» Biblioteka Jedynego » Księgi o Dominium » Virchy - część I

Virchy - część I


wersja do druku

Praca konkursowa

Autor:

Tekst: Marcin ‘Ezechiel’ Zaród
Redakcja: Aleksandra ‘Petra Bootmann’ Sontowska

Władkowi Nadopcie – autor

[Tekst dostępny również w formacie PDF, do ściągnięcia tutaj.]

VIRCHY
Praca sporządzona na potrzeby Wydziału III Kancelarii Papieskiej przez o. Gerarda Francisa AOL1


Informacje ogólne


Mianem Virchy nordyjscy kartografowie od zawsze określali zachodnią część gór Dervah. Według ich badań pasmo to jest od zachodu zamknięte granicą z Cynazją, od wschodu masywem Igły, od południa wzgórzami Bakham, od północy doliną Erechieli.
Podział ten, jakkolwiek umowny, został przyjęty przez kartografów kartińskich i cynazyjskich, w związku z czym będę go stosował w mojej pracy.
Najwyższym szczytami regionu są: leżąca w zach. części Tarhinu (bard. Igła, wysokość około 4400 stóp), centralny Busson (bard. Skała, 2700 stóp) oraz zachodnia Calkova (bard. Piękna, 2000 stóp). Region Virchy przecięty jest w środku pasmem Krzemiennych Wzgórz. Na północy leży masyw Calkovej otoczony Błędnymi Lasami. Na południe od Krzemiennych Wzgórz znajduje się dolina Lark ciągnąca się do szczytu Tarhin. Na zboczach góry znajduje się pustelnia św. Voko, tradycyjne miejsce pielgrzymek bardańskich.
Niniejsza praca jest rezultatem trzyletniej podróży po Virchy, połączonej z badaniem zwyczajów mieszkańców, którą odbyłem w latach 1572-1575. W trakcie wędrówki przemierzyłem wszystkie doliny, zagłębiłem się w Błędne Lasy oraz wspiąłem się na szczyty Calkovej i Bussona.

Mieszkańcy


Większość rdzennych mieszkańców tego obszaru stanowią Bardańczycy. Jedynie w promieniu 30 mil od Erechieli widoczna jest przewaga osadnictwa nordyjskiego.
Największymi miastami regionu są Molan i Durm leżące w dolinie Erechieli oraz Lark leżące powyżej północnego dopływu Elary – Elany. Najczęściej spotykanymi językami są bardański (wschodnia odmiana dialektu Bordaków) oraz nordyjski. W dolinie Erechieli obecna jest spora liczba napływowych cynazyjczyków trudniących się handlem z Nordią wewnętrzną.
Molan i Durm to klasyczne miasta pogranicza cynazyjsko-nordyjskiego. Duża ilość kupców i ludności napływowej sprawia, że miasta te powoli tracą swój nordyjski charakter. Pomimo utrudnień związanych z przekraczaniem granicy (konieczne jest zaproszenie Nordyjczyka) handel kwitnie. Ilość mieszkańców szacuję na około trzy tysiące. Cechami charakterystycznymi obu miast są wspaniałe mosty przez Erechielę. Zabudowa w większości jest luźna w przeciwieństwie do miast Cynazyjskich. Gdyby nie wiecznie pochmurne niebo, mogłyby one rywalizować urodą z Alamades i Jinetes w Kordzie.
Manen pod panowaniem Nordyjczyków przekształciło się w placówkę górniczą. Obecnie stąd wyruszają ekspedycje w bogaty w minerały region Calkovej. Zmęczony podróżny, wędrujący od Erechieli do Manen, spodziewa się upadającego miasta. Lasy, niegościnne od pierwszej chwili, zdają się pochłaniać wszystko, co do nich wstąpi. Manen jawi się wędrowcowi niczym strażnica cywilizacji pośród zielonej pożogi. Czyste łóżka, sute stoły i zadbane budynki to zasługa okupantów. Przed rozbiorami Manen przypominało raczej leże rozbójników, teraz zaś jest jednym z najczystszych miast Dominium.
Trudno o mniej bardańskie miasto w Bardanii. Kupcy, lichwiarze i rzemieślnicy zastąpili dumnych Bardańczyków. Łatwiej w Manen spotkać ragadańskiego rancora niż człowieka zrodzonego z tej ziemi. Bliskość Larny, dostatek drewna i minerałów z Calkovej sprawiły, że w Manen żyje się bogato, ale nie bardańsko.
Lark jest dokładnym przeciwieństwem Manen, choć miasta te od dawna rywalizowały o tytuł perły Virchy. Trudny dostęp do miasta i regularne napady górali przyczyniły się do upadku Lark. Dawniej, w czasach Bardanii, miasto tętniło życiem, witając pielgrzymów i żegnając drwali. Gdy złoża marmuru w regionie Bussona uległy wyczerpaniu, Lark przestało pełnić pierwotną rolę ośrodka handlowego. Dziś dumna osada to nieskładne zbiorowisko drewnianych domów i kilku warsztatów. Pałac gubernatora, wyróżniający się bardańskim charakterem frontonu, jak na ironię stał się siedzibą nordyjskich żołnierzy. Lada dzień w Lark ludzie pomrą od chorób i głodu, pozostając jednak do końca Bardańczykami.
Rozbiory sprawiły, że na szlakach zaroiło się od Bardańczyków – uciekinierów z ojczyzny. Nordyjczycy, chcąc ustabilizować sytuację w regionie, zdecydowali się przesiedlić większość wsi bardańskich z okolic masywu Calkovej. Pozbawieni korzeni uchodźcy zostali osadzeni przy granicy w Barkham. Nic więc dziwnego, że wkrótce wrócili na Calkovą, tym razem jako rozbójnicy.
Liczbę mieszkańców całego regionu szacuję na około 2000 mieszkańców wsi, ponadto około 600 górali i około 200 Nordyjczyków. W trakcie podróży naliczyłem około 70 wsi i osad.

