» Pamiętniki graczy » W matni intryg » W matni intryg #11

W matni intryg #11


wersja do druku

Wilczy Jar – rozmowa

Autor: Redakcja: Maciej 'Albert' Kaska

Inkwizytorka nie czekając na odpowiedź zaczęła obchodzić pomieszczenie. Totalnie lekceważyła obecnych. Napawała się swoją pozycją.

- Nigdy nie dam wam... – zaczął Milić podniesionym głosem, lecz nagle przerwał. Po chwili odmierzonej jednostajnym krokiem inkwizytorki, zaczął już spokojniej. – Pamiętasz zwód Jankowicia?

Zarządca spojrzał na Ola i kiwnął głową.

- Wszyscy mieli go za szaleńca – kontynuował pułkownik. – Okazało się jednak, że nim nie był. Nigdy, przenigdy nie zrozumiesz co czuje karianin w niewoli u pogan. Nigdy nie dowiesz się czym jest strach, nim nie staniesz z nim twarzą w twarz. Walczysz z demonami, w porządku, lecz czy od twojego jednego słowa zależało kiedyś życie kilkunastu ludzi, którzy są dla ciebie jak rodzina? Nie... Czasami trzeba nagiąć zasady, żeby ocalić... Czasami trzeba...

- Tym razem dokonasz żywota w lochach Czarnego Pałacu!

Milić najwidoczniej nie zamierzał więcej nic mówić. Inkwizytorka triumfowała.

Karolina spokojnie poczekała, aż inkwizytorka zakwitnie dumą, po czym rzekła wolno.

- Nie znam cię, pani. Z kim mam przyjemność rozmawiać? Zanim dokładnie opowiem, co tu się stało, chciałabym poznać sługę Jedynego z imienia i nazwiska – po czym skłoniła jej się delikatnie, oddając honor, jak gdyby tamta była od niej wyższa rangą czy doświadczeniem. Słowa wypowiedziała rzeczowym głosem, a wzrok wyrażał wyłącznie profesjonalizm.


Zapytana odwróciła się powoli. Karolinie zdało się, że ton jej głosu stał się milszy i już nie tak wyniosły.

- Gdzież moje maniery. Pani wybaczy baronesso. Aleksandra Salisbury, młodszy inkwizytor w służbie Jedynego.

Podeszła bliżej i konfidencjalnym tonem rzekła.
- Raczy pani porozmawiać na osobności?

Karolina nie przypominała sobie, żeby miała wcześniej do czynienia z Aleksandrą Salisbury, aczkolwiek to nazwisko nie było jej obce. Nie pamiętała jednak w jakich okolicznościach, ani od kogo o nim słyszała. Salbsbury...

Delikatnie uśmiechnęła się do młodej kobiety i skinęła głową na znak, że chętnie porozmawia z nią na osobności.

Aleksandra zlustrowała sąsiedni pokój, po czym instruując zbrojnych, aby mieli pozostałych na oku, zaprosiła tam gestem Karolinę.

- Może usiądźmy – rzekła Karolina, wiedząc, że rozmowa na stojąco niczemu nie służy.

W pokoju, który wyglądał na gabinet właściciela domu. Salbsbury zajęła za ciężkim biurkiem wygodny, choć wysłużony fotel. De Vega zostało tylko skromne krzesło. Kobieta w trakcie wysłuchiwania zwierzeń Karoliny, jęła odruchowo i bez skrępowania przeglądać zawartość biurka.

- Dwa dni temu wyjechałam z miasta, zatrzymałam się w pobliskiej wsi – zaczęła Karolina swoim spokojnym głosem, którym czasem uspokajała egzorcyzmowanych, jakby opowiadała bajkę – Potrzebowałam odpocząć od zgiełku miasta… - przerwała na chwilę, wpatrując się w jakiś odległy punkt za oknem. – Olo Milić przyjechał rano o świcie. Na szyi ciążył mu wielki, drewniany krzyż. Nie osądzam tego człowieka, nie byłam bym Śledczą. Ten obowiązek spoczywa na Jedynym. I na pani – skłoniła delikatnie głowę Karolina.

Aleksandra uśmiechnęła się.

- Olo wyglądał jak obłąkany, a ja wyczułam w nim silny niepokój związany z Ciemnością. On sam zdawał się być wolny od zakusów Kusiciela, ale aura, jaką ze sobą przyniósł, niepokoiła mnie aż nadto. Niewiele myśląc, kazałam zaprzęgać i przyjechałam zobaczyć, co tu się dzieje. W drodze pułkownik opowiadał o synu. O tym, że bluźni Jedynemu, że głosi w starożytnych, niezrozumiałych językach, że krzyczy, że jest agresywny. Pomyślałam, że ma wszystkie znamiona opętania. Pragnęłam jak najszybciej to zobaczyć, spisać raport, ocenić w nim ryzyko, niebezpieczeństwo, po czym posłać po Śledczych i Egzorcystów do Czarnego Pałacu.

