» Blog » Wspólne czytanie Biblii
21-09-2015 10:14

Wspólne czytanie Biblii

W działach: fantasy, analiza, biblia | Odsłony: 3334

Wspólne czytanie Biblii

Zainspirowana wieloma rozmowami z ludźmi wierzącymi, oraz falą przybywających do Europy ludzi głęboko religijnych postanowiłam rozpocząć serię opracowań i analiz tekstów religijnych oczami ateisty-fantasty. Nie obiecuję, że nie będę stronnicza, choć postaram się jak mogę. Chętnie przyjmę waszą krytykę i wszelkie uwagi. Podchodzę do przedstawionych tekstów jako do dzieł okołofantastycznych. W żadnym momencie moim celem nie jest urażenie czyichkolwiek uczuć religijnych.

Część pierwsza będzie oparta na Biblii Warszawsko-Praskiej opracowanej w 1997 roku przez ks.bk Kazimierza Romaniuka jako że tylko taką osobiście posiadam. Niestety seria zostanie podzielona na wiele bardzo krótkich tekstów, jako że w domu mam latorośl która nie pozostawia wiele czasu na czytanie, analizy czy cokolwiek innego.

Część pierwsza – Księga Rodzaju. O początkach świata i człowieka.  Stworzenie wszechrzeczy i człowieka 1,1 – 2, 4a

Na początku poznajemy Boga w postaci Ducha unoszącego się w pustce. Jest to jedyny istniejący byt, nie znamy jego wieku, pochodzenia ani celu istnienia.  Możemy jednak śmiało założyć, że jest to istota o nieograniczonych możliwościach kreacji.

Pierwszym jej dziełem jest oddzielenie dnia od nocy.  /”Powiedział tedy Bóg: Niech się stanie światło! I stało się światło. I widział Bóg, że światło było dobre. Wtedy oddzielił Bóg światło od ciemności. I nazwał Bóg światło dniem, a ciemność nocą.”/ Pierwszego dnia więc Bóg tworzy Słońce i ruch wirowy Ziemi.

Drugiego dnia Bóg oddziela błękit wód od błękitu nieba, tworząc jak sądzę atmosferę na Ziemi. Jesteśmy już niemal w domu.

Trzeci dzień był dla Wszechmogącego męczący – nie tylko wydobył suchą przestrzeń spośród wód tworząc nam miejsce do życia i zebrał morza i oceany aby trzymały się kupy i zanadto nie rozlały, ale też wykreował wszelką roślinność która rozrosła się po planecie.  

Co dziwne, dnia czwartego Bóg wraca do oddzielania dnia od nocy i kreowania gwiazd. Wprawdzie już jedna powstała i dzień od nocy oddziela, ale z jakichś przyczyn dla Boga istotne jest, aby rozróżniać nie tylko dzień i noc, ale także by stworzyć kalendarz.
\”I powiedział Bóg: Niech pojawią się na niebie światła, żeby oddzielały dzień od nocy, wyznaczały pory roku, poszczególne dni i lata!”\
Zakładam więc, że dnia czwartego Bóg stworzył inne gwiazdy i planety, jako punkt odniesienia dla samych pór roku bardziej niż pór dnia. Bóg dodaje również ruch obiegowy Ziemi i podkreśla różnice między dniem a nocą.

Piątego dnia stworzył wszelkiej maści potwory morskie, istoty wodne oraz ptactwo. Rozsądnie również nakazał im się rozmnażać.

Szóstego dnia Bóg stworzył w kolejności – bydło, płazy oraz wszelkie dzikie zwierzęta.

Tego samego dnia Stwórcę nawiedza myśl o stworzeniu istoty podobnej Im.
\” Stwórzmy człowieka na wzór i podobieństwo nasze, aby mógł panować nad istotami (..)”\
Po raz pierwszy więc nie czuje się sam, zależy mu też na stworzeniu wersji pośredniej między sobą a swoimi dotychczasowymi tworami.  Tworzy człowieka podobnego sobie, a dokładniej parkę obu płci. Rozsądnie nakazał im się rozmnażać, oddał im też na własność całą planetę ze wszystkimi jej tworami, aby mogli czerpać z niej tak, jak uznają za słuszne.

Siódmego dnia Stwórca odpoczywa po ciężkim tygodniu, ustanawia też pierwszy w historii dzień „O nie, już jutro poniedziałek”.

