» Recenzje » Wichrowate linie - Stefan Grabiński

Wichrowate linie - Stefan Grabiński


wersja do druku

Fantastyka międzywojenna

Autor: Redakcja: Marcin 'lemon' Łukasiewicz

Wichrowate linie - Stefan Grabiński
Wznowienia książek twórców takich jak Poe czy Lovecraft świadczą o tym, że opowieści niesamowite oraz szeroko pojęta literatura grozy mają swoich zwolenników i domagają się publikacji. Własną niszę znalazł również nasz międzywojenny piewca tego typu historii, Stefan Grabiński, którego Demon ruchu... ukazał się w ubiegłym roku. Nie trzeba było długo czekać, aby w ręce czytelników trafił kolejny zbiór tego autora.

____________________


Wichrowate linie to zbiór opowiadań mieszczący w sobie teksty z różnych lat. Repertuar Grabińskiego jest naprawdę szeroki. Niekiedy pod względem tematów pisał on utwory bez mała antagonistyczne jak Król Nenufar i Engramy Szatery, pojawiają się również motywy oniryczne (Myriam z Medyny czy Czarna Wólka), gdzie sen pozwala zaglądać w przyszłość, doświadczać rzeczy nie z tego świata, ostrzega i skłania do namysłu. Nie brakuje historii cmentarnych (Sad umarłych, Opowieści o Grabarzu) czy marynistycznych (Sympatyk Proń, Przypławek Jana Mrocha), z których wciąż przebijają motywy śmierci. Grabiński niejednokrotnie próbuje mierzyć się z lękami (np. z klaustrofobią w Parkanie) lub przekształca dziecięce zabawy w istny horror (Ciuciubabka). Podejmuje problematykę szaleństwa i seksualności jak w Czadzie albo Kseni, gdzie tytułowa bohaterka swoim zachowaniem przypomina nieco Głupią Ludmiłę z Malowanego Ptaka Jerzego Kosińskiego. Spotkać się można także z tematem wyobcowania i ekscentrycznego podejścia do życia, jak ma to miejsce w Przypowieści o krecie tunelowym.

Na uwagę zasługuje również dodatek, w którym przedstawiono urywek działalności publicystycznej Grabińskiego. Ciekawie prezentuje się esej dotyczący postaci Edgara Allana Poego oraz tekst O twórczości fantastycznej, gdzie autor spogląda na fantastykę od strony teoretycznej, dokonuje typologii i definiuje terminy. Słabszym punktem jest wywiad. Sztampowe pytania, zdawkowe odpowiedzi i mało treści powodują, że nie jest to lektura satysfakcjonująca.

Spośród dwudziestu czterech opowiadań zamieszczonych w Wichrowatych liniach na plan pierwszy wybija się historia króla Nenufara, w której Grabiński dotyka tematyki egzystencjalnej. Tytułowy bohater, aby skończyć z bólem i tęsknotą za minionymi wydarzeniami, postanawia wyzbyć się swoich wspomnień. Poszczególne doświadczenia są jednak immanentną cechą każdej jednostki. Nie da się ich zastąpić ani powtórzyć. To one wpływają na późniejsze wybory, kształtowanie się charakteru oraz osobowości. Nenufar nie zdaje sobie z tego sprawy i z czasem, przeglądając się w lustrze zapomnienia, mętnieje, staje się przezroczysty, tak jak jego życie. Posługując się metaforą dzikiego ogrodu, Grabiński ukazuje wnętrze bohatera obdartego ze wspomnień. Przesłanie staje się coraz jaśniejsze, kiedy jeden z robotników ostrzega króla słowami: "Sam musisz kamień ciosać, sam podwał zakładać, słupce utwierdzać". Nikt za Nenufara życia nie przeżyje. Fundamenty trzeba stawiać na własnych doświadczeniach.

