» Blog » Wspólne czytanie Biblii
21-09-2015 10:14

Wspólne czytanie Biblii

W działach: fantasy, analiza, biblia | Odsłony: 3334

Wspólne czytanie Biblii

Zainspirowana wieloma rozmowami z ludźmi wierzącymi, oraz falą przybywających do Europy ludzi głęboko religijnych postanowiłam rozpocząć serię opracowań i analiz tekstów religijnych oczami ateisty-fantasty. Nie obiecuję, że nie będę stronnicza, choć postaram się jak mogę. Chętnie przyjmę waszą krytykę i wszelkie uwagi. Podchodzę do przedstawionych tekstów jako do dzieł okołofantastycznych. W żadnym momencie moim celem nie jest urażenie czyichkolwiek uczuć religijnych.

Część pierwsza będzie oparta na Biblii Warszawsko-Praskiej opracowanej w 1997 roku przez ks.bk Kazimierza Romaniuka jako że tylko taką osobiście posiadam. Niestety seria zostanie podzielona na wiele bardzo krótkich tekstów, jako że w domu mam latorośl która nie pozostawia wiele czasu na czytanie, analizy czy cokolwiek innego.

Część pierwsza – Księga Rodzaju. O początkach świata i człowieka.  Stworzenie wszechrzeczy i człowieka 1,1 – 2, 4a

Na początku poznajemy Boga w postaci Ducha unoszącego się w pustce. Jest to jedyny istniejący byt, nie znamy jego wieku, pochodzenia ani celu istnienia.  Możemy jednak śmiało założyć, że jest to istota o nieograniczonych możliwościach kreacji.

Pierwszym jej dziełem jest oddzielenie dnia od nocy.  /”Powiedział tedy Bóg: Niech się stanie światło! I stało się światło. I widział Bóg, że światło było dobre. Wtedy oddzielił Bóg światło od ciemności. I nazwał Bóg światło dniem, a ciemność nocą.”/ Pierwszego dnia więc Bóg tworzy Słońce i ruch wirowy Ziemi.

Drugiego dnia Bóg oddziela błękit wód od błękitu nieba, tworząc jak sądzę atmosferę na Ziemi. Jesteśmy już niemal w domu.

Trzeci dzień był dla Wszechmogącego męczący – nie tylko wydobył suchą przestrzeń spośród wód tworząc nam miejsce do życia i zebrał morza i oceany aby trzymały się kupy i zanadto nie rozlały, ale też wykreował wszelką roślinność która rozrosła się po planecie.  

Co dziwne, dnia czwartego Bóg wraca do oddzielania dnia od nocy i kreowania gwiazd. Wprawdzie już jedna powstała i dzień od nocy oddziela, ale z jakichś przyczyn dla Boga istotne jest, aby rozróżniać nie tylko dzień i noc, ale także by stworzyć kalendarz.
\”I powiedział Bóg: Niech pojawią się na niebie światła, żeby oddzielały dzień od nocy, wyznaczały pory roku, poszczególne dni i lata!”\
Zakładam więc, że dnia czwartego Bóg stworzył inne gwiazdy i planety, jako punkt odniesienia dla samych pór roku bardziej niż pór dnia. Bóg dodaje również ruch obiegowy Ziemi i podkreśla różnice między dniem a nocą.

Piątego dnia stworzył wszelkiej maści potwory morskie, istoty wodne oraz ptactwo. Rozsądnie również nakazał im się rozmnażać.

Szóstego dnia Bóg stworzył w kolejności – bydło, płazy oraz wszelkie dzikie zwierzęta.

Tego samego dnia Stwórcę nawiedza myśl o stworzeniu istoty podobnej Im.
\” Stwórzmy człowieka na wzór i podobieństwo nasze, aby mógł panować nad istotami (..)”\
Po raz pierwszy więc nie czuje się sam, zależy mu też na stworzeniu wersji pośredniej między sobą a swoimi dotychczasowymi tworami.  Tworzy człowieka podobnego sobie, a dokładniej parkę obu płci. Rozsądnie nakazał im się rozmnażać, oddał im też na własność całą planetę ze wszystkimi jej tworami, aby mogli czerpać z niej tak, jak uznają za słuszne.

