string(15) ""
» Blog » Z pamiętnika młodej prokrastynatorki
15-01-2014 11:18

Z pamiętnika młodej prokrastynatorki

W działach: prokrastynacja | Odsłony: 2099

Z pamiętnika młodej prokrastynatorki

nie rób nic -> czuj się winny -> panikuj na myśl o przyszłości -> czuj się bezsilny -> nie rób nic -> ...

 

Życie emocjonalne prokastynatorów idealnie opisuje cykl przedstawiony na załączonym obrazku.

Prokrastynujemy przy użyciu seriali, gier, książek, czasem wręcz zmywania naczyń czy odkurzania - wszystko, byle nie musieć myśleć o przerażających zbliżających się deadline'ach i zaległych zadaniach. Unikanie i odkładanie na później obowiązków zaczyna powodować koszmarne poczucie winy. Z całych sił udajemy, że nic strasznego się nie dzieje, aż do najostatniejszej chwili, kiedy to w panice rzucamy się do zaległych zadań. W najlepszym przypadku wypełniamy je tylko częściowo i byle jak, lecz zwykle w poczuciu bezsilności poddajemy się od razu, aż do następnego przebiegu pętli. 

Po wszystkim, czyli gdy mija termin wykonania zadania, niezależnie od stopnia jego ukończenia odczuwamy ulgę połączoną z ogromnym zdziwieniem ("dlaczego pozwoliłam na to kolejny raz?") i składamy samym sobie solenne obietnice poprawy. Oczywiście tylko po to, by przy następnym ważnym zadaniu powtórzyć dokładnie ten sam schemat.

Wszystko to następuje w efekcie perfekcjonizmu i podświadomego nastawienia "jeśli nie mogę tego zrobić idealnie, to na wszelki wypadek nie będę nawet próbować". Wielkie projekty są zbyt przerażające, by w ogóle się za nie zabierać, odkładamy je na potem, spirala prokrastynacji się nakręca, aż w końcu nawet zupełnie małe rzeczy urastają do rangi niewykonalnych. Popadamy w pętlę totalnego zniechęcenia i niemocy.

Tkwiłam w takiej pętli przez jakieś kilkanaście miesięcy.

Nie polecam.

 

Na początku jest niby normalnie. Człowiek wyprowadza się z domu, zaczyna studia, próbuje być samodzielny, robić sobie obiady, prać pranie and stuff. Wszystko wydaje się działać prawie zupełnie dobrze. Aż okazuje się, że OJEJ, PRACA JEST TRUDNA. Męcząca, nieprzyjemna i w ogóle. Rozpoczyna się unikanie obowiązków posuwające się coraz bardziej do granic absurdu.

Widząc rosnące stosy niepozmywanych naczyń i nierozwiązanych zadań zaczęłam zwyczajnie od poganiania samej siebie: "pracuj, bitch". Szybko jednak stałą odpowiedzią stało się "lol nope", a nad ogarniętością zwyciężało bezmyślne siedzenie i oglądanie Zagubionych. Zawaliłam masę rzeczy, nie zdałam ważnego egzaminu. Zaczął się drugi semestr, a ja popadłam głęboko w hardkorowe prokrastynowanie.

Próbując racjonalizować swoje zachowanie i porażki upierałam się, że NIE MAM CZASU na pracę. Co z tego, że spędzam wiele godzin dziennie na rzeczach absolutnie pozbawionych znaczenia. NIE MAM CZASU na naukę, NIE MAM CZASU na spanie, NIE MAM CZASU na swoje zainteresowania. Jestem bardzo zajęta - siedzeniem i czekaniem, aż już będzie po deadlinie.

Po iluś przebiegach pętli człowiek uświadamia sobie, że jednak ma problem. Że to chyba jednak nie jest normalne, tak sobie leżeć, grać w jakieś PokeMMO i czuć się totalnym śmieciem, który nie jest w stanie wstać i zrobić sobie kanapki. Taaa. Potrafiłam siedzieć całymi godzinami - ba, dniami - starając zapomnieć o tym, że jestem głodna, ponieważ zdobycie pożywienia wydawało mi się zbyt wymagającym questem.

 

Jako prawdziwy nerd zaczęłam oczywiście szukać pomocy w internetach.

I na bogów, czego to nie próbowałam.