Grabiński w specyficzny sposób buduje nastrój grozy, uprawiając to, co sam nazwał metafantastyką. Elementy nadprzyrodzone wchodzą w skład realnej rzeczywistości. To nie Tolkien czy Le Guin, u których od pierwszej strony czytelnik wie, że porusza się po świecie wyimaginowanym, baśniowym. U Grabińskiego panuje realizm. Autor Demona ruchu wychodzi od zdarzeń codziennych, nieznacznie je przekształca i obserwuje, do czego zdolna jest skołatana psychika. Przeważnie całe napięcie rodzi się jeszcze przed wyeksponowaniem motywów fantastycznych. Przykładem jest chociażby Czad, gdzie gospodarz swoją uprzejmością i otwartością budzi wiele podejrzeń, wprawiając bohatera w konsternację. Grabiński nie oddziela świata realnego od świata fantastycznego. On poszerza granice tego pierwszego, bawiąc się subtelnościami zdolnymi zmienić całe ludzkie życie.

Paradoksalnie, język jest zarówno wadą, jak i zaletą twórczości Grabińskiego. Z jednej strony używane archaizmy budują klimat grozy, przywodzą na myśl czasy zamierzchłe, idealnie współgrają z pradawnymi demonami czy artefaktami. Z drugiej zaś męczą. Za rychło czyta się mozolnie, chociaż czuć walory artystyczne. Siłą Grabińskiego są pomysły, mroczna atmosfera i realistyczne podejście do poruszanych tematów, aczkolwiek autor Wizyty wirtuozem dialogów z pewnością nie jest.

Pod względem jakościowym zbiór opowiadań Grabińskiego nie odstaje od pokrewnych pozycji. W Wichrowatych liniach znajdziemy utwory bardzo dobre (Czad, Król Nenufar czy Engramy Szatery), jak również próby nieco słabsze, w stylu Ironii. Niemniej jest to książka, która powinna trafić w gusta miłośników Poego i Lovecrafta, entuzjastów mrocznych nastrojów i amatorów cięższych klimatów z motywami śmierci oraz szaleństwa w tle.
7.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Wichrowate linie
Autor: Stefan Grabiński
Wydawca: Agharta
Data wydania: 11 września 2012
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
Format: 148x210mm
ISBN-13: 978-83-933028-3-3
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Komentarze


earl
   
Ocena:
+1
"Wichrowate linje" - ach ta gramatyka przedwojenna. Chociaż w pewnych sytuacjach była bardziej życiowa niż dzisiejsza.
04-11-2012 17:52
Scobin
   
Ocena:
+2
Akurat tutaj nie gramatyka, lecz ortografia. :) To swoją drogą ciekawa rzecz: ostatnie poważne zmiany w pisowni wprowadziła właśnie wielka reforma ortograficzna z 1936 roku. Niezawodna Wikipedia podaje na jej temat troszkę więcej informacji.

A niedawno dowiedziałem się też, że przed XIX wiekiem Anglicy powszechnie zapisywali rzeczowniki wielką literą, tak jak do dzisiaj Niemcy. Ale to już zupełna dygresja.
04-11-2012 18:31
earl
   
Ocena:
+1
Niektóre z tych zmian były całkowicie niepotrzebne. Co komu przeszkadzało np. używanie w deklinacji linij, armij, dywizyj itd jako liczby mnogiej w stosunku do pojedycznej armii, dywizji czy linii? Chociaż niektóre słowa (jak "przedewszystkiem" czy "puhar") brzmią obecnie nienaturalnie.
05-11-2012 11:48
Scobin
   
Ocena:
+1
Słyszałem o jakimś profesorze matematyki, który do tej pory różnicuje formy "funkcji" i "funkcyj", bo inaczej – jego zdaniem – to, co mówi, byłoby niezrozumiałe. :) To jednak rzadkie przypadki, zazwyczaj kontekst pozwala jasno rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z liczbą pojedynczą, czy mnogą.
05-11-2012 12:21
earl
   
Ocena:
+1
Mimo wszystko jednak to akurat było dobre i nie powinno być zmieniane. Część lingwistów ówczesnych, na czele z prof. Chrzanowskim i prof. Kleinerem, była przeciwna wielu zmianom, w tym powyższej.
05-11-2012 12:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.