» Artykuły » Wywiady » Wywiad z Magdaleną Kozak

Wywiad z Magdaleną Kozak


wersja do druku

"Nocarz" narodził się więc w momencie, kiedy odprawiałam rytuał przemieszczenia

Autor: Redakcja: Wojciech 'Wojteq' Popek

Wywiad z Magdaleną Kozak
Zdjęcie: Michał Dagajew

Agnieszka Kawula: W co bawiłaś się w dzieciństwie?

Magdalena Kozak: We wczesnym – w koci koci łapki. Później… hm… w kółko graniaste – było obowiązkowe w przedszkolu. Więcej zabaw nie pamiętam, Wysoki Sądzie, ale to nie znaczy, że ich nie było.

A w wojnę? Z chłopakami z podwórka?

Nie, raczej chodziłam do lasu z samodzielnie wykonanym łukiem i strzałami. Taki samotny myśliwy, chyba wtedy jeszcze nie doceniałam zalet pracy zespołowej. Lalki miałam kompletnie w pogardzie, jako durne i przesłodzone. Misie były w miarę okay, bo można im było robić zastrzyki. Najlepszymi kumplami były zawsze zwierzęta, u mnie w domu była mini menażeria: psy, koty, czasem jakiś chomik się zaplątał... Bardzo dobrze mi się z tym towarzystwem współpracowało.

Ile jest w Tobie mężczyzny a ile prawdziwej kobiety? Jednak masz dość nietypowe zamiłowania jak na kobietę: militaria, sporty walki, czy skoki spadochronowe, wampiry. Co jeszcze do tego można dopisać?

Chromosom X – o ile mnie wiedza nie myli mam taki sam jak dowolny mężczyzna. Z kobiety mam drugi chromosom X – zdaje się, że panom przysługuje tylko jeden. Czyli jeden chromosom mam jak wszyscy mężczyźni, drugi jak wszystkie kobiety.

Dyskutowałabym ze stwierdzeniem, że wampiry są moim zamiłowaniem. Jak niby miałoby wyglądać takie hobby? Należy je nakłuwać szpilką i trzymać w gablotkach? Czy suszyć miedzy kartkami książek? (śmiech)

Natomiast dopisać można skoki i strzelanie – to definitywnie moje hobby i mam też niejakie pojęcie jak je realizować.

Opowiesz trochę o swoim ślubie spadochronowym? Chyba trudno nakłada się obrączki kilka tysięcy kilometrów nad ziemią...

Wyżej wspomniana uroczystość odbyła się dnia piątego lipca dwa tysiące trzeciego roku na lotnisku Aeroklubu Warszawskiego, zlokalizowanym w miejscowości noszącej dźwięczną nazwę Chrcynno. Oboje z mężem związani jesteśmy mocno i nierozerwalnie ze sportem spadochronowym. Gdzież zatem indziej moglibyśmy się pobierać, jeśli nie w niebie?

Ceremonia zawarcia związku małżeńskiego odbyła się na płycie lotniska. Zaraz po niej przystąpiliśmy do uroczystego wylotu i w powietrzu znalazły się trzy samoloty AN-2. Dwa z nich dotarły na wysokość ok. 3750 metrów, po czym wyskoczyliśmy z nich my, czyli Młoda Para, ksiądz, świadkowie oraz wianuszek około 20 czołowych polskich spadochroniarzy. W tym doborowym towarzystwie wymieniliśmy się obrączkami, błogosławieni przez spadającego tuż obok księdza. Trzeci AN-2 wzleciał na ok. 2000 metrów i wyrzucił spadochroniarzy prezentujących umiejętności wykonywania ewolucji na otwartych czaszach, były też skoki z flagami, ze świecami dymnymi, confetti...

Po wylądowaniu wszystkich uczestników ceremonii rozpoczęła się typowa spadochroniarska impreza: piwo, kiełbasa z grilla i mnóstwo dobrej muzyki. Bawiliśmy się na świeżym powietrzu, przez trzy dni. I były wszelkie massmedia: radio, prasa, telewizja... Naprawdę bardzo fajny ślub.