Siódmego dnia Stwórca odpoczywa po ciężkim tygodniu, ustanawia też pierwszy w historii dzień „O nie, już jutro poniedziałek”.

 

Wstęp wydaje się być mocno uproszczony i zawiera pewne niejasności, jest jednak niezłym wprowadzeniem do solidnego fantasy. Świat przedstawiony w księdze wydaje się mocno zbliżony do znanego nam, choć jego geneza jest dużo prostsza. Przedstawiony stwórca jest Bogiem szalenie kreatywnym, z zupełnej pustki wydobył obraz kosmosu, wszelkich żyjących istnień i stworzeń, ich sposobu rozmnażania się, a nawet zaplanował odmierzanie czasu i pory roku. Na uwagę wydają się zasługiwać potwory morskie, które brzmią jak solidna zapowiedź kłopotów.  Dziwi nieco zawirowanie między dniem pierwszym a czwartym, trudno jednak mieć pretensję do bohatera, po trzech dniach pracy mógł spokojnie chcieć swoje dzieło naprawić. Wiemy, że główny bohater jest osobą nie tylko twórczą, ale i wrażliwą. Po zobaczeniu piękna swojego dzieła czuje potrzebę przekazania komuś swojego dziedzictwa, komuś podobnemu sobie. Można wnioskować, że ten nowy boski twór stanie się głównym bohaterem dalszej części.  Póki co obraz Boga nie pozostawia zbyt wiele miejsca na wątpliwości – jest bezsprzecznie dobry, choć pozostawienie świata we władzy człowieka wydaje się być nierozważne i prawdopodobnie będzie przyczyną tragedii.  Zwolenników praw zwierząt uprzedzamy – zwierzęta nie mają praw. I słusznie.

Komentarze


Adeptus
   
Ocena:
+3

@ Exar

Nie mówię, że to ich wynalazek, tylko oni są odpowiedzialni za pranie mózgu dzieciom od 6 roku życia w szkołach. Często we współpracy z rodzicami i babciami/dziadkami.

I ten strach przed piekłem gdzieś tam w podświadomości może siedzieć, stąd niektórzy ludzie na starość robią, coś, co niektórzy nazywają "powrotem do Boga".

A może po prostu kiedy człowiek uświadamia sobie własną śmiertelność, to zaczyna się zastanawiać nad kwestiami duchowymi, które przez lata były gdzieś na drugim planie? Twierdzenie, że wiara jest z założenia wynikiem strachu jest dosyć prymitywne.

Mało który katolik w Polsce jest świadomy swojej religijności, większość zapiep**a co niedziele do kościoła bo tak wypada. Potem wysyła dzieci do chrztu i komunii, bo jak to, dzieci bez prezentów? Przecież będą płakać.

Zgadza się, ale generalnie mało ludzi oddaje się jakimś głębszym refleksjom. Ateistów też to dotyczy.

@ Cheerokee

Dyć jest dokładnie na odwrót. Gdzie biegniesz z ciężką chorobą? Do świątyni Pana czy świątyni nauki (czyt: szpitala)? Wydajesz pieniądze na modlitwę w intencji wyzdrowienia czy na wizytę u specjalisty, leki lub miejsce na oddziale? Wystarczy popatrzeć gdzie biegną chorzy po pomoc, by się przekonać w co naprawdę wierzą. Do Boga uciekają się dopiero ci, którym nauka nie jest już w stanie pomóc. Desperacka to ucieczka, bo Bóg jakoś też wtedy nie potrafi. 

Na odwrót? A skąd założenie, że jedno z drugim jest sprzeczne? Najlepiej prawidłową postawę chrześcijanina w tej kwestii oddał św. Ignacy Loyola, pisząc "Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie" (a dokładnie - "Ufaj Bogu tak, jakby całe powodzenie spraw zależało wyłącznie od Niego; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła"). Bóg to nie jest dobra wróżka, która za nas rozwiąże wszystkie problemy. Po to dał nam rozum i ręce, żebyśmy sami czynili dobro.

A ten, kto ZAMIAST do lekarza idzie najpierw do księdza, nie postępuje zgodnie z chrześcijańskimi zasadami. A już na pewno nie z katolickimi. W katolicyzmie nawet egzorcyzmów nie wolno przeprowadzać, jeśli wcześniej "pacjenta" nie przebada psychiatra.

