string(15) ""
» Blog » Wielki Kłamca, czyli świat bez łyżeczki
18-07-2012 02:56

Wielki Kłamca, czyli świat bez łyżeczki

Odsłony: 48

wpis przeniesiony na http://zigzak.monochrome.pl/?p=221

Komentarze


~Hmmm

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+6
A MG będzie sobie siedział i śmiał się w kułak po cichu, bo i tak o Wielkim Spisku się nikt nie dowie. Jak ktoś ma potrzebe robienia tego typu żarcików to spoko ale pomysł nie urywa.
18-07-2012 07:23
   
Ocena:
+4
I rozwścieczyć graczy, którzy przyszli grać w system v a nie autorkę mf. A wiadomo, że każda polska autorka dąży do tego samego.
18-07-2012 07:47
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
No nie jest to po to, by się śmiać z robionych w konia graczy. Dzięki takiemu podejściu można powoli, krok po kroku odsłaniać przed nimi prawdę.
Przy przerobkach jakie zaproponowałem, przy tych konkretnych przykładach, gracze mogą tropić czarownicę tylko po to, by okazało się że jest to zwykła, lekko przygłupia dziewczyna, a nie chaosycka wiedźma.
Albo, jak w filmie "Sherlock Holmes" - gracze swięcie wierzą na początku przygody, że ścigają czarnoksiężnika Blackwooda, a w rzeczywistosci to zwykły kuglarz i luzjonista - odkrywają to jednak dopiero w trakcie sesji.
Inny przykład - gracze wędrując po Starym Świecie słyszą pogłoski o nadciągającej Inwazji Chaosu, prowadzonej przez demony i boskich pomazańców. Gdy się zaciągają do armii i ruszają pod Middenheim, zamiast walczyc z dwuglowymi smokami i zmutowanymi czarnoksiężnikami, ciągle natykają się na oddzialy najzwyklejszych ludzi - ktorzy krwawią i umierają tak jak każdy. Co z tego, ze w rogatych hełmach i barbarzyńskimi symbolami na sztandarach?
Strach ma wielkie oczy, i wiekszosc informacji o swiecie, pochodzacych glownie z opowiesci, będzie mocno przesadzona. MG ze swoją Prawdą może nadac tym plotkom, opisanym we fluffie oficjalnym, wlasciwych proporcji, ktore ukaże graczom w trakcie sesji.
18-07-2012 07:50
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
ps. TL;DR
18-07-2012 08:14
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Poniewaz nie chce mi się bawic z anonimowymi frustratami, blokuję komciowanie tyldom.
18-07-2012 08:24
whitlow
   
Ocena:
+8
Pomysł, że orkasy i chaos są całkiem normalni, tyle, że trochę inni jakoś mi nie leży.
Był jakiś dodatek do cthulhu, gdzie ryboludzi z innsmouth- zapewne, aby wprowadzić rozterki moralne, głębię itp itd sratata- ukazano jako niewinne ofiary systemu. Ot najechał zły rząd USA biednych rybaków, którzy chcieli tylko wyznawać własną religię, a izolowali się, bo wiedzieli, że nie zostaną zrozumiani.

Sad, isnt it?
Tymczasem w opowiadaniu byli ukazani jako odrażający odmieńcy, chciało się takiemu sprzedać kulkę, myśl o nich wywoływała wręcz rasistowskie, atawistyczne odruchy.

Rozumiem, że podałeś tylko przykłady, ale schemat ,,to obce potwory na pierwszy rzut oka- ale jak się przyjrzeć, to w zasadzie nie różnią się od nas,, to mdła do porzygu american political correctness. Mieliśmy to w Avatarze, Tańczącym z Wilkami, Ostatnim Samuraju i milionie innych filmów made in hollywood. Obcy to tacy amerykanie, tylko w trochę innej skórce od winampa.
Generalnie dlatego jestem przeciw.
18-07-2012 08:29
oddtail
   
