string(15) ""
» Blog » Wolsungowy opis świata
17-12-2011 13:54

Wolsungowy opis świata

Odsłony: 116

Wolsungowy opis świata
Podczas pisania materiałów do RPG dobrze jest pamiętać, że pisze się do RPG. Oczywiste? Nie dla wszystkich. Pozwólcie, że zaprezentuję ten problem na podstawie Wolsunga.

Lyonesse, największa metropolia świata gry, posiada potężny kryminalny półświatek. Rodzime gangi, podwładni zdemoralizowanych arystokratów, scyllijskie mafie, egzotyczne triady, rozmaite grupy buntujące się przeciwko imperialnej polityce królowej, nihiliści i socjaliści… Moglibyśmy opisać każdą z tych grup, zaznaczyć na mapie jej obszar wpływów (z dokładnością do ulicy), wyszczególnić, kto szmugluje nielegalny alkohol, a kto czarny lotos, opisywać statystyki każdego przywódcy, zestawić w tabeli, ilu posiada zbirów-statystów, a ilu Sławnych egzekutorów. I wiecie co? Takie materiały często świetnie się czyta. Kiedyś karmiłem wewnętrznego nerda czytając opisy Zapomnianych Krain, do dzisiaj zdarza mi się wyskoczyć na krótką wycieczkę do wciągającego świata Wookiepedii. Ok., opisy każdej wioski regionu, wraz z dokładną ilością mieszkańców, które znalazłem w którymś z podręczników do drugiej edycji Warhammera, były już pewną przesadą.

Podstawy problem z takim podejściem polega jednak na tym, że zazwyczaj słabo przekłada się on na sesyjną praktykę. Pamiętacie dodatek Bóstwa i półbogowie? Ostatnio rozmawiałem na konwencie z kimś, kto rzeczywiście w zwieńczeniu swojej wielomiesięcznej kampanii notorycznie bił się z bogami, ale to chyba pierwsza taka osoba ever. Nie chodzi tutaj nawet o absurdalnie wysoki power-level, przy którym mechanika aż trzeszczała (bo co to za frajda rzucać k20, gdy twój modyfikator wynosi +80?). Należy jednak zadać sobie pytanie: z iloma bóstwami śmierci zmierzymy się podczas kampanii? Czy – wracając już do Wolsunga – ile różnych scyllijskich Rodzin może odegrać znaczącą rolę w przygodzie? Jak często przyda Ci się wiedza o dokładnym podziale wpływów i znajomość dokładnej liczby łotrów, będących pod kontrolą danego super-przestępcy?

Twórcy materiałów do RPG zbyt często nie potrafią porzucić skali makro, tworząc skomplikowane struktury, które w niewielkim stopniu ujawnią się na sesji. Twoi gracze mają kontakt z przygodą, która obejmuje kilka zupełnie konkretnych zdarzeń, bohaterów niezależnych i przeciwności. Wewnętrzna, niewidoczna na pierwszy rzut oka struktura przydaje się sporadycznie, np. podczas bardzo długich, otwartych kampanii. Najczęściej jednak zupełnie wystarczające tło ma głębię tekturowej dekoracji, a jego zadaniem jest wprowadzenie w konkretny klimat. Kiedy przygotowujesz sesję, poświęcaj poszczególnym częściom składowym tyle uwagi, na ile zasługują – a więc proporcjonalnie do ich występowania podczas sesji. Fabuła przygody jest więc znacznie ważniejsza niż historia regionu, a postać wysłannika mafii niż drobiazgowe informacje na temat samej organizacji.

Na Wolsungerii skupiamy się właśnie na praktycznych materiałach, a więc głównie scenariuszach. Ostatnia aktualizacja jest próbą innego formatu – to pierwszy odcinek Kroniki Towarzyskiej, wyboru fascynujących bohaterów z danego środowiska (tym razem półświatka Lyonesse). Jak zwykle posiadają pełne statystyki i łatwo dopasować ich do swojej przygody. To Wolsungowa wariacja na temat drobiazgowego opisu świata – zamiast pisać, że w Pothill znajduje się kilka podejrzanych sklepów z antykami, prezentujemy podejrzanego antykwariusza z Pothill, wraz z nazwiskiem, osobowością i mechaniką. Prawda, że taką informację łatwiej wykorzystać podczas prowadzenia?