 

Wstęp wydaje się być mocno uproszczony i zawiera pewne niejasności, jest jednak niezłym wprowadzeniem do solidnego fantasy. Świat przedstawiony w księdze wydaje się mocno zbliżony do znanego nam, choć jego geneza jest dużo prostsza. Przedstawiony stwórca jest Bogiem szalenie kreatywnym, z zupełnej pustki wydobył obraz kosmosu, wszelkich żyjących istnień i stworzeń, ich sposobu rozmnażania się, a nawet zaplanował odmierzanie czasu i pory roku. Na uwagę wydają się zasługiwać potwory morskie, które brzmią jak solidna zapowiedź kłopotów.  Dziwi nieco zawirowanie między dniem pierwszym a czwartym, trudno jednak mieć pretensję do bohatera, po trzech dniach pracy mógł spokojnie chcieć swoje dzieło naprawić. Wiemy, że główny bohater jest osobą nie tylko twórczą, ale i wrażliwą. Po zobaczeniu piękna swojego dzieła czuje potrzebę przekazania komuś swojego dziedzictwa, komuś podobnemu sobie. Można wnioskować, że ten nowy boski twór stanie się głównym bohaterem dalszej części.  Póki co obraz Boga nie pozostawia zbyt wiele miejsca na wątpliwości – jest bezsprzecznie dobry, choć pozostawienie świata we władzy człowieka wydaje się być nierozważne i prawdopodobnie będzie przyczyną tragedii.  Zwolenników praw zwierząt uprzedzamy – zwierzęta nie mają praw. I słusznie.

Komentarze


Cherokee
   
Ocena:
0

jak widzę, że ktoś kradnie, to nie powinienem mu w tym przeszkadzać, bo wtedy będzie mu przykro. Mam się rozczulać nad gwałcicielem, który nie może po nocach spać z niewyżycia, fanatykiem, który odczuwa cierpienie, bo nie pozwalają mu zastrzelić jego przeciwników, pijanym kierowcą, który czuje się prześladowany przez drogówkę.

To Ci podpowiada empatia? Naprawdę? Jeśli tak, to wow...

23-09-2015 21:55
Adeptus
   
Ocena:
+1

To Ci podpowiada empatia? Naprawdę? Jeśli tak, to wow...

Zgadza się. Dodam, że empatia podpowiada mi "powinieneś pomóc złodziejowi, bo jeśli mu się nie dokonać napadu, będzie czuł się źle. Powinieneś też pomóc jego ofierze, bo jeśli zostanie okradnięta, to będzie się czuć źle. Powinieneś pomóc policjantowi złapać tego złodzieja, bo jeśli tego nie zrobi, będzie się czuł źle. Ale nie powinieneś pomagać policjantowi, bo jeśli to zrobisz, zwolennicy JP poczują oburzenie, że ktoś wspiera psy prześladujące dobrych chłopaków z dzielni" I tak dalej. Na szczęście nie kieruję się empatią i dlatego przyjmuję - kradzież jest zła, wali mnie to, co odczuwa złodziej oraz to, co ja odczuwam na widok jego kradzieży. To będzie miało znaczenie co najwyżej, jeśli będę chciał go nawrócić ze złej drogi, bo będę starał się dobrać argumentację, która do niego dotrze - ale dla oceny jego czynu, moje i jego subiektywne odczucia są irrelewantne.

Empatia (gr. empátheia „cierpienie”) – w psychologii zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób[1] (empatia emocjonalna), umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość (empatia poznawcza).

Nigdzie tu nie wynika, że empatia ma prowadzić do podzielania "dobrych" uczuć, a nie "złych". Notabene - jak ocenisz, które stany są "dobre" i zasługują na wsparcie przez empatyczną osobę, a które nie, skoro to empatia ma być miernikiem dobra? Błędne koło.

Po prostu dla Ciebie dobre jest to, co czujesz, że jest dobre. Jeśli ktoś mówi "a dla mnie dobre jest pomożenie złodziejowi" to nie powinieneś ironizować, czy się szokować "wow, to Ci podpowiada empatia"? Ten gośc po prostu kieruje się tym samym kryterium, co Ty - swoimi odczuciami, swoją oceną odczuć innych. Gdyby zamiast pomagać złodziejowi (czyli robić to, co mu podpowiadają jego odczucia), postąpił przeciwnie (czyli tak, jak TY uważasz za dobre) to nie kierowałby się empatią.

