string(15) ""
» Blog » Wyzwanie książkowe 2015 - tydzień 16 i 17. Trochę o Żuławiach i sporo nie-fantastyki.
30-04-2015 16:38

Wyzwanie książkowe 2015 - tydzień 16 i 17. Trochę o Żuławiach i sporo nie-fantastyki.

Odsłony: 118

Głosowanie elektorskie na Żuławie już za mną. Na pięć książek na które głosowałem dwie dostały nominacje (Niewidzialna korona i Biała reduta). Patrząc na wyniki głosowania elektorskiego (nie mam niestety dostępu do pełnych wyników) zwróciłem uwagę na większe spłaszczenie liczby uzyskanych przez nominowane powieści głosów elektorskich w porównaniu do zeszłego roku. Przy tej samej liczbie elektorów (52) która oddała ważne głosy, w ubiegłym roku trzy powieści przekroczyły 100 zebranych głosów (Szczęśliwa ziemia, Przedksiężycowi, i późniejszy zdobywca nagrody Holocaust F), kolejna zdobyła głosów 94 (Cienioryt). W tym roku żadnej z powieści nie udało się przekroczyć setki, powieścią z największą liczbą głosów okazała się Biała Reduta t.1 z rezultatem 79 (najgorszy wynik dla powieści która wygrała głosowanie elektorskie w całej historii nagrody). Powieść Kołodziejczaka i tak jest w tym roku zdecydowanym faworytem elektorów, bo druga z nominowanych powieści (Pokój światów) zdobyła głosów 63, a pozostałe zmieściły się w przedziale 51-41 punktów. Moim  zdaniem świadczyć to może albo o niższym niż w latach ubiegłym ogólnym poziomie polskiej fantastyki i braku bardzo wyróżniających się powieści, albo wręcz przeciwnie - poziom większości wydanych w ubiegłym roku książek był tak wysoki, że każdy z elektorów miał swoich faworytów i spowodowało to rozproszenie głosów na większą liczbę powieści.

Dla niewtajemniczonych dodam, że każdy elektor wskazuje w trakcie głosowania pięć powieści przyznając im od jednego do pięciu punktów.  Maksymalnie w tym roku zwycięzca głosowania elektorskiego mógł zdobyć 260 punktów. Najwięcej głosów elektorskich w historii Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego zdobył Lód Jacka Dukaja w głosowaniu z roku 2008 (150 punktów przy 52 elektorach).

Tyle o Żuławiach. Przez ostatnie dwa tygodnie udało mi się przeczytać siedem książek i jak już wspomniałem w tytule notki sporo było w tym książek nie mających nic wspólnego z fantastyką. Pewnie dałbym radę przeczytać więcej gdyby nie pierwsza z przeczytanych w tym okresie książek. Bo jej lektura zabrała mi aż pięć dni, co przy moim tempie czytania stanowi szmat czasu :). A dziełem tym była książka imć pana Zegarmistrza.

51. Gambit mocy - Piotr Muszyński. Jak na debiut dzieło objętościowo spore (704 strony) - polski rynek wydawniczy dawno chyba nie zaliczył tak objętościowo dużego dzieła debiutanta, nie będącego przy tym self-publishingiem (brawa dla wydawcy że nie bał się zaryzykować). I to dzieła według mnie całkiem udanego.

Czegoż w tej książce nie ma: polityka wewnętrzna i międzynarodowa, spiski i intrygi, demony i czarnoksiężnicy, szczypta egzotyki i czarnej magii a przede wszystkim duża dawka humoru. Do tego dobrze wykreowany świat z rozbudowaną mitologią i stosunkami międzynarodowymi, ciekawie przedstawione, nie sztampowe postacie których wizerunki tworzone są przez całą powieść (moją faworytka jest Monika). Pomimo dużej ilości wątków akcja toczy się sprawnie, raczej nie miałem problemów z zapamiętaniem kto jest kim ( jak to czasem ma miejsce np. gdy czytam kolejne części sagi Martina). Zdecydowanie polecam i oceniam na 7,5/10. I czekam na kolejną książkę autora bo sądząc z zapowiedzi Ten co walczy z potworami zapowiada się równie ciekawie.

52. Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię - Marek Łuszczyna. Dyskretne, sprytne, bezwzględne i precyzyjne – niczym szpieg ze słynnej powieści Kena Folletta. Opowieści o dziesięciu kobietach związanych z działalnością wywiadowczą w czasie II Wojny Światowej. Większość z nich pracowała dla wywiadu polskiego i brytyjskiego, jest też historia Malwiny Geltrel podejrzanej o szpiegostwo na rzecz Niemiec (dodana chyba na zasadzie kontrastu dla postawy pozostałych). Nie wszystkie agentki były Polkami, chociaż z różnych pobudek z polskim wywiadem się związały. O większości dzisiaj nie pamiętamy, do publicznej świadomości przebijają się być może nazwiska Krystyny Skarbek ("ulubionej agentki Churchilla) i Elżbiety Zawadzkiej (jedynej "cichociemnej").

Dziesięć opowieści przedstawionych w formie reportażu. Krótkie scenki dzięki którym poznajemy najważniejsze sceny z życia i działalności agentek, ich motywacje. Napisane w sposób przystępny, zachęca do głębszego wejścia w temat. Warto, oceniam książkę na 8/10.

53. Kapitanowie 1941. Pseudonim Grzmot. - Tomasz Stężała. Pierwsza część drugiego tomu cyklu Trzy Armie. Po tym jak w pierwszym tomie ciężar opowieści skupiał się głównie na kampanii wrześniowej i działaniu w niej armii polskiej i niemieckiej, to w tej części cyklu akcja koncentruje się bardziej na wschodzie, a dokładniej na ataku hitlerowców na Związek Radziecki.

Główny polski bohater tej opowieści Bolesław  Nieczuja - Ostrowski (dziadek autora książki) schodzi w tej części troszkę na dalszy plan. Jest coraz bardziej zaangażowany w działalność ruchu oporu, wraz z rodziną przenosi się do Krakowa. Zostaje szefem uzbrojenia w Komendzie Okręgu Krakowskiego ZWZ i organizuje konspiracyjną wytwórnie broni. Sceny których jest bohaterem ( a także jego rodzina i przyjaciele) ukazują realia życia pod niemiecką okupacją. 

Fragmenty które koncentrują się na walce pomiędzy Sowietami a Hitlerowcami pokazują brutalność wojny w całej krasie - walkę, strach, pijaństwo, "życzliwą" motywację ze strony bezpieki.. Mogą trochę nużyć przeciętnego czytelnika, ponieważ zawierają dużą ilość dość szczegółowych opisów, dobrych za to dla pasjonatów tego okresu. Całość napisana językiem jasnym i przejrzystym.

Ogólnie oceniam tę książkę pozytywnie, przeszkadza w lekturze jedynie lekki chaos spowodowany głównie zbyt szybkimi przeskokami od postaci do postaci. Merytorycznie dobra, dalej stanowi ciekawą lekcję historii. Ocena 7/10 niższa niż pierwszego tomu. Co nie oznacza,że nie zapoluję w bibliotece na dalsze części tego cyklu.

54. Wstęga i kamień - Julia Bernard. Drugi tom przygód Amelii Hohenstauf. A dokładniej rzecz o jej ekspresowym dojrzewaniu. Straciwszy większość bliskich, wyrzucona z Nawii, musi znaleźć swoje miejsce na świecie. Początkowo nie wychodzi jej to zbyt dobrze, ale z biegiem czasu pod wpływem toczących się wydarzeń zaczyna się ogarniać i przekształcać w młodą rozsądna czarownicę. Także przy pomocy starych (Diego) jak i nowych przyjaciół.

Bałem się że kolejny tom Czarownic z Wolfensteinu będzie dużo słabszy niż pierwszy, iż może go dotknąć "syndrom drugiego tomu". Na szczęście w mojej ocenie druga część wydaje się trzymać dość wysoki poziom poprzedniczki, momentami jest nawet jeszcze lepsza. Na pewno na korzyść akcji wyszło odejście od feministycznej wizji świata i położenie większego nacisku na działania męskiej części bohaterów książki. Diego stał się równoprawnym bohaterem opowieści, więcej też dowiadujemy się o rozgrywkach pomiędzy boskim triumwiratem (jakoś tak automatycznie rzucają mi się skojarzenia z Amerykańskimi bogami Gaimana). Pojawia się też kilka ciekawych postaci drugoplanowych mających istotny wpływ na tok wydarzeń w powieści. Książkę oceniam ciut wyżej niż tom pierwszy i daję 7,5/10.

