string(15) ""
» Blog » Wiedźmini rasiści, każdy to powie
18-07-2015 11:52

Wiedźmini rasiści, każdy to powie

W działach: rant, wiedźmin, fandom | Odsłony: 1803

Wiedźmini rasiści, każdy to powie

Tekst jest mocno spóźniony, nie załapałem się na hajp związany z tematem, nie piszę nic odkrywczego ani pasjonującego, chcę tylko dać świadectwo

 

Noć zacząłem pisać dawno temu, ale wicie-rozumicie, nie śpię, bo pracuję w gamedevie, więc leżała sobie odłogiem czekając na lepsze czasy, aż w końcu stanąłem przed lustrem i przyznałem sam przed sobą, że lepsze czasy to już były. Idzie więc jako garść impresji, ponumerowanych - żeby było fancy. Prawdopodobnie tekst będzie niezrozumiały bez kontekstu całej afery. Ale to jest blogasek, nie czuję się ani trochę zobowiązany do robienia ekspozycji do noci. W skrócie, jakby ktoś to wygrzebał za 3 lata: wiosną 2015 premierę miała gra wideo pt. Wiedźmin 3: Dziki Gon. Wśród zachodnich recenzentów pojawiły się głosy, że bohaterowie tejże gry prezentują się zbyt monolitycznie pod względem etnicznym oraz zarzuty co do prezentowania przemocy wobec kobiet. Polski fandom zrozumiał to na zasadzie bijo naszych! murzynów chcą w naszym polskim, słowiańskim, lnianowłosym wiedźminlandzie, a przecież to nierealistyczne! precz z polityczno poprawnościo! precz-sko-mouno! Co nie jest zaskoczeniem, bo polski fandom jest polski, ten przymiotnik oznacza bardzo dużo (nie, nie oznacza wcale taki normalny fandom, tylko że w Polsce, ale nie popadajmy w dygresje). Autorzy gry też zareagowali jak brukiew z mazowieckiej bruzdy błota, bo powiedzieli mniej więcej to samo, tylko grzeczniej - co się czepiacie, przecież w naszym kraju w średniowieczu nie było zróżnicowania etnicznego. Do kwestii przemocy nie wiem, czy się odnieśli. 

 

1. Bardzo łatwo z perspektywy białego, hetero mężczyzny, chrześcijanina z kraju rozwiniętego powiedzieć, że głupotą jest domaganie się swojej reprezentacji przez mniejszości - no jasne, że dla ciebie, jeden z drugim, to głupota, bo macie swoją reprezentację wszędzie i zawsze i nie jesteście sobie w stanie wyobrazić jak to jest jej nie mieć. A czasami kiedy macie okazję sobie to uświadomić (np. jedziecie do kraju z innego kręgu kulturowego) to macie zbyt małą empatię, żeby to zrozumieć i gadacie wtedy o tym, że to dzikusy, bo lokalsi krzywo na was patrzą (guess what, tak samo czują się mniejszości u nas, z tą różnicą, że nie są na wakacjach/w podróży służbowej, tylko mieszkają tu na stałe). Po internetsach śmiga taki tekst-cytat z Whoopi Goldberg opowiadający jak zobaczyła Uhurę w telewizji. Znajdźcie sobie.

 

2. Oczywiście (gramy w dyskryminacyjne bingo) pojawia się problem symetryzmu - o przemoc wobec kobiet to się przyczepiacie, a wobec mężczyzn to już nie! A przecież każda przemoc jest zła! Wypada powtórzyć pytanie zadane dawno temu przez poetę czescjascka: czy jeśli Żydzi wymordowaliby nazistów, to też byłby antysemityzm?  Wszelkie -izmy (dyskryminacja) do swojego bytu potrzebują pewnego stosunku władzy, pewnego stanu faktycznego (systemu). Stąd nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że jeśli w latach 80tych w RPA biali pobili czarnego to był rasizm, ale jeśli czarni pobiliby białego to nie byłby już rasizm. Tak to działa, drodzy fandomici. Hasła w rodzaju czarni to najwięksi rasiści! są żenujące. Nie oznacza to oczywiście absolutnej niemożliwości dyskryminacji białych, ale to jest kwestia dalece bardziej złożona, na początek zapamiętajcie, że dyskryminacja jest systemowa, nie indywidualna.