22-09-2015 12:08
Cherokee
   
Ocena:
0

"Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie"

Czyli nie tylko ateiści nie maja złudzeń co do praktycznego wymiaru ew. istnienia Boga... 

22-09-2015 13:36
   
Ocena:
+6

22.09.2015 Dzień w którym niektórzy odkryli, że wizyta w kościele nie przebiega na zasadzie:

"Szczęść Boże, ksiądz rzuci mniejsze uleczenie ran."

Szczęść Boże należy się ofiara 100 zł i 3 x Ojcze Nasz. Jakby nie pomogło to zawołam księdza proboszcza, on już opanował średnie leczenie - ale wtedy ofiara 150 zł"

22-09-2015 13:48
Adeptus
   
Ocena:
+1

Czyli nie tylko ateiści nie maja złudzeń co do praktycznego wymiaru ew. istnienia Boga... 

Skąd. Po prostu dla mnie "praktyczny wymiar ew. istnienia Boga", to jak słusznie zauważył Ognat nie jest magia. Wierzę, że Bóg jest w stanie czynić cuda i czasami je czyni - ale cuda nie są celem ani podstawą mojej wiary. Nie mogę wykluczyć, że pewnego dnia Bóg nie uczyni na mnie cudu - ale nie oczekuję tego. I uważam, ze to dobrze, że są one wyjątkiem, nie regułą.

Bóg jest dla mnie przede źródłem moralności - nadludzkim arbitrem, dzięki któremu możemy się odnaleźć dżungli tysięcy wzajemnie sprzecznych ludzkich systemów wartości. Bóg pokazuje mi cel i daje siłę woli, abym mógł go osiągnąć, ale nie zdobywa go za mnie.

22-09-2015 14:00
Cherokee
   
Ocena:
+2

Bóg jest dla mnie przede źródłem moralności - nadludzkim arbitrem, dzięki któremu możemy się odnaleźć dżungli tysięcy wzajemnie sprzecznych ludzkich systemów wartości.

Nie nachodzi Cię aby czasem wątpliwość, że jest to jednak kolejny z tych wzajemnie sprzecznych ludzkich systemów wartości, sprytnie opakowany w boskość genezy? 

22-09-2015 14:12
jesykh
   
Ocena:
+3

Bóg jest ze swoimi przykazaniami faktycznie arbitralnym źródłem moralności dla wierzących. Są to konkretne zasady (gdyby społeczeństwo kierowało się nimi byłoby, przyznacie, całkiem spoko nawet), które w swej prostocie rozwiązują większość problemów. 
Prawdziwy problem pojawia się tam gdzie, każdy jest pretendowany do stworzenia "własnego systemu wartości". Czy zwykły Janusz, Adam czy inna Krysia są w stanie stworzyć spójny świat choćby w połowie dorównujący tym wykreowanym przez największych autorów pokroju Tolkiena czy Martina? Bo stworzenie własnego systemu moralnego jest właśnie czymś takim. Być może niektórzy byliby w stanie, ale wbrew pozorom 10 przykazań, nawet zakładając nie istnienie Boga, jest zbiorem doświadczeń z czasów tworzenia się większych niż rodzina społeczności. Są tak naprawdę zasadami - jak żyć, żeby się nie pozabijać i coś zbudować wspólnie. 

 

Btw. byłoby miło gdyby faktycznie dotychczasowa dyskusja na poziomie nie przerodziła się w typową jatkę ateiści vs chrześcijanie. Wolałbym, żebyście zwrócili uwagę na flejm vs dyskusja :p

22-09-2015 14:44
Cherokee
   
Ocena:
+1

gdyby społeczeństwo kierowało się nimi byłoby, przyznacie, całkiem spoko nawet

No osoby niewierzące chyba nie udzielą Ci odpowiedzi na to pytanie, bo rzekome boskie pochodzenie tych zasad nie jest dla nich żadnym drogowskazem. Skąd zatem mogą wiedzieć? A jeśli mogą (a podpowiem, że mogą) ocenić ich wartość bez potrzeby wiary w istotę wyższą, to czy osoby wierzące również nie mogłyby bytów niepotrzebnych nie mnożyć?