Ocena:
+3
Bardzo mi się podoba notka. I całkowicie się zgadzam, że może być problematyczne, gdy wszystkie sekrety i legendy i niestworzone historie są prawdą. Jest taka strona na TvTropes, "All Myths are True". Szczerze mówiąc, jest to problem wszystkich fikcyjnych światów. Bardzo rzadko mają one swoją sensowną mitologię, swoje legendy, zabobony. Jasne, że do pewnego stopnia, zwłaszczwa fantasy i sci-fi, jest to uzasadnione. W końcu nasze zmyślone historie to rzeczywistość świata fantasy. Ale każdy świat, nawet najbardziej dziwny, powinien - jeśli chcemy by był światem kompletnym - mieć swoje własne kłamstwa. Niestety, ze względu na tendencję do umieszczania w światach tylko elementów istotnych dla fabuły (znowu powolując się na TvTropes, 'Law of Conservation of Detail"), jeśli coś jest kłamstwem, to tylko wtedy, gdy dla fabuły istotne jest, że ktoś biednych ludzi oszukuje (vide Czarnoksiężnik z Krainy Oz). A przesądy i bzdury powinny się tu i ówdzie pojawiać.

Jedynym światem fantasy, gdzie zabobony i uprzedzenia i bzdury na kiju są względnie powszechne jest świat Wiedźmina, za co Sapkowskiemu należy się głęboki ukłon. Choć pewnie gra tu sporą rolę fakt, że duża część opowiadań o Wiedźminie to dekonstrukcja tej czy innej baśni.

A co do RPG - zgadzam się, że to fajny myk. Nie poszedłbym może tak daleko, by wszystko uczynić przesadą, bzdurą albo legendą, ale tak z połowę w pewnych światach/systemach byłoby moim zdaniem warto. Przez chyba 8 lat prowadząc Deadlands Classic przeczytałem do tego systemu dziesiątki podręczników. Deadlands bardzo mocno nastawione jest na koncepcję "podręcznik ma część dla graczy i część niedostępną graczom, zawierającą sekrety znane prowadzącemu". I choć wiele rzeczy jest ukrytych przed graczami, to plotki i podania i legendy wypisane w części dla graczy w dowolnym podręczniku bywają nieco przeinaczone i prawie zawsze są niepełne, ale praktycznie nigdy nie są po prostu fałszywe. Każda legenda, każda teoria konspiracji, każdy mit jest prawdziwy. To oczywiście w pewnym stopniu specyfika settingu, bo kosmologia Deadlands [UWAGA SPOILER!]

.
.
.
.
.
.
.
kosmologia Deadlands jest "napędzana" tym, że to w co ludzie wierzą jest/staje się prawdą.
.
.
.
.
.
.
.
.
[KONIEC SPOILERA!]

Ale i tak jest dość dziwne, że w grze RPG traktującej, między innymi, o odkrywaniu tajemnic na dosłownie setki tajemnic i sekretów na chwilę obecną przypominam sobie może jedną, może dwie rzeczy podane graczom, które są po prostu fałszywe. I tylko jedną naprawdę istotną.

A jeśli tak jest w systemie bardzo mocno podkreślającym tajemniczość, to w systemach pozostałych jest jeszcze gorzej.

Na koniec dodam, że co najmniej jeden świat niejako "programowo" postrzegam jako zafałszowany w "oficjalnej" wizji. Chodzi mi o świat Monastyru, do którego podręcznik główny uważam za mocno skrzywioną relację dobrego, religijnego człowieka, który wszystko co nie-kariańskie bardzo demonizuje (nieraz dosłownie ;) ). Pisałem to już kiedyś, i szybko odezwał się co najmniej jeden głos protestu, że dla mnie uniwersum Monastyru i uniwersum Klanarchii są bardzo kompatybilne i otwarte na crossover. Śmiało mogę wyobrazić sobie, że oba systemy opisują ten sam świat, ale z zupełnie odwrotnych perspektyw. Obu, do pewnego stopnia, fałszywych.

W mniejszym nieco stopniu "to wszystko fałsz" daje się znaleźć w systemach starego Świata Mroku, zwłaszcza w starym Magu. Tam nawet oficjalnie zauważone jest, że Technokracja nie jest pożerającym dzieci potworem, który jest przeciwieństwem dobrych i szlachetnych Tradycji. Nawiasem mówiąc, energia z jaką znające ten system osoby stają jednoznacznie po stronie albo Technokracji, albo Tradycji (częściej to pierwsze) mnie bawi - zawsze odczytywałem ten system jako filozoficzną pogadankę na temat "są różne sposoby na życie/kierowanie/ratowanie świata, czasem są one nie do pogodzenia, ale żaden nie rozwiązuje wszystkich problemów".