 

3. Piętnaście razy będę powtarzał: akcja żadnej książki/filmu/komiksu czy jakiegokolwiek tekstu kultury nie dzieje się w świecie rzeczywistym, tylko w fikcji. Jakiekolwiek dyskutowanie o realizmie jako zgodności z tym co widać za oknem jest ze środka odbytu wygrzebane. Tym bardziej, kiedy sam tekst kultury wyraźnie, wielkimi literami daje znać: AKCJA TOCZY SIE W NIBYLANDII (przykładem Wiesiek właśnie, nie wiem czy jest autor, który częściej posługuje się słowem Neverland niż Sapkowski).

 

4. Hipotetyczna sytuacja, która przez zwolenników dyskryminacji podawana byłaby jako znakomity przykład na słuszność ich twierdzeń, podczas gdy właśnie przeciwieństwo jest prawdą. Czy w filmie o (przykładowo) Lechu Wałęsie  tytułową rolę mógłby zagrać czarnoskóry? Pamiętacie rant Beksy o czarnoskórym Bondzie? No więc - może, czy nie? Jeśli tak będzie to stanie się w zasadzie co? Problem będzie w czym? Że będzie nierealistycznie? Dajcie mnie fakingowego brejka, to jest fikcja z założenia - nie nagrywamy prawdziwego Lecha Wałęsy dokonującego prawdziwego skoku przez płot tylko tworzymy fikcję. Naszym celem nie jest idealne odtworzenie wszystkich elementów rzeczywistości, bo jest to po prostu niemożliwe, tylko opowiedzenie pewnej historii. A jeśli aktor ma inny kolor włosów niż postać, którą odgrywa, to też jest źle? (Oj jest, że przypomnę rant na Craiga w roli Bonda, bo przecież blondyn). Gdzie kończy się dla was granica dopuszczalnego odstępstwa od prawdy? Inny kolor krawata - ok, inny kolor skóry - nigdy! Dlaczego? Jaka jest substancjalna różnica pomiędzy tymi dwoma stanami?

 

5. A teraz uwaga, trudny fragment - gdyby odwrócić argument - czy Nelsona Mandelę albo Malcolma X w filmie o nich może zagrać biały? Wracamy do punktu o kierunku działania -izmów. Nie może. Praca domowa: zastanówcie się dlaczego.

 

6. Dalej gramy w bingo: bicie czarnoskórego pałką po głowie to rasizm, ignorowanie takich postaci w kulturze to nie rasizm, bo znaj proporcję. Tylko, że nie. Rasizm jest, surprise, surprise, stopniowalny. Mein Kampf jest bardzo rasistowskie, Wiedźmin jest nieco rasistowski i nie ma w tym żadnej sprzeczności. Plus - jak zwykle: to my (uprzywilejowani) decydujemy, kiedy macie prawo czuć się dyskryminowani.

 

7. Ponurym (chociaż naprawdę śmiesznym, serio, śmieję się w głos) żartem jest to, że z, naprawdę progresywnej (jak na polskie warunki, jejku, trochę się jednak skrzywiłem, jak to napisałem, nawet z takim zastrzeżeniem), literatury Sapka zrobiono to, z czego on sam wyśmiewał się dawno temu (dla porządku: w eseju Piróg albo nie ma złota w Szarych Górach, Nowa Fantastyka 1993 z. 5), czyli ordynarnego piroga.

 

Scenarzyści Witchera zapamiętali z książek ASa dokładnie to, z czego sam Sapek darł łacha w odniesieniu do słowiańskiej fantasy, czyli że jest jurnie i żurnie. Ale skąd niby (scenarzyści) wytrzasnęli tą przaśną słowiańskość? Świat wiedźmina jest konglomeratem różnych mitologii, z czego słowiańska jest akurat chyba najmniej istotną (głównie z tego powodu, że o słowiańskiej mitologii mało co wiadomo*, więc i czerpać za bardzo nie ma z czego). Cała rzekoma słowiańskość Wiedźmina jest naciągana aż trzeszczy.

 

8. Przecież nikt nie będzie nad nikim stał i kazał robić gry podług zasad politycznej poprawności, tym bardziej nikt nie każe zmieniać dzieł już istniejących (zomg!11!! każą dodać czarnego do drużyny pierścienia!). To jest krytyka. Serio, nie jesteście w stanie znieść, że komuś gdzieś gra nie podoba się  z powodów społecznych? Zegarmistrz napisał całą noć (w penis długą w dodatku) o tym, że NIE MOŻNA TAK KRYTYKOWAĆ!!! Nie można, bo co? Jeśli krytykuję mówiąc, że fabuła jest do odwłoka albo grafika bardzo niedobra to ok, ale jeśli gra nie podoba mi się z powodu niereprezentowania pewnych grup ludzi to już be i tak nie można? Puknijcie się w łeb. A gdybym napisał, że gra mi się nie podoba, bo przy jej produkcji łamano prawa pracownicze (true story, tak na marginesie)? Tak też nie można?