Handel


Obecnie, na skutek burzliwego rozwoju miast Półwyspu Pazura, wzrasta zapotrzebowanie na potaż, ważny składnik mydeł i szkła. Potaż ma postać białego proszku o ostrym, gryzącym zapachu. Zarówno w Lark, jak i w Manen znajdują się wytwórnie mydła, bardzo cenionego na dworach Cynazji ze względu na dodatek olejków sosnowych. Dziegieć wytapiany w Błędnych Lasach powoli staje się obiektem zainteresowania lekarzy z Cynazyjskiej Akademii Umiejętności. Smarowane nim bandaże hamują ropienie i sprzyjają gojeniu się ran. Dziegieć transportowany jest w postaci czarnej, gęstej maści. Ważnym składnikiem cenionego prochu nordyjskiego jest węgiel drzewny. Coraz częściej produkcja tych składników staje się podstawą bytu dumnych górali. W miarę rozwoju wsi tradycyjne bartnictwo czy łowiectwo ustępują na rzecz rolnictwa.
W kilku wsiach mieszkańcy Cynazji założyli prototypowe huty szkła. Obfita ilość drewna sprawia, że przedsięwzięcia takie mają dużą szansę powodzenia. Cynazja potrzebuje coraz więcej szkła, które trudno jest przewozić drogami, co stwarza szansę dla wsi położonych wzdłuż rzek.
Większość towarów jest spławiana Elaną bądź Lerną. Transport towarów drogami jest mały na skutek dużej ilości napadów przez rozbójników i deviria. Trudno w Dominium o tak złe drogi, jak te w Virchy. Podmywane deszczami, atakowane przez deviria, drogi tej krainy są tak samo wolne jak jej mieszkańcy.
Od czasów karianizacji podstawą utrzymania mieszkańców części wyżej położonych wsi było pasterstwo. Intensywne wypalanie lasu pod tereny pastwisk doprowadziło do powstania połonin, które stały się symbolem Virchy. Do największych połonin należą Połoniny Hnate i Rohne w masywie Calkovej oraz Kremne i Lacke w masywie Bussona. W czasie lata na połoninach mieszkają pasterze wraz ze stadami. Często spośród pasterzy biorą swój początek hanzy rozbójnicze, które są plagą Dervah.
Trudno mi znaleźć miejsce w Dominium, gdzie człowiek byłby tak blisko Jedynego, jak na połoninach. Może w twierdzach Gordu, może w katedrach w Kartinie, ale nigdzie indziej. Bezkres horyzontu, niebo łagodnie stapiające się z górami czynią połoniny darem Jedynego dla ludzi.
Od początku panowania Nordyjczyków w Virchy powstało około 30 kopalni. W regionie Calkovej obrabiany jest marmur cieszący się powodzeniem wśród cynazyjskich mieszczan.
Nordyjska technologia wytopu metalu sprawiła, że żelazo pochodzące z okolic Bussona uchodzi za wyśmienity surowiec do produkcji rapierów. Podejmowane próby wykorzystania złóż miedzi z okolic Tarhinu spotkały się z gwałtowną reakcją ze strony klanów rozbójniczych i obecnie są wstrzymane. Kopalnie nordyjskie na terenach okupowanych wykorzystują przeważnie technikę znaną w Dominium i są obsługiwane przez uchodźców z Ragady. Z drugiej strony próby wykorzystania techniki nordyjskiej zostały surowo zakazane przez króla Nordii.
Interesująca jest historia destylacji wódek bardańskich. Przed wojną z Nordią Bardańczycy nie posiadali wystarczającej technologii, by otrzymywać mocniejsze od wina napitki. Dopiero po przejęciu transportu kotłów i ujęciu nordyjskich gorzelników mieszkańcy Virchy nauczyli się warzyć sławne w całym Virchy wódki i nalewki. Talent gorzelniczy połączony z krystalicznymi wodami pozwolił na produkcję „skarbu narodowego Bardanii” – jarzębiaku. Śluby abstynencji składane przez mój zakon uniemożliwiły mi poznanie sekretów tego trunku.

