» Artykuły » Wywiady » Wywiad z Tedem Kosmatką

Wywiad z Tedem Kosmatką


wersja do druku

Tłumaczył Bartosz Kuźmiński

Autor: Redakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Wywiad z Tedem Kosmatką
Wywiad po raz pierwszy został opublikowany w magazynie SFinks (01/2010).

Marcin Zwierzchowski: Jedna z najbardziej charakterystycznych cech twoich prac to fakt, że w swoich wizjach – w odróżnieniu od innych autorów – nie pomijasz religii. Science fiction kojarzy się z racjonalizmem i triumfem wiedzy, w związku z czym wiara jest często przedstawiana jako relikt przeszłości. Skąd wzięło się twoje odmienne podejście do tego tematu?

Ted Kosmatka: Może jestem tym, co powstaje, gdy chłopiec z katolickiej szkoły wyrasta na naukowca, który następnie zostaje pisarzem. Kłóci się we mnie wiele rzeczy. Nauka i religia próbują odpowiadać na te same pytania, ale przyjmują inne założenia. Istnieje jednak ta cudowna szara strefa, gdzie się pokrywają, a ja czuję się do niej nieustannie przyciągany. Pisarstwo to jeden ze sposobów, w jaki próbuję poukładać sobie rzeczy w głowie.

Zauważyłem też, że kładziesz nacisk na postacie, lubisz rozwijać historie z ich życia osobistego (Divining Light i Blood Daubler to dobre przykłady).

Postacie są dla mnie tym, co czyni historię ciekawą. Bez prywatnego życia byłyby tylko jednowymiarowymi wycinkami. Próbuję więc nadać im tyle głębi, ile tylko możliwe. Divining Light to prawdopodobnie moje najbardziej autobiograficzne opowiadanie, więc w tym wypadku łatwo było stworzyć wiarygodne postacie. Po prostu inspirowało mnie własne życie. Główny bohater to pracownik laboratorium, tak jak ja. Mój partner z pracy naprawdę ma na imię Satish, tak jak w opowiadaniu. (Miałem zmienić mu imię na potrzeby tej historii, ale prawdziwy Satish chciał by się w niej pojawiło.) Odkryłem, że moje najlepsze teksty powstają w ten sposób. Wszystkie czerpią z różnych sfer mojego życia.

Jak wygląda twój proces twórczy? Czytałem coś o grupowaniu i rozkładaniu wydrukowanych opowiadań na podłodze.

Każda moja praca mieści się początkowo na pojedynczej kartce, zapisanej chaotycznymi napisami, które zajmują każdy centymetr kwadratowy jej powierzchni. Notuję na niej wszystko, co chcę umieścić w opowiadaniu, a potem łączę to liniami, rysując wielką pajęczynę. To tak, jakby historia została już napisana, a ja muszę tylko znaleźć klucz do jej opowiedzenia. Niektóre historie spędzały w tej formie lata, zanim znalazłem właściwe rozwiązanie. Po tym jak skończę opowiadanie, rozkładam strony na ziemi, żeby sprawdzić jak jest wyważone, czy ma odpowiednią ilość dialogów i opisów. Odpowiednie tempo akcji.

Studiujesz dogłębnie temat zanim zabierzesz się za pisanie opowiadania, czy polegasz raczej na tym co przyjdzie ci do głowy? Szukasz inspiracji w magazynach naukowych?

Jestem typem człowieka, który nieustannie czegoś poszukuje – jakichś odpowiedzi, naukowego poznania, głębszej prawdy. Dlatego bez przerwy czytam. Potrafię czasem tak dać się pochłonąć jakiemuś tematowi, że dowiaduję się o nim wszystkiego co tylko się da. Zwykle robię to miesiące przed pisaniem danej historii, którą traktuję jako własny sposób na zgłębienie zajmującego mnie zagadnienia. Najlepiej mi się myśli kiedy piszę. Za sprawą ciekawych tematów zwykle powstaje opowiadanie za opowiadaniem.

Ostatnie pytanie o proces twórczy: czy masz łatwość przelewania myśli na papier? A może zajmuje ci to sporo czasu i wymaga mnóstwa poprawek?