Wymienić się obrączkami nie jest tak trudno, jak się już trochę umie prowadzić ciało w powietrzu. Ja co prawda miałam wtedy dopiero jakieś 150 skoków, ale już radziłam sobie całkiem nieźle. Natomiast same obrączki musiały być przypięte gumką, żeby nie spadły. Bo jak robiliśmy próby z drucikami to fiuuu... i już ich nie było.

Zostawmy sporty wyczynowe i zajmijmy się wampirami. Kiedy zaczęła się Twoja współpraca z wampirami?

Pewnego pochmurnego poranka, bardzo wczesnego poranka muszę dodać, rozległo się pukanie do drzwi…

I dalej już nic nie mogę powiedzieć. Tajemnica.

E, tak się nie bawię. Z kim podpisałaś cyrograf, że nie możesz powiedzieć?

I słusznie, nie baw się. Jak przyjdzie na Ciebie kolej, będziesz wiedziała. "Need to know, my dear" (śmiech).

No dobra, a w którym momencie Twojego życia narodził się Nocarz?

Umiejscowienie czasoprzestrzenne przedstawia się następująco:
Miejsce - gdzieś pomiędzy rondem Starzyńskiego a al. Jana Pawła II. Jest to miejsce rytualne, ponieważ codziennie dojeżdżam tamtędy do pracy i stoję w korku. Nocarz narodził się więc w momencie, kiedy odprawiałam rytuał przemieszczenia.

Data - nie pamiętam dokładnie, ale było to jakieś 513 lat po odkryciu Ameryki przez Kolumba (śmiech).

A jak wygląda lekarz – pisarz przy pracy?

Ma taki biały fartuszek – żeby nie deprecjonować uniformu nazywa się go kitelkiem. Ma stetoskop. Czasem ma strzykawkę. Czasem inne narzędzia. Przy pracy wygląda na zaaferowanego – sama rozumiesz, zdrowie pacjenta rzecz nie byle jakiej wartości. Pisarz przy pracy natomiast nie posiada kitelka, za to niewątpliwie posiada nieprzytomne spojrzenie. Ale trudno mi powiedzieć dokładnie, jak wtedy wyglądam, bo się sobie nie przyglądam zbytnio, mam co innego na głowie. To chyba jedynie Maja Kossakowska, albo Jarek Grzędowicz mogliby Ci odpowiedzieć – jako małżeństwo każde z nich posiada pisarza do opisu pod bokiem.

Twoi nocarze są dalece inni od tych standardowych wampirów, szukałaś oryginalności czy tak wyszło samo?

Każdy pisarz opowiadając jakąś historię zakłada, że nikt jej wcześniej nie opowiedział. Inaczej co za sens byłby w tworzeniu? Łatwiej po prostu przepisać coś co już ktoś napisał – Shakespeare najlepiej, ponieważ jemu i ewangelistom przypisuje się całą oryginalność słowa pisanego. Nocarze są tacy jakimi ja ich chciałam opowiedzieć. Być może niestandardowi, ale moi.

Gdzie szukałaś inspiracji do tej powieści? Rozumiem, że wszelkie powieści z wampirami masz opanowane, że już o filmach nie wspomnę.

Wcale nie. Tak naprawdę to w trakcie tworzenia Nocarza tylko jedną powieść dostałam do ręki z rekomendacją, że o wampiryzmie, że ciekawe ujęcie itp. To była książka Groza jej spojrzenia wręczona mi przez Dominikę Repeczko. Trudno o koncepcję bardziej odmienną od mojej (śmiech). A Dominika musiała być tego w pełni świadoma znając już początek mojej książki – może dlatego podsunęła mi Powersa – nie było szans, że się zapatrzę na mistrza.

A teraz? Nadrabiasz książki i filmy wampiryczne?

A po co? Czy ja piszę esej z historii literatury wampirycznej? Jest już taki: Maria Janion Wampir: biografia symboliczna. Szczerze polecam.

Zdarza Ci się, że w pracy wpadają Ci do głowy pomysły fabularne? Jest na to czas w pracy?

