» Blog » Z Wenus, z Marsa? Niepotrzebna wojna światów
29-05-2011 19:13

Z Wenus, z Marsa? Niepotrzebna wojna światów

W działach: domorosła filozofia, varia | Odsłony: 4

Co jakiś czas tu i ówdzie w prasie powraca temat stary jak świat, to znaczy kwestia kobiet, mężczyzn i różnic między nimi. Zagadnienie, które interesuje istoty z gatunku homo sapiens mniej więcej od trzeciego roku życia, kiedy to dany osobnik odkrywa, że ma cipcię lub pisiorka i co więcej, nie wszyscy są obdarzeni tym samym asortymentem. Później do zestawu pierwszo- i drugorzędnych cech płciowych dochodzą cechy ustalone arbitralnie, czyli kod odzieżowy (różowy/niebieski), kod zabawkowy oraz inne kody, wchłaniane niejako przez skórę i mimo woli.

Siedziałam sobie kilka lat temu w pizzerii i czekałam na agentkę od funduszy inwestycyjnych (tak, mnie też udało się wtopić na kryzysie). Nieco znudzona, obserwowałam rodzinę obok. Tata w szerokim dresie, mama w szerokim dresie i przyjaciel rodziny z gładko ogoloną czaszką i pięknie rozrośniętym karkiem popijali pizzę piwem. Tuż obok bawiło się dziecko, dwu lub trzyletnie, w każdym razie ledwo mówiące. Miało do dyspozycji kilka ludzików, wóz policyjny oraz własną wyobraźnię.

Najpierw ludziki zaczęły wołać „Legia, Legia!”. Następnie jeden ludzik okazał się nie być z Warszawy, wskutek czego został spacyfikowany przez pozostałe. Na szczęście, policja była w okolicy. Nastąpiła szybka interwencja i wszystkie ludziki trafiły do ciupy.

Nie mam pojęcia, z której strony dziecko znało realia. Może oceniam pochopnie i tatuś z szerokim karkiem pracuje w policji lub w ochronie. W każdym razie ledwo mówiący kajtek już doskonale wiedział, gdzie marsza grają.

Nauka zaczyna się wcześnie, bo przecież już mały człowiek to zwierzę społeczne, a zestaw reguł, które musi przyswoić, jest ogromny. Do lat czterdziestych podział na różowe/niebieskie był dokładnie odwrotny. XVII wieczni Francuzi nosili rajtuzy i buty na obcasach. W czasach Szekspira kobiety nie mogły być aktorkami, toteż role żeńskie grali mężczyźni, zanim wysypał im się zarost. Zależnie od epoki, makijaż mógł być standardem dla obydwu płci lub ozdobą zarezerwowaną dla pań lekkiego prowadzenia. W Stanach Zjednoczonych piłka nożna jest całkiem popularna jako sport dla kobiet.

Nawet model rodziny nie wynika wprost z uwarunkowań biologicznych. Kiedy dziś myślimy o tzw. tradycyjnej rodzinie, mamy na myśli niepracującą matkę, pracującego ojca i kilkoro dzieci wychowywanych przez mamę. W rzeczywistości model, który uchodzi za tradycję, to rodzina atomowa z lat 50.
Sto lat wcześniej w Europie bogata rodzina tradycyjna wyglądała tak: tata pracuje, mama zarządza posiadłością, dzieci są wychowywane przez mamki, niańki, ciotki i babcie. Biedna natomiast tak: tata pracuje, mama pracuje, dzieci są wychowywane przez starsze rodzeństwo, bezdzietne ciotki oraz babcie. W rozmaitych plemionach myśliwych-zbieraczy dziecko po odrośnięciu od cyca jest wychowywane przez plemię. Miłość rodzicielska, tak jak miłość romantyczna, to wynalazek stosunkowo późny. Kobieta z wyższych sfer, która sama karmiła dziecko piersią, stanowiła cokolwiek szokujące zjawisko.