Próbowałam Getting Things Done. Raczej nie działa. Za dużo wysiłku wkładałam w samo organizowanie sobie pracy. W efekcie po przeżonglowaniu wszystkimi tymi zadaniami z różnych list myślałam "uff, skończone! to teraz pójdę grać w Torchlighta, wszak totalnie mi się należy". Jeśli chodzi o wykonywanie rzeczywistych zadań, efekt jest bardzo słaby. Dodatkową wadą GTD jest ustalanie sobie długoterminowych celów. Dla prokrastynatora nie skutkuje to zwiększoną motywacją do działania, a raczej staje się dodatkową przyczyną stresu i strachu przed porażką.

Próbowałam różnych prostych task-list i kalendarzy. Masz questa, zapisz go sobie w odpowiednim terminie, voila. Faktycznie zaczęłam niemrawo coś tam robić. Niestety jak się okazało po paru tygodniach, głównym efektem istnienia task-listy było to, że szybko uzbierał mi się na niej przytłaczający stos zadań zaległych. Zaczęłam myśleć: "po co mam się starać, jeśli zadania po prostu nigdy się nie kończą? mam się zapracować na śmierć?". Quest pod tytułem "wykonaj wszystkie zadania z listy" stał się zbyt wielki, by w ogóle próbować się za niego zabrać. Stąd już prostą drogą doszłam do nierobienia niczego.

Próbowałam mechanizmów opartych na grywalizacji. Jakiś miesiąc trwała krótka przygoda z DailyChallenge - stroną codziennie wysyłającą użytkownikowi jakiś mały challenge, który ma na celu poprawić jego zdrowie fizyczne i/lub emocjonalne. Rzeczy w stylu "zjedz dziś czerwone warzywo", "kup sobie kwiatek w doniczce", "zrób 15 przysiadów", "opowiedz komuś zabawną historię". Z entuzjazmem zabrałam się za wykonywanie prostych zadań niemających tak naprawdę najmniejszego sensu - tylko po to, by poczuć się choć trochę lepszą i bardziej ogarniętą osobą. "Hej, patrzcie na mnie, zjadłam czerwone warzywo, może jeszcze nie wszystko stracone!". Nie pomogło mi to w nauce. DailyChallenge jest niezły, jeśli chodzi o podrzucanie "pomysłów na lepsze życie", ale nie jeśli chodzi o rozwiązywanie już istniejących problemów.

Przeczytałam dziesiątki artykułów na temat prokrastynacji, automotywowania się, zarządzania kosztami, produktywności. Z każdego z nich starałam się czerpać dobre rady, motywację i siłę, choć większość nie pomogła mi wcale.

Wielokrotnie wypowiadałam prokrastynacji wojnę generalną i wielokrotnie ją przegrywałam. Nie bez powodu moje fejsbukowe zdjęcie profilowe pochodzi z komiksu o dzielnym motylku. Były momenty, kiedy zrobiłabym wszystko, żeby tylko zmotywować się do pracy, nauczyć się, jak być normalnym człowiekiem i przede wszystkim w końcu przestać czuć się jak szmata. Włożyłam w to naprawdę mnóstwo wysiłku.

 

Myśląc o prokrastynacji trzeba zrozumieć, że problemem nie jest w niej słaba silna wola. Chodzi raczej o niewłaściwe ukierunkowanie energii: zamiast wykonywać zadania, człowiek skupia się całkowicie na ich ignorowaniu. Mimo że w ostatecznym rozrachunku jest to nie dość, że oczywiście szkodliwe, to jeszcze o wiele bardziej męczące. 

Unikanie pozmywania naczyń z racjonalnego punktu widzenia nie jest warte wielu dni czucia się jak potwór. Dlatego prokrastynację należy uznać za zaburzenie psychiczne - prowadzi ona wcale nie do radosnego lenistwa, a do ogromnego stresu i niecelowego autowyniszczenia jednostki. I tak jak depresji nie da się przerwać słowami "hej, ale pomyśl, że życie jest piękne i przestań być smutny", tak na prokrastynację nie pomoże nawet najbardziej stanowcze "ogarnij się i po prostu to zrób".