Przychodzi mi to bez najmniejszego trudu. Wszystko co muszę zrobić, to gapić się w ekran komputera tak długo, aż krew wytryśnie mi z czoła. No dobra, nie jest aż tak źle. Piszę bo muszę i bo to kocham, ale nie jest to dla mnie łatwy proces. Gdyby istniała możliwość porzucenia pisarstwa, to pewnie bym spróbował. Chociaż to właśnie pisarstwo trzyma mnie przy zdrowych zmysłach.

Sporządzam kilka wersji każdego tekstu, a wszystko po to, by odkryć pożądany rytm. Opowiadanie musi się dobrze czytać. Wtedy wiem, że jest skończone.

Na początku twoje opowiadania były wciąż odrzucane, aż do momentu, kiedy straciłeś całą nadzieję na bycie pisarzem. Powiedziałeś sobie wtedy: "Skoro i tak nie sprzedam kolejnego opowiadania, mogę napisać je w taki sposób, w jaki naprawdę chcę. To było niesamowicie wyzwalające." Czy to oznacza, że kiedyś pisałeś inaczej?

Mój styl uległ widocznym zmianom od czasu kiedy zaczynałem przygodę z pisarstwem. Myślę, że w pewnym stopniu próbowałem przewidywać jaki rodzaj historii spodoba się odbiorcom. Wielka zmiana stylu nastąpiła, gdy przestałem zastanawiać się, co dana osoba wyciągnie z danego zdania, a skupiłem się na tym, by opowiedzieć historię. Przestałem także martwić się, że część szczegółów pozostanie bez wyjaśnienia. Po prostu pozwoliłem wszystkiemu ułożyć się samoistnie. Rytm i tempo akcji stały się dla mnie ważniejsze. Jasny przekaz – niekoniecznie.

Świat przedstawiony w twoich pracach jest zwykle ponury, a wizje przyszłości pesymistyczne. Czy to kwestia nastroju, odpowiedniej atmosfery opowiadania, czy może lęku przed tym co przyniesie jutro?

Boję się nieco o naszą przyszłość, ale jestem też pełen nadziei. Wydaje mi się, że moje opowiadania stale balansują pomiędzy tymi dwoma stanami.

No właśnie, w swoich tekstach często odnosisz się do genetyki. Czy postrzegasz ją jako nadzieję na lepszą przyszłość, czy jako zagrożenie?

Zdecydowanie jako nadzieję na lepszą przyszłość. Genetyka może być kluczem do wszystkiego – lepsze plony, medycyna, leki. Jeśli się od tego odwrócimy, to na nasze własne ryzyko.

Skoro już jesteśmy przy genetyce: zauważyłem, że często piszesz o swoich własnych doświadczeniach, na przykład o pracy w zoo czy laboratorium. Wyznajesz zasadę: piszę o tym co znam?

Z całą pewnością. Opowiadania na tym korzystają. Poza tym, jeśli piszesz o własnym życiu, to może cię to uratować przed pójściem do psychologa. Jest taki słynny cytat: pisarz, który idzie do psychologa płaci za to, za co powinno płacić się jemu.

A jak twoja wiedza naukowa wpływa na pisarstwo? Peter Watts powiedział: "Z czasem coraz bardziej nabieram przekonania, że naukowe doświadczenie ogranicza wyobraźnię. Dostrzega się tyle niezgodności i niedociągnięć w konceptach, że dochodzi się do punktu, w którym odrzuca się dobre pomysły." Też tak uważasz?

Peter Watts, lubię jego twórczość. Każdy pisarz podchodzi do tego inaczej, ale dla mnie im więcej naukowej wiedzy posiadasz, tym lepsze historie możesz opowiadać. Dzięki tej wiedzy możesz kierować swoje opowiadania w kierunku istniejących, ciekawych zagadnień paranaukowych. W moim opowiadaniu Divining Light opisałem mechanikę kwantową i ludzką duszę. W tej historii nauka wyprzedziła wyobraźnię. Nie napisałbym tego opowiadania bez naukowej wiedzy, a gdyby ją z niego wyrzucić, tekst w ogóle by nie istniał.