Tak czy siak - jak wspomniałem, notka bardzo mi się podoba. To jedna z tych, którym dałbym dwie polecanki, gdyby była taka możliwość.

EDIT: zastanawiam się, czy rozwiązanie odwrotne niż podane w notce (i stosowane jednocześnie z nim/zamiennie), czyli NPCe/bohaterowie graczy sceptyczni wobec elementów świata RZECZYWIŚCIE będących prawdą, nie byłoby równie ciekawe.
18-07-2012 08:48
DeathlyHallow
   
Ocena:
+7
ale ta prawda jest nudna jak flaki z olejem :P ja wiem, że to był przykład, ale wiesz no. ja wiem, że jesteś sceptykiem i lubisz naukę i nie wierzysz w bujdy, ale chyba nie mógłbym się bardziej rozczarować jako gracz, którego gieroj rusza na wojnę z Chaosem by okazało się, że nie ma chaosu tylko banda obdartusów i cały ten świat WH to zwykły XIV wiek dla niezrozumiałej dla mnie niepoznaki zamieniony na Stary Świat.

mroczne tajemnice są w dechę, ale w Twoim przykładzie to co wiedzą gracze jest fajne i grywalne, a to co odkryją smutne i nudne ;)
18-07-2012 08:49
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Postrzegamy obcych przez pryzmat swojej kultury - dla europejczyka talib może byc (i pewnie jest) groźnym fanatykiem, potworem wysadzającym przedszkola w powietrze. Dla taliba zaś zgniła Ameryka, która jakoś tam ingeruje w jego życie, narzuca mu własną ekonomię i wartości, to też taki potwór. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Propaganda, jednostronne przedstawianie faktów to bardzo typowe podejscie człowieka do spraw, których nie rozumie - np do obcych.

Ryboludzie z Innsmouth są przedstawieni jako potwory, bo są przedstawieni z pewnej perpektywy -perspektywy człowieka, który nie rozumie tego, czym są. W Dagonie (choc nie pamiętam ksiązki, widziałem niedawno film) są już pokazani nieco inaczej - właśnie jako "nie do końca potwory" a raczej obcy, którzy chcą byc pozostawieni w spokoju.

Poza tym, tu nie chodzi tylko o tą jednostronnośc w przedstawianiu czegoś w oficjalnym fluffie - weźmy tych Skavenów. Oficjalne credo imperialne w Starym Świecie mówi, że nie ma skavenów. Gdzieś tam w armybookach do szczurków jest informacja, że imperium boi się paniki, jaka by wybuchła, gdyby opinia publiczna się dowiedziała, że Podimperium jest wielokrotnie większe i potężniejsze niż Imperium. Tak więc starannie się omija takie informacje, a ludzi je rozpowszechniających ucisza inkwizycja.
Ale obrócmy to - wszak kazdy gracz wie, że są skaveni. Imperialni NPCe mogą sobie gadac co chcą - gracz wie lepiej, przeczytał.
Więc robiąc tak, że kazdy wie o skavenach, tylko że nikt nigdy żadnego nie widział (bo nie istnieją) mamy odwróconą propagandę - mieszkańcy Imperium zwalają wszystkie winy na chaos i skavenów, zamiast na np nieudolne rządy Karla Franza.
Daje to też efekt pewnej grozy - gracz wierzy, że skaveni istnieją. Podsuwając mu elementy, które zdają się tą wiarę potwierdzac otrzymujemy ciekawy efekt - gracz zaczyna tropic "skaveński spisek", szukając czegoś, czego nie ma.

Pamiętacie "Alien vs Predator 2"? Gierkę komputerową? W epizodzie marinesa, w pierwszej misji jest kupa grozy - a nie ma ani jednego Obcego. Spodziewamy się go, czekamy aż wyskoczy na nas w najmniej oczekiwanym momencie - tak się jednak nie dzieje. Ale większośc ludzi wręcz histerycznie wywala magazynki w spadającą na nich rurę z sufitu. Trochę pary, kabli, rura... plus oczekwania gracza. I zabawa jaest.
Myslę że to też fajny motyw by wprowadzic trochę horroru na sesję - chocby tymi skavenami.

