» Blog » Wróblica pozbawiona języka
16-09-2019 14:53

Wróblica pozbawiona języka

W działach: książki, tłumaczenia, Baśnie japońskie | Odsłony: 149

Dawno, dawno temu w Japonii żył stary człowiek ze swoją żoną. Staruszek był dobry, miły i ciężko pracował, ale jego żona była okropna, niszcząc szczęście swego domostwa poprzez język, którym się posługiwała. Zawsze marudziła, od poranka do późnej nocy. Staruszek od dawna już jednak się tym nie przejmował. Przez większość dnia pracował w polu, a jako, że nie miał dzieci, gdy wracał, opiekował się oswojoną wróblicą. Kochał bardzo małego ptaszka, zupełnie, jakby było to jego dziecko.

Kiedy powracał do domu wieczorem po ciężkiej pracy na świeżym powietrzu, jego jedyną przyjemnością było głaskanie wróblicy, mówienie do niej i uczenie jej różnych sztuczek, które przychodziły jej z łatwością. Staruszek otwierał jej klatkę i pozwalał jej fruwać po pokoju oraz bawił się z nią. Kiedy nadchodził czas na wieczerzę, zawsze zostawiał trochę swego posiłku, którym karmił ptaszka.

Pewnego dnia staruszek poszedł do lasu rąbać drewno, a jego żona została w domu, by uprać ubrania. Dzień wcześniej zrobiła trochę pasty z ryżu, ale teraz, gdy jej szukała, odkryła, że cała zniknęła – miska, która wczoraj była jej pełna, dziś była pusta.

Kiedy kobieta zastanawiała się, kto mógłby zużyć lub ukraść pastę, wróblica przyleciała do niej i kłaniając swą małą, opierzoną głowę – sztuczka, której nauczyła się od swego pana – piękny ptak powiedział:

- To ja zjadłam całą pastę. Myślałam, że to jedzenie dla mnie w misie i zjadłam wszystko. Jeśli zrobiłam coś złego, błagam Cię o wybaczenie! Ćwir, ćwir, ćwir!

Jak widać, wróblica była szczerym ptakiem i stara kobieta powinna jej wybaczyć, kiedy poprosiła o to tak grzecznie. Niestety, tak nie było.

Starucha nigdy nie kochała wróblicy i często kłóciła się ze swym mężem o trzymanie tego „brudnego ptaszyska” w domu, mówiąc, iż był dla nich tylko dodatkowym obowiązkiem. Teraz, gdy wróblica zjadła skrobię, była zachwycona, gdyż miała powód, by na nią marudzić. Nakrzyczała i zwyzywała małego wróbelka za jego złe zachowanie, a jako, że dalej było jej mało, w przypływie gniewu chwyciła ją – przez cały ten czas rozpościerała swe skrzydła i pochylała główkę by pokazać jak jej było przykro – i korzystając z nożyczek, obcięła biednej ptaszynce język.

- Zjadłaś moją skrobię tym językiem! Teraz się przekonasz, jak to jest żyć bez niego! - powiedziała i odrzuciła ptaka na bok, nie dbając o to, co się z nim później stanie i bez choćby cienia żalu bądź współczucia, gdyż była taką okropną kobietą.

Starucha po tym, jak poradziła sobie z wróblem, zrobiła więcej pasty z ryżu, marudząc przez cały czas, a po wypraniu wszystkich ubrań rozciągnęła je, by wyschły na słońcu, zamiast wyprasować je, jak zrobiłby to człowiek Zachodu.

Wieczorem staruszek wrócił do domu. Jak zwykle, gdy skończył pracę, wyczekiwał chwili, gdy mógłby dojść do swych drzwi i zobaczyć wróblicę jak do niego leci i ćwierka, stroszącej piórka z radości i siadającej mu na ramieniu. Lecz dzisiaj staruszek był bardzo rozczarowany, gdyż po wróblu nie został choćby ślad.

Przyspieszył kroku, szybko zdjął swe sandały i stanął na werandzie. Wróblicy dalej nie było widać. Był pewien, że jego żona w jednym ze swoich złych nastrojów zamknęła ją w klatce. Zawołał więc ją i spytał z niepokojem:

- Gdzie jest dzisiaj Suzume San (Pani Wróbel)?