Jestem pisarzem, przynajmniej tak mi powtarza parę osób, w tym mój osobisty zawłaszczony agent. Pomysły w pracy są więc jakby nie patrzeć obowiązkowe skoro wykonuję taki zawód.

Dopiero miała bym się z pyszna gdybym tych pomysłów nie miała. Jeśli chodzi zaś o tę cześć mojej rzeczywistości, którą poświęcam na bycie specjalistą od badań klinicznych, to niekoniecznie myślę wtedy o kolejnych tekstach. Każda praca wymaga zaangażowania, im lepiej ma być wykonywana tym większe powinno być to zaangażowanie – to oczywiście banał, ale jak większość banałów prawdziwy. Jeśli powiem, że staram się robić dobrze to co robię, odpowiedź staje się oczywista. Nadzorując badania kliniczne nie piszę, pisząc nie zajmuję się badaniami. Mogę tu zacytować kolegę po fachu majora Charlesa Winchestera z MASH'a"robię jedną rzecz na raz, za to bardzo dobrze, a potem przechodzę do następnej" – nie dorastam w prawdzie majorowi do pięt swoim przekonaniem o własnej doskonałości, ale ten ogólniejszy sens wypowiedzi pasuje tu jak ulał.

Jak przystało na matkę swoich wampirów dość dużo piszesz o krwi. Dość dokładnie analizujesz jej skład, zarówno tej normalnej, jak i sztucznej. Można powiedzieć, że wykształcenie się przydało.

Jaki sens byłby się kształcić, gdyby to było psu na buty. Jasnym jest przecież, że im więcej człowiek wie, tym większa szansa, że coś w miarę niegłupiego z siebie wydusi. Zapewne, gdybym była po architekturze, nie po medycynie, książka przedstawiałaby się inaczej...

Po co w ogóle napisałaś książkę?

Kiedy widzisz, ja nie napisałam powieści "po co", tylko "dlaczego". Ano dlatego, że mi w duszy grało. Nie zastanawiałam się nad celem, mam bardzo niski "współczynnik posłannictwa". Napisałam, bo chciałam. Ludzie czytają, bo chcą. I proszę, jak się to wszystko ładnie układa (śmiech).

Jak długo pisałaś Nocarza?

Dziewięć miesięcy. I to jest taka śmieszna prawidłowość - za każdym razem mniej więcej tyle czasu mi potrzeba, by "urodzić" książkę.

Dlaczego fantastyka? Nie łatwiej napisać coś bez wampirów i bardziej "na serio"?

Bez wampirów? Owszem. Na serio owszem. Ale dlaczego to miałaby nie być fantastyka? Czyżbyś należała do wyznawców poglądu, że jeśli fantastyka to już nie na serio? W swoich tekstach poruszam czasami kwestie i pytania, które dla mnie są ważące. Istotne. Jak najbardziej serio. Chociażby pojęcie dobra i zła w Polowaniu na jednorożce. Fantastyka wcale nie jest literatura łatwiejszą, ani do napisania, ani do odbioru. Posługuje się pewnym określonym zestawem rekwizytów, których nie używa mainstream, ale to w żaden sposób nie wpływa na przekazywane tym sposobem treści. Sięganie do archetypów, do mitów i legend pozwala między innymi zredefiniować otaczającą nas rzeczywistość, pozwala oglądać problemy w zupełnie nowym świetle, często bardziej ostrym.

Kto udzielał Ci konsultacji i z czego najwięcej, kiedy pracowałaś nad książką. W Nocarzu dziękujesz redaktorom merytorycznym.

To trudno chyba ubrać w kategorie więcej - mniej. Bazowałam na swojej wiedzy, czerpanej z książek, różnych publikacji fachowych, czasem z życia. Jednak na co dzień ze służbami mam niewiele wspólnego. Nie jestem ani żołnierzem, ani operatorem AT. Fakt, że strzelałam z niejednej broni, nie czyni mnie ekspertem, ani osobą doświadczoną w zakresie profesjonalnych akcji antyterrorystów. Redaktorzy merytoryczni byli mi w tej kwestii wsparciem. To fachowcy, o doświadczeniach konkretniejszych od mojego – ich do wojska wzięli w stosownym czasie, jak to zazwyczaj bywa z facetami. To oni więc weryfikowali moje koncepcje i wyobrażenia.