Nie jest to pytanie do końca retoryczne. Czy taka forma materiału przypada Wam do gustu? Macie może jakieś szczególne zamówienia na Wolsungowe materiały? Chcecie sami coś napisać? Polecam komentarze oraz adres: [email protected]

Komentarze


Planetourist
   
Ocena:
+4
Wydaje mi się, że takie materiały są równie potrzebne, jak jednostrzały. To klocki, z których obcykany trochę w świecie W prowadzący może składać sesje równie ciekawe, jak gotowe jednostrzały, a zwykle dajęce przy okazji więcej swobody graczom.
17-12-2011 14:05
de99ial
   
Ocena:
+1
Graczom tego typu informacje nie są potrzebne, ale bywa, że są potrzebne MGom. I to dla nich powstają takie opisy, szczegółowe i wydawałoby się zbędne. Ja jako MG wolę dostać dokładny opis miasta, z wyliczeniem kto, kogo, komu, gdzie i za co, z liczbami itd. Bo ogólnikowe opisy to ja mogę sam sobie napisać, nie potrzebuję do tego dodatków.

Płacę za dodatek aby dostać to, co w normalnych warunkach zajęłoby mi dużo czasu. Ogólne opisy nie zajmują dużo czasu.
17-12-2011 15:29
~Banan

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Problem podręczników do Wolsunga polega na tym, że autorzy skupili się na wrzuceniu olbrzymiej ilości pomysłów na przygody, a można by zrobić dokładniejszy opis świata (tak jak wspomniany antykwariusz z Pothill i wspomnienie, że jest jeszcze kilku). Skupić się na opisie świata, a nie potencjalnych pomysłach.
Zwykły opis dałby większe możliwości niż wrzucenie nawet setki pomysłów.
17-12-2011 17:24
Gruszczy
   
Ocena:
+6
Trzeba zachować umiar. Mi podobał się bardzo podręcznik o Detroit do Neuroshimy, gdzie oprócz bogatego opisu miasta, jest też multum pomysłów. Jak masz tylko pomysły, a brakuje Ci opisu rzeczywistości, to musisz wszystko wymyślać sam.
17-12-2011 17:59
wolsungeria
   
Ocena:
+2
"Płacę za dodatek aby dostać to, co w normalnych warunkach zajęłoby mi dużo czasu. Ogólne opisy nie zajmują dużo czasu."

Nasza (moja) wizja jest inna: zamieszczamy w dodatkach to, czego większość potencjalnych odbiorców nie jest sobie w stanie samemu napisać, bo brakuje im wyobraźni i tak dalej. Chcemy dostarczać świetnych patentów. Najbardziej czasochłonną (z ważnych rzeczy) stroną przygotowania sesji Wolsunga są statystyki beenów - te jednak może sobie sam każdy stworzyć, więc w drukowanych dodatkach ich nie ma. Ponieważ na Wolsungerii nie ma ograniczenia pojemności, to znajdziecie tam pełne statystyki :)

Jeżeli chodzi o wyliczenie kto, kogo komu, gdzie i za co, i liczby - świat Wolsunga po prostu nie do końca działa w ten sposób. To nie jest świat rzeczywisty, w którym na dodatek istnieją elfy i steampunkowe gadżety. Kieruje się nie logiką rzeczy, a logiką fabuły: to dlatego stara, sfatygowana strzelba po dziadku może być skuteczniejsza od nowoczesnego karabinu, a główny zły ucieka w ostatniej sekundzie z wybuchającej fortecy, by zemścić się na drużynie podczas kolejnej przygody.

Drobiazgowe wyliczenia tego typu w D&D (3.0 i 3.5) pasowały do drobiazgowej mechaniki, która kompletnie nie dostrzegała schematów fabularnych (więc przykładowo wszystkie zdolności można użyć raz na dzień świata gry, a nie raz na sesję czy konfrontację). Problem polegał na tym, że jednocześnie system próbował być heroic fantasy, czego merkantylistyczna mechanika, w której nie wygrywa Dobry, ale po prostu Silniejszy, raczej nie wspierała.

