» Artykuły » Wywiady » Wywiad z Lilianą Bodoc

Wywiad z Lilianą Bodoc


wersja do druku

Skrajny realizm trochę mnie przeraża

Autor: Redakcja: Marcin 'lemon' Łukasiewicz
Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych

Wywiad z Lilianą Bodoc

Iwona Michałowska-Gabrych: Witam Cię w imieniu polskich czytelników, którzy od pewnego czasu mają możliwość czytania Sagi o Rubieżach. Zanim zdradzę, jak zareagowali na świat Żyznych Ziem, chciałabym zapytać, jaki był odbiór Sagi w innych krajach europejskich.

Liliana Bodoc: Trochę się obawiałam, jak zareagują przedstawiciele innych kultur. Uspokajała mnie myśl, że skoro nas, mieszkańców Ameryki Łacińskiej, oczarowuje tyle anglosaskich sag, dlaczego nie miałoby być także na odwrót? Sądzę, że wszystkie narody świata potrafią zrozumieć odmienność i z chęcią zanurzają się w obcych sobie światach. Literatura otwiera ścieżki, rozwiesza mosty między kulturami, i być może to właśnie stanowi jej największą wartość. Kiedy książki przeprawiają się przez morze, możliwe jest wszystko. Trylogia zebrała bardzo przychylne recenzje w Holandii, a także w jeszcze bardziej odmiennej kulturowo Japonii. O jej przyjęciu w Niemczech, Francji czy we Włoszech wiem niewiele.

Niektórzy z polskich krytyków oskarżają fabułę pierwszego tomu o schematyczność: do wioski przybywa posłaniec, by opowiedzieć o dziwnych wydarzeniach i zabrać ze sobą jednego z mieszkańców; dalej następuje zebranie, podczas którego podjęte zostają kluczowe decyzje, a potem zaczyna się walka – wszystko to brzmi jak żywcem wyjęte z Tolkiena.

Opowieści epickie wyróżnia zwykle motyw wyprawy inicjacyjnej, bohatera i posłańca. J.R.R. Tolkien, sam będąc wielkim pisarzem, czerpał garściami z klasycznych epopei, które z kolei sięgają głęboko do archetypów. Gdyby w powieści kryminalnej zabrakło zbrodni, podejrzanych, detektywów i niespodziewanego finału, czy moglibyśmy ją nazwać kryminałem? Skoro zaś wszystkie te historie są do siebie w jakiś sposób podobne, istotne wydaje się nie to, co opowiadają, tylko jak to czynią. Dodam również, że pierwotne plemiona Ameryki za naprawdę oryginalne uważały to, co sięgało do źródeł, a nie to, co pretendowało do miana nowatorskiego, a zapominało o swoich korzeniach.

W Sadze o Rubieżach dziedzictwo kultur prekolumbijskich pełni istotną rolę, ale istotniejsza jest dyskusja nad uniwersalnymi problemami życia. Spór między Bractwem Otwartej Przestrzeni a Bractwem Odosobnienia odczytuję jako spór między zwolennikami demokracji a wyznawcami rządów silnej ręki. Wydajesz się zwracać uwagę czytelnika na to, że demokracja jest czymś, czego trzeba się uczyć; czymś, co wymaga nie tylko wolności i dobrej woli, lecz także mądrości.

Planując, a następnie pisząc trylogię, myślałam o współczesnych dyktaturach, o kulturach wywyższających się ponad inne i tępiących różnorodność, o trudnej drodze do demokracji. Nigdy nie traktuję fantastyki jako sposobu ucieczki czy uchylania się od poważnej dyskusji; przeciwnie, postrzegam ją jako alternatywny sposób poznania i zrozumienia – coś w rodzaju innego światła pozwalającego nam lepiej ogarnąć rzeczywistość, w której jesteśmy zanurzeni.