Edit: Deathly, ale tu pojawia się zupełnie inny konflikt. W przykładzie z "inwazją chaosu" która okazuje się większą łupieżczą wyprawą zdesperowanych po długiej zimie Norskan, gracze zaciagają się jako bohaterowie, którzy mają ocalic świat przed Ciemnościami. tak im nagadał rekruter, kapłan Sigmara w świątynce i sierżant pierwszej nocy w koszarac. A gracze kończą gdzieś na pustkowiach, rozjeżdzając wychudzonych wikingów, paląc ich wioski, mordujac kobiety i dzieci ("bo to demony są!" - krzyczą komisarze/kapłani Sigmara) i zaczynają sobie powoli zdawac sprawę z gówna, w jakie wleźli. że nie są żadnymi bohaterami, tylko zwykłymi rzeźnikami, którzy pilnują, żeby inna nacja wyzdychała na dalekiej Północy.

I już masz dark & grim :)

@ oddtail - jasne, można zrobic i tak jak mówisz - odwrócic wszystko to raz jeszcze. To również ciekawy pomysł.
Pokazac wiedzmę jako zwykłą przygłupią dziewczynę, która w kluczowym momencie okazuje się byc jednak wiedźmą. Albo jeszcze czymś innym.
18-07-2012 08:56
gacoperz
   
Ocena:
+12
Nie lubię, drogi Mistrzu Gry, gdy przefiltrowujesz setting przez swoje przekonania, filozofie i poglądy. Ja mam swoje i niekoniecznie kompatybilne z twoimi i nie próbuję ci ich tak chamsko sprzedawać, więc ty też nie próbuj, bo nasza obecna sesja może nie tylko być końcem wspólnego grania, ale i przyjaźni.
18-07-2012 08:57
Nuriel
   
Ocena:
+7
Szczerze mówiąc, zigzaku to trafiłeś jak kulą w płot ;) Ponieważ co do zasady zgadzam się z tym co wyżej namazałeś. Właściwie to dawno nie skrobnąłeś notki z którą bym się bardziej zgadzał ;)
Oczywiście jak zwykle mam parę "alów" i zastrzeżeń:

Primo, kwestia settingu z oficjalnych publikacji. Zgadzam się, że jego dokładne opisanie powoduje, że pozbawiamy graczy frajdy z zaskoczenia i odkrywania tajemnic świata, zaś Misiowi ogranicza (w pewnej mierze) kreatywność. Ma to oczywiście swoje własne zalety, ale o tym dalej :) Przede wszystkim, uściślę jedną rzecz. Tak, lubię grać w zgodzie z podręcznikiem ALBO TEŻ lubię wiedzieć w jakim kierunku poszły modyfikacje MG. Jest mi to potrzebne po to, aby moja postać nie podejmowała działań niezgodnych z konwencją. Jeśli gramy w pierwszoedycyjnego Warhammera a Ty zrobiłeś z niego super epic heroic z paladynami i wiedźminami to daj mi o tym wcześniej znać - moja postać nie będzie np. dobijała nieprzytomnych wrogów (bo w historii o Bohaterach to raczej nie wypada) czy uciekała przed trójką chłopów z widłami.

Poza tym, to że lubię grać by the book, nie oznacza, że wszystkie "book" podobają mi się tak samo. Zdecydowanie bardziej wolę systemy "modułowe" lub pisane z subiektywnego punktu widzenia (Neuro, Monastyr, dodatki do Earthdawna). Mistrz Gry może włączyć dowolne ich elementy do "swojego" kanonu, zachowując jednocześnie koszerność systemu :) Gracze nie mają świadomości, że uczestniczą w autorce, MG ma duże pole do popisu jeśli chodzi o wprowadzanie własnych pomysłów. Nie przepadam natomiast za systemami w których durna wioska jest opisana wraz z procentowym rozkładem rasowym populacji. Na cholerę wiedzieć mi, że w Złejwsi Wielkiej żyje tyle a tyle elfów, tyle a tyle gnomów itd. Ba, gdyby było inaczej to nie spodobałby mi się tak pomysł Grimmuaru Wlodiego. Taka kampania w "nowym" świecie fantasy (z gotowymi postaciami) to właściwie jedyna droga żeby ładne odwzorować cykle/powieści fantasy na sesjach RPG.