Trzeba wybrać: albo realizm, albo "opowieściowość". Wolsung wybiera to drugie, szczególnie w skali micro (bohaterowie i ich otoczenie), nieco mniej w skali politycznej (patrz Almanach Nadzwyczajny).

Pozdrawiam! :)

Natomiast oczywiście w dodatkach do Wolsunga znajdziecie opisy świata, ale właśnie takie, które mają być tłem świetnych przygód. Przykładowo, "Półświatek Lyonesse" jest rozwinięciem i uzupełnieniem dodanym do ogólnego opisu, który zawarto w Lyonesse :)
17-12-2011 18:06
de99ial
   
Ocena:
+1
Oczywiście rozumiem to podejście. Przyznam, że własnie takie nie inne podejście do tematu sprawiło, że Wolsung wyszedł z kręgu moich zainteresowań.

Tylko szczegół - nie należny mylić szczegółowości fabularnego tła z mechaniczną drobiazgowością (DD).
17-12-2011 19:13
Planetourist
   
Ocena:
0
Wychodzi na to, że Wolsung wymaga większej kreatywności od graczy, niż od MG. Gracze muszą wymyślać osumiczne działania kart, Miszcz dostaje gotowe przygody na wypadek, gdyby brakło mu wyobraźni ;)

Jasne, przesadzam - prowadzenie z natury wymaga kreatywności i gotowy scenariusz nie uwalnia do końca od tego wymogu. Co nie zmienia tego, że Rince ma rację z rzeczami, których MG nie jest w stanie sobie samemu napisać. Mam też wrażenie, że teksty z Wolsungerii odciążają prowadzących jeszcze bardziej i czasami narzucają przebieg sesji w stopniu zahaczającym o railroading (np. w Sercowej zagadce - btw. Rince, zerknij na komentarze).
17-12-2011 19:50
Gruszczy
   
Ocena:
+4
zamieszczamy w dodatkach to, czego większość potencjalnych odbiorców nie jest sobie w stanie samemu napisać

Zajebiście skromni jesteście.

Istnieją dobre puby, złe puby… i istnieje Kat. Ten jedyny w swoim rodzaju lokal nie istniałby bez swojego właściciela, Freddiego Coxa. Choć na pierwszy rzut oka zajmuje on się głównie polewaniem podejrzanych trunków do brudnych szklanek i wyrzucaniem na zbity pysk proszących o kredyt pijaków, w rzeczywistości zwraca baczną uwagę na otoczenie. Pod oszpeconą bliznami, upartą twarzą tego grubego krasnoluda kryje się najlepsze źródło informacji o najgorszej dzielnicy Lyonesse. Potrafi wypić duszkiem szklankę wódki, a bliskość cmentarza pełnego nieumarłych sprawiła, że nie boi się dosłownie niczego.

Na przykład tego to bym w życiu nie wymyślił. Twardy karczmarz, który jest źródłem informacji. Kurde, normalnie olśnienie.

Troche mniej pompki, chłopaki. Piszecie normalne teksty, nie jesteście Rein*Hagenem, ani Gregiem Stolzem. Sorry, że dopiero ja Wam to mówię.
17-12-2011 20:35
Wiron
   
Ocena:
+1
Pomysły na przygody w Wolsungu może i nie są genialne ale jest ich MULTUM. Przy takiej ilości da się znaleźć wystarczająco dużo perełek by poprowadzić na ich podstawie kilkadziesiąt kampanii.
17-12-2011 21:09
Planetourist
   
Ocena:
+2
A ja bym się chętnie dowiedział, jaka część MG prowadzących W korzysta głównie z własnych przygód, a jaka polega na pomysłach z podręczników i jednostrzałach z Wolsungerii. Ciekawi mnie, czy faktycznie takie nagromadzenie gotowizny w podręcznikach jest potrzebne i czy naprawdę MG nie wymyśli sobie tego sam - Gruszczy ma trochę racji.


@Wiron
Masz na myśli traktowanie tych przygód jako wątków większych scenariuszy? Faktycznie, to się może sprawdzić.
17-12-2011 21:10
de99ial
   
Ocena:
+1
Ja przyznam, że lubię gotowe moduły ale zawsze je jakoś wplatam w większą całość. Bo zawsze prowadzę z myślą o dużym obrazku i nawet jeśli teraz w tej chwili tego nie widać to za kilka sesji gracze samo wpadają na to i owo i robią gały. Ten efekt jest wspaniały, niestety wymaga regularnego grania w stałym gronie co nie jest łatwe.