Magowie Starych Ziem noszą imiona, które zdają się odwoływać do starożytnej Grecji. Również motyw przybycia na Żyzne Ziemie statków, na których mogą się znajdować przyjaciele lub wrogowie, przywodzi na myśl scenę z mitu o Tezeuszu, który powracając ze zwycięskiej wyprawy, zapomina zmienić kolor żagli z czarnych na białe. Na widok czarnych żagli jego ojciec, pewien, że syn nie żyje, rzuca się w odmęty morza i ponosi śmierć. Czy myślałaś o tym micie, pisząc historię dwuznacznej przepowiedni?

Sięgałam zarówno do mitologii amerykańskich, jak i do greckiej, lecz skłamałabym, mówiąc, że w przypadku tej sceny myślałam o historii Tezeusza. Chyba że nieświadomie! Świadomie sięgałam raczej do mitu o Quetzalcoatlu, z którym także wiąże się motyw oczekiwania i sygnału. Być może wszystkie mity założycielskie zbiegają się ze sobą w pewnym punkcie?

Dlaczego zdecydowałaś się na imiona i nazwy greckie, a nie na przykład rzymskie? Wydawałoby się, że te ostatnie byłyby lepszym symbolem rządów autorytarnych.

Muszę Ci przyznać rację. Syderetycy mają znacznie więcej wspólnego z kulturą rzymską niż grecką. Obecność nazewnictwa nawiązującego do greki jest wyłącznie kwestią brzmienia. Wydaje mi się, że na moim wyborze zaważyła dźwięczność quasi-greckich imion i ich legendarny wydźwięk. Takie imiona jak Oktawiusz, Romulus czy August są na mój subiektywny gust zbyt nacechowane historycznie.

Czy to prawda, że Władcy Słońca symbolizują Azteków, Husihuilkowie plemię Mapuche, a Zitzahayowie Majów, czy też wszyscy oni mają w sobie kombinację wielu kultur?

Wspomniane plemiona były bazą do wykreowania plemion fikcyjnych, które następnie zostały „przekłamane” na potrzeby fabuły. Wiele wieków temu aztecki poeta Netzahualcoyotl doradzał: „kłam, by powiedzieć prawdę”. Zakochałam się w tej zasadzie, która wydaje mi się uniwersalną zasadą fikcji i poezji. Mapuchowie, Majowie i Aztekowie są czymś w rodzaju muzyki w tle; czymś, co zakorzenia bohaterów w prawdziwym świecie i nadaje fantazji materialny, namacalny aspekt.

Czy mogłabyś wymienić swoich ulubionych pisarzy, tych, którzy zainspirowali Cię do sięgnięcia po pióro? Bardziej interesują Cię twórcy latynoamerykańscy czy europejscy, a może taki podział w ogóle nie ma sensu? Jakie miejsce wśród twoich zainteresowań literackich zajmuje fantastyka?

Do moich pierwszych i największych inspiracji należą Tolkien i Ursula K. Le Guin. Gdybym ich nie czytała, nigdy nie napisałabym Sagi o Rubieżach. Epika zawsze wydawała mi się gatunkiem obfitującym w najróżniejsze możliwości. Podobają mi się opowieści ze złożonym uniwersum, w których bohaterowie są symbolami swoich ludów, i z magią jako alternatywnym i jedynym sposobem pojmowania rzeczywistości. Teraz jednak, myśląc o swojej trylogii, czuję, że mam ogromny dług wdzięczności wobec autorów latynoskich, bo Saga o Rubieżach to w końcu opowieść o Ameryce – o prekolumbijskiej Ameryce zaskoczonej przez hiszpańską konkwistę.

Jak zareagowałaś, kiedy otrzymałaś mejla od Ursuli K. Le Guin, w którym chwali Twoją sagę?

Przysłała mi niezmiernie miłą wiadomość, w której pisała, że gdyby była młodsza i nie miała tyle pracy, chciałaby sama przetłumaczyć moją sagę na angielski. Bardzo pokrzepiły mnie jej słowa.

Czy mogłabyś wymienić kilku latynoamerykańskich pisarzy, którzy wywarli na Ciebie wpływ lub których twórczość szczególnie cenisz?

Ojej, jest ich mnóstwo. Gabriel García Márquez, Alvaro Mutis, Juan Rulfo, Andrés Rivera, Héctor Tizón, Jorge Amado, Leopoldo Brizuela, Julio Cortázar i wielu innych.