Jeśli zaś chodzi o obawę przed 7 miliardami indywidualnych, sprzecznych ze sobą, kodeksów moralnych - jeśli wrodzone postrzeganie dobra i zła jest faktycznie tak zróżnicowane, to zakładam, że i osoby wierzące znajdują w boskiej moralności zasady, z którymi ich własne poczucie moralności się kłóci (coś tam, coś tam, Leviticus). Co robią w takiej sytuacji wierzący? Posłusznie podążają ścieżką Pana, czy robią czasem wyjątki? Jeśli to drugie, to czy ich wiara w wyższość boskiej moralności nie jest fasadowa, skoro w ostatecznym rozrachunku kierują się własnym osądem i zdrowym rozsądkiem?

Pytanie z gwiazdką do obeznanych w temacie: czy sam przekaz Biblii nie jest aby sprzeczny sam ze sobą? W sensie nauki Starego Testamentu vs nauczanie Chrystusa?

22-09-2015 15:09
earl
   
Ocena:
+2

Cóż, najważniejszymi przykazaniami, według Chrystusa, jakie były w prawie starotestamentowym, to miłość całkowita do Boga i do bliźniego (Mt 22,37 oraz Łk 10,27). I tego należy się trzymać, zwłaszcza, że pierwsze przykazanie bez drugiego nie ma racji bytu. Na tym, Jego zdaniem, miało być oparte całe Prawo Boskie, o którym Mesjasz powiedział, że przyszedł je wypełnić a nie zmienić (Mt 5,17). Stąd też krytyka Jezusa dotycząca wypełniania przez żydów jedynie zewnętrznych obrządków liturgicznych (Mt 23,27-28 lub Łk 18,9-14), ale bez zachowywania miłości i szacunku dla innych ludzi.

22-09-2015 15:33
jesykh
   
Ocena:
+2

@Cherokee

Tak jak wspominałem, nawet zakładając brak boskiego pochodzenia, zasady te są zasadami dosyć podstawowymi w swej treści (nie zabijaj, nie kradnij) i wiążą się z budowaniem społeczeństwa i jego pierwszymi "umowami". 
Absolutnie nie chodzi mi o sprzeczne 7 miliardów kodeksów. Chodzi mi o to, że człowiek nie ma wystarczająco kompetencji żeby stworzyć samodzielnie sensowny i bezsprzeczny kodeks moralny. Dużo lepiej w tym sprawdza się dużo ludzi, którzy opracowuję i debugują zasady. Troszeczkę jak z robieniem gier czy oprogramowania. Natomiast jeszcze lepiej sprawdza się istota boska, rozumiejąca co jest dla ludzi najlepsze. I to nie przykazania generują potrzebę boskiego źródła, tylko boskie źródło generuje przykazania (pamiętaj, że usiłuję przekazać punkt widzenia wierzącego, a nie zmusić Cię do czegokolwiek:))
A to odwoływanie się do hipokryzji to taka demagogia troszkę, każdy z nas jest hipokrytą i kłamcą przecież, więc co to mówi o naszej moralności? Zwyczajnie jesteśmy żałośni.

Pytanie z gwiazdką!
Nowy Testament jest dopełnieniem Starego. Stary jest umową między Bogiem a Izraelitami, która obowiązywała na określony czas (bardzo semicko!). I tak naprawdę jest to wychowywanie ludzkości tak jak się wychowuje dzieci. Przylejesz 4-latkowi bo stłukł wazon, ale 16 latkowi powiesz: "Co ty robisz? Ogarnij się." Tak samo Nowy Testament jest próbą dialogu Bóg - ludzkość, a nie wychowaniem na zasadzie zasad i kar. Jest też nową umową stanowiącą nowe zasady, tym razem dla całej ludzkości. 

 

@Earl
dokładnie.

22-09-2015 15:37
Adeptus
   
Ocena:
+1

@ Cherokee

Nie nachodzi Cię aby czasem wątpliwość, że jest to jednak kolejny z tych wzajemnie sprzecznych ludzkich systemów wartości, sprytnie opakowany w boskość genezy? 