Zawsze pomysły wolałem odsiewać z treści podręcznika czy dodatków niż dostawać je gotowe na tacy. Przykład - z poda do NS jestem w stanie wydestylować ok 100 pomysłów na scenariusze, a KIRy generalnie do mnie nie trafiają i zamieszczone tam pomysły w większości przypadków są dla mnie niegrywalne.

Jak pisałem - prawdopodobnie dlatego Wolsung wypadł z horyzontu moich zainteresowań.
17-12-2011 21:35
~Gacorr

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Zajebiście skromni jesteście."

Ja tu nie widzę braku skromności tylko stwierdzenie faktu. Generalnie chyba jak napisze się podręcznik RPG i rozbuduje cały świat do niego to chyba ma się większą wyobraźnię.
17-12-2011 22:23
Cooperator Veritatis
   
Ocena:
+6
Miło jest sobie przejrzeć czyjeś jednostrzały, żeby poznać różne podejścia do systemu i może czymś się zainspirować. "Krew i rdza" (ale pierwsza, nie druga, w moim odczuciu) do Neuroshimy osobiście dla mnie stanowi wzór świetnego dodatku do RPG, składającego się głównie z fabularnego "mięsa". Niemniej jednak, w przypadku Neuro, taki dodatek rozszerza potężny opis uniwersum w podręczniku głównym. A w Wolsungu tego nie mamy.

Naprawdę, nie obraziłbym się za bardziej szczegółowy opis Urdy. Świat jest kolażem lat 1890-1945 z najróżniejszymi wtrętami, co powoduje szereg problemów, jeśli chce się elementy pominięte w podręczniku uzupełnić wiedzą historyczną i geograficzną. Jeśli by Wolsung był bardziej oparty na naszym świecie, a nie wykorzystywał tylko szeregu dekoracji, może jakoś przebolałbym brak dokładnej mapy i ziejące dziury w polityce państw kolonialnych (ogólnie, moim zdaniem opis krajów pozawanadyjskich we "W pustyni i w puszczy" woła o pomstę do nieba :P). Problem jest tym poważniejszy, że w związku z mechaniką kart i żetonów, zarówno prowadzący, jak i gracze powinni mieć zagwarantowaną spójną pulę elementów uniwersum, które mogliby wykorzystywać, aby uniknąć fabularnych nieporozumień.

Wreszcie, chociaż sądzę, że ekipa "Wolsungerii" odwala kawał dobrej roboty, to pójście w kierunku "Kroniki towarzyskiej" uważam za krok w złą stronę. Imię i nazwisko BNa, kilka zdań wprowadzenia i suche statystyki to nic ani strasznie przydatnego, ani praktycznego, choć pomysł z ciągnięciem kart i rozpatrywaniem efektów w zależności od koloru wydaje się naprawdę niezłym rozwiązaniem. Ogólnie jednak, to takie pójście na łatwiznę, bo starczy 4/5 takich antagonistów i już mamy tekst standardowej długości, a przez różne pogrubienia i wypunktowania, wygląda ładnie i estetycznie na stronie. :P

Zatem, to nie tych droidów szukam. :P
18-12-2011 12:25
DeathlyHallow
   
Ocena:
+1
hm. mi odpowiada formuła podręczników do Wolsunga, natomiast z jednostrzałów nie korzystam. zwykle po prostu lubię chociaż minimalnie kampanijne prowadzenie. zwykle 'duże obrazki' składam sobie sam z mniejszych klocków. schemat podręcznika i dodatków zasypuje mnie tymi klockami, a składam je sobie jak chcę. dla mnie ok.
18-12-2011 15:17
~Ten_Zły

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Ogólnie nie jestem zwolennikiem "opiszmy wszystko jak się da", bo to jest raczej zabawa dla mistrza gry. Zresztą mój Wolsung daleko zdryfował od pierwotnych założeń. Opis półświatka Lyonesse? No proszę was, mówiąc że przeciętny mistrz gry sobie tego sam nie wymyśli obrażacie własnych klientów.
21-12-2011 10:59

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.