» Recenzje » Wiedźmin 3: Dziki Gon – Serca z Kamienia

Wiedźmin 3: Dziki Gon – Serca z Kamienia

Wiedźmin 3: Dziki Gon – Serca z Kamienia
Ogłoszenie płatnych dodatków do nowego Wiedźmina było dość szeroko komentowane przez graczy. Jedni przyjęli to z oburzeniem, inni kiwali głowami mówiąc, że jeśli rzeczywiście będą rozbudowane, to czemu nie. Teraz przyszedł czas, żeby sprawdzić, czy Serca z kamienia są warte swojej ceny.

Zabawa po polsku

Na wstępie należy ostrzec przed próbą uruchomienia dodatku przed ukończeniem właściwej gry. Nie chodzi tutaj o zalecany poziom (32), gdyż dodatek umożliwia wygenerowanie postaci na takim levelu i rozpoczęcie zabawy od razu w DLC, jednak twórcy wyszli z założenia, że większość zdążyła już poznać losy bohaterów, fundując nam tym samym w trakcie rozgrywki gigantyczny spoiler związany z jedną z postaci.

Nowa przygoda zaczyna się od zlecenia przyczepionego do tablicy ogłoszeń. Wystawił je Olgierd von Everec, szlachcic i przywódca grupy wojaków o nazwie Dzicy. Każe on zabić wiedźminowi potwora, który zalągł się w kanałach pod Oxenfurtem, terroryzując i zabijając mieszczan. Jakby tego było mało, wśród mieszkańców krążą plotki, że potwór to tak naprawdę zaklęty w żabę książę, przez co liczba białogłów wpadających do jego paszczy jest znaczna. Zadanie zdaje się być szyte na miarę dla Geralta. Oczywiście, jak to w przypadku Białego Wilka bywa, sprawa okazuje się trudniejsza niż wydaje się to na pierwszy rzut oka. Koniec końców protagonista zostaje zmuszony do podjęcia się trzech niewykonalnych zadań i zagłębienia się w mroczną historię rodu von Everec.

Jednak zanim do tego dojdzie może minąć trochę czasu. Dodatek zawiera również parę misji dodatkowych, wprowadza nowego sprzedawcę, zaklinacza przedmiotów oraz kilka znaczników na mapie. Dobitnie widać, że ludzie z CD Projekt RED nie przeszli obojętnie obok oskarżeń o dyskryminację, gdyż owa dwójka przedsiębiorców pochodzi z Ofiru, będącego odpowiednikiem naszego Bliskiego Wschodu.

Główna fabuła prowadzona jest w bardzo ciekawy sposób i nie pozwala oderwać się od konsoli nawet na chwilę. Historia zmienia się jak w kalejdoskopie, raz bawiąc nas do łez, innym razem wywołując pełny zadumy i powagi nastrój. Scenarzyści stworzyli prawdziwą perełkę, która spokojnie może konkurować z najlepszymi momentami całej trylogii. Do tego jest mocno nastawiona na polskiego odbiorcę, który będzie w stanie wychwycić całą masę smaczków. Nie oznacza to oczywiście, że gracze niezaznajomieni z naszą kulturą i historią będą się źle bawić, wręcz przeciwnie – znajdziemy tutaj wiele odniesień do tego, co napływa do nas z zagranicy. Próba zmontowania filmu z elementami powiązanymi z kulturą masową zakończyłaby się stworzeniem dość długiego materiału.

W cudowny sposób wykreowano postacie, z jakimi przyjdzie nam obcować. Sam Olgierd von Everec jest połączeniem rodzimych legend i literatury, spajając cechy Sienkiewiczowskiego Kmicica i legendarnego Pana Twardowskiego. Pozostali bohaterowie, tacy jak Pan Lusterko będący szarą eminencją całej intrygi, również nie pozostają daleko w tyle, dostarczając całkiem sporo zabawy. Wszystkich fanów serii ucieszył zapewne powrót Shani, którą ostatni raz widzieliśmy w Wyzimie.

Wiele frajdy dostarczają rozmowy – zarówno te prowadzone aktywnie, jak i podsłuchane na ulicy. Polska lokalizacja jak zawsze daje dużo radości i śmiechu. Liczba wplecionych cytatów (jak dialog prawie żywcem wyjęty z Negocjatora Garego Gray'a) i mniej lub bardziej poprawnych politycznie powiedzonek (choćby gdy w stronę wiedźmina wykrzykiwane jest "Twoja stara...") jest powalająca.