Oczywiście, że nachodzi ;) Tyle, ze w przypadku religii przynajmniej mam jakąś szansę, że to coś więcej niż ludzki system wartości, w  przypadku świeckich ideologii - nawet tej szansy brak. Dlatego wolę podążać za religią. To taka moja wersja zakładu Pascala ;)

Jeśli zaś chodzi o obawę przed 7 miliardami indywidualnych, sprzecznych ze sobą, kodeksów moralnych - jeśli wrodzone postrzeganie dobra i zła jest faktycznie tak zróżnicowane, to zakładam, że i osoby wierzące znajdują w boskiej moralności zasady, z którymi ich własne poczucie moralności się kłóci (coś tam, coś tam, Leviticus). Co robią w takiej sytuacji wierzący? Posłusznie podążają ścieżką Pana, czy robią czasem wyjątki

Daj pan spokój z tym Leviticus, Prawo Mojżeszowe nie obowiązuje chrześcijan - jak naucza sama Biblia. Prawo Mojżeszowe z założenia miało być kodeksem prawnym pustynnych nomadów, nie uniwersalnym systemem moralnym. Było pewnym etapem w "historii zbawienia" - i swego czasu było olbrzymim krokiem naprzód (w wielu kwestiach, np. w kwestii niewolnictwa, biło humanitaryzmem na głowę obyczaje Grecji i Rzymu, które są wychwalane przez wielu antyklerykałów chcących zaprzeczyć judeochrześcijańskim korzeniom naszej cywilizacji). Ale było tylko krokiem w drodze do celu. Jezus poszedł dalej i dotarł do tego celu. Jak sam mówił - nie przyszedł po to, żeby znieść Prawo - ale je wypełnić (i pogłębić). Prawo mówiło - dobrze traktuj swoich rodaków oraz zaprzyjaźnionych cudzoziemców, chrześcijaństwo mówi - dobrze traktuj każdego. Prawo mówiło - jak już masz niewolnika, to masz go przyzwoicie traktować, zapewnić czas na odpoczynek, jak go okaleczysz albo wręcz zabijesz, poniesiesz karę, bo niewolnik może i ma mniejsze prawa, ale jest człowiekiem, nie rzeczą i nie możesz z nim robić, co zechcesz - a chrześcijaństwo mówi "nie ma już niewolników".

A jeśli chodzi o to, czego faktycznie naucza religia chrześcijańska - owszem, w razie konfliktu z własnym poczuciem moralności, chrześcijanin powinien postąpić zgodnie ze swoją wiarą. I bardzo dobrze. Nachodzą mnie wątpliwości, czy wyniesienie czegoś ze sklepu to zło? Przecież właściciel supermarketu nie zbiednieje od jednego batona, a w ogóle to, każdy orze, jak może i takie tam... Nie. Nie kradnij.

Jeśli to drugie, to czy ich wiara w wyższość boskiej moralności nie jest fasadowa, skoro w ostatecznym rozrachunku kierują się własnym osądem i zdrowym rozsądkiem?

Masz rację. Niestety, są chrześcijanie, którzy zamiast bożą nauką kieruje się własnym osądem i tzw. zdrowym rozsądkiem (zresztą - co to jest zdrowy rozsądek? jednego "zdrowy rozsądek" mówi to, innemu coś zupełnie innego. Jak to mówią Anglosasi - common sense is not common - nawet jeśli chodzi im o coś trochę innego ;) Wszelkie patologie chrześcijaństwa, mordy na tle religijnym itd. brały się właśnie z tego, że ludzie uważający się za chrześcijan kierowali się własnym osądem, zamiast sięgnąć do Biblii i przeczytać "Nie zabijaj".

No osoby niewierzące chyba nie udzielą Ci odpowiedzi na to pytanie, bo rzekome boskie pochodzenie tych zasad nie jest dla nich żadnym drogowskazem. Skąd zatem mogą wiedzieć? A jeśli mogą (a podpowiem, że mogą) ocenić ich wartość bez potrzeby wiary w istotę wyższą, to czy osoby wierzące również nie mogłyby bytów niepotrzebnych nie mnożyć?