Góry


Góry są dla Bardańczyków częścią nich samych. Gdy nad górami wstaje słońce, Bardańczycy nabierają ochoty do życia. Ukuci z granitów górale mają w sobie jednocześnie łagodność połonin i porywczość górskiej burzy.
Virchy nazywane są czasem duszą Dervah. Łagodne zielone łąki zwane połoninami w niczym nie przypominają pułapek skał Dervah. Wędrując Krzemiennymi Wzgórzami, widziałem więcej łaski Jedynego, niż przez całe życie w Kartinie. Zaprawdę Dervah są darem Jedynego dla Bardańczyków. Łąki tworzą kobierce ciągnąc się kilometrami, sprawiając, że marsz staje się żeglugą.
Gdy świeci słońce, góry są przyjazne i otwarte, jednak podczas burzy zmieniają się nie do poznania. W czasie wiatrów Bardańczycy mawiają, że to Kusiciel chce przewrócić ich góry.
Burza na połoninie przywodzi na myśl atak deviria. W mgnieniu oka powietrze ciemnieje, staje się coraz zimniej. Wiatr zaczyna krzyczeć głosami demonów. Człowiek małej wiary może tylko skulić się i wołać pomocy. Każdy poryw wyrywa oddech z płuc i wiarę z duszy. Nie widać innych ludzi, każdy jest sam na sam z burzą. Każdy krok jest wyzwaniem rzuconym Kusicielowi, każda myśl herezją. (Co ciekawe, Bardańczycy postrzegają burze jako pojedynek z Kusicielem i nigdy się nie kulą ani nie chowają głów. Smagana wichurą hanza, stojąca niby skała w kipieli, to widok zaiste niezapomniany).
Poniżej łąk leżą przepastne lasy buczynowe. Jasne i ciepłe barwy przywodzą na myśl witraże w katedrach Cynazji. Lasy Virchy nazywane są czasem spichlerzami Bardanii.. Światło otula człowieka, rozświetlając jego duszę od środka. Wędrowiec podróżujący przez doliny ma wrażenie rozmowy z Jedynym. Nie można jednak dać się zwieść urokowi puszczy, na zagubionych i rannych czyha wiele deviria.
Lasy są dla Bardańczyków niczym otwarta księga. Najlepsi tropiciele agaryjscy mogliby się uczyć od zwiadowców klanu Bordak. Górale instynktownie kochają lasy, które są dla nich spichlerzem i domem.
W Virchy przeważają skały granitowe (Busson, Krzemienne Wzgórza) i piaskowce (Calkova). Gleby w wyższych partiach gór są liche, co przyczynia się do ubóstwa wsi. Najlepsze gleby, przypominające kordyjski czarnoziem, występują w regionie Błędnych Lasów. Tam też skupia się większość upraw.
W zimie połoniny zamieniają się w piekło, lasy pokrywa gruba pierzyna śniegu. Słońce nigdy nie wychodzi zza chmur, życie toczy się w półmroku. Nie sposób odróżnić dnia od nocy. Szlaki i drogi są nieprzejezdne, w lasach mnożą się deviria.
Zima należałaby do Kusiciela, gdyby nie Wilki. Wilki to tajne bractwo tropicieli, pochodzących ze wszystkich klanów, którzy ślubują bronić Dervah do czasu nadejścia wiosny. Zwiadowcy bractwa poruszają się na drewnianych rakietach przypominających stopy gigantów, dzięki czemu nie zapadają się w śniegu. Broń palna z powodu wilgoci i mrozu jest w zimie bezużyteczna, więc Wilki używają włóczni i łuków. Rozproszeni na czas lata, na zimę zbierają się w Leżach, skąd wyruszają na polowania. Tylko najlepsi zwiadowcy mają zaszczyt otrzymania zaproszenia do Leża na zimową Watrę. Tam, po przejściu prób ognia i mrozu, nieliczni dostąpią zaszczytu zostania Wilkami. Wilki rozpraszają się, gdy tylko śniegi ustąpią ze szczytu Calkovej.