N-words opowiada o rasizmie. Czemu napisałeś o tym opowiadanie utrzymane w konwencji science fiction? Czy nie lepiej było napisać o Afroamerykanach lub Azjatach?

Cudowne jest to, że science fiction można wykorzystywać jako narzędzie do omijania ludzkich, głęboko zakorzenionych przekonań. Przeciętna osoba zwykle ma wyrobione zdanie o większości kontrowersyjnych tematów, mniej więcej do czasu kiedy przestaje być nastolatkiem. Co za tym idzie, tak naprawdę nie jest otwarta na ludzi, którzy wprost obwieszczają jej prawdy o rzeczach, do których dawno zdążyła się już ustosunkować. (Zwykle albo komuś przyklaskujesz, albo niepotrzebnie strzępisz sobie język.) Jednak możesz obejść czyjeś mechanizmy obronne, jeśli przemycisz te odwieczne, trudne do rozwiązania kwestie w nie budzący podejrzeń sposób. Tu właśnie przydaje się science fiction. Zawsze poszukuję nowych spojrzeń na stare problemy.

Skoro już przy tym jesteśmy: twoja twórczość nie ogranicza się tylko do science fiction (napisałeś nawet sztukę). Co więc skłoniło cię do wyboru tego gatunku?

Nie robi mi to wielkiej różnicy. Piszę realistyczne, społecznie zaangażowane opowiadania, piszę też science fiction. To wszystko tylko historie.

Opublikowano wyłącznie twoje opowiadania, ale napisałeś też dwie powieści, prawda?

Owszem. Napisałem jedną złą powieść i drugą, w której wciąż pokładam nadzieję. Moje opowiadania radzą sobie i są często przedrukowywane, ale zawarłem układ z przemysłem wydawniczym USA, że nie będą publikować moich dłuższych prac. Przez "zawarłem układ" mam na myśli to, że odrzucili moje powieści i nie mogę zrobić wiele więcej w tej kwestii, poza zaakceptowaniem ich decyzji. Mój nowy cel to być najczęściej czytanym pisarzem bez wydanej książki. Wtedy przemysł wydawniczy w końcu zrozumie swój błąd i postanowi wydać moją książkę lub zbiór opowiadań, a ja im odmówię, twierdząc, że nigdy nie zniżyłbym swojej sztuki do komercyjnego poziomu. No dobra, nie do końca. Bezapelacyjnie pozwoliłbym im wydać moją twórczość.

Wspominałeś też o napisaniu powieści, w której rozwinąłbyś historię z Proroka
z wyspy Flores
.


Taki miałem zamiar, ale będę zupełnie szczery i przyznam, że niedawno straciłem wszelką motywację by dokańczać powieści. Wiem, że nie powinienem mówić takich rzeczy, będąc obiecującym pisarzem i tak dalej, ale jest jak jest. Myśl że napiszę trzecią powieść, którą będę musiał schować do szuflady na lata po prostu mnie przygnębia. Znam pisarzy, którzy obchodzą urodziny swoich niewydanych tekstów i część z tych prac szła by już do podstawówki, a wydawcy wciąż nie są zainteresowani. Jeśli tekst byłby dzieckiem, mógłby się już sam przeczytać. Taka sytuacja bardzo mnie dotyka. Lepiej już pisać opowiadania.

Widzisz, polscy czytelnicy często postrzegają amerykański rynek wydawniczy jako raj dla pisarzy: jeśli masz talent i zostaniesz zauważony, nic nie stoi na przeszkodzie by pisać na pełen etat. Możesz się do tego odnieść?

O mój dobry Boże. Nie. To zupełnie nie tak. Aż mnie rozśmieszyłeś. Sprzedawałem prace największym magazynom science fiction w Stanach, moje opowiadania wydrukowano w siedmiu antologiach, zbierających najlepsze teksty roku, w przeciągu ostatnich dwóch lat. Byłem nominowany do nagród i tłumaczony na wiele języków, a wciąż nie mam pojęcia jak wybić się jako pisarz. Umarłbym z głodu (niemal natychmiastowo), gdybym spróbował wyżyć z pisania science fiction. Najlepsza strategia by zostać pełnoetatowym pisarzem, jaka przychodzi mi do głowy, to bycie bogatym od początku. Wtedy można sobie na to pozwolić. Reszta z nas, pisarzy, ma inną pracę, by mieć co jeść i liczy urodziny swoich niewydanych tekstów, by zabić czas.

