» Artykuły » Inne artykuły » Wszystkie książki Abercrombiego (część pierwsza)

Wszystkie książki Abercrombiego (część pierwsza)


wersja do druku

Chwała "Bohaterom"?

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk, Matylda 'Melanto' Zatorska

Wszystkie książki Abercrombiego (część pierwsza)
Joe Abercrombie napisał dotąd sześć książek, opublikowanych w Polsce przez wydawnictwa ISA i MAG. Po trylogii Pierwszego prawa przygotował trzy samodzielne powieści osadzone w tym samym świecie: Zemsta najlepiej smakuje na zimno, Bohaterów oraz Czerwoną krainę.

Zapraszamy do lektury i komentowania rozmowy o książkach Abercrombiego. Dziś przed Wami pierwsza z trzech części naszej dyskusji. Zaczynamy od porównania poszczególnych powieści, aby następnie skupić się na chyba najlepiej napisanej książce Brytyjczyka – Bohaterach.

Uwaga: Rozmowa zawiera spoilery. Jeśli nie znacie jeszcze wszystkich powieści Abercrombiego, czytacie na własne ryzyko!

 

Tomasz Lisek: Ostatnie dziesięciolecie było bardzo dobre dla gatunku fantasy – pojawiło się wielu nowych, mniej lub bardziej interesujących autorów, takich jak Scott Lynch, Adrian Tchaikovsky, Patrick Rothfuss lub Brandon Sanderson. Moje największe uznanie zdobył jednak Joe Abercrombie, swoim Pierwszym prawem udowadniając, że wciąż są możliwe zabawy z fabularnymi kliszami, które wydawały się wcześniej zużyte do cna. Intryga, styl, a przede wszystkim bohaterowie – niemal każdy aspekt jego książek wyróżnia się na tle tych pisanych przez konkurentów. A co wy sądzicie o wydanych dotychczas sześciu powieściach osadzonych w tym samym uniwersum?

Staszek Krawczyk: Na początek przyznam się do tego, że dwóch z sześciu książek Abercrombiego (Zemsta najlepiej smakuje na zimno oraz Czerwonej krainy) nie czytałem. Zdaje się jednak, że nie są bardzo odmienne od reszty, ani pod względem jakości, ani stylu. Czy myślę słusznie?

Piotr Hęćka: To dyskusyjna sprawa, Staszku. W mojej opinii obie wymienione przez Ciebie książki plasują się na dwóch krańcowych pozycjach, jeśli pokusilibyśmy się o próbę podzielenia poszczególnych powieści Abercrombiego z jednej strony na te, które najbardziej cechuje natężenie akcji i przygody, a z drugiej – te, w których mamy więcej wątków obyczajowych. Jednak jeżeli mielibyśmy brać pod uwagę tylko szeroko rozumianą jakość i styl, wówczas rzeczywiście nie odnotujemy większych różnic.

Matylda Zatorska: Dla mnie Abercrombie to kolejne ogniwko łańcucha, który zapoczątkował bodajże Cook swoimi Kronikami Czarnej Kompanii. W jego twórczości dostrzegam wiele z tego, co spotkałam u R.S. Bakkera (i tutaj, w przypadku trylogii zapoczątkowanej Samym ostrzem, podobieństwo jest dla mnie najsilniejsze) a na naszym polskim podwórku nieco u Kresa. Czyli kotlet, tak, ale smakowicie przyprawiony do tego stopnia, że nie czuję odgrzewania. A w przypadku Bohaterów wydaje mi się nawet, że jem zupełnie świeżutkie czytelnicze danie. Styl jest ten sam wszędzie, lecz dla mnie w dwóch wspomnianych książkach nie ma takiego klimatu, jaki panował w trylogii i Bohaterach, jest za to coś innego. Co do Czerwonej krainy, to w tym przypadku nad warstwą obyczajową panuje wątek przemiany bohatera i niemożliwości ucieczki od przeszłości. Zemsta... to moim zdaniem umiejętne wykorzystanie schematu znanego choćby z Hrabiego Monte Christo. I, niestety, poza galopującą akcją, niewiele więcej.