Historia


Pierwsze znane ślady osadnictwa pochodzą z okresu pierwszych krucjat. Obecnie istnieją dwie teorie tłumaczące powstanie osadnictwa na tych ziemiach.
Teoria o. Harnana AOL mówi, że osadnikami byli mieszkańcy nizin, uciekający przed armiami karian. Część z siedzib ludzi została umieszczona w jaskiniach, co sugeruje istnienie związków Bardańczyków z deviria. W późniejszym czasie, dzięki darowi karianizacji, zaczęły powstawać kolejne osady skupione wokół źródeł wody i rejonów bogatszej gleby.
Pomimo odnalezienia jaskiń z zachowanymi śladami ludzi, teoria ta nie tłumaczy zupełnie powodów pozostania mieszkańców na niegościnnym terenie, od zakończenia działań wojennych do czasu rozpoczęcia pokojowej karianizacji.
Według teorii o. Ingmara AOL osadnictwo na tych terenach zostało zapoczątkowane za sprawą bezimiennego rycerza pierwszej krucjaty, który założył osadę Lark. Później, w miarę rozwoju miasta, osadnicy zaczęli zapuszczać się coraz bardziej w głąb gór, kolonizując nowe tereny.
Za teorią o. Ingmara przemawia fakt, że Lark jest wyraźnie starsze od pozostałych miast, jakie miałem przyjemność odwiedzić. Na jej niekorzyść świadczy natomiast zbyt duże rozproszenie osadników jak na pochodzące z pojedynczego źródła. Również św. Voko w trakcie swych podróży natknął się kilkakrotnie na pogan, którym nieznana była wiara kariańska.
Następnym faktem jest karianizacja regionu dokonana przez św. Voko. Datuje się ona na lata 565 – 587 Ery Proroka. 565 r. to data wyruszenia św. Voko w tereny Dervah, zaś 587 r. to data męczeńskiej śmierci św. Voko w Cynazji. Pomimo oczywistych dowodów świadczących o śmierci św. Voko w Cynazji, Bardańczycy obarczają winą za jego śmierć Nordyjczyków.
Inne ważne wydarzenia to kolejne misje podejmowane przez mój zakon latach 601, 764 i 1243. Misje te przyniosły bogaty plon, bez którego niniejsza praca miałaby znacznie uboższy charakter. Oprócz dalszej karianizacji terenu, misje te przyczyniły się do wyplenienia większości deviria zamieszkujących góry. Tego, czego nie potrafili dokonać rycerze zakuci w stal, dokonało kilku mnichów. Walka z deviria ma przede wszystkim miejsce w naszych duszach.
Od VII w. Bardańczycy powoli wydzierali puszczy kolejne tereny. Lark powstało około 1100 roku, Manen zaś 300 lat później. Jedna za drugą wyrastały kolejne wsie. Lasy dostarczały drewna, podczas gdy doliny były bogate w pastwiska. Deviria skryły się w jaskiniach. Pierwszy drewniany kościół powstał w Lark w 1150 r., murowany zaś w 1345 w Manen.
Interesująco kształtowały się stosunki pomiędzy Bardańczykami a Nordyjczykami z doliny Erechieli. Erechiela była naturalnym szlakiem, którym spławiano bardańskie towary. Nordyjczycy, pomimo niechęci, jaką ich darzono, byli rzetelnymi partnerami handlowymi. Drobne incydenty graniczne nie psuły owocnej współpracy. Od Nordyjczyków Bardańczycy przejęli broń palną, jednak w Virchy nigdy nie zdobyła takiej popularności, co w reszcie Dervah.
Sytuacja taka trwała aż do wielkiej epidemii w 1430 r., podczas której populacja Bardanii zmniejszyła się o około połowę. Bardańczycy nie mogli wybaczyć Nordyjczykom izolacji i braku pomocy. Sąsiedzi z północy obsadzili drogi wojskiem. Nordyjczycy, jakkolwiek długowieczni, okazali się bardzo wrażliwi na epidemię, której źródła sięgają siedlisk deviria na zboczach Calkovej.
Gdy w 1432 r. epidemia wygasła, stosunki pomiędzy państwami były bardzo napięte. Mając przyzwolenie władcy, bardańscy rozbójnicy rozpoczęli regularne napady na karawany kursujące wzdłuż Erechieli. Ścigani przez Nordyjskich strażników szukali schronienia w Błędnych Lasach. Gdy rozmowy prowadzone za pośrednictwem Cynazyjczyków nie dały rezultatu, Nordyjczycy wypowiedzieli wojnę.
Brak tu miejsca na szczegółowy opis konfliktu bardańsko-nordyjskiego. Doskonałym źródłem informacji na ten temat będzie praca o. Eberta Hiriana JS2 Pogranicze w ogniu. Wojna bardańsko-nordyjska.
Gdy na północy sytuacja z Nordią stawała się coraz bardziej napięta, na południu toczyły się walki z Delią i Eliarem. Choć demon wojny nie stąpał po Virchy, handel z Lark zamarł. Miasto nie odzyskało już nigdy dawnej świetności.
Epilogiem wojen były rozbiory Bardanii. O dziwo, rozbiory te, miast podzielić Bardanię, złączyły ją jeszcze mocniej. Niczym na komendę hanzy (bandy) górali rozpoczęły wojnę z okupantami. Obecnie Nordyjczycy utrzymują stanice w Lark i Manen.