Starucha na początku udawała, że nie wie i odpowiedziała:

- Twoja wróblica? Z pewnością nie wiem. Teraz, kiedy o tym myślę, nie widziałam jej całe popołudnie. Nie zdziwiłabym się, gdyby to niewdzięczne ptaszysko odleciało i zostawiło Cię po tych wszystkich głaskaniach!

Ale w końcu, gdy staruszek nie dał jej spokoju, pytając ciągle i ciągle, pewien, że musi wiedzieć, co stało się z jego zwierzątkiem, wyjawiła mu prawdę. Powiedziała mu wściekła, że wróblica zjadła całą pastę z ryżu, którą chciała wykrochmalić ubrania i kiedy ptak wyznał jej, co zrobił, w wielkim gniewie chwyciła nożyczki i obcięła mu język, a na koniec odrzuciła go i zakazała mu kiedykolwiek wracać do domu.

Starucha pokazała swojemu mężowi język wróblicy, mówiąc:

- Oto język, który obcięłam! Okropne ptaszysko, czemu zjadło całą moją pastę?

- Jak możesz być tak okrutna? Oh! Jak możesz? - było wszystkim, co staruszek mógł powiedzieć. Był zbyt miły, by ukarać swoją parodię żony, lecz był bardzo przejęty tym, co stało się z jego małą wróblicą.

- Co za okropna tragedia spotkała moją biedną Suzume San! Straciła język! - powiedział do siebie – Nie będzie w stanie już więcej ćwierkać i z pewnością ból zadany jej w taki sposób sprawił, że zachorowała! Czy nie mogę nic zrobić?

Staruszek wylał wiele łez i płakał wciąż, gdy jego wredna żona poszła spać. Gdy wycierał swe łzy w swój rękaw, naszła go radosna myśl – pójdzie jutro i poszuka wróblicy. Gdy tak zadecydował, w końcu był w stanie zasnąć.

Następnego poranka wstał wcześnie, wraz ze Słońcem, i po zjedzeniu pośpiesznego śniadania wyruszył za wzgórza i poprzez las, przystając przy każdym bambusie i krzycząc:

- Gdzie, oh gdzie jest moja wróblica pozbawiona języka? Gdzie, oh gdzie jest moja wróblica pozbawiona języka?!

Nie zatrzymał się, by odpocząć i zjeść drugie śniadanie i było już późne popołudnie, gdy znalazł się w pobliżu wielkiego lasu bambusowego. Bambusy to ulubione rośliny wróbli i staruszek dostrzegł, iż zaiste, na skraju lasu czekała jego droga wróblica, chcąc się z nim przywitać. Nie mógł uwierzyć swym oczom, tak wielka radość go ogarnęła, i pobiegł cicho przed siebie, w jej stronę. Pochyliła ona swoją małą główkę i wykonała sztuczki, których ją nauczył, by pokazać, że i ona jest uszczęśliwiona. Co więcej, o dziwo była w stanie znów mówić. Staruszek powiedział jej, jak bardzo było mu przykro z powodu tego wszystkiego, co się stało i spytał o jej język, zastanawiając się, jak może bez niego mówić. Wtedy wróblica otworzyła swój dzióbek i pokazała, że nowy język wyrósł jej w miejsce starego i poprosiła go, by nie myślał więcej o przeszłości, gdyż była znów w dobrym stanie. Wtedy staruszek zdał sobie sprawę z tego, że jego wróblica była wróżką, a nie zwykłym ptakiem. Byłoby trudnym przedsięwzięciem wyolbrzymić jego radość, gdy zdał sobie z tego sprawę. Zapomniał o wszystkich swych problemach, nawet o tym, jak zmęczony był, gdyż znalazł swoją zagubioną wróblicę i zamiast być chorą i bez języka, jak się spodziewał, była zdrowa, szczęśliwa i z nowym językiem, bez żadnej oznaki sponiewierania przez okrutną żonę. I, poza tym wszystkim, była ona wróżką.

