» Recenzje » Wintercraft - Jenna Burtenshaw

Wintercraft - Jenna Burtenshaw


wersja do druku

Fantasy funeralna

Autor: Redakcja: Mateusz 'Moteuchi' Dąbrowski

Wintercraft - Jenna Burtenshaw
Jednym z najbardziej popularnych motywów występujących w literaturze fantasy jest opisanie predestynowanego do wielkich czynów bohatera (którego dokonania zapowiedziane są zazwyczaj w proroctwach) i jego – mniej lub bardziej metaforycznej – wędrówki. Protagonista w jej trakcie pokonuje kolejne przeciwności losu, jednocześnie dojrzewając do wyznaczonej roli, by w końcu spełnić pokładane w nim nadzieje, najczęściej równoznaczne z ocaleniem świata albo przynajmniej większej jego części. Rozmaici pisarze na różne sposoby interpretowali ów schemat, kładąc nacisk albo na rozwój duchowy głównego bohatera, albo na galopującą akcję (zaniedbując rys psychologiczny postaci), lub wreszcie skupiając się na opisie wyimaginowanego świata, wobec którego fabuła stanowi element drugorzędny. Tylko nielicznym udawało się połączyć wszystkie te elementy w taki sposób, by znalazły się w stanie równowagi, tworząc przy tym książkę porywającą czytelnika już od pierwszej strony. Z klasyków oczywiście wypadałoby tu wymienić Mistrza Tolkiena, zaś z pisarzy bardziej współczesnych Tada Williamsa. Tą samą drogą pragnęła zapewne podążyć Jenna Burtenshaw w powieści Wintercraft, uczyniła to jednak na znacznie mniejszą, niemal kameralną skalę.

Kate Winters, której losy przedstawia nam pisarka, większość swego życia spędziła pod opieką wuja Artemisa, właściciela księgarni w Morvane – prowincjonalnym miasteczku Albionu. Był to żywot raczej nudny, zwłaszcza że książki nie były artykułem pierwszej potrzeby wśród mieszkańców miasta, przez co klienci zdarzali się dość rzadko. Zresztą stary księgarz i jego podopieczna cieszyli się nie najlepszą opinią: mieszczanie przebąkiwali o mrocznej przeszłości rodziców Kate, inni wspominali o obsesyjnym niemal lęku Artemisa przed tajemniczymi strażnikami, których nadejścia wciąż się paranoicznie spodziewał, jednym słowem ta dwójka uważana była w najlepszym razie za dziwaków, w najgorszym zaś – za szaleńców. Ta sytuacja uległa zmianie, kiedy do miasteczka rzeczywiście przybyli owi (bynajmniej nie fantasmagoryczni, lecz jak najbardziej żywi) strażnicy, aresztując część jego mieszkańców i obracając w proch spokój pozostałych. W tym przede wszystkim Kate, która nagle dowiedziała się, że jest poszukiwana przez zarządzającą Albionem Wysoką Radę jako jedna z Utalentowanych – ludzi obdarzonych ponadnaturalnymi mocami. Zmuszona do ucieczki z miasta, zostawia wuja, który stanął w jej obronie, tylko po to, aby dowiedziawszy się o jego wywiezieniu do Fume – stolicy Albionu, wyruszyć mu na pomoc. W trakcie swej podróży i później, już po dotarciu na miejsce, dziewczyna przeżyje rozliczne przygody, będzie zmuszona zawrzeć sojusz z poborcą Silasem Dane, wysłannikiem Da’ru (będącej członkinią Rady), pozna skrywane przez tę kobietę mroczne sekrety i odkryje prawdę dotyczącą własnej przeszłości. W tym także istotę swych niezwykłych umiejętności, których wyjaśnienie zawarte jest w poszukiwanej przez wszystkich księdze Wintercraft.

Postać Kate nakreślona została w sposób bardzo wyrazisty. W momencie, kiedy ją poznajemy, jest nieco trzpiotowatą dziewczyną, która bardziej zaprząta sobie głowę błahymi, codziennymi problemami, niż spędzaniem czasu na analizowaniu bolesnych wspomnień z dzieciństwa. Te jednak powracają do niej niepokojącym echem, rezonując w głowie na wpół zatartymi, lecz wciąż budzącymi lęk obrazami. Uspokajana przez Artemisa pogrąża się w bezpiecznej niewiedzy, wierząc w każde słowo wuja. I nagle, postawiona w obliczu prawdy, która bardzo różni się od jego słów, musi przestać biernie pozwalać nieść się wydarzeniom i zacząć działać samodzielnie. Początkowo przychodzi jej to z wielkim trudem – nie jest pewna komu może ufać i łatwo daje się złapać na lep obietnic, nie odróżniając wrogów od przyjaciół. Powoli, bardzo powoli, jej sposób percepcji wyostrza się, tak jakby uświadomienie sobie, iż ma talent dostępny nielicznym, zniosło jakąś barierę w jej umyśle. Podejmuje decyzje – na początku jeszcze nieśmiało, chaotycznie, jakby nie była do końca pewna słuszności swych czynów – i dojrzewa. Najpierw, zostając spadkobierczynią wiedzy, którą ród Wintersów przekazuje sobie z pokolenia na pokolenie, a w końcu, odrzuciwszy informacje zawarte w księdze Wintercraft, odnajdując własną drogę, jakże odmienną od tej, którą pierwotnie kroczyła. Jej emocjonalna przemiana jest ukazana przekonująco – na zasadzie powolnej ewolucji, a nie rozwiązań deus ex machina.

