Wielka księga fantasy t.1 i t.2
Fantasy, podobnie jak inne podgatunki fantastyki, jest terminem bardzo szerokim, określającym mnóstwo konwencji oraz rodzajów tekstów. Zrozumiałe więc wydaje się wydawanie antologii pod sztandarem danej gałęzi fantastyki, co pozwala czytelnikom obeznać się przekrojowo z tak urozmaiconą tematyką – i tak, dzięki Fabryce Słów, mamy okazję zapoznać się z dwoma Wielkimi Księgami Fantasy, które opracował Mike Ashley.
Pierwszy tom składa się z utworów wydanych najpóźniej w latach 60. (z dwoma wyjątkami), co bezpośrednio przekłada się, niestety, na ich typ – to w większości fantasy koncentrująca się na Bohaterze i Wyzwaniu (polegającym zazwyczaj na pokonaniu potwora). Mamy więc klasyczne teksty Roberta E. Howarda (Dolina Czerwia), Lorda Dunsany'ego (Skarb Gibbelinów), Fritza Leibera (Wyjąca Wieża), Michaela Moorcocka (Królowie mroku) oraz Rogera Zelaznego (Dzwony Shoredan) – wszystkie z grubsza mieszczące się w schemacie sztampowej epickiej fantasy, różniące się jedynie scenografią i pomysłem wyjściowym. Jest również Mur wokół świata Theodore'a R. Cogswella, tekst, którym mogła się inspirować J.K. Rowling tworząc uniwersum Harry'ego Pottera. Poza tym w pierwszym tomie znalazły się dwa piękne, subtelne utwory – Czarna Róża i Diament Ursuli K. Le Guin, rozgrywający się w uniwersum Ziemiomorza, oraz Złoty klucz George'a MacDonalda, będący baśniową opowieścią o dojrzewaniu i miłości. Ostatnimi tekstami znajdującymi się w tej książce są Czarodziej Pharesm Jacka Vance'a, kolejna z przygód niesławnego Cugela, oraz Ostatni hieroglif Clarka Ashtona Smitha, nasycony czarnym humorem. Cztery ostatnie wymienione teksty zdecydowanie wybijają się literacko ponad resztę utworów w tym tomie.
Niestety, druga odsłona Wielkiej Księgi Fantasy, zawierająca utwory w większości nowsze, wypada słabiej. Jest jedynie kilka naprawdę dobrych, mocnych tekstów, a cała reszta podchodzi pod przeciętność. Zachwyca Harlan Ellison, którego Paladyn utraconej godziny to tekst poruszający, melancholijny, wypełniony emocjami. Jest humorystyczne, ironiczne Wczoraj był poniedziałek Theodore'a Sturgeona, wyśmiewające absurdy otaczającego nas świata. W tym tomie znajduje się również Człowiek, który pomalował smoka Griaule'a Luciusa Sheparda – piękny językowo utwór, koncentrujący się na ludzkich emocjach oraz marzeniach. Zaskakującym, dobrym tekstem jest także Pani Czaszek Patricii A. MacKillip, choć oparta na dość ogranym motywie, to porusza. Pozostałe opowiadania niczym nie zaskakują, nie przyciągają czytelnika ani konceptualnie, ani językowo.
Po lekturze całości można mieć wrażenie, że coś jest nie tak. Że fantasy jako gatunek jest dość ubogie – w tekstach wybranych przez Ashleya znaleźć można niewiele zaskakujących motywów, oryginalnych rozwiązań. W większości z nich łatwo można przewidzieć, co się wydarzy, i o ile w przypadku klasyki klasyki jest to w miarę zrozumiałe (jak Howard czy Lord Dunsany), o tyle w utworach w miarę nowych taka tendencja rozczarowuje. Także językowo, poza nielicznymi wyjątkami (Shepard, Le Guin, Ellison, Sturgeon), teksty te nie zachwycają – są przeciętne, a o ich języku można powiedzieć tylko tyle, że jest.
Wielkie księgi fantasy zawodzą. Ashley oraz tekst okładkowy obiecywały różnorodność, szerokie spektrum spojrzenia na gatunek i wyprawy w głąb niesamowitych uniwersów, co zaowocowało zaledwie kilkoma naprawdę świetnymi tekstami i masą przeciętności. Mam nadzieję, że problem tkwi w wyborze dokonanym przez redaktora antologii, a nie płytkości fantasy jako takiego.
Dziękujemy księgarni Selkar za udostępnienie egzemplarzy recenzenckich.