Deviria


Na tle reszty Dominium Virchy jest obszarem szczególnym. W większości krajów Dominium deviria zostały wytępione, podczas gdy w Virchy wędrowiec musi mieć się na baczności. Leśne ostępy przywodzą na myśl Matrę bądź Karę.
W Błędnych Lasach na podróżnych czyhają drapieżne rośliny zwane trynonami. Rozsiewają one dookoła woń snu i strachu. Nieroztropni podróżni łatwo mylą szlak i stają się pokarmem bestii.
Olbrzymie rysie, określane mianem winarchów, zdolne są powalić i zabić dorosłego człowieka w mgnieniu oka. Zanim towarzysze ofiary zauważą jej zniknięcie, deviria umknie ze zdobyczą. Co gorsza, zarówno trynony, jak i winarchy nie uśmiercają swoich ofiar od razu, ale długo utrzymują je przy życiu, tak by wyrzekły się one Jedynego w zamian za ratunek.
Jednak demony schowane w lasach są niczym w porównaniu do stworzeń czyhających w górach. Opowiadania pasterzy mówią o wielonogich owadzich bestiach mogących samotnie zabić całą grupę pasterzy. Pasterze nazywają je melinami. Owady te kryją się w załomach skalnych, czekając na nieroztropnych.
Kolejnym zagrożeniem są berny – wielkie niedźwiedzie zamieszkujące Tarhin. W zamierzchłych czasach ludzie oddawali im cześć. Obecnie, dzięki łasce Proroka, berny w Virchy zostały praktycznie wyplenione.

Magia


Zdawać by się mogło, że w tak dzikich ostępach magia powinna kwitnąć, podobnie jak kwitnie w gęstwinach Matry czy w Valdorze. Oddalenie od katedr i łaski Jedynego, mała ilość kapłanów i duże rozproszenie sadyb powinny czynić te tereny łatwym łupem Kusiciela.
Dzięki niech będą Prorokowi za to, że jest inaczej. W Virchy mieszkańcy nie znają magii. Czasem cynazyjski kupiec przywlecze amulet, czy Ragadańczyk spróbuje się ukryć przed Oficjum. Bardańczycy jednak magii nie znają. Dusze ich są najczystszymi w Dominium. Wstyd powiedzieć, ale czasem nam, mieszkańcom Kartiny, dużo brakuje do wiary górali. Wierzą oni w Jedynego jak w starszego brata. Ufnie, gorliwie, ale z przymrużeniem oka. Cieszą się łaską połonin, podobnie jak cieszą się z zabitych deviria. Wiara ich płynie z radości, nie zaś ze strachu.
W głębi Virchy nierzadko można napotkać pozostałości po rodiańskich budynkach. Szczególnym dziełem Rodian jest Most Brzasku zawieszony nad przełęczą Orlą w masywie Bussona. Jest to most, oparty na jedynym przęśle wiodący wprost do kamiennej ściany. Zapewne Rodianie zamknęli za kamiennymi wrotami swoje największe tajemnice. Nazwa pochodzi od faktu, że oś mostu zgodna jest idealnie z osią wschód-zachód.

Wiara i obrzędy


Górale żyją prosto, na skraju ubóstwa. Wiara ich zaś jest prosta, na skraju szamanizmu. Ich postrzeganie Jedynego mogłoby wzbudzić protest Inkwizycji, jednak dla mnie było niczym słońce świecące po długiej burzy. Największe kościoły zbudowane są oczywiście w Durm i Molan, jednak Bardańczycy wolą modlić się w swoich świątyniach w Lark i Manen. Wśród górskich wsi rozsianych jest około 20 pomniejszych drewnianych kościołów.
Święto Objawienia obchodzone jest inaczej niż w reszcie Dominium. Przed świętem Bardańczycy pielgrzymują do najbliższego kościoła, by tam wysłuchać homilii o czynach proroka. Spotkania takie są okazją do wymiany nowin i hucznej zabawy. Sami Bardańczycy zamiast o Święcie Objawienia, mówią o “Watrze” – na cześć ognia, który miał zapłonąć w Dervah po zwycięstwie proroka (Uważny czytelnik z pewnością zauważy, że w czasach Proroka w Dervah nie było zbyt wielu ludzi. Bardańczykom najwyraźniej nie przeszkadza brak naocznych świadków).
Odejście Proroka ma charakter najbardziej rodzinnego ze świąt. Bardańczycy wraz z rodzinami wybierają się na najwyższy szczyt w okolicy, by wypatrywać Proroka i wiosny, z którą ma powrócić. Jest to jeden z niewielu dni w roku, w którym górale nie piją.
Dzień Jedynego to dzień, w którym młodzieńcy otrzymują czerwone szarfy – symbole dorosłości. W ten dzień młodzieńcy odbywają również wyścig po szczytach, którego zwycięzca otrzymuje prawa zasiadania w radzie starszych wioski (tzw. Radzie Gromadzkiej).
Święto Wiary jest w Bardanii praktyczne nieznane. Walka z deviria to dla mieszkańców wsi codzienny obowiązek, a nie doroczna rozrywka.
Bardańczycy świętują nowy rok w marcu, na pamiątkę miesiąca, w którym św. Voko przybył na tereny Bardanii. Co ciekawe, mężczyźni podczas nocy noworocznej samotnie polują na deviria. Zwyczaj ten upamiętnia polowania na deviria, które rozpoczęły się po wprowadzeniu karianizmu. Po powrocie z polowań wszystkich mężczyzn rozpoczyna się uczta trwająca cały dzień (Nie sposób powstrzymać się tutaj od uwagi, że noworoczne polowanie jest sposobem na pozbycie się z osady mężczyzn słabych i chorych).
Interesujące są bardańskie zwyczaje dotyczące małżeństw. Góral chcący pojąć za żonę niewiastę najpierw musi pokonać jej opiekuna (ojca lub brata) w konkursie. Rodzaje tych konkursów są różne i zależą od wsi. W Alkud jest to turniej strzelania z muszkietów, w Stlerce konkurs picia wódki, w Entrab wyścig po szczytach gór. Narzeczeni udają się następnie do pustelni św. Voko, gdzie mężczyzna musi zapewnić kobiecie pożywienie i schronienie do najbliższej pełni. W trakcie pełni młodzi wychodzą na Tarhin i tam przy wschodzie słońca ślubują sobie miłość, mając księżyc i słońce za świadków. Dzięki tym obrzędom małżeństwa Bardańczyków uchodzą za najtrwalsze na świecie.
Na wzmiankę zasługuje sposób obchodzenia urodzin Jego Świątobliwości. W każdym domu obchodzi się inną datę urodzin, stąd Bardańczcycy praktycznie co miesiąc piją za zdrowie Papieża.