Ale dalej - jeden oceni wartość moralną nakazu tak, inny inaczej. Dalej mamy chaos. Dlatego nie - człowiek, niezależnie czy wierzący, czy niewierzący jest w stanie stworzyć obiektywnego kodeksu moralnego, ani obiektywnie ocenić wartości kodeksu moralnego. Sam fakt, że ludzie decydują, czy nakaz jest dobry na podstawie swojej oceny, neguje jego obiektywną wartość. Dlatego, jeśli nie ma Boga, to nie ma obiektywnej moralności.

 

 

22-09-2015 16:32
Agrafka
   
Ocena:
+2
Anioł- to ciekawe, ale przykładu z czarną dziurą sama używam w rozmowach z oswieconymi ateistami, którzy nie rozumieją, że ich wiedza to też wiara w informację. Pogrzebu kościelnego nie chcę.
22-09-2015 16:49
Adeptus
   
Ocena:
+2

Pogrzebu kościelnego nie chcę.

Teraz tak mówisz, zobaczymy, co powiesz, jak umrzesz ;)

Co do czarnej dziury - to innym dobrym przykładem jest teoria o "ciemnej materii". "Różne ciała niebieskie zachowują się w taki sposób, że zgodnie z naszą teorią coś powinno na nie oddziaływać... ale nie możemy wykryć niczego, co by tak mogło oddziaływać.Hmm... no to powiedzmy, że istnieje materia... potrzeba będzie bardzo dużo tej materii... prawdę mówiąc więcej niż jest tej materii, którą możemy zaobserwować... która powoduje, ze te ciała się zachowują tak, jak zachowują. Ale się jej nie da w żaden sposób zaobserwować, ani nawet udowodnić jej istnienia". Czym to się różni od "Boga luk" wyśmiewanego przez Dawkinsa?

22-09-2015 17:02
Agrafka
   
Ocena:
+1

Adeptusj,jak umrę będzie się już liczyła tylko wiara moich bliskich.

22-09-2015 18:01
Adeptus
   
Ocena:
0

Ekhem... to miał być żart.
 

22-09-2015 18:08
Cherokee
   
Ocena:
+1

Dlatego, jeśli nie ma Boga, to nie ma obiektywnej moralności.

No nie ma ale jak widać jakoś sobie bez niej radzimy.

I nie ma tu znaczenia wiara w istnienie Boga. Sam przyznajesz, że nie możesz mieć pewności, czy dany kodeks praw moralnych pochodzi od Niego. Nie masz wszak możliwości weryfikacji pochodzenia tych praw. Mógłbym zrozumieć, gdybyś bez żadnej analizy przyjął zasady zaproponowane przez istotę wyższą w czasie spotkania w cztery oczy. Siła autorytetu, rozumiem. Ale jedyne czym dysponujesz to relacje ludzi, na temat tego co Bóg rzekomo objawił jako swoją wolę. I Ty to po prostu akceptujesz, bez dociekania, bez wnikliwego sprawdzania, ot tak, na słowo honoru ludzi, którzy Ci to prawo moralne przedstawili. Gdzie tu wiara w Boga? Ja widzę wiarę w ludzi. 

@Czarne dziury -  ich istnienie zostało przewidziane na podstawie tych już poznanych praw fizyki, których słuszności jesteśmy pewni. Co więcej, zbudowana na bazie tych potwierdzonych praw teoria istnienia czarnych dziur implikuje pewne konsekwencje ich istnienia, które to konsekwencje już są obserwowalne. To właśnie odróżnia je od Boga, którego istnienie nie zostało dotąd podparte choćby ekstrapolacją już znanych, powtarzalnych doświadczeń. 

22-09-2015 18:08
Adeptus
   
Ocena:
0

No nie ma ale jak widać jakoś sobie bez niej radzimy.

Faktycznie, zapomniałem, że żyję w świecie, w którym nie ma wojen, morderstw, gwałtów, ani kradzieży. Poza tym, mów za siebie, jakie "my"?

I nie ma tu znaczenia wiara w istnienie Boga. Sam przyznajesz, że nie możesz mieć pewności, czy dany kodeks praw moralnych pochodzi od Niego. Nie masz wszak możliwości weryfikacji pochodzenia tych praw. Mógłbym zrozumieć, gdybyś bez żadnej analizy przyjął zasady zaproponowane przez istotę wyższą w czasie spotkania w cztery oczy. Siła autorytetu, rozumiem. Ale jedyne czym dysponujesz to relacje ludzi, na temat tego co Bóg rzekomo objawił jako swoją wolę. I Ty to po prostu akceptujesz, bez dociekania, bez wnikliwego sprawdzania, ot tak, na słowo honoru ludzi, którzy Ci to prawo moralne przedstawili. Gdzie tu wiara w Boga? Ja widzę wiarę w ludzi. 