Lekko się zmieniło

Wraz z zainstalowaniem dodatku oraz patcha 1.10 dało się zauważyć kilka zmian w samej mechanice rozgrywki. Pierwszą i chyba najważniejszą z nich jest poziom wyzwań, jakie stanowią potyczki. Walki na najwyższym poziomie trudności, szczególnie te związane z misjami, potrafią wycisnąć z nas siódme poty. Dodano również nowych przeciwników. Potwory uzupełniono o przedstawicieli pajęczaków, w lasach pojawiły się dziki, a do grona ludzi stających w szranki z Geraltem ponownie dołączyli rycerze Zakonu Płonącej Róży.

Oddzielny akapit należy się walkom z bossami. Jest ich zadziwiająco dużo jak na dodatek, szczególnie jeśli spojrzymy na to, z iloma przyszło nam się mierzyć w podstawowej wersji gry. Każda z tych walk jest inna, wymaga trochę kombinowania, opracowania odpowiedniej taktyki i przede wszystkim zapada w pamięć. A satysfakcja po ubiciu przeciwnika jest porównywalna z tą, jaką czują w podobnej sytuacji fani tytułów ze stajni FromSoftware – studia odpowiedzialnego za Blooborne czy serię Dark Souls.

Wcześniej wspomniani handlowcy z Ofiru oraz zakonnicy pozwalają Białemu Wilkowi zaopatrzyć się w zupełnie nowy sprzęt oraz uzupełnić kolekcję kart do gwinta. Nowy ekwipunek w większości nie jest zbyt potężny, ale misje z nim związane są całkiem przyjemne i stanowią swego rodzaju odskocznie od głównej fabuły. Dodano również kolejne glify oraz możliwość wplatania słów mocy w przedmioty. Jednak zanim będzie to możliwe, trzeba wydać całkiem sporą sumę pieniędzy.

Warto zaznaczyć, że Serca z kamienia główny nacisk kładą przede wszystkim na opowiadaną historię. Przez większość czasu wiedźmin nie walczy, a wchodzi w interakcję z innymi bohaterami. Mniej więcej połowa czasu gry to cutscenki i prowadzenie rozmów, które decydują o tym w którą stronę potoczą się dalsze losy bohaterów. Tym razem jednak konsekwencje tych wyborów są trochę mniej doniosłe – podobnie jak całość dodatku. Od czasu do czasu przyjdzie nam też wykonywać dość nietypowe dla wiedźmińskiej profesji zadania. Dzięki temu naprawdę można się wczuć w klimat wiedźmińskiego uniwersum i po prostu rewelacyjnie bawić. To nadal brutalny i raczej nieprzychylny ludziom świat, ale niepozbawiony swoich uroków oraz piękna. Jedynym aspektem fabularnym, do którego można się przyczepić, to brak mocnego zwrotu akcji, czegoś co dosłownie wbiłoby odbiorcę w ziemię i trochę bardziej zagrało na emocjach.

Historia warta poznania

Pierwszy dodatek fabularny do Wiedźmina okazał się wart każdej złotówki, ba, nawet, gdyby był droższy, zapłaciłbym za niego bez mrugnięcia okiem. Geralt jest w życiowej formie i pozwala w cudowny sposób oderwać się od otaczającej nas rzeczywistości. To prawdziwa perełka, którą można stawiać za wzór dla innych deweloperów: Patrzcie kochani, tak się robi DLC. Teraz jedyne co nam pozostaje, to uzbroić się w cierpliwość i wyczekiwać kolejnej przygody Geralta, a w międzyczasie ponownie uruchomić Grę Plus.

9.5
Ocena recenzenta
9.62
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Wiedźmin 3: Dziki Gon – Serca z Kamienia
Seria wydawnicza: Wiedźmin
Producent: CD Projekt RED
Wydawca: CD Projekt RED
Dystrybutor polski: CDP.pl
Data premiery (świat): 13 października 2015
Data premiery (Polska): 13 października 2015
Platformy: PS4, Xbox One, PC



Czytaj również

Wojna Krwi: Wiedzmińskie opowieści
Ger… Gwint z Rivii
- recenzja
Wiedźmin 3: Dziki Gon
Coś się kończy, coś zaczyna
- recenzja
Wiedźmin 3: Dziki Gon
Jest jak być powinno
- recenzja
Szpony i kły
Powróćmy na szlak
- recenzja
Wiedźmin (wyd. zbiorcze) #3: Klątwa kruków
Dobra strzyga wiecznie żywa
- recenzja
Wiedźmin 3: Dziki Gon – Krew i wino
Bajeczny koniec
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.