Cytując Hyperbole and a Half:

- If you leave it there, you are a SHAMEFUL, EMBARASSING MENACE.
It usually doesn't work right there.
- Okay. I'm a shameful, embarassing menace.
Sometimes it doesn't work for days.
- Is the shame starting to feel oppresive yet?
-
 Yes.
- ...so why aren't you doing anything?
- ...because I don't want to do anything more than I don't want to hate myself.

 

Wracając do mojej dramatycznej historii. Metaprokrastynacja polegająca na szukaniu magicznego lekarstwa w dłuższej perspektywie niczego nie zmieniła. Mimo że jakimś nieludzkim waleczno-panicznym zrywem udało mi się pozaliczać egzaminy w drugim semestrze, de facto moja ogarniętość i psychika nadal była w rozsypce. W wakacje nie udało mi się załatwić bardzo wielu spraw, którymi chciałam się zająć. Nie miałam czasu.

W trzecim semestrze przeprowadziłam się i zaczęłam kinda nowe lepsze życie. Weekendowe wyjazdy, niespanie po nocach i nieodpowiedzialność skutecznie doprowadziły mnie jednak do tego, co zwykle: przerażonego wpatrywania się w deadline'y niczym w światła zbliżającej się ciężarówki.

Nadchodzi sesja zimowa. Nie zamierzam kolejny raz czekać, aż zostanie ze mnie mokry nieszczęśliwy placek. Moje życie jest w miarę stabilne, otrzymuję wiele wsparcia. Najwyższy czas skorzystać z doświadczeń i ogarnąć się naprawdę. Tak, tak - wypowiadam kolejną wojnę, ale tym razem nie rzucam do rozpaczliwego starcia wszystkich sił naraz. Walczę ze swoją klątwą powoli i metodycznie.

Póki co pomaga mi w tym Habit RPG. Projekt łączy w sobie najlepsze cechy task-list i grywalizacji i mimo że zdecydowanie brakuje mu paru istotnych funkcjonalności, nie sposób odmówić tym istniejącym skuteczności. Po tygodniu korzystania jestem niezwykle zadowolona. Wiele zmian w moim zachowaniu zaszło praktycznie z dnia na dzień. Planuję swoje działania, działam, żyję aktywnie i zaczynam się wręcz zastanawiać - "czy tak czują się normalni ludzie?". Jest dobrze. ; )

Choć po tak krótkim czasie trudno powiedzieć wiele, spróbuję określić, na czym według mnie polega magia. Habit RPG działa jako źródło funu, dobrego samopoczucia i motywacji przede wszystkim ze względu na to, że zlicza każdy codzienny akt zwycięstwa nad samym sobą. Może projekt typu "napisać magisterkę" wydaje się wielki i przerażający, ale działania w stylu "wpisanie czegoś do kalendarza", "odkurzenie pokoju" albo "30 minut nauki" wyglądają zupełnie niewinnie, za to nagromadzone w postaci expa i złota wydawanego na nagrody dają poczucie, że zrobiliśmy jednak coś rzeczywistego. Nic tak nie poprawia nastroju jak poczucie, że powoli, małymi krokami, ale jednak, wyzwalamy się z otchłani totalnej niemocy. 

Jestem obecnie na etapie wielkiego zadowolenia z siebie i jednocześnie zmęczenia zadaniami, które nagle zaczęłam rzeczywiście wykonywać. Staram się przede wszystkim nie popaść z powrotem w złe nawyki, pamiętając jednak przy tym, że nawet jednorazowe danie sobie na luz nie jest jeszcze całkowitym pogrążeniem się. Tak naprawdę najstraszniejszym złym nawykiem jest doprowadzanie się do paniki i rozpaczy nad własną niemocą. Dużo wysiłku jeszcze przede mną, ale jak na razie wygrywam.

 

Na koniec krótki wniosek i garść porad dla nieszczęśników podobnych mi sprzed pół roku. 

Podstawą walki z prokrastynacją nie jest "doing stuff". Najważniejsze, by wydostać się z pętli samozniszczenia, to znaczy: poczuć się dobrze. Przeciętny człowiek na ogół jest w stanie wykonywać swoje obowiązki w rozsądnych terminach. Celem więc nie tyle jest samo wykonywanie obowiązków, co odzyskanie zdrowia psychicznego. Ogarnięte działania są tylko środkiem do tego celu.