Piotr: Pozwolę sobie raz jeszcze zawłaszczyć głos, gdyż Matylda poruszyła kwestie, które ja również miałem zamiar podkreślić. Po pierwsze: trylogia Pierwszego prawa i Bohaterowie dzielą bardzo charakterystyczny klimat, którego niestety na próżno szukać zarówno w Zemsta..., jak i w Czerwonej Krainie. Te dwie ostatnie powieści najłatwiej będzie nazwać eksperymentami, w których Abercrombie próbował odejść od tego, czym do tej pory się zajmował, chcąc wszystkim pokazać, że potrafi nie tylko pisać dobre fantasy z podgatunku magii i miecza, lecz także równie sprawnie radzi sobie na innych poletkach. Nie twierdzę, że Zemsta... i Czerwona Kraina to powieści złe lub nieudane, ale zabrakło mi w nich tego czegoś (klimatu właśnie?), co nie pozwalało oderwać się zarówno od Bohaterów, jak i od początkowej trylogii – chociaż i ta miała swoje słabsze momenty.

Jeśli chodzi o wątki i motywy przewijające się przez całą twórczość Abercrombiego, to proponuję pochylić się nad nimi nieco później (choć to tylko nieśmiała propozycja, którą można śmiało zignorować). Drugą kwestią, o jakiej chciałem wspomnieć, jest "hegemonia" Bohaterów. Powoli bowiem wyłania się obraz, którego, mówiąc szczerze, się spodziewałem – mianowicie, że większość dyskutantów wskaże tę książkę jako do tej pory szczytowe osiągnięcie Abercrombiego. Ale skoro ustaliliśmy, że tak jakość, jak i styl w powieściach Brytyjczyka nie schodzą poniżej pewnego, solidnego poziomu, co też, Waszym zdaniem, złożyło się na to, że to właśnie Bohaterów najłatwiej wymienić jako klejnot w koronie? No, chyba że jednak źle oceniłem sytuację i wcale nie ta powieść najbardziej przypadła wam do gustu.

Staszek: Jestem zwierzęciem fabularnym. Może to dlatego ze znanych sobie książek Abercrombiego najwyżej oceniam Ostateczny argument królów. Ta powieść zamyka pewną historię, doprowadzając do końca wątki Glokty, Jezala, Logena, Westa (jeżeli część z nich powróci, to raczej już tylko w pobocznej roli), a zarazem przynosząc naprawdę istotną zmianę w przedstawionym świecie. Bohaterowie natomiast to bardziej epizod  życia na dalekiej północy. Wzrost potęgi politycznej Bayaza, zwiększenie władzy Caldera, nieudane próby samobójcze dan Gorsta, upadek Czarnego Dowa, powrót Curndena Gnata do życia pod bronią, pacyfistyczna przemiana Becka, a nawet wynalezienie armat i kanapek – wszystko to bardzo piękne, ale jeśli Abercrombie zamierza tak opisywać każdą nierozstrzygniętą bitwę, to ja dziękuję. Przypominają mi się Akta Dresdena Jima Butchera, które porzuciłem zrezygnowany bodaj po dziesięciu tomach.

Sądzę, że pisarz po pewnym czasie powinien zakończyć rozpoczęte wątki, pozostawić stary świat i przejść do nowego, jeżeli nie chce zacząć kręcić się w kółko. George R.R. Martin, Robert Jordan, Orson Scott Card, Frank Herbert – nietrudno wskazać autorów, którzy nigdy nie potrafili powiedzieć "stop", a ich cyklom nie wyszło to na dobre. Zaryzykuję tezę, że Bohaterowie lepiej by się sprawdzili jako powieść osadzona w zupełnie innym uniwersum; byliby wtedy mniej przejściowi. A tak jest to, owszem, niezła książka, warsztatowo może nawet najlepsza z dotychczasowych, ale napisana przez człowieka o związanych rękach.

Cóż, pozostaje mi liczyć na to, że zapowiadaną od dawna drugą trylogią Abercrombie doprowadzi do końca dzieje świata Pierwszego prawa. Jeżeli tak, to chętnie ją przeczytam. Jeśli natomiast Brytyjczyk pójdzie śladami Jordana i Martina, chyba nie będę ryzykował.