 

23-09-2015 22:09
leto_ii
   
Ocena:
0

@Adeptus

"Nie jest obojętne - bo co innego spisywanie po 30 latach na podstawie plotek i pogłosek, co innego spisywanie po 30 latach na podstawie nauczania naocznych świadków." - na prawdę uważasz, że naoczni świadkowie po 30 latach  będą pamiętali słowo w słowo, 1:1 co mówił Jezus? Tym bardziej, że nie do końca to rozumieli w czasie kiedy to mówił. Sami nie wiedzieli kim jest, czego on chce, co ma wypełnić itd. Po 30 latach pamiętali zapewne to co chcieli w taki jak chcieli sposób - tak działa ludzka pamięć. I na bazie ich pamięci teraz ustalone są pewne zasady uznawane za pochodzące od boga.

"Dlaczego to Twoje wewnętrzne przekonanie miałoby być bardziej miarodajne? Ty nie WIESZ, że kamienowanie jest złe. Masz jakiś wykrywacz zła? Wyodrębniłeś cząsteczkę zła? Ty tylko UWAŻASZ, ze coś jest złe." - a jaka jest różnica "ja to wiem" vs "wierzę, że bóg tak chce" ? Nie rozumiem dlaczego pierwsza opcja dla Ciebie jest be, a druga ok. 

"Nie wiem czy jest jakaś siła wyższa... ale jeśli jest, to na 100% nie jest taka, jak twierdzą katolicy"." - wg. mnie - dokładnie tak. Może tylko nie na 100%, bo takiej pewności nie mam. Ale mając na uwadze jak powstawały ewangelie, o czym pisałem wcześniej, to jestem przekonany w jakiś 99%.

"A na co komu jakaś energia? Żeby lepiej się czuć i utrzymywać ułudę, że w świecie bez Boga cokolwiek ma sens?" Nie, bo tu nie chodzi o sens, on nie ma znaczenia. Tak samo "Jeśli jest Bóg, to świat ma sens, jeśli nie ma to - to sensu nie ma. Natomiast bezosobowa energia nie jest zdolna do nadania świata sensu, obojętnie czy istnieje, czy nie." Z energią to był przykład z głowy, nie ma znaczenia. Nie ważne czy ona jest, czy nie - to nie ma żadnego wpływu na sens. Nie muszę mieć wzorca z góry aby być dobrym i nagrody w raju aby mieć sens do życia. Takie podejście dla mnie jest nieco bez sensu. I znowu "Przy braku Boga nadanie sensu jest nie tyle trudniejsze, co niemożliwe, bo tylko Bóg mógłby tak sens nadać." - i co to zmienia? Jak umrę to mnie nie będzie, nic nie będzie - nie mam z tym problemu, nie muszę mieć marchewki w raju, aby mieć sens do życia. Nie on mnie "napędza", tylko samo życie.

"I jaki sens ma "praca nad sobą" jeśli nie ma jakiegoś obiektywnego wzorca, do którego ta praca miałby prowadzić? " Nie, lepiej wierzyć, bo wtedy jest wzorzec. W niego są wpisane krucjaty, mordowanie innowierców, palenie na stosach, inkwizycja, święta wojna islamu, piętnowanie innych, zabobony itd. Super wzorzec. I samo podejście - nie ma sensu być lepszym, jeśli nie ma uniwersalnych zasad, podanych z góry. Ciekawe.

A co do " W takim świecie "uratowałem tysiąc ludzi od śmierci głodowej" jest takim samym osiągnięciem jak "ulepiłem największą na świecie wieżę z własnych odchodów  - to nie tak, ale nie mam już siły tłumaczyć, bo widzę, że każdy z nas napisał co wiedział i zaczynamy kręcić się w kółko. 

Tak więc kończę. Ale miło się dyskutowało. Dzięki.

23-09-2015 22:17
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Leto_II

na prawdę uważasz, że naoczni świadkowie po 30 latach  będą pamiętali słowo w słowo, 1:1 co mówił Jezus?

Niekoniecznie, ale jednak prawdopodobieństwo jest większe, niż w przypadku spisywania na podstawie plotek i pogłosek - a od tego wyszedłeś. Nie twierdzę, że oczywistością jest, że Biblia to w 100% prawda itd., co nie zmienia faktu, że Twoja początkowa ocena jej wiarygodności była zbyt negatywna - czasem coś istnieje pomiędzy skrajnościami.

a jaka jest różnica "ja to wiem" vs "wierzę, że bóg tak chce" ? Nie rozumiem dlaczego pierwsza opcja dla Ciebie jest be, a druga ok. 