 

9. Do czego doprowadzi nas ta okropna polityczna poprawność? Teraz żądają czarnego wiedźmina, co będzie następne? Może chór głuchych? Oh, wait..

 

 

* pamiętam jak się podpaliłem kiedy dorwałem Mitologię Słowian Gieysztora z czarnej serii Mitologie Świata Wydawnictwa Artystycznego i Filmowego, licząc na historie o wiłach, leszych i wodnikach, a dostałem jakieś smętne rozważania językowo-archeologiczne.

 

Tekst ukazał się pierwotnie (w wersji uncut) na moim blogu zewnętrznym

1
Notka polecana przez: mr_mond
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Bo-Lesław
   
Ocena:
+6

Nieczęsto komentuje coś na Polterze ale teraz widzę że jest konkret...

"Ano biali hetero chrześcijanie wciąż są najbardziej uprzywilejowani na świecie w kwestii reprezentacji w kulturze, nawet jeśli wewnątrz tak szeroko zakreślonej grupy zachodzą różnice w poziomie uprzywilejowania. "

Taka wypowiedź świadczy albo o nieznajomości światowej kultury albo o zwykłej złej woli. Sama tylko kinematografia Indyjska  nie dość że produkuje więcej filmów niż mityczne Hollywood to jeszcze dociera do większego kręgu odbiorców (doliczyć do tego należy jeszcze kinematografie Pakistańską, Tamilską czy Syjamską które również produkują w dużych ilościach). Na trzy największe "zagłębia" filmowe nie przypada żadne Europejskie - palmę pierwszeństwa dzierżą hindusi, za nimi plasują się Amerykanie i Nigeryjczycy. Zważyć należy że nie ma mowy o obrocie i ponoszonych nakładach gdyż tu Hollywood przebija wszystko i wszystkich lecz poza Europą i Ameryką Północną krąg odbiorców pozostaje niewielki przykładowo taki Batman w niewielkim UK zarobił 90 mln a w ponad miliardowych Chinach 52 miliony jeszcze nędzniej sprzedał się w równie licznych Indiach gdzie zarobił jedynie 9,2 mln czyli prawie tyle samo co w Danii 9,6 mln (dla porównania w 38 milionowej Polsce był to zysk ok 4 mln!)
 

Zarówno Bollywood jak i Nollywood docierają do o wiele większego kręgu odbiorców niż kinematografia Amerykańska i Europejska. Ba nawet jeśli nie generują porównywalnych zysków to mają  w skali świata o wiele większe znaczenie. Kinematografia Zachodnia (Europejska i Północnoamerykańska i od biedy Australijska) to zaledwie ułamek światowej będący w zdecydowanej mniejszości. Swój własny charakter ma kinematografia południowoamerykańska (słynna w Polsce głównie z telenoweli) czy wschodnioazjatycka.

Tak więc twierdzenie o dominacji wizerunku Białego Człowieka w światowej kulturze jest nie dość że nie uprawnione to jest błędem wynikłym właśnie z owego imperializmu kulturowego i zwykłego niedostrzegania obecności innej  kinematografii niż  Zachodnia.

"Nie, nie nazywam tego reprezentacją, bo nie mówię o Polakach czy Słowianach"

Nie masz wrażenia, że stosujesz bardzo swobodną definicję grup etnicznych/narodowych/rasowych. Gdzie jest Ci wygodnie stosujesz termin Polak a kiedy indziej stosujesz Europejczyk lub Biały. Ponadto zawężając dyskryminację rasową tylko do osób o widocznym czarnym kolorze skóry wykazujesz się daleko idącą niewiedzą na temat amerykańskiego rasizmu.  Za nie-białych uważano w XIX-wiecznych USA nie tylko ludzi Kolorowych (nawiasem mówiąc wrzucanie ich "wszystkich do jednego worka" i stosowanie w ich miejsce terminu Czarny uchodzi dziś za formę rasizmu) ale również Żydów, Bułgarów, Greków, Słowian i Włochów z Południa. Można by rzec że umieszczając nawiązania do kultury słowiańskiej niejako wypełnili postulat umieszczenia w grze osób kolorowych.