Secundo, kwestia oczekiwań graczy. Masz rację, grając w podręcznikowego Warhammera gracze nie będą mieli frajdy z odkrywania settingu. Tylko czy oni aby nie zdają sobie już z tego sprawy i wcale tego nie oczekują? Zauważ, jeśli gram w Warhammera to chyba godzę się z tym, że na sesji kiedyś pojawią się zwierzoludzie i skaveni. Co więcej, nie tylko liczę się z tym, ale nawet CHCIAŁBYM tego. W końcu znam uniwersum Warhammera, przeczytałem pierdylion dodatków, tonę fluffu i stworzyłem postać najemnika między innymi po to aby na którejś sesji pociachać sobie radośnie szczuro- i zwierzoludzi. No Misiu Gry. Jak rzucisz na sesji, że w Waszym kierunku zbliża się niewielka grupa humanoidów ze zwierzęcymi głowami zamiast ludzkich to moja postać będzie trzęsła się ze strachu. Ja natomiast będę zacieszał na myśl o walce i poturlaniu kostkami :) Być może suspens przy spotkaniu z trombozwierzem byłby większy niż przy spotkaniu bandy skavenów. Ale, god damn it, jak gram w Warhammera mam w rzyci trombozwierze, chcę dostać skavenów których spodziewałem się odkąd pierwszy enpec wspomniał o ogromnych szczurach widzianych w okolicy ;)

Jasne, że podane przez Ciebie rozwiązanie też jest fajne. Co więcej, gdyby MG przed kampanią jasno stwierdził, że to co wiecie z podręczników jest tylko wiedzą waszych postaci która wcale nie musi być PRAWDZIWA, to z chęcią zagrałbym w taki system. Ale Warhammerem już bym tego nie nazwał :) To jest autorka. Nie ukrywam, całkiem fajna autorka, która mogłaby odświeżyć starego dobrego Warhammera, ale autorka w każdym razie :)

Pozdrawiam
18-07-2012 08:58
Sethariel
   
Ocena:
+1
"Jedynym światem fantasy, gdzie zabobony i uprzedzenia i bzdury na kiju są względnie powszechne jest świat Wiedźmina..."

Zabobony i niedopowiedzenia pojawiają się też w przypadku Earthdawna, już przy jednej z ważniejszych dla świata rzeczy, takiej jak Rytuał Powitania (rytuał umiejętności artystycznej, mający udowodnić, że osoba nie jest pod wpływem Horrora).

Wiele z materiałów pisanych jest z subiektywnej perspektywy, na przykład rasy opisane są w dużym stopniu z perspektywy krasnoludów.
18-07-2012 09:00
Alkioneus
   
Ocena:
+1
Zgadzam się. W większości tak robię, przynajmniej w drobnych elementach. Zarówno jako Gracz, jak i MG.

Jako Gracz sporo uwagi przykładam do tego, by zdefiniować, co moja postać wie o systemie. I też mam swoje Małe Prawdy - konsultowane przed sesją z MG, gdzie wyjaśniam istotne rzeczy.

Jako MG chyba zawsze modyfikuję pewne elementy systemu, ale robię to wtedy, gdy Gracze wiedzą, że będę dokonywał reinterpretacji podręcznikowego tałatajstwa - choćby dlatego, że często są tam bzdury.

W zasadzie to decyduje Drużyna na międzysesyjnym piwkowaniu, żeby była jasność, ale Gracze/lub ja jako Gracz świadomie godzimy się na takie rzeczy u MG. Bo zbyt często kończy się to dobrymi sesjami.
18-07-2012 09:30
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
innym rozwiązaniem, ale łatwym do przejrzenia, może byc fałszywe credo na początku kampanii - gramy w młotka, ale bez skavenów/Chaosu/zwierzoludzi.
I na początku wprowadzac przygody, potwierdzające te założenia - plaga szczurów, npce biegają i się modlą, że to skaveni przyszli za to, że sołtys Halszkę wozem drabiniastym rozjechał zeszłej jesieni.
Gracze cool, na luzie, wsak wiedzą co się dzieje, odkrywają, ze to zwykłe szczury...