Pozostali bohaterowie odgrywają raczej drugoplanową rolę – zazwyczaj są postaciami przedstawionymi jedynie w dość ogólnym zarysie, przez co wydają się pełnić raczej funkcję fabularną, niż istnieć jako indywidualne, sportretowane osoby. Towarzyszący Kate Edgar to typowy rozrabiaka o złotym sercu i ciętym języku, potrafiący wyjść cało z najgorszych nawet perypetii. Wuj Artemis jest roztrzepanym naukowcem, znacznie lepiej poruszającym się wśród bibliotecznych półek, niż w realnym życiu. Główna antagonistka bohaterki – Da’ru – to żądna władzy i zaszczytów intrygantka, nie wahająca się posłużyć dla swych niecnych celów najbardziej haniebnymi metodami. Wyjątkiem od reguły tworzenia jednowymiarowych postaci jest Silas Dane. W pierwszej chwili jawi się jako archetypiczny czarny charakter – bezlitosny zabójca nie tylko nie odczuwający żadnych wyrzutów sumienia, ale wręcz lubujący się w zadawaniu cierpienia i śmierci. Po bliższym poznaniu okazuje się jednak nie tak jednoznaczną osobowością. Pod brutalną maską naczelnego siepacza Rady kryje się człowiek samotny, psychicznie poraniony i wykorzystany w okrutny sposób przez Da’ru. Bohater tragiczny, który w pewnym momencie zaczyna budzić miast antypatii – sympatię.

Skupiając się na wartko płynącej akcji Burtenshaw nieco mniej uwagi poświęca oddaniu realiów opisywanego przez siebie świata. Możemy się jedynie domyślać, że Albion jest alternatywną wersją Anglii, zaś o jego historii wiemy tylko tyle, że kiedyś była to kraina szczęśliwa, rządzona przez mądrych przedstawicieli Wysokiej Rady, państwo, w którym z szacunkiem odnoszono się do żywych i zmarłych (do tych ostatnich nawet z większym). W czasach, w których rozgrywa się akcja powieści, nastąpił jednak upadek. Kraj toczy wojnę z kontynentem (nie wiemy wszak z kim konkretnie i o co), w Radzie panuje korupcja, zaś miasto zmarłych, Fume, przekształcone zostało w siedzibę władzy. Frapujący jest ten kontrast – dawniej i dziś, rozkwit przeciwstawiony zgniliźnie. Motyw owego dualizmu można by było nieco rozbudować, lecz autorka poprzestała niestety na suchych informacjach. Wielkie wrażenie natomiast robią opisy – Nocny Pociąg, którym bohaterowie podróżują, jawi się niczym niezwykła materializacja najkoszmarniejszych wizji szalonego inżyniera, zaś Fume, z jego funeralną, posępną architekturą – strzelającymi w niebo wieżami umarłych i siatką na wpół zawalonych katakumb, przemierzanych przez duchy dawnych jego opiekunów – wywołuje dreszcz grozy. Znacznie słabsze są partie dialogowe. Czasem odnosi się wrażenie, iż rozmowy bohaterów zostały skonstruowane ściśle wedle reguł zawartych w podręczniku poprawnego pisania – przez co uderzają nienaturalnością. Razi również forma nudnych i przydługich monologów, dominująca w niektórych wypowiedziach.

O regułach rządzących światem magii, opisanym w książce, dowiadujemy się stopniowo. Pierwsze informacje, jakie otrzymujemy, są dość standardowe – umiejętności Utalentowanych to jasnowidzenie i moce uzdrowicielskie oraz ponoć (z naciskiem na to niepotwierdzenie źródła informacji) możliwość porozumiewania się ze zmarłymi. W miarę rozwoju wydarzeń ten obraz precyzuje się nieco – najważniejszym talentem okazuje się zdolność przekraczania bariery oddzielającej świat żywych i zmarłych, określanej przez autorkę mianem zasłony. Zdolność, która w końcu wykrystalizowuje się jako potężna i niebezpieczna siła, dająca władzę niemalże absolutną. Wizje tego świata poza wymiarami nakreślone są w sposób niemalże malarski – na pograniczu jawy i snu, w zamglonych, onirycznych szarościach. Obraz ten przypomina nieco mitologiczne wyobrażenie Pól Asfodelowych, przewrotnie jednak naznaczone grozą Tartaru. Samo przeznaczenie Kate to natomiast wariacja na temat roli Hermesa Psychopomposa, wiodącego dusze ku upragnionemu przez nie spokojowi.

Do lektury Wintercraft podchodziłam z mieszanymi uczuciami. Panujący ostatnio renesans literatury fantasy zaowocował wysypem książek różnej jakości, wśród których niestety przeważają pozycje słabe – choć nie przeczę, część stanowią dzieła godne zainteresowania. Pragnąc zatem, by i tom autorstwa pani Burtenshaw zaliczał się do tej drugiej kategorii, jednocześnie lękałam się, iż przeżyję bolesne rozczarowanie. Na szczęście bezpodstawnie. To mądra i ciekawie przedstawiona opowieść o dorastaniu, o tym, że wiedzę czerpie się nie tylko z woluminów, o mocy sprawczej słowa oraz sile prawdziwej przyjaźni. Nie jest to może książka, nad której fabułą będzie się później rozmyślać podczas długich, bezsennych nocy, lecz czas, który poświęci się na jej przeczytanie z pewnością nie będzie czasem straconym.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.0
Ocena recenzenta
5.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Wintercraft
Tom: 1
Autor: Jenna Burtenshaw
Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowicz
Wydawca: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 8 lutego 2011
Liczba stron: 304
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7648-624-6
Cena: 29,90 zł



Czytaj również

Blackwatch- Jenna Burtenshaw
Twarzą w twarz z Czarną Strażą
- recenzja
Wintercraft
Prolog i rodział I

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.