Słyszałam, że miałaś nawet sympatyczny odzew ze strony panów ze służb.

"Sympatyczny odzew" był dla mnie prawdzie wzruszającym przeżyciem. Tak aktywny oddźwięk ze strony czytelników - to było o wiele więcej niż się spodziewałam. Panowie sfotografowali się z książką i przysłali mi tę fotę mailem, a dla mnie to było jak stwierdzenie, że mogą się z moimi bohaterami zidentyfikować, że podobało im się. Zresztą, każdą tego typu deklarację ze strony czytelników przyjmuję z prawdziwym dreszczem szczęścia. I ze wzruszeniem. To niesamowite obserwować jak moja historia trafia do ludzi.

Co na Twoją twórczość mówią koledzy z pracy? Czytali?

Owszem. Tradycyjnie mówią, że świetnie. Tradycyjność tego stwierdzenia polega na tym, że zazwyczaj rodzina i przyjaciele chwalą autora. Za to mogę powiedzieć, że w moim przypadku z tradycji wyłamała się babcia – nie zmęczyła utworu.

Gdzie wymiękła?

Babcia ma chore oczy i strasznie wolno idzie jej czytanie, niestety. Woli telewizję. Jeżeli kiedyś z Nocarza zrobią film, obiecała, że zobaczy. Tutaj powinnam zaapelować do przemysłu kinematograficznego: miejcie litość dla staruszki...

Jakie miewasz sny?

Kolorowe, plastyczne, nijakie, bezbarwne, koszmarne i zupełnie bezsensowne – jak każdy. Jak się najem na noc ciężkostrawnego żarcia to zazwyczaj ponure. Chciałabyś z nich powróżyć? Nie sądzę by było w nich coś ciekawego dla onirysty.

A stworzone przez Ciebie sceny z książek nie wkradają się nocą do Twoich snów?

Nie. Nigdy mi się nie śnią moje własne historie. I nigdy też nie opisuję snów. Może akurat u mnie to idzie jakimś innym kanałem?

Chciałabyś żyć wiecznie? (uzasadnij wybór)

Zależy od towarzystwa. Z jednymi można choćby w ogień i chciałoby się tak po wieki wieków amen. Z innymi nic, tylko sobie w łeb palnąć, żeby nie przedłużać tej nudy i męki. A jeszcze kwestia nastroju... To może powiem krótko: nie wiem. A ty wiesz? Uzasadnij odpowiedź (śmiech).

Komentarze


Repek
    Ile jest w Tobie mężczyzny a ile prawdziwej kobiety?
Ocena:
0
Kocham takie pytania. :)

Poza tym fajny wywiad, fantazja ze ślubem niezwykła. :)

Pozdrawiam
11-08-2006 01:59
kudłata
    rzeczywistość
Ocena:
0
Dzięki ;-)

Codo tej fantazji... to rzeczywistość w najlepszym wydaniu ;-)
11-08-2006 08:04
~Drag

Użytkownik niezarejestrowany
    LOL
Ocena:
0
"Chyba trudno nakłada się obrączki kilka tysięcy kilometrów nad ziemią..."

Kilka TYSIECY kilometrów nad ziemia?! Wtf?! Kilka tysiecy kilometrów to troche "za wysoko" na skoki ze spadochronem...
11-08-2006 14:19
kudłata
    upss
Ocena:
0
Moment założenia obrączek nastąpił w trakcie skoku spadochronowego na wysokości 4 tys. metrów (czyli kilku tysięcy metrów, mój błąd z tymi kilometrami ;-)) A sama Magda też nie dostrzegła mej gafy ;-)
21-08-2006 09:03
~Vasper :p

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Nocarz" to najlepsza książka jaką czytałem!! Nie moge sie doczekać aż w sklepach pokaże sie "Renegat".
Słowa uznania dla Pani Magdy :)
25-08-2006 03:21

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.