Prawo


Prawo w Virchy można podzielić na nordyjskie (narzucone) i bardańskie (zwyczajowe). W izolowanych wsiach, z dala od Erechieli, pierwszeństwo ma tradycja, w osadach położonych bliżej –okupant.
Według tradycyjnego, górskiego prawa bardańskiego, najcięższą zbrodnią jest zdrada Bardanii. Karą może być śmierć bądź też – ostatecznie – banicja. Kary za lżejsze przestępstwa, w zależności od Rady Gromadzkiej, wahają się od batów, przez wygnania na różny okres czasu (od tygodnia do 5 lat) aż do całkowitej banicji. Morderstwo bądź jawna zdrada karane są śmiercią przez powieszenie.
Dla najeźdźców najwyższą winę ponosi ten, kto spiskuje przeciwko Nordii bądź też nie chce się jej podporządkować. Za sądzenie z kodeksu Nordyjskiego odpowiada najczęściej sędzia delegowany przez miejscowego dowódcę wojskowego. Tylko w Manen władzę sprawuje gubernator, który jest jednocześnie gubernatorem całego Virchy.
Mieszkańcy wsi muszą ciągle lawirować pomiędzy prawem najeźdźców a bezwzględnością rozbójników. Zarówno pomoc Nordyjczykom, jak i rozbójnikom karana jest równie surowo jak jej brak.
Do rozstrzygania konfliktów wewnątrz osady oraz do jej reprezentowania na zewnątrz powołana jest Rada Gromadzka – grupa starszych gospodarzy wsparta miejscowym księdzem.
Początkowo mieszkańcy wsi z chęcią wspomagali rozbójników, jednak obecnie, ze względu na brutalność tychże, pomoc ta jest coraz mniejsza. Rozbójnicy żyjący w górach muszą polegać na mieszkańcach wiosek, gdyż sami nie mają zbyt wiele źródeł żywności. Niestety wieśniacy w latach nieurodzaju sami cierpią biedę i nie stać ich na wyżywienie dodatkowych mężczyzn.

Rozbójnicy


Przeciętna hanza to około 20 głów. Przewodzi jej herszt, najczęściej najbardziej doświadczony bądź najokrutniejszy góral. Każdy z członków ma obowiązek posiadać własny muszkiet i zapas prochu do niego. Większość ze zbójców pochodzi z klanów Bordak i Karrahan.
Rekrutacja młodych do hanzy odbywa się raz do roku, w dzień przesilenia letniego. Każdy z kandydatów musi posiadać dwóch zbójców, którzy poręczą za niego. Dzięki temu problem zdrajców jest marginalny, aczkolwiek, wbrew opinii niektórych, istnieje.
Podstawą utrzymania rozbójników jest żywność otrzymywana bądź rekwirowana od wieśniaków, choć do rzadkości nie należy widok warzyw w okolicach letnich obozów. Dietę uzupełniają mięsem upolowanych zwierząt i zdobycznymi trunkami. Jak wszyscy Bardańczycy lubują się w wódkach i ostrych przyprawach. Sporą część żywności zdobywają w postaci haraczu od kupców.
Rozbójnicy są w ciągłym ruchu, jedynie na okres zimowy hanzy zbierają się w stałych sadybach. Najczęściej funkcję zimowiska pełnią jaskinie w głębi Dervah bądź też warowne obozy. W skład takiego obozu nierzadko wchodzi też kościół, kuźnia i warsztat tkacki. Według szacunków gen. Nileasa (głównodowodzącego wojsk nordyjskich w Virchy) ilość obozów zimowych nie przekracza 5. W każdym z nich w zimie przebywa od 100 do 200 osób. Większość z nich ulokowana jest w Krzemiennych Wzgórzach i masywie Tarhinu. W lecie w Virchy działa około 40 hanz.
Hanza przebywa dziennie około 20 mil. Górale, którzy nie są w stanie przebyć takiego dystansu, są zostawiani we wsiach. Najwięcej grup działa na północy, napadając na podróżujących wzdłuż Erechieli kupców. Najcenniejsze towary hanza zabiera do sadyb, resztę zostawia w miejscu napadu.
Na każdego wolnego Bardańczyka przypada trzech, którzy pracują we wsiach na jego wolność. Często rozbestwione hanzy stają się przekleństwem swych rodaków i dobroczyńców. Mówi się, że Północny Wiatr, wódz największej z grup, okrucieństwem dorównuje winarchom i trynonom.
Za czasów ojca obecnego herszta hanza cieszyła się miłością wieśniaków. Teraz częściej grabi mieszkańców wsi zamiast chronić ich przed Nordią. Niechybnie za jakiś czas wieśniacy, rozgoryczeni okrucieństwem zbójców, wydadzą ich Nordyjczykom.
Nie wszystkie hanzy są jednakowo zaciekłe. Dla przykładu hanza Martisa pomogła ująć cynazyjskiego heretyka zbiegłego do lasów. Ujęty czarnoksiężnik został znaleziony na trakcie wiodącym do Manen. W nagrodę miejscowy kapitan nordyjski zwolnił miejscowych wieśniaków z podatków na okres jednego roku. Być może taka współegzystencja jest kluczem do zażegnania konfliktu bardańsko-nordyjskiego.
Kto wie czy walka o wolność nie stała się dla większości rozbójników wygodnym pretekstem do rozboju ?