Dyskusja o Rasie jako biologicznym (jest bzdurna bo m.in. kolor skóry nie wyróżnia ras u zwierząt dlaczego miałby więc być wyróżnikiem u ludzi) tworze nie ma specjalnego sensu gdyż
w wielu krajach w tym USA można obecnie zadeklarować sie podczas spisu jako przedstawiciel dowolnej rasy i nie podlega to żadnej kontroli. Słynny jest już przypadek obecnego prezydenta, który mogąc się zadeklarować np. jako Mulat (którym mając biała babkę de facto jest) zadeklarował się jako Czarny - dlaczego bo mógł? (Z racji tego że nie ma w tym względzie żadnych ograniczeń zadeklarować mógłbym się samemu jako Czarny) Czemu więc w grze wymagamy fizycznego odzwierciedlenia przynależności rasowej skoro nawet normy prawne nie nakładają takiego obowiązku.  

"Podobnie fakt, że czarna mniejszość jest w USA dyskryminowana nie daje większości w ramach tej mniejszości moralnego prawa do dyskryminacji innych mniejszości "

Może coś mi umknęło ale można prosić jakiś przykład dyskryminacji akurat tej grupy. Zajmuje się niejako zawodowo historią rasizmu i zaciekawiła mnie ta (sprzeczna zarówno z stanem prawnym i moimi obserwacjami opinia)

 

Bo-lesław

22-07-2015 11:55
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+3

Jako psedstawiciel mniejsosci chinskej nie jestem obuzony blakiem zółtych bohatelów w tej gze. Choc Jest nas tloche miliardów na swiecie. W Polse tez niemalo. A te carne ludki co sie tak burzą ze ich nie ma to cemu swoich giel nie lobią? Tylko ksyca i ksyca RASIZM! NALEZY SIE NAM! MACIE LOBIC TAK JAK MY KCEMY! 

KCECIE CARNEGO WILKA? To sopie zlóbcie...

22-07-2015 13:06
Kilik Lodowa Zamieć
   
Ocena:
+5

Ja natomiast jako trans-krasnolud (krasnolud uwięziony w ciele człowieka) czuję się głęboko pokrzywdzony pomijaniem mojej mniejszości w grach komputerowych. W takiej na przykład serii GTA nie idzie doszukać się krasnoludów, ani tym bardziej trans-krasnoludów. Pozew o naruszenie dóbr osobistych już się smaży. Na razie moi mecenasi z kancelarii A. & B. Surd s.c. szukają dobrego biegłego z zakresu dyskryminacji rasowej wyimaginowanej. 

PS. Tak, jak wyżej zostało przejaskrawione widzę kwestię opisaną w notce. Ograniczanie komukolwiek wolności tworzenia w imię poprawności politycznej niewiele różni się od ucisku spowodowanego dyskryminacją. Czyli co, ogień zwalczać ogniem? Kiedyś czarni nie mogli głosować, a teraz np. twórcy gier nie mogą tworzyć gry bez czarnych? Swoją drogą, ciekawe są tezy o dyskryminacji czarnych w kraju, który ma czarnego prezydenta oraz multum czarnych polityków, celebrytów, aktorów, czołowych sportowców, naukowców i czego się tylko zechce. A w dobie napływu kolegów z Bliskiego Wschodu mam wrażenie, że to paradoksalnie biali zaczynają być coraz bardziej dyskryminowani we własnych państwach (chociaż na szczęście Polski to nie dotyczy). 

 

22-07-2015 14:09
Siman
    @wolf
Ocena:
+13

Tylko że w ten sposób mieszasz systemy walutowe. Polak, względnie nieradziecki Słowianin to kategoria dużo węższa niż people of color, o których się rozchodzi. Zauważ, że nie chodzi o reprezentację np. nigeryjczyków, czy etiopczyków, tylko jakichkolwiek osób nie-białych.

Tylko na poziomie semantyki, bo praktyka jest dokładnie odwrotna. Np. porównaj sobie jak często Murzyn pojawiający się kulturze popularnej jest Afroamerykaninem (lub ew. Czarnym Anglikiem czy Francuzem), a jak często Afrykaninem dowolnej nacji?

