» Artykuły » Inne artykuły » Wieści z warsztatu #5

Wieści z warsztatu #5

Wieści z warsztatu #5
Dzieje się, oj dzieje. Do Belfastu przyszła pora deszczowa (a tutaj o deszczu można napisać całą książkę, potrafi padać z ukosa, padać poziomo, padać z dwóch stron na raz). Tymczasem u mnie w pracowni, w zawalonym papierami pokoiku, gdzie biurko wciśnięte jest obok elektronicznej perkusji, aż się pali. Robię ostatnie poprawki do nowej powieści, Krawędź Czasu, której akcja toczy się w Polsce pod koniec XIX wieku, a którą mogę streścić jako mroczną kabalistyczno-clokpunkową opowieść, pełną mistyki, podróży w czasie, kieszonkowych wszechświatów, no i oczywiście zwrotów akcji. Tyle że "ostatnie poprawki" rozciągnęły się już na dwa miesiące: jedna redakcja, druga redakcja, opinia znajomego historyka-amatora, redakcja żony. Tu do poprawienia ceny i zarobki w zaborze rosyjskim, tam alfabet hebrajski (pytają mnie: klasyczny czy nowoczesny, nie wiem, muszę się zastanowić). Do przepisania jest też finałowa scena, którą szlifowałem już tyle razy, że mogę deklamować ją z pamięci, ale to ciągle jeszcze nie to, ciągle mam wrażenie, że odpowiednie słowa nie są na odpowiednich miejscach. Drukuje ją sobie i układam obok monitora w pracy, gapię się, próbuję zobaczyć, co jeszcze można zmienić. Chyba przydałoby mi się więcej snu.

Poza tym jest jeszcze nowe opowiadanie. Mam na nie mało czasu, powinienem już kończyć, ale nie, ugrzęzłem w opracowaniach Ospreya na temat legionów rzymskich oraz obmyślaniu szczegółów świata, bo to zupełnie nowe realia, zrobione na potrzeby tylko jednego tekstu. Teraz jestem zły, że nie poszedłem dalej tropem Zadry, ale były już trzy spin-offy (dwa w antologiach Runy, trzeci w SFFiH), i choć mam szkice dalszych, kusiło mnie, żeby spróbować czegoś nowego. No i, cholera, podkusiło. Czuję, że spędzę nad tym tekstem tyle, w ile niektórzy autorzy piszą książkę − w sumie z miesiąc na grzebanie po opracowaniach, dwa tygodnie na pisanie, miesiąc na redakcję, przeróbki i szlifowanie tekstu. Ale z drugiej strony, tak właśnie pracowałem nad Jadem, a efekt był według czytelników bardzo dobry, więc może warto. Żeby nie zgłupieć, w przerwach podczytuję na zmianę Myszy i ludzi Steinbecka oraz Barbarzyńcę w ogrodzie Herberta.

A tu jeszcze zbliża się Nordcon, trzeba przerobić prelekcję, Runa chce notkę do Poltera i na Fantazmaty, na kolejne opowiadanie już są chętni, muszę zmienić tekst Zadry pod kątem tłumaczenia, a w środku całego bajzlu spada na mnie jeszcze propozycja rozpoczęcia bloga.

Nie wiedziałem, że zima w Belfaście potrafi być taka gorąca.

24-11-09



Czytaj również

Komentarze


inatheblue
   
Ocena:
0
Poczytam z dziką rozkoszą.
Ale powiedz mi, na Hermesa, kto tak szybko książki pisze??
12-12-2009 21:29
~Antavos

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Steinbeck świetny jest, ale od "Myszy i ludzi" bardziej podobała mi się "Tortilla Flat" czy "Grona gniewu". Krzysztofie, darowałbyś sobie gatunkowe voodoo. Ono nie przystoi dojrzałemu pisarzowi, tym bardziej że od razu narzuca skojarzenia i w efekcie prowadzi do szufladkowania powieści. "Zadra" mi się podobała (świetne nawiązania do dziewiętnastowiecznych powieści przygodowych w stylu Verne'a i klasycznego, angielskiego steampunku przerobionego na polską modłę), ale to była powieść wybitnie rozrywkowa. Czas dorosnąć, Autorze, także literacko i wyjść z erpegowych fascynacji, i napisać Dzieło. :) Niezbędny potencjał masz. Kogo ja oszukuję? I tak przeczytam ten "clock-punk".

P.S Polterze drogi, notka jest out of date. Nordcon już się odbył, nie mogliście dać tekstu wcześniej? :)
13-12-2009 00:58
~K. Piskorski

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ina:

W sumie 2,5-3 miesiecy? Sądzę, że znalazłoby się takich paru, i to z rodzimego podwórka ;)

Antavos:

Rozumiem o co Ci chodzi, ale jeśli trzeba ksiażkę opisać jednym zdaniem, w krótkiej notrce, to naprawdę trudno to zrobić nie odwołując się do czegoś, co czytelnik skojarzy od razu. Zresztą wydawcy dawno to odkryli, wystarczy poczytać noty z tyłów okładek. No i mam nadzieję, że dzień, w którym siądę do pustej kartki i powiem sobie: "dzisiaj napiszę Dzieło", nigdy nie nadejdzie. Bo wydaje mi się to pretensjonalne :)

"Tortillę" i "Grona" już czytałem, z czego "Grona" podbały mi się najbardziej. "Myszy i ludzie" kończą moją przygodę ze Steinbeckiem i ogólnie moją wycieczkę po amerykańskiej literaturze.
13-12-2009 12:43
inatheblue
   
Ocena:
0
Strach się bać... to kiedy oni nad nimi myślą?

"Tortilla flat" to jedna z moich ulubionych książek. Jacy tam występują bohaterowie, ba, Herosi :)
13-12-2009 12:53
~Erystyczna tylda

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Pewno niektórzy potrafią pisać i myśleć jednocześnie ;)
13-12-2009 14:43
M.S.
   
Ocena:
0
Albo myślą szybko ;).
13-12-2009 15:13
malakh
   
Ocena:
0
P.S Polterze drogi, notka jest out of date. Nordcon już się odbył, nie mogliście dać tekstu wcześniej? :)

Abo dwie wersje były. Tę, poprawioną, dostałem 29.11;p A na Norconie świat się nie kończy, reszta notki jak najbardziej na czasie;D
13-12-2009 17:54
~Jakub Ćwiek

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
>>Ale powiedz mi, na Hermesa, kto tak szybko książki pisze??

Stephen King na przykład. On to jest autorem dość ryzykownej teorii, że pisząc codziennie po dziesięć stron (znaczy systematycznie, tu tkwi owo ryzyko) w ciągu miesiąca można ich napisać trzysta, a w ciągu trzech nawet dziewięćset.
I nie każdy planuje fabułę według wykresów - są tacy, którzy dopuszczają dumanie w trakcie pisania lub pójście na żywioł.
15-12-2009 08:19
~anonim

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
A i w Polsce znajdą się tacy co lubią pisać systematycznie i dziennie wyrabiać określoną normę
15-12-2009 11:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.