I żeby do końca zamieszać wam w głowach, wspomnę o badaniach psychologicznych, jakie przeprowadzono w związku z talentami matematycznymi dziewcząt. Otóż różnym grupom (o ile pamiętam, rzecz dotyczyła również grup etnicznych) dawano do rozwiązywania identyczne testy. Wcześniej jednak część z nich dostawała do przeczytania tekst, który podkreślał niezdolność ich płci/grupy do wykonywania takich zadań, taki, w którym po prostu przypominano ich przynależność do danej grupy/płci, albo tekst zupełnie neutralny.

Wyniki w trzeciej grupie były najwyższe - i nie różniły się w niczym od wyników białych chłopców.

Do czego zmierzam?

Ach, ty okropny lewaku - zakrzykną teraz niektórzy. To oczywiste! Chcesz udowodnić, że nie ma żadnych różnic między płciami, a przecież to nieprawda, bo coś tam i coś tam.

Ach, gdybyż to było znowu takie proste!

Biologicznym różnicom między płciami zaprzeczyć się nie da. Oprócz cech widocznych na pierwszy rzut oka, przynajmniej nago, istnieją i subtelniejsze detale. Nasza wrażliwość na leki i na ból jest inna, nasza długość życia i układ immunologiczny różnią się od siebie nawet w rozwiniętych społeczeństwach, gdzie faceci zbyt dużo nie piją i nie palą. Ba - nawet na Okinawie. Z pewnymi wyjątkami, lubimy mieć konkretną tożsamość płciową i okazywać ją w sposób akceptowany kulturowo. Dzieci zauważają to bardzo szybko i od razu uczą się konkretnych zachowań. Dla niektórych to najważniejsza część tożsamości w ogóle, inni definiują siebie przez wiele innych, niezależnych od płci cech.

Ale wykazywanie, że np. talent językowy, matematyczny lub zdolności do gotowania bezpośrednio zależą do poziomu hormonów i od cech biologicznych uważam za mocną przesadę. Liczebność populacji bocianów koreluje z liczbą urodzeń, a wzrost globalnej temperatury ze spadkiem ilości piratów. Korelacja nie jest związkiem przyczynowo-skutkowym. Można sobie biologizować od góry do dołu, tymczasem rozdzielenie natury od wychowania jest tak złożone, że badacze mają trudności z określeniem przyczyn zachorowania na rozmaite nowotwory (genetyka, żywienie, wirusy, wszystko naraz i w jakich proporcjach?), a co dopiero zachowania związanego z płcią. Proste analogie do świata zwierząt nie sprawdzają się w obliczu złożoności ludzkich społeczeństw.

W końcu nawet zakaz kanibalizmu jest uwarunkowany kulturowo.

Piszę tę notkę, susząc pięknie pomalowane paznokcie u stóp, grając w „go” i przymierzając się do poskładania prezentacji na przyszły czwartek. Moi drodzy, cieszmy się naszą płcią, korzystajmy z jej przywilejów, śmiejmy się z wmawianych nam ograniczeń. I na bogów, nie pozwalajmy się terroryzować stereotypom.

Przecież to takie nielogiczne.

Komentarze


~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Ja teź lubię grać w rpg!
29-05-2011 19:18
Scobin
   
Ocena:
+2
Moja ulubiona korelacja: wielkość stopy dziecka a zasób słownictwa. Korelacja zanika w wieku kilku-kilkunastu lat. :)
29-05-2011 19:36
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Skoro zeszło na korelację: http://xkcd.com/552/
29-05-2011 20:54
~tweety

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+5
zabrakło zdjęć stóp niezbędnych do weryfikacji wiarygodności blogującej.
29-05-2011 20:55
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Ja lubie sie cieszyc płcią przeciwną :)
29-05-2011 21:29
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Ale malowane paznokcie są paskudne i jestem za kulturową eliminacją. : /
29-05-2011 21:46
inatheblue
   