To jest ten sam typ dyskryminacji o którym mówią feministki odnośnie patriarchatu: mówisz "człowiek", myślisz "mężczyzna". Amerykanie mówią "POC", ale myślą: "kolorowi Amerykanie". Mówią: "biali", ale myślą "ludzie Zachodu". Niby rozmawiamy o ogólnych kategoriach, ale one dziwnym trafem zawsze posiadają jednego domyślnego przedstawiciela. Kwestia etniczna nie jest tak naprawdę węższa od rasowej (kolorowi Amerykanie to przecież węższa kategoria niż Słowianie), jeśli uczynimy ją widzialną, po prostu funkcjonuje obok niej.

Amerykanie traktują kwestie etniczno-narodowe w sposób "przezroczysty", a skupiają się na mniejszościach wewnątrz własnego narodu. Wynika to trochę z tego, że USA jest etnicznym tyglem, więc siłą rzeczy wśród samych Amerykanów wygląd staje się ważniejszy od kraju urodzenia dziadka, ale przede wszystkim z prostego faktu, że w Stanach prawo narodu amerykańskiego do dominacji nad resztą świata jest kwestią racji stanu i tę działkę dosyć mocno zdominowali Republikanie. To się przekłada na mentalność obywateli, także tych lewicowych.

Np. przy okazji afery rasistowskiej Wiedźmina regularnie przewijała się taka narracja: branża growa ma problem, ponieważ większość jej pracowników jest biała. Tymczasem to jest wierutna bzdura: to akurat jedna z tych działek kultury, w której biali mają silną konkurencję ze strony Azjatów. Studiów japońskich czy koreańskich jest nie mniej niż amerykańskich czy zachodnioeuropejskich, a tam pracują przecież w znakomitej większości Azjaci. Więc to nie cała branża ma problem, tylko i wyłącznie amerykańska. Dziwnym trafem przymiotnik narodowy się nie pojawił. I to mimo że rozmowa toczyła się akurat o nieamerykańskim studiu, więc to akurat miało znaczenie!

Nawiasem mówiąc, kilka polskich komentatorów powieliło i tę narrację, co już jest dosyć zabawne, biorąc pod uwagę, że akurat polskie studia growa, a CDP w szczególności, mają dużo wyższy odsetek POC niż polska średnia. Nie wynika to oczywiście z jakiejś niebywałej postępowości, po prostu stać je na import wykwalifikowanego pracownika, ale nie zmienia to faktu: to nie jest NASZ problem, ale nadal argumentacja brzmi: "wszyscy mamy problem, bo my mamy problem".

 

Kolonializm kulturowy jest ważnym zagadnieniem, ale kwestia większej reprezentacji mniejszości nie jest elementem tego kolonializmu, bo (a) uczestniczymy w globalnym (a przynajmniej pół-globalnym) obiegu kultury, trudno więc argumentować bo u nas nie ma osób innych niż białe, bo owo u nas nie oznacza jedynie granic Polski

Ale przecież całe sedno mojego argumentu zasadza się na tym, że uczestniczymy w nim jednostronnie. Jesteśmy przedmiotem, nie podmiotem globalnej wymiany, w przeciwieństwie do Amerykanów. I nikt nie ma z tym problemu, ewentualnie traktuje to jako kwestię czysto gospodarczą (a gospodarka wiadomo: wolna konkurencja, nic nie da się zrobić). Nie ma "nas", bo nie posiadamy żadnych praw z tytułu uczestnictwa. Dlaczego więc mamy posiadać obowiązki? Których natomiast Ameryka, mając praw pełnię i resztę świata głęboko w dupie, najwyraźniej nie ma? Jak to nie są podwójne standardy, to ja nie wiem co to jest.

 

(b) również mamy mniejszości

To akurat nie jest żadnym argumentem: POC stanowi w Polsce mniej niż 0,1% populacji. Oczywiście nie znaczy to, że nie należy im się szacunek, ale przy tak śladowych liczbach nie można powiedzieć, żeby akurat niedobór kulturowej reprezentacji był kwestią o wadze argumentu. A w Sejmie są chwilowo nawet nadreprezentowani. ;)
 

(tu wracamy z punku (c) powyżej) No właśnie nie. Po pierwsze, nie jest to obowiązek - zauważ, że ja nie postuluję, żeby Wałęsę zagrał czarnoskóry aktor (albo jeszcze lepiej - aktorka). Tylko mówię, że jeśli tak by było to nie zrobiłoby to krzywdy opowieści (podkreślam - opowieści, nie Historii as in nauce o przeszłości).