Cały czas przecież o tym piszę. Jeśli twierdzę "to jest dobre, bo Bóg tak mówi" - to mam dwie możliwości - albo Bóg tak mówi i faktycznie jest to dobre, albo Bóg nie mówi na ten temat (bo np. Go nie ma) i wtedy jest to moralnie obojętne (no dobra jest jeszcze trzecia - Bóg istnieje i mówi, ze to jest złe). Jeśli twierdzę, że "coś jest dobre, ja czuję, że jest dobre" - to obojętnie od sytuacji, nic z tego nie wynika.

Wspomniałem o wersji zakładu Pascala - nie wiadomo czy Bóg jest, a jeśli tak, jaka jest Jego wola. Ale tylko wola Boża moze nadać czemukolwiek sens, więc lepiej zakładać, że istnieje Bóg i ma jakąś wolę... a jaką, to już trzeba wymyślić lub przyjąc na wiarę - ale co by się nie przyjęło i tak będzie to miało więcej sensu niż dowolny świecki system wartości.

wg. mnie - dokładnie tak. Może tylko nie na 100%, bo takiej pewności nie mam. Ale mając na uwadze jak powstawały ewangelie, o czym pisałem wcześniej, to jestem przekonany w jakiś 99%.

Ale skoro nie masz pojęcia, czy i jaka jest ta siła wyższa, to na podstawie czego wyliczasz te prawdopodobieństwo? Nawet jeśli Ewangelie byłyby całkowicie sfałszowane to i tak nie masz argumentów przemawiających za tym, że jest większe prawdopobieństwo, że przypadkiem cechy siły wyższej pokrywają się z tym, co ty sobie wymyśliłeś o energii itd., a nie z tym, co wymyślili ewangeliści.

Nie, bo tu nie chodzi o sens, on nie ma znaczenia.

Sens=znaczenie... Jeśli nie ma sensu, to nic nie ma znaczenia itd.

Nie muszę mieć wzorca z góry aby być dobrym i nagrody w raju aby mieć sens do życia.

1. Musisz. Bo jeśli nie ma wzorca, nie MOŻESZ BYĆ dobry, bo nie ma dobra, bez wzorca dobra. Tak, jak w sytuacji, gdy nie istnieje wzorzecz metryczny, stwierdzenie "to ma metr" jest puste.

2. Sens bierze się właśnie z tego wzorca, nie z nagrody za jego przestrzeganie.

W następnych zdaniach uparcie sprowadzasz sens do oczekiwania na nagrodę. Ile razy mam pisać, że nie o to chodzi, żebyś w ogóle zwrócił uwagę? Ilekroć ktoś mi wmawia, że moja wiara polega na przestrzeganiu przykazań dla nagrody (nie dla samego przestrzegania), mam ochotę przyjąć postawę "Jestem chrześcijaninem, chcę przestrzegać przykazań, a jak umrę, to powiem Panu Bogu, że chcę iść do piekła, bo nie robiłem tego, żeby uniknąć kary". Tylko, że to byłoby naruszenie zasada chrześcijańskich, bo one nakazują mi dążyć do zbawienia, nie do potępienia. Skoro Pan Bóg sobie życzy, żebym wybierał nagrodę, nie karę, niech się dzieje Jego wola.

Nie, lepiej wierzyć, bo wtedy jest wzorzec. W niego są wpisane krucjaty, mordowanie innowierców, palenie na stosach, inkwizycja, święta wojna islamu, piętnowanie innych, zabobony itd. Super wzorzec.

Przecież można być mordercą i bez wiary we wzorzec - a nawet wbrew wzorcowi. Ale mimo wszystko, z dwojga złego, wolę postawę "morduję, bo taki jest wzorzec" - bo kogoś takiego da się przekonać, ze wzorzec jest inny i jednak nie trzeba mordować - niż "morduję, bo nie ma wzorca, więc ludzie sami decydują, co jest dobre... to ja se decyduję, że mordowanie jest dobre, bo ja tak czuję!" - bo przekonywanie kogoś, że "nie Ty wcale tak nie czujesz" jest z założenia idiotyczne.

I samo podejście - nie ma sensu być lepszym, jeśli nie ma uniwersalnych zasad, podanych z góry. Ciekawe.