Ocena:
+2
@Aureus, kwestia gustu :) U rąk i tak nie mogę, bo manicure i praca w labie nie idą w parze.
29-05-2011 21:56
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Może i gustu, ale nie powiesz chyba, że to jakieś specjalne kubeczki smakowe, a nie nabyty kontekst kulturowy zachęcają do malowania paznokci. ; ) My, ludzie uwielbiający kobiece dłonie i stopy a nie lubiący, gdy odciągają naszą uwagę nienaturalne kolory, wytrwale będziemy bronić Ruchu na Rzecz Pięknych Dłoni i Stóp. (Współpracujemy z ruchem Nie Zmieniaj Tęczówek Soczewkami, No Ja Cię Proszę. ; ))
29-05-2011 22:11
Albiorix
   
Ocena:
+3
Ale juz wychowabie corki ponad stereotypami plci nie jest takie proaste - ma mnostwo klockow, bawimy sie w budowanie z nich domkow i konstrukcje maszyn, w wojny i eksploracje, a ona i tak schodzi na tematy zwierzatek, dzidziusiów i wyscigow konnych, intryg i czarnoksięstwa.
29-05-2011 22:21
inatheblue
   
Ocena:
+2
Może w latach '80 było prościej. Ja budowałam domki dla zwierzątek, a w kwestii dzidziusiów skonstruowałam na przestrzeni pokoju organizm z wątrobą, płucami, żołądkiem, węzłami chłonnymi (!) itp., plus oczywiście macica. W macicy rozwijał się dzidziuś. W pozostałych organach rozgrywały się dramaty odpowiednie dla danego miejsca. Wpływ serialu "Było sobie życie" :P Genialna produkcja.
Poza tym, jak sądzę, wśród dziewczynek są Arye, są Sanzy i całe spektrum pomiędzy.
29-05-2011 22:26
~barabarabasz

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
Więc różnimy się, ale tylko w sposób nieokreślony. Konkretne wykazywanie różnic jest już przesadą.
Proponuję zatem algorytm szukania różnic:
1. Nie należy szukać różnic w predyspozycjach płci, bo istnieje szansa, że są motywowane kulturowo.
2. Jeśli różnice są motywowane kulturowo to nie są prawdziwe.
3. Jeśli nawet różnice nie są motywowane kulturowo to nie można tego wykluczyć.
3. Jeśli nie można wykluczyć kulturowego uwarunkowania, to należy je przyjąć (patrz punkt 2)

Śmiej się z wmawianych ci ograniczeń. To nie jest babska logika. To lewa logika jest.
29-05-2011 22:50
inatheblue
   
Ocena:
+4
Nie, to szło inaczej.
1. Nie należy zakładać, że różnice w zachowaniu są wywołane biologią, zwłaszcza, jeżeli nie mamy na to żadnych dowodów. This is bad science. Albo zwykła erystyka.
2. Jeżeli poszukujemy takich różnic, to mamy do czynienia z trzema typami badań:
a) nie interesuje nas, czym są uwarunkowane, potrzebujemy różnicy bo chcemy np. zastosować jakąś terapię albo sztuczkę marketingową
b) interesuje nas kulturowy aspekt i na nim się skupiamy - to robią antropolodzy, socjolodzy itp.
c) interesuje nas wyłącznie aspekt biologiczny i wtedy musimy tak sformułować badanie, żeby wykluczyć wszystkie inne okoliczności (stąd poszukiwanie świętego Graala, czyli testu IQ niezależnego kulturowo, bo WISC się nie sprawdza, a matryce Ravena nie mierzą wszystkich aspektów).

Śmiej się z wmawianych ci ograniczeń, bo jako osoba świadoma na pewno wiesz, które są rzeczywiste, a które urojone i spróbujesz przewalczyć te pierwsze, jeżeli ci zależy i olać te drugie.
W dalszej części flejma nie uczestniczę, ponieważ jutro są zapisy na mikroskop. Branoc :)
29-05-2011 23:13
Albiorix
   
Ocena:
0
Sprawa jest jeszcze prostsza, bo zwykle dostajemy już "przetestowanego" człowieka.

Jeśli spotykamy czarnoskórą leworęczną staruszkę studiującą prawo na Yale to nawet nas w sumie nie obchodzi;
Czy bycie białym, czarnym lub żółtym wpływa na szanse studiowania prawa...
Biologicznie, ekonomicznie lub kulturowo....
Czy kobiety mają lepsze czy gorsze predyspozycje do bycia prawnikami...
Czy wynika to z hormonów czy z kultury...
Czy leworęczność jest skorelowana z szansami dostania się na Yale...
Czy ludzie po siedemdziesiątce nadają się do rozpoczęcia nauki...