Sorry, albo rybki, albo akwarium. Jeśli, jak piszesz, Wiedźmin jest rasistowski (czy nieco czy troszkę bardziej to już nieistotne), to znaczy że jak najbardziej, jego twórcy mieli moralny obowiązek wrzucić tam kolorowe postacie i go nie dopełnili. I z tym stwierdzeniem się w pierwszej kolejności nie zgadzam.

Natomiast jeśli chodzi tylko o to, że "krzywdy by nie zrobiło" to pełna zgoda, nie zrobiłoby. Co też zaznaczałem na początku.

Po trzecie, uznanie reprezentacji mniejszości idzie właśnie w poprzek kulturowego imperializmu - nie ma oddzielnych sporów o prawa naszej, słowiańskiej mniejszości i innych mniejszości. Gramy w tej samej drużynie.

Oczywiście. Zgadzam się. Ale dlaczego walka o mniejszości ma polegać na rutynowej unifikacji wszystkiego? Wszędzie musi być wszystkiego po jednym rodzaju i sprawdzamy: gej - check, czarny - check itd.? Bardzo dobrze jest to ujęte w tej wypowiedzi. Chodzi o to, żeby jak najwięcej mniejszości mogło opowiedzieć o sobie, swoim językiem, według własnych reguł i, jeśli taka ich wola, nie oglądając się na innych. Ty właśnie odebrałeś prawo do tej opowieści Polakom. Czy uważasz, że "Ronin" albo "Przyczajony tygrys, ukryty smok" to rasistowskie filmy, bo przedstawiają wyłącznie Japończyków/Chińczyków? A jeśli nie, to dlaczego mówisz to samo o Wiedźminie, skoro zgadzasz się, że Polacy to peryferyjny naród i to dużo bardziej niż Japończycy lub Chińczycy?

 

Uprzedzając pytanie: a jak się to ma do stwierdzenia z punktu 1. notki, o przynależności do grupy najbardziej uprzywilejowanych ludzi na świecie? Ano biali hetero chrześcijanie wciąż są najbardziej uprzywilejowani na świecie w kwestii reprezentacji w kulturze, nawet jeśli wewnątrz tak szeroko zakreślonej grupy zachodzą różnice w poziomie uprzywilejowania.  

Ale dlaczego podział musi zachodzić w ten właśnie sposób? Dlaczego podział ma zachodzić wzdłuż koloru skóry? Bo Zachód kiedyś tak robił i tak mu zostało? Podziały są różne. Biali są lepiej reprezentowani od kolorowych, mieszkańcy krajów G8 od mieszkańców reszty świata. To są przecież wymieszane grupy. Afroamerykanie są lepiej reprezentowani niż Polacy, Japończycy lepiej niż Albańczycy itd. itp.

Ok, ale jaki związek ma kolor skóry bohatera ze źródłami kulturowymi do których dzieło się odnosi?

Zależy od dzieła, zależy od źródeł. Chodziło mi tylko o to, że to ważna kwestia do rozważenia, a nie coś, co się wsadza do odbytu. Przykładowo, Bond jest bohaterem fikcyjnym, którego najbardziej charakterystyczną cechą jest jego brytyjska charyzma. Idris Elba jest Brytyjczykiem, jest cholernie brytyjski i ma genialną charyzmę, doskonale pasującą do tej postaci. Nie ma problemu. Lech Wałęsa jest postacią historyczną, wciąż żyjącą i wizualnie dobrze kojarzoną wśród ludzi (nie tylko Polaków), która odegrała kluczową rolę dla obalenia systemu komunistycznego w Polsce i Europie Wschodniej. Czarny Wałęsa raz, że łamie decorum dzieła historycznego, dwa, że rozmydla sens wydarzeń, które są kluczowe dla tożsamości konkretnego narodu. Jest problem. Widzisz różnicę?

22-07-2015 16:33
Siman
   
Ocena:
+3

Posty robią się przydługawe, więc rzeczy na marginesie wrzucę tu oddzielnie. ;)

@wolf

nie powiedziałbym, że nam się udało w branży growej. Udało się o tyle, że wypadamy, jako kraj, zgodnie z naszym potencjałem. Czyli średnio - w ostatnim czasie: jedna wielka gra, kilka dużych, docenione indiasy, spore sukcesy w nieco mniej nośnych medialnie sektorach rynku.