Bardziej. Nie da się być lepszym, jeśli nie ma uniwersalnych zasad (a takowe mogą być podane tylko z góry), bo "lepszość" da się mierzyć tylko względem wzorca.

Tak więc kończę. Ale miło się dyskutowało. Dzięki.

Niestety, ale przyjemność nie odwzajemniona - głównie dlatego, że nawet nie próbowałeś zrozumieć, o co mi chodzi. Ale jeśli szczerze próbowałeś, to również dziękuję.

23-09-2015 22:56
leto_ii
   
Ocena:
0

@Adeptus

Ja Ciebie rozumiem, jasno wyraziłeś swoje poglądy - po prostu ja mam inne zdanie. To nie są tematy gdzie da się kogoś przekonać "acha, no tak, masz rację, przekonałeś mnie", a mam wrażenie, że o to Tobie chodziło, taki był Twój cel i dlatego poczułeś rozczarowanie/dyskomfort, że skończyło się inaczej. Ale zapewniam - zrozumiałem Cię.

23-09-2015 23:23
jesykh
   
Ocena:
+1

Czy ktoś zauważył co pisałem o ludziach, którzy interpretują inność jako głupotę i ignorancję? Pewnie nie bo akurat nikogo nie napadałem :p

 

Mój altruizm nie wynika z bojaźni i wytycznych z góry, ale pochodzi z mojego wewnętrznego przekonania, że kamienowanie jest złe. Po prostu to wiem i już. 

Ahahahahahahhaha hahahahah ahahahahgrahagahahahahahahahaha hah ha ha. Ha! Ej to Disney nam to wcisnął czy Hollywood? To już to PRLowskie siermiężne "budowanie narodu" miało więcej sensu.

24-09-2015 07:55
Cherokee
   
Ocena:
0

Widze chłopaki, że lawecka empatia bliżasza jest naukom Jezusa niższa wasza katolicka. 

24-09-2015 08:39
Drachu
   
Ocena:
0

O ho ho. Czyżbym nieśmiałe ad personam zauważył? :)

24-09-2015 08:46
jesykh
   
Ocena:
+1

No to czas na pyskówkę! 

Ale tak serio, odnoszę wrażenie, że liczy się jedynie ostra wymiana zdań. Bo coś w temacie, co przy okazji nie oburza nie jest godne uwagi. Domyślam się, że to stąd, że ludzie są głupimi ignorantami.

24-09-2015 09:22
Agrafka
   
Ocena:
0
jesykh,a mógłbyś jednak nie obrażać ludzi na moim blogu? Swoje opinie można wyrazić w sposób uprzejmy.
24-09-2015 09:59
Cherokee
   
Ocena:
0

@Drachu - jeśli pijesz do mnie, to intencji takiej nie miałem, choć oczywiście zwracam się do Adeptusa, jesykha i (jak myślę) kolegów ich plusujących, żeby nie było, że generalizuję. Po prostu bawi mnie obraz jaki wyłania się z tej dyskusji. Katolik Adeptus otwarcie przyznaje, że jego empatia jest niemal schizofreniczna i bez pomocy Pisma Świętego byłby bezradny jak dziecko we mgle. Ja natomiast, polegając wyłącznie na swoim poczuciu sprawiedliwości, dochodzę bez większych rozterek do werdyktu, który (na ile mi wiedza pozwala to ocenić) jest dość bliski nauczaniu Chrystusa. Nie jest to zabawne? Wredny lewak bliżej Boga niż gorliwy katolik? No u mnie uśmiech to wywołuje. 

Intencji obrażania Adeptusa nie mam, zresztą jestem pewien, że i bez pomocy Pisma Świętego by sobie poradził, a jego empatyczne rozterki są cokolwiek naciągane... :-)

24-09-2015 10:30
earl
   
Ocena:
+2

@ Cherokee

A skąd się wzięło Twoje poczucie sprawiedliwości? Czary-mary, abrakadabra i już masz?

24-09-2015 10:37
Adeptus
   
Ocena:
+1

@ Leto_II

Ja Ciebie rozumiem, jasno wyraziłeś swoje poglądy - po prostu ja mam inne zdanie. To nie są tematy gdzie da się kogoś przekonać "acha, no tak, masz rację, przekonałeś mnie", a mam wrażenie, że o to Tobie chodziło, taki był Twój cel i dlatego poczułeś rozczarowanie/dyskomfort, że skończyło się inaczej. Ale zapewniam - zrozumiałem Cię.