Jeśli którykolwiek z tych czynników rzeczywiście ogranicza, to może i ona jest jedna na tysiąc, może jedna na milion ale zdała te egzaminy i studiuje. Nieważne czy człowiek startował z doskonałymi predyspozycjami czy przebijał się z trudem, każdy kto studiuje prawo na Yale jest przede wszystkim studentem prawa na Yale :)
29-05-2011 23:41
Hajdamaka v.666
   
Ocena:
0
@Albiorix
Czy ta staruszka studiuje prawo spadkowe?
30-05-2011 09:06
nimdil
   
Ocena:
+6
Jakieś śmieszne kruszenie kopii. Jeżeli kobiety chcą przekonać świat że mają takie same predyspozycje matematyczna jak faceci niech

a) zaczną być znaczącym procentem młodzieżowych reprezentacji na międzynarodowych olimpiadach matematycznych/informatycznych/fizy cznych,
b) zaczną wygrywać MŚ w szachach - na razie najlepsza szachistka wszechczasów nie doszła dalej niż do 1 rundy turnieju pretenendentów,
c) zaczną zgarniać medal Fieldsa (na razie 0).


To będą znaki widoczne dla wszystkich.

Korelacja Scobina jest fajna, ale mało prawdziwa :P
30-05-2011 10:39
de99ial
   
Ocena:
0
@nimdill
A może własnie dlatego kobiety nie są tym wszystkim bo nie mają ochoty niczego nikomu udowadniać? Poza jednostkami, które najczęściej zamiast wziąć się za nauki ścisłe/szachy/inne zostają feministkami i krzyczą.

Te, którym zależy na szachach/naukach ściśniętych z reguły w nich uczestniczą. A reszta zajmuje się swoimi sprawami.

Zupełnie jak faceci.
30-05-2011 11:02
dzemeuksis
   
Ocena:
+3
@nimdil
Nikt nie neguje tego, że są dziedziny, w których kobiety mają mniejsze osiągnięcia od mężczyzn. Pytanie brzmi: na ile to jest efekt wrodzonych predyspozycji a na ile uwarunkowań kulturowych.

Z tego, co piszesz wynika, że stawiasz na predyspozycje. Możesz tak sądzić, ale nie możesz tego wiedzieć. Może masz rację, może nie masz. Póki co chyba nikt tego nie wie, bo nie przeprowadzono badań, które eliminują znaczący wpływ innych czynników niż wrodzone predyspozycje.
30-05-2011 11:09
inatheblue
   
Ocena:
+3
@nimdil - Ktoś tutaj zacytował xkcd, co prawda anonim, a z anonimami się nie dyskutuje; pozwolę sobie jednak podać cytat znacznie bardziej pasujący do sytuacji.
http://xkcd.com/896/
30-05-2011 11:17
teaver
   
Ocena:
+2
Płeć to mus. Nikt jej sobie nie może wybrać, zupełnie jak koloru oczu, czy włosów. Więc nie rozumiem o co ten hałas. Pogodzić się i nie robić zbędnego hałasu. W końcu jakoś trzeba robić siusiu, a w jakiej pozycji to nieważne. :P
30-05-2011 11:25
KRed
   
Ocena:
+5
@ Póki co chyba nikt tego nie wie, bo nie przeprowadzono badań, które eliminują znaczący wpływ innych czynników niż wrodzone predyspozycje.

W myśl zasady, że "jeśli obserwacja rzeczywistości nie potwierdza postawionej tezy, to znaczy, że źle obserwujemy" można w nieskończoność odwlekać sformułowanie wniosków.

Mnie tam mało obchodzi czy to wrodzone, wdrukowane przez kulturę, czy im się po prostu nie chce. Świetnych matematyków znajduję na moim wydziale, świetne kobiety znajduję gdzie indziej. Nie walczę z rzeczywistością, adaptuję się.
30-05-2011 12:12

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.