzeczywiście, tekst jest skrajnie kainowski – pełno w nim anakolutów, kolokwializmów i wulgaryzmów, pełno powtórzeń, zabaw słownych i psychodelicznych wizji, w trakcie których narrator wpada w nutę biblijną.

Czy to wszystko czyni z Za pięć rewolta powieść złą, nieprzyswajalną? O dziwo, nie. Trudno byłoby jednoznacznie wypowiedzieć się na temat tego, o czym Kain pisze, czym chce czytelnika przekonać do swojej prozy, czym zainteresować, ale w tekście kryje się szalona moc, która każe przeczytać go od deski do deski. Jeśli Prawy, lewy, złamany był muzyką osiedli wywodzącą się z bolesnego pesymizmu, to Za pięć rewolta jest bezkompromisowym, punkowym atakiem na współczesność – na chory konsumpcjonizm, na przekłamujące rzeczywistość mass media, na bezmózgie społeczeństwo. Można mieć mnóstwo wątpliwości dotyczących formy najnowszego tekstu Kaina: czy nie uderzył w tony zbyt abstrakcyjne? Czy nie ociera się zbyt mocno o grafomanię? Czy barokowe opisy psychodelicznych wizji nie dominują nad pozostałą częścią tekstu? Nie można jednak nie docenić ukrywającej się w tej trudnej powłoce treści – bo to ona jest najważniejsza.

Za pięć rewolta to kolejny tekst, który udowadnia, że Kain lubi przekraczać wszystkie granice, które mogłyby zatrzymać innych. Dla czytelników, którzy ukochali sobie prozę prostą, przyjemną – będzie to sto osiemdziesiąt stron najdłuższej męczarni w ich życiu. Jednak ci, którzy niegdyś pokochali Sex Pistols, powinni postawić powieść w bardzo widocznym miejscu – bo jest prawdziwą kwintesencją kontestacji.