Rzecz w tym, że jeśli ktoś mówi "My uważamy, że X jest złe" - to zło X jest ewidentnie ludzką oceną. Jeśli ktoś mówi "My wierzymy, że Bóg uważa, że X jest złe" to istnieje niezerowa szansa, że zło X jest oceną Boga - niech to będzie 0,1%, ale to i tak 0,1% więcej. Dlatego to drugie przemawia do mnie bardziej (tzn. to pierwsze nie przemawia do mnie w ogóle). Po prostu dla mnie ktoś, kto deklaruje, że jego poczucie moralności ma źródło inne niż Bóg, z miejsca deklaruje, że jego kodeks moralny nie ma sensu.

I to nie jest wiara w ludzi. Bo ja nie wierzę, dajmy na to, w Biblię, dlatego że ufam jej autorom, że uważam, że byli najlepszymi/najmądrzejszymi ludźmi i dlatego to, co pisali, jest mądre. Wierzę tylko i wyłącznie dlatego, że uważam, że treść jest natchniona przez Boga. W sumie, jak jest różnica pomiędzy wiarą w to, że słowa, które czytam są zapisem słów Boga, a wiarą w to, że to co słyszę, jest słowami Boga?

 

22-09-2015 19:15
L. Norec
   
Ocena:
0

Agrafko, przecież to żadna analiza czy opracowanie, tylko zbiór spisanych na kolanie wrażeń (sama przyznajesz, że dziecko uniemożliwia poświęcenie na to czasu). Jaki masz cel poza sprowokowaniem kilku osób i łapaniem lajków?

Powiedział były Czarnotrup który niedawno rzekomo uciekł z Poltera mając pretensje do Kamulca, a zachowując się, jak on. Teraz trollując na Polteru blog Agrafki.
Oj, smutne życie musisz mieć po ujawnieniu...
Nie ma ruchu na blogu, to jednak wróciłeś?

 

@ Agrafka

Jeżeli chcesz brać się za Koran, to poszukaj filmów z tłumaczeniem tegoż. Niestety ja swój link gdzieś posiałem, a teraz Google uprzejmie blokuje wyniki podobnych wyszukiwań. Jest taki pół godzinny filmik, na którym amerykański fachowiec wyjaśnia bardzo ładnie jak działa Koran, przy okazji podając przykłady historyczne.

22-09-2015 19:30
Enc
    @L.Norec
Ocena:
0

Powiedział były Czarnotrup który niedawno rzekomo uciekł z Poltera mając pretensje do Kamulca, a zachowując się, jak on.

Uciekł z Poltera? Siłą trzymali? Nie puścili, trzeba było uciekać na blogi, do wolności, kochanej wolności!

Oj, smutne życie musisz mieć po ujawnieniu...

Oj, musisz nie mieć życia.

Nie ma ruchu na blogu, to jednak wróciłeś?

Nie wiem, nie mam statystyk. Komcie są, tutaj ludzie też lajkują, więc jestem zadowolony. A co do powrotu - widzisz tutaj moje teksty? Widzisz dłuższe wpisy blogowe? L.Norec, pls, nie ariochuj.

22-09-2015 19:56
L. Norec
   
Ocena:
0

Twierdzenie, że wiara jest z założenia wynikiem strachu jest dosyć prymitywne.

Ale prawdziwe. Ludzie są prymitywni, życie również. Rodzimy się i umieramy. To jest prymitywne i zwyczajne. 

 

@ Trup

Pliz, nie kaworuj. Do tej pory najlepiej wychodziło ci bycie przegniłym, więc nie próbuj się umartwiać żeby znów zmartwychwstać. Nie trolluj tak banalnie i żałośnie. Zrób to, co trup zrobić powinien. Zgiń, przepadnij.

22-09-2015 20:04
L. Norec
   
Ocena:
0

Chyba ty.

22-09-2015 20:21

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.