Średnio jak średnio - Włosi czy Hiszpanie mogą pomarzyć o branży tych rozmiarów. Niemcy nie wyprodukowali równie dużego hitu co Wiedźmin 3 od bardzo dawna (jeśli w ogóle kiedykolwiek), Francja też jeśli wziąć pod uwagę, że hity Ubisoftu są tworzone głównie w Kanadzie. Oczywiście nie da się nas porównać z gigantami: USA, Kanadą czy Japonią, ale warto zauważyć, że np. na zeszłorocznych Game Awards pod względem liczby nominacji Polska była na 4 miejscu po wymienionej trójce (3 nominacje, ex equo z UK). Ja bym powiedział, że jest znacznie lepiej niż potencjał by wskazywał (zwłaszcza biorąc pod uwagę rozmiary rynku wewnętrznego).

@Bo-Lesław

Zarówno Bollywood jak i Nollywood docierają do o wiele większego kręgu odbiorców niż kinematografia Amerykańska i Europejska.

Europejska oczywiście tak. Hollywood natomiast nie ma żadnej konkurencji jeśli chodzi o popularność i wyprzedza Bollywood czy Nollywood o kilka rzędów długości. Wynika to z prostego faktu: Bolly i Nolly docierają masowo wyłącznie do swoich kręgów kulturowych, które nawet jeśli są wielkie, są ograniczone. Hollywood dociera masowo do każdego państwa rozwiniętego i większości rozwijających się, tyle że w niektórych krajach dominuje wyraźnie nad lokalną kinematografią (jak w Europie Wschodniej albo Ameryce Południowej), a w niektórych koegzystuje sobie obok niej (jak w Chinach czy Japonii). Oczywiście są wyjątki, jak Indie, ale nawet tam Hollywood istnieje i jest widoczne, tylko nie ma dużego udziału w rynku. W drugą stronę to nie działa, tzn. żaden albo prawie żaden film Bollywoodzki nie przebił się w Stanach. W Afryce natomiast zwyczajnie nie ma zbyt wiele kin. Nollywood rządzi, bo produkuje wprost na DVD.

Przykładowo taki Batman w niewielkim UK zarobił 90 mln a w ponad miliardowych Chinach 52 miliony jeszcze nędzniej sprzedał się w równie licznych Indiach gdzie zarobił jedynie 9,2 mln czyli prawie tyle samo co w Danii 9,6 mln (dla porównania w 38 milionowej Polsce był to zysk ok 4 mln!)

Po pierwsze ilość kasy nie przekłada się na ilość widzów. 50 mln $ w Chinach to nawet kilkunastokrotnie większa widownia niż 50 mln $ w UK. Po drugie to są kraje o zupełnie innym zagęszczeniu kin: Chińska klasa średnia jest po prostu procentowo znacznie mniejsza od Brytyjskiej, więc znacznie mniej ludzi (procentowo) chodzi do kina, niezależnie czy na filmy swoje czy zachodnie.

Po trzecie wziąłeś dosyć wybiórczy przykład, śmiem twierdzić. Równie dobrze mogę wrzucić dane z Transformersów, gdzie Chiny nabiły 320 mln $, znacznie więcej nawet od Stanów (245 mln $), prawie dziesięciokrotnie więcej niż w UK (33 mln $) i ponad stukrotnie więcej niż w Danii (2 mln $).

Prawda jest taka, że jeśli spojrzymy na zakładkę international na Box Office Mojo, to Amerykańskie filmy niemal zawsze znajdują się w pierwszej dziesiątce rocznych box office'ów wszystkich krajów które są uwzględnione w zestawieniu (a było ich więcej, w tym Polska, ale BOM wywala kraje z których nie ma aktualnych danych). A w niektórych przypadkach zajmuje tam prawie wszystkie miejsca pierwszej 10 (np. Argentyna - 9/10, Słowacja - 9/10, Malezja 10/10, a nawet 19 z pierwszej 20! Lokalne kino tam w zasadzie nie istnieje).

23-07-2015 00:27
Siman
   
Ocena:
0

No i po dyskusji. ;) Szkoda.

25-07-2015 13:18
Kamulec
   
Ocena:
0

Ale padło parę ciekawych tez.

25-07-2015 14:52
wolf_schwarzenatter
   
Ocena:
0

No i po dyskusji. ;) Szkoda.

Znajdę chwilę, to się jeszcze odezwę.

26-07-2015 22:37

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.