Mój niepokój jednak wzmógł się, gdy zobaczyłam okolicę. Zamarłam ze strachu, gdy spojrzałam chłopcu w oczy. Demon wyrządził ogromne spustoszenia nie tylko w jego niewinnej, chłopięcej duszy, ale rzucił cień na chwałę Jedynego! Ja wyczuwam takie rzeczy, pani Salbsbury… - ściszyła na chwilę głos Karolina. – Siły Ciemności torowały sobie ścieżkę przez to miejsce. Demon zaatakował mnie.

Na chwałę Jedynego… Nie wolno było mi czekać! Uderzył z siłą na jaką stać te bestie. Wiesz pani, że z każdą pokonaną duszą, legiony Ciemności rosną. Nie wolno było mi czekać. Ja, która tak dawno temu zostałam oświecona… Moja wiara, na chwałę Jedynego, nie pozwalała mi siedzieć bezczynnie – znów zamilkła na chwilę, złożyła razem dłonie i spojrzała na powałę, w kierunku nieba.

- Gdybyś słyszała, pani, ich modlitwy, gdybyś czuła siłę ich wiary… Wiara naszego Jedynego Pana, jego cześć i chwała nie ucierpiała w tym miejscu. Działałam w imieniu Jedynego, na chwałę jego i jego kościoła. Jestem pokornym jego sługą, żałuję tylko, że nie zdążyłam zawiadomić ciebie, pani. Jednocześnie błogosławię chwilę, w jakiej twoje konie skierowały się na drogę do Wilczego Jaru. Cudem przeżyliśmy. Gdyby nie twój orszak, pani, może by i strzępów z nas nie zostało, lecz deviria czując, że zbliża się światłość, znacznie w moc osłabły.

Karolina oparła dłoń w czarnej rękawiczce na czole. Spuściła powieki, na chwilę zamykając oczy.
- Jestem bardzo zmęczona… Na chwałę Jedynego - rzekła na koniec.


- Tak. – Inkwizytorka Salbsbury przysłuchiwała się uważnie spowiedzi de Vega. Szczególnie jej ostatniej części. – Podsumujmy więc. Szalony pułkownik przyjechał do pani. Miał kontakt z Ciemnością, tak zdaje się, pani to wyraziła. Jeśli mnie pamięć nie myli... Zatem przybyliście tutaj czym prędzej, do jego syna, który opętany przez sługę Kusiciela bluźnił Jedynemu. Potem zaś, jeśli mnie pamięć nie myli, demon zamieszkujący jego duszę zaatakował panią bez powodu? Tak przecież powiedziałaś pani, czyż nie?

- Więc wtedy zamiast poczekać na... – zbrakło jej słowa. Zaczęła gestykulować rękami jakby próbując sobie w ten sposób pomóc w rozmowie. W końcu wyrzuciła. – Zdecydowała pani sama wziąć na siebie tą odpowiedzialność i walczyć z demonem? Nie! Nie tak było?! Nie tak łatwo wprowadzić w błąd śledczego inkwizycji! – Jej monolog przerodził się w krzyk. Wstała z fotela i gestykulując żwawo zaczęła tyradę. – Przybyła tutaj pani i w pysze swej zdecydowała, że wypędzi demona z ciała opętanego. Gdyby było tak jak pani opowiada, pani były inkwizytorze, i demon zaatakowałby nagle, to nie byłoby czasu na przygotowanie się do egzorcyzmów! Gdybym nie nadjechała już dawno bylibyście martwi. Za bluźnierstwo i pychę, za złamanie zakazu Inkwizycji będziesz smażyć się w piekle Karolino de Vega! I to wkrótce!

Ruszyła w kierunku drzwi.

- Pani Aleksandro Salsbury… - rzekła, wcale nie zaskoczona wybuchem młodzieńczej pychy, Karolina. – Pozwoli mi pani powtórzyć raz jeszcze. Gdy przybyłam, chłopiec był we władzy demona. Niechybnie by zginął, jeśli i nie my wszyscy. Zanim posłaniec pojechałby do Czarnego Pałacu, minęła by doba. Kolejna być może minęłaby na poszukiwaniu pani.
- Nie zdążyłam, jak twierdzisz, pani, przygotować właściwych egzorcyzmów. Do tego potrzebny jest pełny obrządek. Z resztą, nie robiłam tego od lat… - zmyśliła Karolina. - Świece i krzyże mam zawsze ze sobą. Używam ich do modlitwy. Tak też stało się wczoraj. Modliliśmy się, paliliśmy świece… Nie mieliśmy wiedzy o tym, czy jest w pobliżu egzorcysta. Sam inkwizytor, z całym szacunkiem, pani, mógłby go tylko wspierać modlitwą. A ty, pani, jakiego byś dokonała wyboru, będąc na moim miejscu? Dałabyś wygrać Ciemności, miast walczyć w obronie Jedynego? Nie należę już do urzędników Czarnego Pałacu. Ale nadal głęboko wierzę w Jedynego. Moja wiara jest silna i mocna. Nie osłabła. Mój dar modlitwy o oczyszczenie duszy również nie osłabł. Nie mogłam pozwolić, aby Ciemność igrała z naszymi duszami – spojrzała prosto na Aleksandrę. Jej błękitne oczy płonęły znów wzbudzonym ogniem wiary.