Wróblica poprosiła go, by za nią podążył i fruwając przed nim, zaprowadziła go do pięknego domu w sercu bambusowego zagajnika. Staruszek był w szoku, gdy wszedł do domu, gdyż był naprawdę wspaniały. Był zbudowany z najbielszego drewna, miękkie maty koloru śmietany, które pełniły funkcję dywanów były najwyższej jakości, a poduszki, które wróblica mu wskazała by usiadł były zrobione z najwspanialszego jedwabiu i krepy. Przepiękne wazy i lakierowane pudełka ozdabiały alkowy tokonoma w każdym pokoju.

Wróblica posadziła staruszka w honorowym miejscu, a potem, lądując w odpowiednim, pełnym szacunku dystansie, podziękowała mu wieloma grzecznymi ukłonami za wszelką dobroć, którą jej okazał przez te wszystkie lata.

Następnie Pani Wróblica, jak będziemy ją teraz nazywali, przedstawiła staruszkowi całą swoją rodzinę. Gdy już to zrobiła, jej córki, ubrane w szaty z jedwabiu, wniosły piękne, staromodne tace z mnóstwem przepysznego jedzenia, aż stary człowiek zaczął myśleć, że musi śnić. W środku posiłku niektóre z córek Wróblicy zaczęły tańczyć taniec zwany „suzume-odori” lub „taniec Wróblicy”, by uprzyjemnić czas swemu gościowi.

Staruszek nigdy nie bawił się lepiej. Godziny mijały szybko w tym rozkosznym miejscu, a wszystkie wróżki-wróblice czekały na niego i tańczyły ku jego rozkoszy.

Lecz noc zawsze nadchodzi po dniu i mrok przypomniał mu, że ma długą drogę powrotną przed sobą i musi już się zbierać. Podziękował swej miłej gospodyni za ugoszczenie go i błagał by przez wzgląd na niego zapomniała o wszystkim co wyrządziła jej jego okropna, stara żona. Powiedział Pani Wróblicy, że to wielka radość i ulga odnaleźć nią w tak pięknym domu i mieć pewność, że niczego jej nie brakuje. To przez lęk o to, jak się miewa i co się z nią podziało wyruszył, by ją odnaleźć. Teraz wiedział, że wszystko było w porządku i mógł wrócić do domu z lekkim sercem. Gdyby kiedykolwiek chciała od niego cokolwiek, musiała tylko go wezwać, a przybyłby do niej bez chwili zwłoki.

Pani Wróblica błagała go, by został na kilka dni, odpoczął i cieszył się miłą odmianą, lecz staruszek musiał wrócić do swej żony – która najpewniej byłaby wściekła, iż nie wrócił do domu o zwykłej porze – i do swojej pracy, a więc, choć bardzo chciałby zostać, nie może zaakceptować tego miłego zaproszenia. Lecz teraz, gdy wiedział gdzie Pani Wróblica żyje, może ją odwiedzać kiedykolwiek znajdzie czas.

Gdy Pani Wróblica zauważyła, że nie może przekonać staruszka do zostania dłużej, wydała polecenie swoim służącym i zaraz przynieśli oni dwa pudełka, jedno duże i drugie, mniejsze. Położono je przed staruszkiem i Pani Wróblica poprosiła go, by wybrał sobie prezent, który chciała mu ofiarować.

Stary człowiek nie mógł odmówić tak grzecznej propozycji i wybrał mniejsze pudełko, mówiąc:

- Jestem teraz zbyt stary i słaby by nosić wielkie i ciężkie pudło. Dziękuję za możliwość wyboru i wybieram mniejsze, będzie mi łatwiej je nieść.

Następnie wszystkie wróble pomogły mu umieścić pudełko na jego plecach i ruszyły z nim do wrót, by go pożegnać i odprowadzić, kłaniając się nisko i prosząc, by przybył ponownie gdy będzie mógł. Tak więc staruszek i jego wróblica rozstali się w szczęściu, wróblica nie okazując w ogóle iż gniewa się za nieprzyjemności, których musiała doświadczyć od starej żony. Smuciła się tylko, że staruszek musi do niej wrócić.

Gdy stary człowiek wrócił do domu, jego żona była nawet okropniejsza niż zazwyczaj, gdyż było późno w nocy i czekała na niego od długiego czasu.