  • Spróbuj porzucić perfekcjonizm na rzecz myślenia, że "dostatecznie dobrze" to lepiej niż "wcale". 
  • Wszystko, co możesz zrobić natychmiast - odpowiedź na maila, kontakt z kimś, wyszukanie informacji, przemieszczenie rzeczy z miejsca na miejsce - rób natychmiast. Unikaj gromadzenia się dziesiątek małych zadań, o które potem trzeba będzie się martwić. Walcz z nawykiem odkładania wszystkiego na później.
  • Staraj się odrywać od stałych zajęć, które powodują tylko niepokój i poczucie winy, a żadnych pozytywnych uczuć (u mnie było to wielogodzinne scrollowanie internetów, granie i pozbawione sensu niespanie) na rzecz czegokolwiek, co jest jednocześnie miłe i rozwijające (np. czytanie, pisanie, rozmowa, spacer, sport) albo jakiegokolwiek prostego zadania (np. przygotowanie posiłku, wyjście do sklepu, sprzątanie). Jeśli już musisz unikać realnej pracy, rób to z pozytywnymi myślami, zajmując się dosłownie czymkolwiek, co uważasz za sensowne. Jeśli wykonując jakąś czynność czujesz niepokój - przerwij ją, rozejrzyj się wokół i zajmij czymś bardziej właściwym.
  • Obniżaj koszty pracy, podwyższaj koszty marnowania czasu. Zmieniaj otoczenie na nierozpraszające i sprzyjające produktywności. Jeśli masz taką możliwość - pracuj poza domem. Jeśli pracujesz przy komputerze, stwórz sobie oddzielne konto użytkownika do pracy, a na koncie głównym ustaw długie i skomplikowane hasło.
  • Nie stawiaj sobie wielkich przerażających celów, staraj się myśleć z dnia na dzień. Jeśli masz duży projekt do wykonania w konkretnym terminie, odpowiednio wcześniej ustal, że każdego dnia poświęcisz mu np. pół godziny. W ten sposób zamiast myśleć o całym wielkim zadaniu będziesz mógł się skupić na niewielkim queście "pół godziny dzisiaj".
  • Nie dokładaj sobie stresu i dodatkowych zadań. Staraj się myśleć tylko o sprawach najważniejszych, te mniej ważne spokojnie odkładaj na później albo na nigdy. Mierz siły na zamiary i planuj tylko zadania, które naprawdę zamierzasz wykonać w najbliższych dniach. Po co umieszczać na liście zadań "remont", za który i tak zabierzesz się najwcześniej za pół roku? Nie musisz nagle naprawić całego swojego życia. (Ta i powyższa rada są sprzeczne z filozofią GTD.)
  • Nie dawaj sobie możliwości decydowania, czym się zająć tu-i-teraz. Planuj, co będziesz robić w jakich godzinach następnego dnia - może to być nawet ogólny zapis "11-12 produktywność, 12-13 odpoczynek". Kontroluj czas poświęcany w ciągu dnia na poszczególne czynności. Spróbuj użyć rozszerzeń do przeglądarki kontrolujących czas spędzany na stronach typu FB czy reddit.
  • Nie karaj się za złe zachowanie (nie popadaj w poczucie winy), ale nagradzaj za dobre. Staraj się zauważać każde podjęte przez siebie pozytywne działanie - notuj je, gratuluj sobie w myślach albo jedz czekoladę w nagrodę.

Powodzenia.

 

PS Następna notka w całości dotyczyć będzie Habit RPG - kiedy się już z tą stroną lepiej zapoznam, postaram się przeanalizować jej działanie. Stay tuned.

Komentarze

Autor tego bloga samodzielnie moderuje komentarze i administracja serwisu nie ingeruje w ich treść.

Senthe
   
Ocena:
+1

@oddtail
1) Dzięki, ale nie mam czasu ; ) na pisanie notek na Poltera. Póki co radzę sobie dobrze, Habit RPG i kochający mężczyzna w zupełności mi wystarczają. To, czego teraz pilnie potrzebuję, to sama nauka, nie dodatkowa do niej motywacja.
2) Tak, ale ta pomoc odbywa się siłą rzeczy poprzez kontrolę, a kontrola niemożebnie mnie denerwuje (nie tylko w kontekście prokrastynacji). Jestem pewna, że dla innych osób coś takiego może być bardzo pomocne, dla mnie się nie sprawdziło.