Kościół


Typowy kościół bardański jest drewniany, trzyczęściowy, orientowany na wschód. Świątynia budowana jest w środku wsi, zawsze naprzeciwko chaty starszego. Według przekazów bardańskich to ze wschodu ma nadpłynąć prorok, by przynieść nowy dzień ludzkości.
W kościele zawsze zostawia się dwie ławy puste dla tych, którzy zostali w górach. Przypadkowe zajęcie miejsca w tych ławach traktuje się jako zapowiedź rychłej śmierci.
W kościołach zwraca uwagę duża ilość wizerunków świętych. Każdy święty jest przedstawiany w stroju bardańskim i z właściwym mu atrybutem (np. św. Voko trzyma muszkiet, św. Dorian – miecz).
Należy tutaj poruszyć kolejny trudny temat. Zbiór świętych czczonych w Kartinie nie pokrywa się z tym czczonym w Virchy. Bardańczycy do zbioru świętych włączają wielu nowych, niezaakceptowanych przez Kościół. Bywa, że świętymi zostają wodzowie największych hanz czy producenci najmocniejszych alkoholi. Praktyka taka, jakkolwiek sprzeczna z Katedraliami, jest bardzo rozpowszechniona. Próby jej wyplenienia są z góry skazane na niepowodzenie.
Kolejną różnicą, wywołującą gniew Inkwizycji, jest fakt, że większość nabożeństw jest prowadzona w języku bardańskim. Tylko wyjątki z Katedraliów czytane są w oryginale.
Wsie leżące wysoko w górach często nie widziały przedstawicieli Papieża od kilkunastu lat. Stare, zniszczone ornaty są w tych wsiach traktowane jako olbrzymi skarb. Kapłani zaś najczęściej są uczniami swoich poprzedników. Mówi się, że kapłan, który dał się zamknąć w murach seminarium, nie jest już prawdziwym bardańczykiem. W trakcie moich podróży napotkałem w Dolinie Śpiącego Rycerza na kościół, w którym wszystkie Katedralia pochodziły sprzed 100 lat. Liturgia była odprawiana w starodoryjskim, zamiast w dialektach miejscowych. To co dla jednych mogło być przejawem herezji, dla mnie było kolejnym dowodem na wierność Bardańczyków.
Pomimo tych odstępstw pozycja księży jest w Bardanii bardzo silna. Księża często zostają członkami Rad Gromadzkich. W każdej wsi bardańskiej, jaką odwiedziłem, spotykałem się z gorącym przyjęciem, jakkolwiek wielkie zdziwienie mieszkańców budził ślub abstynencji, jaki składają członkowie mojego zakonu.