Czy mogłabyś opowiedzieć trochę o swoich pozostałych, nieznanych jeszcze w Polsce książkach? Wygląda na to, że bardzo interesuje Cię historia Twojego kontynentu jako baza do refleksji nad ludzką naturą i fundamentalnymi kwestiami życia.

Wiele utworów nawiązuje do wydarzeń z historii mojego kraju i kontynentu, ale z pewnością nie mają one nic wspólnego z literaturą historyczną. Właściwie wszystko, co piszę, jest w jakiś sposób fantastyczne, oniryczne, niejednoznaczne. Skrajny realizm trochę mnie przeraża, mam problem z uwierzeniem w coś zbyt mocno przypominającego rzeczywistość, gdy chodzi o sztukę. Wolę, jeśli ta rzeczywistość jest przysłonięta mgiełką, zniekształcona, bo wydaje mi się, że właśnie w tych niejasnościach i deformacjach tkwi to, co uniwersalne; to, co łączy i identyfikuje rodzaj ludzki, jak choćby miłość, nienawiść, strach czy samotność.

Hiszpańskojęzyczne wydanie Sagi, wraz z tomem opowiadań

Czy planujesz wrócić kiedyś do konwencji wykorzystanej w Sadze o Rubieżach i napisać coś, co można by zakwalifikować jako fantasy (nie licząc osadzonego w realiach Sagi zbioru opowiadań Oficio de búhos)?

Nie wykluczam tego. Wiem jednak, że niełatwo będzie skonstruować inny spójny i “kompletny” fikcyjny świat, nie powielając pewnych motywów obecnych w Sadze o Rubieżach. Wiem również, że muszę być bardzo zafascynowana tym wyobrażonym światem, bo inaczej nie potrafiłabym go uwiarygodnić nawet przed sobą samą. Zanim przystąpi się do pisania epickiej opowieści fantastycznej, trzeba dobrze poznać świat, o którym będzie się opowiadać; wiedzieć, co jedzą bohaterowie, w co się ubierają, jaką mają broń, rytuały i religie. Musimy też nadać temu wszystkiemu logikę, która będzie nas prowadziła. Fantasy to nie chaotyczny amalgamat nadprzyrodzonych elementów; przeciwnie, wymaga ścisłej logiki. Odmiennej od tej, którą kierujemy się na co dzień, lecz równie konsekwentnej! By stworzyć autonomiczny i wiarygodny świat, pisarz musi wykonać mnóstwo pracy badawczej i analitycznej. Czytelnicy natomiast potrzebują cierpliwości i odwagi, by się w tym nieznajomym świecie zanurzyć.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę Tobie takich czytelników.

Dziękuję.

wywiad przeprowadziła Iwona Michałowska-Gabrych

Liliana Bodoc

Urodziła się w 1958 roku w mieście Santa Fe na północy Argentyny. Studiowała nauki humanistyczne na Universidad de Cuyo w Mendozie, gdzie następnie podjęła pracę dydaktyczną. W roku 2000 wydała Dni Jelenia, pierwszą część późniejszej trylogii Saga o Rubieżach. Drugi tom, Dni Pomroki, ukazał się dwa lata później, a całości dopełniły Dni Ognia, opublikowane w roku 2004. Później autorka napisała m.in. zbiór opowiadań dla dzieci oraz trzy powieści w duchu realizmu magicznego, a także zbiór osadzonych w świecie Sagi opowiadań Oficio de Búhos).

Saga o Rubieżach

Gwiazdy przepowiadają rychłe przybycie na Żyzne Ziemie cudzoziemskich okrętów. Magowie nie potrafią jednoznacznie odczytać ich przekazu. Czy przybysze to bracia, którzy setki lat temu odpłynęli na stary kontynent i teraz powracają, czy też wrogowie pragnący zawładnąć nową ziemią? Astronomowie nie mają pojęcia o potwornej grozie, jaką zgotują im najeźdźcy. Nie wiedzą, że odkąd obcy postawią stopę na brzegu, nic nigdy nie będzie już takie samo.




Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.