No nie bardzo to widzę, skoro ty sto razy piszesz o nagrodzie w Niebie, a ja sto razy bezskutecznie odpisuję, że nie o to chodzi.

@ Cheerokee

Widze chłopaki, że lawecka empatia bliżasza jest naukom Jezusa niższa wasza katolicka. 

A ścisłe przestrzeganie nauk Jezusa jest bliższe naukom Jezusa, niż jakakolwiek empatia. Lewacka, katolicka, jakakolwiek. Bo nauka Jezusa NIE opiera się na empatii.

Po prostu bawi mnie obraz jaki wyłania się z tej dyskusji. Katolik Adeptus otwarcie przyznaje, że jego empatia jest niemal schizofreniczna i bez pomocy Pisma Świętego byłby bezradny jak dziecko we mgle. Ja natomiast, polegając wyłącznie na swoim poczuciu sprawiedliwości, dochodzę bez większych rozterek do werdyktu, który (na ile mi wiedza pozwala to ocenić) jest dość bliski nauczaniu Chrystusa.

No, ty przypadkowo dochodzisz do werdyktu, który jest bliski naukom Chrystusa (dla uproszczenia, przyjmijmy, ze faktycznie tak jest). tylko co z tego? Jesli Chrystus nie był Bogiem, to Jego nauka nie stanowi o tym, co jest dobre, a co złe, więc to, ze Ty sobie doszedłeś do poglądów bliskich poglądom Jezusa, nie czyni Cię lepszym od tego, który sobie doszedł do poglądów bliskim poglądom Hitlera. Ba, w takim układzie w ogóle nie da się powiedzieć, że poglądy Jezusa są "lepsze" od poglądów Hitlera - bo obaj byli ludźmi, Jezus forsował swoje widzimisię, Hitler swoje i tyle.

Poza tym, bez pomocy Pisma Świętego nie byłbym jak dziecko we mgle. Na pewno nie na zasadzie "Ojej, nie mam rozkazów, nie wiem, co jest dobre, a co złe, bo empatia wysyła mi sprzeczne sygnały". Wtedy przyjąłbym stanowisko "Nie przejmuję się, co jest dobre, a co złe, bo bez woli Bożej, to puste pojęcia. Kupię se opakowanie środków nasennych, żeby nie ciągnąć dalej tej farsy".

Intencji obrażania Adeptusa nie mam, zresztą jestem pewien, że i bez pomocy Pisma Świętego by sobie poradził, a jego empatyczne rozterki są cokolwiek naciągane... :-)

Ależ ja nie mam żadnych empatycznych rozterek. Jednoznacznie przyjmuję, że kierowanie się empatią jest złe. Ale owszem, gdyby ktoś się kierował empatią, to miałby spętane ręce, tak jak to opisałem. Jesli przyjmujesz, że uczucia ofiary zasługują na empatię, a uczucia agresora nie, to tak naprawdę Twój system wartości nie opiera się na empatii, bo musisz mieć jeszcze jakiś zewnętrzny wyznacznik tego, jakie uczucia na tę empatię zasługują. To Ty jesteś niekonsekwentny, nie ja.

Ja opisałem, jak wygląda kierowanie się empatią - nie u mnie, jak powinno wyglądac kierowanie się empatią w ogóle, żeby można było powiedzieć, ze ktoś faktycznie opiera moralność na empatii. Jeśli uważasz, ze przypisywanie takiej samej wagi uczuciom złodzieja i okradanego, jest głupie i bezsensowne, to gratuluję - dostrzegasz bezsens empatycznej moralności.

Stwierdzasz "wykrywaczem zła jest empatia"

Odpowiadam "A co, jeśli komuś empatia podpowiada, że powinien solidaryzować się krzywdzicielem"?

Na co Ty wyrażasz swoją negatywnę ocenę takiej empatii... ale skoro sama empatia może być zła, lub dobra, to znaczy, że przyznajesz, że empatia sama w sobie NIE JEST "wykrywaczem zła".