- Gdzie byłeś cały ten czas? - zaskrzeczała – Czemu wracasz tak późno?

Staruszek starał się ją uspokoić, pokazując jej pudełko-prezent, które przyniósł ze sobą, a potem opowiedział jej wszystko, co się wydarzyło, a także to, jak dobrze został ugoszczony w domu wróblicy.

- A teraz zobaczmy, co jest w środku – powiedział, nie dając jej czasu, by mogła dojść do głosu – Musisz mi pomóc je otworzyć – oboje usiedli przed pudełkiem i otworzyli je.

Ku ich wielkiemu zaskoczeniu, pudełko było wypełnione po brzegi złotymi i srebrnymi monetami i wieloma innymi cennymi rzeczami. Maty w ich małej chatce błyszczały, gdy wyjmowali kosztowności z pudełka jedno po drugim, obracając je w swych dłoniach. Staruszek był rozradowany na widok bogactw, które były jego. Dar wróblicy przekroczył jego wszelkie wyobrażenia i pozwoliłby mu rzucić pracę i żyć w spokoju i komforcie przez resztę swoich dni.

- Dzięki Ci, moja mała wróblico, dzięki Ci! - powtarzał wielokrotnie, patrząc na jej podarek.

Lecz starucha, po pierwszym zaskoczeniu i zachwycie na widok złota i srebra, nie mogła powstrzymać chciwości w swym sercu. Zaczęła marudzić swemu mężowi, iż nie wziął większego pudła-prezentu, gdyż powiedział jej i o nim, a także o tym, że wybrał mniejsze jako łatwiejsze w transporcie.

- Ty stary głupcze! - wykrzyczała – Czemu nie wziąłeś większego pudła? Pomyśl ile straciliśmy! Moglibyśmy mieć dwukrotnie więcej złota i srebra! Ty głupi starcze! - wykrzyczała, a następnie ruszyła do łóżka, wściekła jak nigdy.

Staruszek pomyślał, że byłoby dobrze, gdyby nic nie mówił o wielkim pudle, lecz było już za późno – chciwa starucha, niepotrafiąca docenić szczęścia, które na nich niespodziewanie spłynęło i na które w ogóle nie zasłużyła, postanowiła, że jeśli to tylko możliwe, zdobędzie więcej kosztowności.

Następnego dnia, wcześnie rano, wstała i nakazała staruszkowi, by opisał jej szczegółowo drogę do domu wróblicy. Gdy zdał sobie sprawę z tego, co jego żona planuje, mężczyzna starał się jej to odradzić, ale nie mógł przemówić jej do rozsądku. Nie słuchała niczego, co do niej mówił. To dziwne, że starucha nie czuła się zawstydzona, ruszając do wróblicy którą tak okrutnie potraktowała, odcinając jej język w przypływie złości. Lecz jej chciwość i pragnienie pozyskania dużego pudła sprawiły, że zapomniała o wszystkim innym. Nawet nie pomyślała, że wróble mogą być wściekłe, gdy ją zobaczą – było tak w istocie – i że mogą ją ukarać za to, co zrobiła.

Od momentu, gdy Pani Wróblica wróciła do domu w koszmarnym stanie, płacząc i krwawiąc z ust, jej cała rodzina nie robiła praktycznie nic, tylko mówiła i okrucieństwie staruchy. - Jak ona mogła?! - pytali się nawzajem – Ukarać tak bardzo za coś tak trywialnego jak zjedzenie trochę ryżowej pasty przez pomyłkę? - Wszyscy oni kochali staruszka który był tak miły, dobry i cierpliwy pomimo wszystkich swoich problemów, ale staruchy szczerze nienawidzili i byli zdeterminowani, by ukarać ją jeśli tylko będą mieli okazję. Nie musieli czekać długo.

Po kilku godzinach, starucha dotarła do bambusowego zagajnika, który został szczegółowo opisany przez jej męża, a teraz stała przed nim i zaczęła wrzeszczeć:

- Gdzie jest dom wróblicy pozbawionej języka? Gdzie jest jej dom?

W końcu dostrzegła dach domu wyłaniający się zza bambusów. Ruszyła pędem do drzwi i zapukała głośno.