@Kret69
Habit RPG nie jest jakimś nowomodnym wynalazkiem, lecz opiera się na bardzo solidnych podstawach mechanizmów grywalizacji, z których od lat korzystają poważni ludzie w poważnych firmach ; )

Nadrzędnym celem jest oczywiście nie zdobycie któregoś tam levela wirtualnej postaci, ale naprawienie swojego życia. Czucie się jak szmata wynika bezpośrednio z nierobienia niczego i zbyt wysokich wymagań wobec siebie i nie ma absolutnie nic wspólnego z "poniżeniem" z powodu korzystania z zewnętrznych narzędzi. Nie widzę niczego złego w korzystaniu z wszelkiej dostępnej pomocy, jeśli ona faktycznie działa.

Nie wykluczam, że Habit RPG mi się kiedyś znudzi - zdarza mi się to przy wielu grach zupełnie znienacka - ale wyuczone nawyki, zachowania i sposób myślenia pozostaną. To się liczy. : )

15-01-2014 15:54
baczko
   
Ocena:
0

Good luck :)

15-01-2014 16:15
oddtail
   
Ocena:
+1

@Senthe: tak mi sie skojarzyło, bo jest w temacie:

http://xkcd.com/189/

15-01-2014 16:20
31137

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1

Habit RPG nie jest jakimś nowomodnym wynalazkiem, lecz opiera się na bardzo solidnych podstawach mechanizmów grywalizacji, z których od lat korzystają poważni ludzie w poważnych firmach ; )

Ostateczny argument w rozmowie nerdów - autorytet "poważności" :D

Jak Ci działa, to korzystaj. Dla mnie jest to nowomodny wynalazek, bo sama grywalizacja jest dla mnie nowomodna. 

(a linkowanie do wikipedii jest lenistwem, a nie prokrastynacją ;) ).

15-01-2014 16:28
Johny
   
Ocena:
0

Jeśli jesteś zainteresowana, to tu masz notatki z książki "Nawyk samodyscypliny"

www.youtube.com/watch?v=qJKrpbjGUAw

www.youtube.com/watch?v=nD7KoZmoeIw

www.youtube.com/watch?v=qJloVxgPx9I

A tutaj spojrzenie na prokrastynację z punktu widzenia psychoterapii poznawczo behawioralnej:

www.cci.health.wa.gov.au/resources/infopax.cfm?Info_ID=50

15-01-2014 16:43
Senthe
   
Ocena:
0

@Borsuk

Dziękuję za linki. Do czasu zakończenia sesji daruję sobie jednak metaprokrastynację ; ). Na pewno ogarnę je w jakiejś wolnej chwili tak za trzy tygodnie.

15-01-2014 17:44
Z Enterprise
   
Ocena:
+4

Senthe, zapomniałaś dodać, że ten wpis, sympatyczny zresztą, zrobiłaś prokrastynując właśnie :)

15-01-2014 17:47
Senthe
   
Ocena:
+4

@Z

Nie, ten wpis powstał w ramach czasu przeznaczonego na odpoczynek i rozwój osobisty. ; ) Jest ogromna różnica między niepracowaniem a prokrastynowaniem.

15-01-2014 17:52
Agrafka
   
Ocena:
+1

Bogowie, a myślałam, że jestem w tym sama. Poczucie winy z powodu bycia nieproduktywnym mnie zabija do tego stopnia, że właśnie dostałam zwolnienie lekarskie na siebie i dziecko - kolejne. Lęk, że stracę pracę to jedno. Ale poczucie winy doprowadza do szału w każdej minucie - mimo, że nic z tym zrobić nie mogę.

15-01-2014 18:34
dreamwalker
   
Ocena:
0

Hej, ja też siedzę w temacie i do ostatnich odkryć należą filmiki:

https://www.youtube.com/watch?v=fTgdTNqND1o

https://www.youtube.com/watch?v=S4UEKgeXvNo

I książka Richarda Wisemana 59 sekund (wyniki badań naukowych odnośnie motywacji, szczęścia, stresu itd. bez legend). Tekst czyta się sam a na deser 30 stron bibliografii.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/68528/59-sekund-pomysl-chwile-zmien-wiele

15-01-2014 19:38
Aramin.
   