 

 

 

24-09-2015 11:16
jesykh
   
Ocena:
0

@agrafka
wybacz, nie chciałem zostać źle odebrany, ale zwróć uwagę na to co pisałem wcześniej. Ta "obraza" jest tak naprawdę ironizowaniem sytuacji i nie ma w zamierzeniu faktycznej obrazy :> Natomiast jeszcze raz proszę o wybaczenie, moim zamiarem było jedynie udowodnić wyższość potencjalnego hejtu nad konstruktywnymi uwagami. To trochę nieładne, ale naprawdę przepraszam:)

24-09-2015 11:19
Agrafka
   
Ocena:
0

jesykh - ok, nie mam żalu i rozumiem. Ale warto się pilnować, żeby dyskusja nie przemieniła się w przerzucanie obelgami ;)

24-09-2015 11:50
jesykh
   
Ocena:
0

Agrafko - co jakiś czas to właśnie sugeruję, ale jako że nikogo przy tym nie atakuje to wiesz;) 

24-09-2015 11:51
Cherokee
   
Ocena:
0

@earl - wiem co myślisz. Że mimo mego braku wiary, Pan obdarzył mnie łaską moralnego kompasu. Że podczas gdy Was empatia zwodzi na manowce i paraliżuje moralnymi paradoksami, ja widzę drogę Pana nie studiując jego przykazań. Unijno-lewacka gejonormatywna poprawność zakazuje mi niestety polemiki z tym poglądem, więc tylko powiem krótko, że mam pewną teorię ewolucyjnego pochodzenia empatii, jako mechanizmu zwiększającego przeżywalność istot społecznych.

24-09-2015 12:57
earl
   
Ocena:
0

Na razie nie odpowiedziałeś na moje pytanie. A było proste - skąd się wzięło Twoje poczucie sprawiedliwości? I ja nic nie myślę, tylko pytam.

24-09-2015 13:04
Adeptus
   
Ocena:
+1

Unijno-lewacka gejonormatywna poprawność zakazuje mi niestety polemiki z tym poglądem, więc tylko powiem krótko, że mam pewną teorię ewolucyjnego pochodzenia empatii, jako mechanizmu zwiększającego przeżywalność istot społecznych.

Ok, tylko dlaczego utożsamiać "mechanizm zwiększający przeżywalność" czy też ogólnie "przeżywalność" z dobrem? To, że coś jest instynktowne, nie oznacza, że jest dobre. Np. masowe gwałty dokonywane przez żołnierzy na obywatelkach wrogiego kraju są jak najbardziej zgodne z instynktem rozrodczym i zwiększają szanse przetrwania swoich genów - z biologicznego punktu widzenia, to po prostu forma podkładania "kukułczego jaja" wrogiej grupie. Czy to znaczy, że jest to dobre? Opieranie moralności na empatii do niczego nie prowadzi, podobnie jak opieranie jej na biologii... a opieranie jej na empatii pochodzenia biologicznego, to już humbug totalny.

Notabene, to jest zabawne, że wielu lewaków ateistów usilnie twierdzi, że cała moralność bierze się z instynktu przedłużenia gatunku itd. a jednocześnie forsuje etykę seksualną, która stoi w oczywisty sposób w sprzeczności z tym instynktem (nie to, żeby akurat mnie to bulwersowało, bo jestem przeciwny tej etyce dlatego, ze jest sprzeczna z moją wiarą, a nie jakimiś popędami, ale jest to dla mnie niekonsekwencja).

Na razie nie odpowiedziałeś na moje pytanie. A było proste - skąd się wzięło Twoje poczucie sprawiedliwości? I ja nic nie myślę, tylko pytam.

Też jestem ciekaw. Skoro empatia jest wystarczającą podstawą moralności, to czemu współczujesz z jednymi (np. ofiarami), a nie z drugimi (np. agresorami)? I jak wykażesz, że osoba, która ma odwrotne odczucia postępuje źle, skoro ona też postępuje tak, jak mówi jej empatia? Jeśli osąd sprowadza się empatii, jak możesz osądzić empatię?

 

24-09-2015 13:20
Cherokee
   
Ocena:
+1

@earl - ale pytasz o sprawiedliwość czy dobro i zło? Bo to trochę dwie różne rzeczy i z Adeptusem spieramy się o źródła wiedzy na temat tego drugiego. Sprawiedliwość, tam myśląc na szybko, to raczej umowa społeczna w czystej postaci. Prawo Hammurabiego może zawierać kary, które uważam za złe ale jeśli społeczeństwo się umówi, że tak wygląda zadośćuczynienie zwalniające poszkodowanego od dalszych roszczeń, to będzie to sprawiedliwość.  

24-09-2015 13:25

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.