Gdy słudzy donieśli Pani Wróblicy o tym, że jej stara pani była przed jej drzwiami i chciała się z nią widzieć, była ona zaskoczona tą niespodziewaną wizytą po wszystkim, co miało miejsce. Zastanawiała się także nad bezpośredniością kobiety, która sama przyszła do jej domu. Pani Wróblica była jednak ugodowym ptakiem i wyszła przywitać staruchę, pamiętając, że była kiedyś jej panią.

Starucha nie marnowała czasu i od razu bezwstydnie zajęła się tematem, po który tu przyszła:

- Nie musisz mnie zabawiać, jak zrobiłaś to z moim mężem. Przyszłam tu, by odebrał pudło, które on głupi zostawił. Jak tylko mi je dasz, idę sobie – to wszystko czego chcę.

Pani Wróblica od razu się zgodziła, i powiedziała swoim służącym, by przynieśli wielkie pudło. Starucha ochoczo chwyciła je i przymocowała do swoich pleców, i ruszyła z powrotem, nawet nie dziękując Pani Wróblicy.

Pudło było tak ciężkie, że nie mogła szybko chodzić, nie wspominając o bieganiu, jak by wolała - tak niecierpliwiła się, by dotrzeć do domu i sprawdzić, co było w środku - więc często musiała usiąść i odpocząć w trakcie marszu.

Kiedy męczyła się pod ciężarem wielkiego pudła, jej pragnienie otwarcia go stało się zbyt duże, by mogła mu się oprzeć. Nie mogła już dłużej czekać, gdyż podejrzewała, że to wielkie pudło było pełne złota, srebra i kamieni szlachetnych, zupełnie jak mniejsze, które otrzymał jej mąż.

W końcu chciwa i samolubna starucha położyła wielkie pudło na ziemi i otworzyła je ostrożnie, spodziewając się, że jej oczy zobaczą niezmierzone bogactwo. To, o jednak ujrzała, przeraziło ją tak bardzo, że prawie straciła zmysły. Gdy tylko podniosła wieko, wiele okropnych i strasznie wyglądających demonów wyskoczyło z podła i otoczyło ją, jakby mieli intencje jej zabicia. Nawet w swych koszmarach nie widziała takich przerażających istot jak te, które zawierało jej ukochane pudło. Demon z jednym wielkim okiem w środku swojego czoła przyszedł i wpatrywał się z nią, potwory z wielkimi paszczami wyglądały, jakby miały zamiar ją pożreć, wielki wąż wił się i syczał na nią, a gigantyczna ropucha skakała w jej stronę.

Starucha nigdy tak bardzo nie bała się w całym swoim życiu i uciekła tak szybko, jak tylko jej stare nogi pozwoliły, ciesząc się, że uszła z życiem. Kiedy dotarła do domu, padła na podłogę i powiedziała swemu mężowi ze łzami w oczach wszystko, co jej się przytrafiło i to, jak prawie została zabita przez demony w pudle.

Następnie zaczęła obwiniać wróblicę, lecz jej mąż przerwał jej natychmiast, mówiąc:

- Nie obwiniaj wróblicy, po prostu nareszcie dostałaś nagrodę za swe złe zachowanie. Mam tylko nadzieję, że będzie to dla Ciebie lekcja na przyszłość!

Starucha nie powiedziała nic więcej, i od tego dnia zmieniła się bardzo – przestała być wredna, nieuprzejma i stopniowo stawała się lepszą osobą, aż własny mąż nie mógł jej poznać. Spędzili ostatnie dni swego życia szczęśliwie, wolni od martwienia się o potrzeby materialne, wydając ostrożnie skarby, które staruszek otrzymał od swego zwierzątka, wróblicy pozbawionej języka.

2
Notka polecana przez: Exar, Johny
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Kaworu92
   
Ocena:
0

Kolejna baśń japońska, mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

16-09-2019 14:57
Johny
   
Ocena:
0

Dzięki Kaworu za tłumaczenie. Uwielbiam czytać baśnie, mimo swej prostoty mają w sobie coś magicznego co nie pozwala mi się od nich oderwać. Fajnie, że to publikujesz.

21-09-2019 21:49

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.