W Śmiercionautach najbardziej intrygującym konceptem była wizja pustego kosmosu, w którym podróż wcale nie jest przygodą, lecz niekończącą się drogą bez celu. Taka perspektywa wyraźnie różni się od dominującego obrazu wszechświata w science fiction, pełnego inteligentnych gatunków. Czy taki koncept był wymogiem fabuły, czy powód jego użycia był inny? Może miałeś zamiar pokazać odmienny aspekt podróży kosmicznych?

Ach, opowiadanie, w którym poszukuję Boga. Tak właśnie postrzegam Śmiercionautów, chociaż w rzeczywistości wiele z moich tekstów wydaje się być zaangażowanych w to poszukiwanie. Może samo życie to nigdy niekończąca się droga bez celu? Mam nadzieję, że to nieprawda. Kiedy mam dobry dzień, naprawdę wierzę, że to nieprawda. Co więcej, nie zdawałem sobie sprawy, że jestem tak wewnętrznie rozdarty, dopóki nie zacząłem pisać. Po skończonym opowiadaniu czytam je i jestem tak samo zaskoczony jak wszyscy inni. Wciąż staram się siebie rozgryźć.

Z kolei opowiadanie Blood Dauber napisałeś razem z Michaelem Poorem – jak to jest pisać razem z kimś? Jak wyglądał podział obowiązków?

Mike to mój stary kumpel i o wiele lepszy pisarz niż ja, więc próbowałem zmusić go by odwalił całą robotę. Niestety nie wyszło i musiałem napisać połowę. Miło pracuje się z kimś mądrzejszym i bardziej utalentowanym od siebie. No chyba, że ta osoba nabija się, że nie umiesz poprawnie pisać wyrazów. Wtedy jest do kitu. Nie to żebym mówił, że Mike tak robił. Nie mówię, że tak robił.

W N-words i Śmiercionautach protagonistą jest kobieta. Czy pisanie tych opowiadań różniło się w jakkolwiek sposób od tworzenia innych?

W przypadku Śmiercionautów częściowo chciałem przekonać się, czy potrafię pisać przekonująco z kobiecej perspektywy. Możliwe, że jestem także tchórzem i podświadomie postanowiłem pisać jako kobieta, bo Śmiercionauci to moje najmroczniejsze opowiadanie. Czułem, że muszę się zdystansować od głównego bohatera najbardziej jak to możliwe.

Twoje opowiadanie Limited Penetrance, Variable Expression zostało opublikowane na stronie The Human Genre Project. Możesz powiedzieć coś więcej o tym przedsięwzięciu?

To właśnie nazwa "The Human Genre Project" ("Projekt Poznania Gatunku Ludzkiego") skłoniła mnie do wzięcia w nim udziału. Szkoda że sam jej nie wymyśliłem. Dostałem zaproszenie, by opublikować mój tekst w internetowej antologii o genetyce. Napisałem więc opowiadanie w ciągu jednego wieczora, a oni je zaakceptowali. Jestem dumny, że się udało.

Czytałem, że masz polskie korzenie. Byłeś kiedyś w Polsce?

Tak, to prawda, mój ojciec pochodzi z Polski. Zawsze chciałem odwiedzić ten kraj, by zobaczyć jego ojczyznę, ale nigdy nie miałem okazji.

W takim razie życzę, aby ci się to kiedyś udało. Wielkie dzięki za rozmowę.



Czytaj również

Komentarze


Iman
   
Ocena:
0
Dobry wywiad, bardzo przyjemnie się go czyta. Kosmatka musi być naprawdę ciekawym autorem, chyba muszę w końcu sięgnąć po jakiś jego tekst :)
14-03-2010 11:48
malakh
   
Ocena:
0
Na początek polecam "Śmiercionautów" - opowiadanie krótkie, ale wyśmienite.

Jak Żerań ruszy ze skryptorium, pojawi się w nim najlepszy tekst Teda - "Divining Light".
14-03-2010 20:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.