Jednakże im dalej w kampanię, tym wiecej rzeczy się nie zgadza. Prawda subtelnie manipulowana zaczyna wygladac tak, jak w podręczniku, oficjalnie. Ale... przecież MG powiedział, ze skavenów nie ma? Co to jest więc?

Ano skaveni właśnie.... :)
18-07-2012 09:36
Beamhit
   
Ocena:
+13
Może być, ale na większą skalę przekręt może bawić tylko raz. Bo gdy po raz 7 okazuje się, ze Stary Świat to nie Stary Świat, Forgotten Realms to nie Forgotten Realms, Zasrane Stany to nie Zasrane Stany, a Greyhawk to nie nie Greyhawk zaczyna być:

- nudno
- bezsensownie paranoicznie
18-07-2012 09:41
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dlaczego nudno? Inaczej. Zresztą, można przecież zrobic też tak, że np ci skaveni faktycznie istnieją - ale gracze cały czas walczą z plagą zwykłych szczurów, czekając aż ci skaveni się pojawią. W trakcie przygody okazuje się jednak, że za plagę szczurów odpowiedizalny jest zły czarownik/wampir/wurzony druid, a nie skaveni.

Gracze rozwiązują wątek, moze nawet mini kampanię, szczury znikają. Nie udowodnili w ten sposób, że skavenów nie ma. ale po prostu ich jeszcze nie spotkali. I byc może nie spotkają. To jest nieco subtelniejszy przykład - te mje w tekście były celowo hardcoreowe.

co do "bezsensownie paranoicznie" - tu się kompletnie nie zgodzę - dla mnie bezsensowne jest coś, co nie ma sensu (ani celu) tu cel jest. Paranoi nie lubię, więc do niej nie namawiam - ale to, że BG będą się bali inwazji skavenów, która nigdy nie nadejdzie, bo to bujda, nie ejst paranoją. Jest wiarą i przekonaniami BG, które inaczej trudno wykrzesac z graczy. Wiarą i przekonaniami, które mogą ewoluowac wraz z poznawaniem fragmentów prawdy o świecie, w którym żyją.
18-07-2012 09:53
Krzemień
   
Ocena:
+5
Co do początku wpisu i wiedzy postaci: wiedza powszechna typu "pod ziemią żyją wszedzie skaveni" jeszcze przejdzie, gorzej jak się trafi na gracza, który grając wieśniakiem na słowo Ulthuan reaguje "ah to tam rządzi wielki Król Feniks Finubar zwany Żeglarzem oraz Wieczna Królowa Alarielle" ;p
18-07-2012 09:55
   
Ocena:
+3
A mówią, że amerykanie są odtwóczy.
18-07-2012 09:56
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
To nie jest wiedza powszechna w Starym Świecie. Skaveni są otoczeni nimbem milczenia. To tajemnica imperialna, wszelkie pogłoski się ucisza.
18-07-2012 09:56
Nuriel
   
Ocena:
+2
Dlaczego nudno? Inaczej. Zresztą, można przecież zrobic też tak, że np ci skaveni faktycznie istnieją - ale gracze cały czas walczą z plagą zwykłych szczurów, czekając aż ci skaveni się pojawią. W trakcie przygody okazuje się jednak, że za plagę szczurów odpowiedizalny jest zły czarownik/wampir/wurzony druid, a nie skaveni.

Tylko, że akurat w tym przykładzie pozostajesz w 100% w zgodzie z podręcznikiem ;) Czym innym jest niewykorzystanie skavenów w żadnej przygodzie a czym innymi wyelminowanie ich w ogoóle ze świata (na zasadzie - Twoja postać nie mogła kiedyś spokać skavenów bo u mnie ich nie ma).

Poza tym, jak dziesiąty raz okazuje się, że świat z podręcznika nie jest światem z podręcznika to przestaje to być "czymś innym", tylko normą.

Ten cały spór można przyrównać do sytuacji w której kumpel mówi, że ma bilety na koncert Slayera i ciebie nań zaprasza. Na miejscu okazuje się, że to koncert nie Slayera a np. Tori Amos.
Oczywiście, na pewno będziesz się równie fajnie bawił (choć inaczej), tym bardziej, że to ów kumpel poniósł lwią część kosztów. Nie zmienia to jednak faktu, że bawiłeś się na innym koncercie niż ci to obiecano :)
18-07-2012 10:01

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.