55. Kowal słów. Tom 1. -  Łukasz Malinowski. Ainar po tym jak został banitą na całej Północy emigruje na Wschód i staje się najemnikiem. Zmuszony zostaje do wstąpienia na służbę u jednego z lokalnych władców imieniem Tirius . Jego zadaniem jest zdobycie dla niego żony. I nie chodzi tu o pierwszą lepszą dziewoję, lecz o córkę odwiecznego rywala. Do pomocy dostaje trzech towarzyszy - groźnego czarnoskórego wojownika, miejscowego szlachcica oraz człowieka który uważa że jest w połowie jastrzębiem. Każdy z nich ma do zrealizowania własne cele, niekoniecznie zgodne z tym co chce zrobić Skald, co znacznie komplikuje mu sytuacje.

Pierwszym co się rzuca w oczy po rozpoczęciu lektury zmiana formuły w jakiej opowieść o Ainarze Skaldzie jest kontynuowana. Nie mamy już do czynienia ze zbiorem powiązanych ze sobą opowiadań, lecz pełnowymiarową powieść. I jest to zmiana na lepsze. Opowieść nabiera większej dynamiki, zwroty akcji nie pozwalają czytelnikowi się nudzić. Główni bohaterowie są dobrze wykreowani, perełką jest dla mnie postać berserkera (wspomniany wyżej pół-człowiek pół-jastrząb) i jego bractwa. Powieść okraszona jest sporą dawka humoru. Widać też, że autor bardzo dobrze zna realia epoki w której umieścił akcję. Oceniam 8/10 i czekam na dalsze części tej sagi.

56. (Nie)potrzebni - Marcin Ogdowski. Tematem tej powieści jest problem rzadko poruszany w polskiej literaturze. Chodzi o zespół stresu pourazowego i związanych z nim zaburzeń psychicznych i emocjonalnych. I to nie u przypadkowych osób lecz u polskich żołnierzy wracających z pokojowych i stabilizacyjnych (tylko z nazwy) misji w Afganistanie a wcześniej z Iraku.

Akcja powieści toczy się z trzech perspektyw. Pierwszym wątkiem jest opowieść o doświadczonym dziennikarzu mającym za sobą kilka wizyt w Afganistanie gdzie przeżył kilka traumatycznych zdarzeń. Dostaje on informację, że jeden z żołnierzy których poznał w czasie swoich wypraw popełnił samobójstwo. I nie jest to pierwsze takie zdarzenie. Postanawia więc dokładniej zbadać ten temat. Drugi wątek dotyczy żołnierza który w trakcie jednej z akcji zostaje postrzelony w kręgosłup i zostaje sparaliżowany od pasa w dół. Po powrocie do kraju musi zmierzyć się z nową trudną rzeczywistością. Trzeci wątek dotyczy rozgrywek na szczytach władzy, granie losem żołnierzy i kombatantów jak kartą w grze. W tle mamy przetargi mające zmodernizować polską armię, rozpad naszego wywiadu po likwidacji WSI.

Książka naprawdę ciekawa i wciągająca. Widać, że autor (dla którego postać dziennikarza w powieści stanowi swoiste alter ego) "siedzi" głęboko w temacie i zależy mu na losie polskiej armii i żołnierzy. Jak szacuje problem PTSD (ang. posttraumatic stress disorder - zespół stresu pourazowego) może dotyczyć około 25 procent żołnierzy którzy uczestniczyli w misjach. A w samej misji w Afganistanie wzięło udział ok.28 tysięcy żołnierzy i pracowników wojska. A doliczyć do tego jeszcze Irak i wcześniejsze misje...

Książkę naprawdę gorąco polecam. Nie wystawię jej oceny bo dotyczy według mnie naprawdę ważnych tematów.

57. Odwet - Robert Muchamore. Szesnasty już tom serii o młodocianych agentach z organizacji Cherub. Czytadło skierowane do młodzieży, lecz i nawet taki stary koń jak ja przy nim się nie nudzi. Lektura w moim przypadku na jedno niedzielne popołudnie.

Cherub jest fikcyjną specyficzną organizacją wywiadowczą usytuowaną w Wielkiej Brytanii. Specyfika jej polega na tym, że jej agentami są dzieci i młodzież w wieku 10-18 lat, najczęściej będące sierotami. Wykorzystywane są w akcjach gdzie nie można użyć dorosłych agentów, bo zbytnio rzucali by się w oczy. A kto z dorosłych będzie podejrzewał, że nowy kolega lub koleżanka dziecka ma za zadanie zinfiltrować np. organizację przestępczą. Pomysł autora przedni (co widać po ilości wydanych tomów), sprawnie napisany. Całą seria trzyma równy poziom który oceniam na 7/10. I brawa dla wydawnictwa Egmont, że stara się wydawać nowe tomy na bieżąco anie porzuca serii np. w połowie jak to ma miejsce w niektórych wydawnictwach.

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.