» Artykuły » Inne artykuły » Wieści z warsztatu #7

Wieści z warsztatu #7

Wieści z warsztatu #7
Od pewnego − dłuższego − czasu, wszak wiadomo, że dużo nie publikuję − pracuję nad powieścią o wiecznym życiu. W istocie, szybko takiej powieści napisać się nie da. Roboczy tytuł to Władcy świtu. Na pewnej planecie w kosmosie równoległym ludzie nie umierają, a przynajmniej nie umierają nagle, świat nie gaśnie im w jednej chwili w sposób nieodwracalny, jak zdmuchnięta świeczka. Odebrali kostusze kosę, ale tej kreatury całkiem nie zdołali przepędzić, bo umierają przez całe życie, można powiedzieć, że fundują sobie "śmierć na raty", transformując się najpierw we własne dzieci, potem we wnuki, i tak w nieskończoność.

Problemem zasadniczym i największą trudnością przy kreacji tego świata było wymyślenie obcej rzeczywistości od podstaw. Weźcie pod uwagę, że niemal wszystkie historie SF przenoszą współczesnych ludzi w inne dekoracje, gdzie mają inne ubrania, jedzą z rurek albo syntezatorów, niebo ma inny kolor, a pieniądze inną wartość. Ale tak samo chcą żreć, chędożyć, bogacić się, mają dzieci, kochanki, rodziców, pracują na dom, drinki, gadżety i bogaty pogrzeb. U mnie nic z tych rzeczy − pogrzebu nie będzie, dzieci nie istnieją, rodziców nikt nie pamięta, zjadać nikogo ani niczego nie można, wszak wszystko żyje wiecznie, bogacić się w nieskończoność wszak nie sposób, a mieć kochankę na wieczność to gorzej niż dopust Boży!

No fajnie, powiecie, super! Może dla was, ale nie dla pisarza, bo pisarz musi wymyślić spójny świat bez miłości rodzicielskiej, małżeńskiej, braterskiej i siostrzanej, bez zazdrości o partnera, bez pazerności na forsę, bez strachu o życie, bez pragnienia użycia jeszcze na tym padole, bez znudzenia wiecznością − słowem bez większości szczegółów sztafażu, jakie normalnie królują w książkach. Więc o czym pisać? I to w taki sposób, żeby czytelnik miał się z kim utożsamić! No właśnie. Cholernie trudna sprawa, nie wiem, po co się w to wdałem. Ale wam nie powiem, jak z tego wybrnąłem, bo opowiadanie o utworze jest jak głaskanie kota w rycerskiej rękawicy − trochę mało się czuje. Po prostu trzeba przeczytać i odnaleźć w tekście własne sensy.

Na koniec opowiem wam, jak wynalazłem napęd podprzestrzenny do stosowania bez przekraczania szybkości światła. Otóż wystarczy błyskawicznie przenosić się między światami równoległymi − skoro jest ich nieskończenie wiele, po dostatecznie długim czasie dotrze się w dowolne miejsce. A znacznie prędzej w miejsce wystarczająco dobre do naszych celów. Tyle że − bagatela − trzeba znaleźć sposób na superszybkie skoki do światów równoległych. Już sam nie wiem, co trudniejsze.



Czytaj również

Komentarze


Zicocu
   
Ocena:
0
Przeczytam tę powieść co by się nie działo. Czekam.
29-12-2009 10:24
Iman
   
Ocena:
0
Pomysł wielce interesujący, ale rzeczywiście trudny do zrealizowania. Bardzo jestem ciekawa, jaki będzie efekt.
30-12-2009 18:02
Nyx Ro
   
Ocena:
0
Zapowiada się naprawdę interesująco. Szkoda, że nie wyjawił czy skończy pisać za rok czy za trzy... ale jak wyda to dorwę.
30-12-2009 20:12

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.