Tomasz: Ja za to jestem zupełnie odmiennego zdania – Bohaterowie są dla mnie świetną powieścią, i nijak nie odczułem spadku formy autora. O ile trylogia Pierwszego prawa zamyka pewien etap historii przedstawionego nam świata, to Bohaterowie skupiają się na, nomen omen, postaciach występujących w książce. Calder przechodzi przemianę i zaspokaja swoje ambicje, Gorst pokazuje, do czego prowadzi użalanie się nad sobą, Gnat uświadamia sobie, co czyni jego życie szczęśliwym, Beck dostrzega, że wojna nie ma nic wspólnego z pieśniami o herosach. A przecież jest też ciągnące się przez całą powieść pytanie: kto jest prawdziwym bohaterem? Polityk ciągnący za sznurki i walczący sprytem? Rzeźnik walczący za dobrą sprawę ze złych powodów? Lojalny żołnierz, walczący za stojących u jego boku przyjaciół? Widać tutaj różnicę między naszymi gustami literackimi – dla ciebie, Staszku, każda powieść z serii musi znacząco popychać fabułę do przodu, mnie wystarczy, jeśli opowiada własną historię ze znanymi czytelnikowi postaciami. A przecież znamienne jest, że Bohaterowie nie są de facto kontynuacją Pierwszego prawa, tylko samodzielną powieścią osadzoną w tym samym świecie...

Co do Czerwonej krainy i Zemsty... – z tego samego powodu nie przeszkadzała mi wspomniana przez Piotra zmiana atmosfery. W książkach Abercrombiego od samego początku główną rolę odgrywali bohaterowie i relacje między nimi, a także przewijający się w każdej jego powieści wątek przemiany człowieka i tego, czy takowa jest w ogóle możliwa. W obu pozycjach są te same składniki, które uczyniły świetnym Pierwsze prawo – niebanalne postaci, dobre dialogi, niejednoznaczność moralna, wszechobecny cynizm. Zemsta... może i jest najsłabszą pozycją w dorobku autora, ale mój Boże, żeby tak więcej pisarzy wydawało tak słabe dzieła!

Matylda: Bohaterowie byli moim pierwszym kontaktem z Abercrombiem i pewnie dlatego mają swoje specjalne miejsce. Dzięki tej książce w ogóle zainteresowałam się twórczością autora. To, co mnie najbardziej ujęło, to fakt, że wszystko, co toczyło się na kartach książki, mogłam sobie wyobrazić tak, jakbym oglądała świetny serial (notabene, to doskonały materiał na tego typu produkcję), rozgrywający się w półmroku (w każdym aspekcie), z minimalistyczną scenografią i porządnie przedstawioną batalistyką. Takie a nie inne realia, to świetne tło dla rozważań o naturze bohaterstwa i tego, co nim nie jest. To także dobre zakończenie dla tych rejonów geograficznych świata przedstawionego i dla tych akurat postaci, które, mam nadzieję, powrócą jeszcze, ale w innym charakterze. Akcja powinna przenieść się w inne miejsca (choć osobiście mam nadzieję, że mój "faworyt" Calder powróci i postrada kiedyś głowę, najlepiej w jakichś absurdalnych okolicznościach).

Powieść podobała mi się też dlatego, że o ile czytając następną w kolejce Zemstę, od razu domyśliłam się, z jakich to realiów historycznych wysnuł autor swój wątek, o tyle w Bohaterach są to nawiązania bardzo mgliste. Podobnie jest w przypadku trylogii, która – poza częścią drugą – jest dla mnie najmocniejsza fabularnie (Bohaterowie to jej rozbudowany epilog). Przedstawia spójną historię, opowiedzianą od początku do końca i posiadającą wszystko to, co powinna mieć dobra fantasy. Jeśli narysowałabym koronę z twórczości pisarza, to największymi diamentami byłyby Samo ostrze i Bohaterowie właśnie, Zemsta zaś nie byłaby żadnym klejnotem. Dlaczego? Dlatego, że jest przewidywalna, wprawdzie z jednym zaskoczeniem pod koniec, ale czy było ono tak duże? Czerwona kraina, choć według mnie słabsza niż wyżej wymienione książki, od Zemsty jest ciekawsza. Jej największą wartością jest dla mnie pewna niespodzianka, którą serwuje czytelnikom autor, a której zdradzenie byłoby niewybaczalnym spoilerem.