Tytuł: Wielka księga fantasy t.2 (The Mammoth Book Of Fantasy)
Cykl: Wielka seria
Autor: antologia
Tłumaczenie: Milena Wójtowicz
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 25 lutego 2011
Liczba stron: 392
ISBN-13: 978-83-7574-155-1
Oprawa: miękka
Wymiary: 125 x 205 mm
Seria: Antologie
Cena: 37,80 zł
Pierwszy tom składa się z utworów wydanych najpóźniej w latach 60. (z dwoma wyjątkami), co bezpośrednio przekłada się, niestety, na ich typ – to w większości fantasy koncentrująca się na Bohaterze i Wyzwaniu (polegającym zazwyczaj na pokonaniu potwora). Mamy więc klasyczne teksty Roberta E. Howarda (Dolina Czerwia), Lorda Dunsany'ego (Skarb Gibbelinów), Fritza Leibera (Wyjąca Wieża), Michaela Moorcocka (Królowie mroku) oraz Rogera Zelaznego (Dzwony Shoredan) – wszystkie z grubsza mieszczące się w schemacie sztampowej epickiej fantasy, różniące się jedynie scenografią i pomysłem wyjściowym. Jest również Mur wokół świata Theodore'a R. Cogswella, tekst, którym mogła się inspirować J.K. Rowling tworząc uniwersum Harry'ego Pottera. Poza tym w pierwszym tomie znalazły się dwa piękne, subtelne utwory – Czarna Róża i Diament Ursuli K. Le Guin, rozgrywający się w uniwersum Ziemiomorza, oraz Złoty klucz George'a MacDonalda, będący baśniową opowieścią o dojrzewaniu i miłości. Ostatnimi tekstami znajdującymi się w tej książce są Czarodziej Pharesm Jacka Vance'a, kolejna z przygód niesławnego Cugela, oraz Ostatni hieroglif Clarka Ashtona Smitha, nasycony czarnym humorem. Cztery ostatnie wymienione teksty zdecydowanie wybijają się literacko ponad resztę utworów w tym tomie.
Niestety, druga odsłona Wielkiej Księgi Fantasy, zawierająca utwory w większości nowsze, wypada słabiej. Jest jedynie kilka naprawdę dobrych, mocnych tekstów, a cała reszta podchodzi pod przeciętność. Zachwyca Harlan Ellison, którego Paladyn utraconej godziny to tekst poruszający, melancholijny, wypełniony emocjami. Jest humorystyczne, ironiczne Wczoraj był poniedziałek Theodore'a Sturgeona, wyśmiewające absurdy otaczającego nas świata. W tym tomie znajduje się również Człowiek, który pomalował smoka Griaule'a Luciusa Sheparda – piękny językowo utwór, koncentrujący się na ludzkich emocjach oraz marzeniach. Zaskakującym, dobrym tekstem jest także Pani Czaszek Patricii A. MacKillip, choć oparta na dość ogranym motywie, to porusza. Pozostałe opowiadania niczym nie zaskakują, nie przyciągają czytelnika ani konceptualnie, ani językowo.

Wielkie księgi fantasy zawodzą. Ashley oraz tekst okładkowy obiecywały różnorodność, szerokie spektrum spojrzenia na gatunek i wyprawy w głąb niesamowitych uniwersów, co zaowocowało zaledwie kilkoma naprawdę świetnymi tekstami i masą przeciętności. Mam nadzieję, że problem tkwi w wyborze dokonanym przez redaktora antologii, a nie płytkości fantasy jako takiego.
Dziękujemy księgarni Selkar za udostępnienie egzemplarzy recenzenckich.
Tytuł: Wielka księga fantasy t.2 (The Mammoth Book Of Fantasy)
Cykl: Wielka seria
Autor: antologia
Tłumaczenie: Milena Wójtowicz
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 25 lutego 2011
Liczba stron: 392
ISBN-13: 978-83-7574-155-1
Oprawa: miękka
Wymiary: 125 x 205 mm
Seria: Antologie
Cena: 37,80 zł
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 3
Obecnie czytają: 0
Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Mają w kolekcji: 3
Obecnie czytają: 0
Dodaj do swojej listy:
Tytuł: Wielka księga fantasy (The Mammoth Book Of Fantasy)
Autor: antologia, redaktor: Mike Ashley
Tłumaczenie: Milena Wójtowicz
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 11 lutego 2011
Liczba stron: 376
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205 mm
Seria wydawnicza: Antologie
ISBN-13: 978-83-7574-151-3
Cena: 37,80 zł
Autor: antologia, redaktor: Mike Ashley
Tłumaczenie: Milena Wójtowicz
Wydawca: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Data wydania: 11 lutego 2011
Liczba stron: 376
Oprawa: miękka
Format: 125 x 205 mm
Seria wydawnicza: Antologie
ISBN-13: 978-83-7574-151-3
Cena: 37,80 zł