Ocena:
+7

Szczerze to jako prokrastynant nie przeczytałem do końca, ale zrobię to później.

15-01-2014 19:49
Senthe
   
Ocena:
+1

@Agrafka

Jak widzisz, to dość powszechna przypadłość. I możesz z tym coś zrobić, choć na pewno nie jest to łatwe. Proponuję najpierw trochę więcej poczytać i poukładać sobie cały problem w głowie. I życzę powodzenia. : )

15-01-2014 20:45
74054

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2

Zabieranie się do czegoś zajmuje więcej czasu niż zrobienie tego czegoś.

15-01-2014 21:49
oddtail
   
Ocena:
0

Zabieranie się do czegoś potrafi zająć całe życie (i często zajmuje), więc - tak, trudno się nie zgodzić =)

15-01-2014 22:16
Agrafka
   
Ocena:
+3
Na pewno poczytam na ten temat. Szczerze mówiąc zaskoczyło mnie to, że to aż tak częste. Dość już mam przekonania wszystkich wokół, że jestem "zdolna ale leniwa" i tłumaczenia,że nie zrobienie czegoś dręczy mnie tak,że o słodkim lenistwie nie może być mowy-prędzej leżenie zwinięta w kłębek i zadręczanie się.
Dzięki za tą notkę.
Polter moim terapeutą ;-)
P.S. Myślicie, że to przypadłość naszych czasów?
15-01-2014 22:19
etcposzukiwacz
   
Ocena:
+1

@ Agrafka

Moim zdaniem nie. To ludzka natura. A co do naszych czasów, to one mimo wszystko bardziej pozwalają się ujawnić tejże.

15-01-2014 22:40
Agrafka
   
Ocena:
0
Troll - ależ ci się nudzi. Napisałabym ci czym jest adhd, bo akurat temat mi bliski, małżonek jest adhdowcem. Napisałabym ci o płaczących mężczyznach i o podłym dla mężczyzn społeczeństwie. Ale nie napiszę. Bo aż tak mi się nie nudzi.
16-01-2014 03:05
Agrafka
   
Ocena:
0
Doświadczenie życia z konkretnym rodzajem człowieka, cierpiącym na konkretną przypadłość daje pewną wiedzę na ten temat. W tobie natomiast widzę standardowe podejście laika "adhd to nie choroba tylko rozpieszczone dzieci" - pokazujące nie tylko, że nic nie wiesz na temat samej przypadłości, ale że nawet wiedzieć nie próbujesz,a opierasz się na plotach podwórkowych starych bab.

I zawsze. Absolutnie zawsze jest czas i miejsce na trollowanie mój drogi.
16-01-2014 08:36
Senthe
   
Ocena:
+1

Tutaj były dwa komcie Scatha (na które odpowiada Agrafka), które skasowałam.

@Scath, proszę, byś nie komentował więcej na moim blogu. (Na wypadek, gdybyś nie był tego świadom, jest to przyjęta na Polterze praktyka, która ma na celu zapobiec nękaniu blogujących przez niechcianych komentatorów). Jeśli życzysz sobie odzyskać treść skasowanych komentarzy, zgłoś się na priv. Twoje następne komentarze będę usuwać po uprzednim zaraportowaniu administracji.

@Agrafko, trollowanie na moim blogu nie przejdzie.

Pozdrawiam.

16-01-2014 08:36
31137

Użytkownik niezarejestrowany
    Trochę szkoda, że skasowałaś
Ocena:
0

Bo podejście do takich problemów jest różne i publikując komentowalny artykuł byłoby miło zobaczyć także te - teoretycznie - najbardziej prymitywne.

Ja sam nie zgadzam się z większością treści Twoich przemyśleń, z szacunku dla Ciebie i Twoich uczuć zachowam większość moich komentarzy dla siebie. Ale zdajesz sobie chyba sprawę, że aranżując debatę o takich sprawach - z definicji kontrowersyjnych, bo wiele z tych chorób powstało w założeniu po to, żeby ciągnąć kasę z rodziców i ewoluowało do samodzielnych bytów - i w dodatku podpierając się w zasadzie zerowymi argumentami (wikipedia i przepisy w internecie) prędzej czy później zobaczysz na swoim blogu komentarz kogoś, kto nie wytrzyma i go zamieści...

 

16-01-2014 09:35

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.