Myślę też, że niżej oceniam Zemstę i Czerwoną krainę z racji tego, że eksponowaną rolę zajmują tam panie – a to jest niezbyt mocny aspekt sztuki pisarskiej autora. Kobiety jako postaci drugoplanowe są intrygujące i niepowtarzalne, ale Monza, Płoszka czy Ferro po prostu mnie drażnią, pewnie przez to, że są tak do siebie podobne. No, może te dwie pierwsze, Płoszka to ciut inna kategoria.

Piotr: Staszku, choć rozumiem Twoje zarzuty względem Bohaterów, to nie do końca się z nimi zgadzam z powodów, które podał Tomek. W myśl przysłowia "co za dużo to niezdrowo" również z chłodnym dystansem podchodzę do autorów, którzy nie potrafią się zdobyć na postawienie ostatniej kropki w danym świecie – szczególnie jeśli chodzi o kurę znoszącą złote jajka. Ale Abercrombiego nie stawiałbym w jednym rzędzie z takimi pisarzami, gdyż nie rozbuchał fabuły zaplanowanej oryginalnie na trylogię do rozmiarów dziesięciotomowego monstrum. Przeciwnie, w Ostatecznym... udzielił odpowiedzi, na które czekali fani, pozamykał wątki, które tego wymagały, i dał spokój bohaterom, którzy pozwolili mu wejść do panteonu najlepszych współczesnych pisarzy fantasy (ocena subiektywna). Kolejne powieści to nie wałkowanie tego samego, a naturalna ewolucja, rozwinięcie idei oraz pomysłów, jakie w debiutanckiej trylogii pisarz zaledwie zasygnalizował (dalszy rozwój technologiczny, machinacje polityczne, wzrost znaczenia pewnych osób, upadek innych), wykorzystujące postaci, jakie w trzech tomach Pierwszego prawa nie otrzymały dostatecznie dużo uwagi (Dreszcz, Gorst, Cosca!), jednakże bazujące przede wszystkim na zupełnie nowych bohaterach (chociażby Monzie, Gnacie – choć on zaliczył występ w krótkiej formie, którą również miałem okazję przeczytać – oraz Płoszce). Podkreślić należy również fakt, że trudno którąkolwiek z samodzielnych powieści nazwać sequelem, gdyż nie są bezpośrednimi kontynuacjami, a raczej sidequelami.

Staszek: Tak jak mówiłem, nie uważam Bohaterów za złą książkę. Są przykładem bardzo porządnego rzemiosła, a w pewnej mierze także powieścią "o czymś". Zwłaszcza pod tym ostatnim względem pozostawiają w tyle trylogię, która niby mówiła o władzy, ale dość prosto. Główne przesłanie tych trzech utworów da się streścić w pięciu słowach Bayaza: Power makes all things right. Tymczasem w książce z 2011 roku tytułowy problem bohaterstwa pisarz ujął w sposób bardziej złożony.

Mój problem z Bohaterami bierze się stąd, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastka, a właśnie to według mnie spróbował zrobić Abercrombie. To, co w tej powieści nowe, częściowo rozmywa się w podobieństwach do fabuły i tematu trylogii Pierwszego prawa. Bayaz jako szara eminencja, Kroy jako kompetentny dowódca otoczony niekompetentnymi podwładnymi (mieliśmy to już w postaci marszałka Burra), dan Gorst jako niepowstrzymany wojownik (czy jego bojowe uniesienie daleko odbiega od szału Logena?)... To tylko trzy przykłady rzeczy, które w twórczości Brytyjczyka niepotrzebnie się powtarzają, co moim zdaniem wynika w jakimś stopniu z pozostawania w tym samym świecie.

No, ale długo już o tym rozmawiamy. Myślę, że wszyscy zgadzamy się w jednym: Bohaterowie to prawdopodobnie najlepiej napisana powieść Joego Abercrombiego. Czy zaś na tyle oryginalna, aby z optymizmem patrzeć na dalsze jego utwory, zwłaszcza te osadzone w tym samym świecie – to inna sprawa i tutaj mamy różne opinie. W ten sposób protokół zbieżności i rozbieżności możemy chyba uznać za sporządzony.

*

Jest już dostępna druga, a także trzecia część rozmowy. Dobrej lektury!




Czytaj również

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.