- Twoja siła jest słabością… To właśnie dlatego nie zostałam śledczym… - biegły myśli Karoliny. – Nie sięgałam po władzę opartą na strachu. Szukałam tylko wiary… Ty nie wierzysz…Napawasz się władzą. Dziś ja jestem twoją ofiarą. Jutro staniesz się ofiarą siebie samej… Kiedyś zakrztusisz się władzą. Zadusi cię pycha. Mówią, że deviria różnią się od ludzi tym, że nie posiadają duszy, czyli cząstki Jedynego. A ty masz duszę, Aleksandro? Twoja wiara to fasada dla strachu, który musiałaś kiedyś przeżyć, upokorzeń, których doznałaś… A może od dawna brakuje ci prawdziwej miłości. Schowałaś się za Jedynym, ale nie ma go w tobie. Bluźnisz mu nie bardziej, niż deviria. Nie krzewisz wiary. Krzewisz strach. Oddajesz innym, co sama kiedyś dostałaś…


- Złamałaś pani nakaz Inkwizycji i choćby nawet w słusznej sprawie, to Cię nie usprawiedliwia. Czyż nie znane ci są, pani, przypadki agaryjskich żołnierzy używających w walce z poganami przeklętych talizmanów? – po raz pierwszy chyba dzisiaj, tak przynajmniej zdawało się Karolinie, Aleksandra Salbsbury mówiła dzisiaj szczerze i z przekonaniem. – Czyż mimo tego, że walczą w "słusznej" sprawie, nie są oni potępieni? Czy nie wiesz pani, że zaniedbanie jednej modlitwy, że ta mała nasza słabość może dać do nas dostęp sługom Kusiciela? Jedynie skrupulatne przestrzeganie kanonów kościoła i bezwzględne posłuszeństwo Inkwizycji może nas uchronić przed zakusami Ciemności.

Karolina wiedziała, czym jest miłość – niezauważalny grymas bólu przemknął jej po ustach, gdy wspomniała Frantika. Teraz zrozumiała, co dzieje się z ludźmi, którzy nigdy jej nie dostąpią. To uczucie podobne do modlitwy… - coś, jakby współczucie pojawiło się na twarzy Karoliny, niemo wpatrzonej w Aleksandrę. – Żal mi ciebie, dziecko… - dodała w myślach, a na jej twarz wrócił kamienny wyraz.

Wtedy przypomniała sobie skąd było jej znajome nazwisko Salbsbury. "Jedynie skrupulatne przestrzeganie kanonów kościoła i bezwzględne posłuszeństwo Inkwizycji może nas uchronić przed zakusami Ciemności!" – tak grzmiał w auli wykładowczej Czarnego Pałacu starszy inkwizytor śledczy Romuald Salisbury. Bezwzględny i znany z okrucieństwa, nie tolerujący najmniejszej oznaki słabości. Przypomniała sobie również, że mówiono o nim, że własną żonę wysłał do lochów Czarnego Pałacu. Aleksandra Salbsbury – to musiała być jego córka.

Komentarze


~rafcioh

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Wreszcie porządna dawka "Monastyru". Tragiczne wybory, ot, to co lubię tu najbardziej ;)
17-01-2007 19:40
    dlugosc
Ocena:
0
Zgodnie z sugestiami czytelnikow, wszystkie kolejne ruchy powinny byc podobnej wielkosci.
17-01-2007 20:11
Farindel
   
Ocena:
0
Dobre! Podobalo mi się ! Długość juz słuszna; klimat naprawde świetny! Rozmowa nośnikiem akcji - poprostu miód.
17-01-2007 20:36
Słowik
   
Ocena:
0
Ja na miejscu Aleksandry zrobiłbym wszystko, żeby zniszczyć kobietę, która powiedziała mi prawdę prosto w oczy.
07-03-2007 19:17
    Słowiku...
Ocena:
0
...seryjny czytelnik - rzec by się chciało.
Dziękuję za komentarze i zapraszam do dalszej lektury.
07-03-2007 22:05

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.