Życie codzienne


Bardańczycy wstają codziennie o świcie. Śniadanie składa się najczęściej z ziemniaków, kawałka solonego mięsa bądź ryby oraz wody źródlanej. W siołach położonych na północy więcej jest warzyw, w osadach południowych mięs. W porze letniej górale wzbogacają dietę darami lasu, w zimowej wodę zastępują słabym piwem. Niezależnie od pory roku stosowane są warzywa i zioła, w lecie świeże, w zimie suszone (m.in. rozmaryn, szałwia, czosnek, majeranek).
Niewielkie pastwiska ograniczają pogłowie rogacizny. W Błędnych Lasach Bardańczycy chowają kozy i świnie. We wsiach położonych wyżej więcej jest wołów. Pieczę nad bydłem tradycyjnie chowają wszystkie dzieci w osadzie.
Od wieków Bardańczycy najmowali się jako drwale i cieśle. Kunszt ciesielski górali nie ma sobie równych. Obecnie górale korzystają ze swoich tradycji produkując potaż i dziegieć sławne w całym Dominium. Sztuka ta, od dawien chowana w domowych ogniskach, zaczyna zdobywać uznanie kupców. Gotowe produkty cieszą się powodzeniem na targach w miastach. Bardania w czasach wolnych biła własną monetę, obecnie jednak górale chętnie korzystają z kordinów i srebra. Wręczenie im monet nordyjskich traktują jako próbę przekupstwa i namawianie do zdrady.
Mieszkańcy wsi ubierają się najczęściej w lniane szaty farbowane czerwieńcem. Najczęściej przędzeniem zajmują się stare kobiety i wdowy. Kobiety noszą jasne spódnice wykonane z wełny. Narzucają na to kamizelki z czarnego lnu (łejbyki) bądź też płaszcze. Mężczyźni, w zależności od zajęcia, noszą lniane bądź wełniane koszule. W zimie kobiety i mężczyźni noszą wełniane płaszcze podbite futrem zwierzęcym, zwane czuchaniami. Najpopularniejszym barwami są czerwień, żółć i błękit.
Rozbójnicy ubierają się podobnie, porzucając jednak barwy na rzecz szarości. Rozbójników od wieśniaków odróżniają bordowe pasy, których noszenie jest surowo zakazane przez Nordyjczyków. Powszechne jest noszenie fragmentów ubioru armii nordyjskiej takich jak kamizelka czy kurta. Dla rozbójników jest to świadectwo zwycięstw, dla Nordyjczyków – dowód morderstwa.
W przypadku choroby najczęstszym lekarstwem jest modlitwa wspomagana ziołami. Często miejscowy ksiądz pełni również funkcję lekarza. Co ciekawe, mężczyzna musi być obecny przy porodzie każdego ze swoich dzieci. Uważa się że chroni to je od deviria. Najczęstsze choroby to przeziębienia i ospa. Najczęstszym urazem jest przepuklina, dlatego też wielu Bardańczyków nosi szerokie pasy, mające chronić ich przed tą przypadłością. Zadziwiająco powszechne są złamania, dzieje się tak zapewne na skutek złych fluidów płynących z Nordii lub skromnych posiłków.
Mieszkańcy Virchy nie śpiewają tak często jak inni Bardańczycy. Przeważają pieśni smutne, pełne tęsknoty za utraconą ojczyzną i żalu z powodu rozłąki z rodakami z Eliaru i Delli.
Pomimo podbicia Virchy Nordyjczycy nie narzucili pańszczyzny na wszystkie wsie. Tylko część z północnych osad została oddana w dzierżawę oficerom. Poborcom królewskim zdają się wystarczać czynsze i daniny, które wsie muszą składać co roku. Oczywista rzecz, że podczas płacenia górale złorzeczą Nordyjczykom.
Bardańczycy w rozmowach korzystają z narzecza zwanego językiem nizin. Podobno pośród klanów żyjących z rabunku w użyciu jest język zwany mową gór. Niestety pomimo prób nie udało mi się stworzyć słownika tej gwary.
Gdy przychodzi do kontaktów z obcymi, górale posługują się mieszaniną kordyjskiego i cynazyjskiego. Powodzenie, jakim cieszy się język Cesarza, świadczyć może o zainteresowaniu cesarskiego wywiadu tym regionem. Podług plotek krążących w kwaterach nordyjskich Jego Cesarska Wysokość wspiera finansowo niektóre hanzy walczące z Nordyjczykami. Sprawę tę pozostawiam pod rozwagę służącym w Wydziale IV.

Ku chwale Jedynego
Marcin Zaród AOL
Bodaki – Przysłup Caryński – Gdynia
maj – wrzesień 2005.


_ _ _ _ _


1 AOL – Adare Orderum Lea, potocznie leanie. Zakon doryjski założony przez św. Voko mający na celu badanie nowych ziem w celu objęcia ich karianizacją. Za panowania Magnusa V został przekształcony w organizację zrzeszającą najlepszych geografów Kartiny. W chwili obecnej do zakonu należy około 200 braci wędrownych. Siedzibą zakonu jest opactwo Sirach znajdujące się w płd. części Kartiny. Nazwa zakonu pochodzi od lea – starodoryjskiej nazwy nieznanej ziemi.

2 JS – Jarine Salve, potocznie Jasiennicy. Zakon historyków założony za panowania Magnusa III. Ich specjalnością są badania nad historią okresu krucjat pod kątem sposobów walki z deviria. Obecnie w zakonie żyje około 100 braci. Główną siedzibą jest Jarne w płd. części Kartiny. Nazwa pochodzi od Doryjskiego Jarminum Salvum, czyli „Jedyny prowadź!”, okrzyku badaczy doryjskich z okresu Proroka.

Część druga, dla MG




Czytaj również

Komentarze


Joseppe
   
Ocena:
0
ale mamy tymczasowe problemu z serwerem i brakuje dwoch ostatnich akapitow pracy

Poki nie uda mi sie z tym uporac polecam wersje PDF.
09-10-2005 20:14
Ezechiel
    Inne
Ocena:
0
Redakcją zajmowała się oczywiście Aleksandra SONTOWSKA.

Więcej informacji o kampanii już niedługo na naszym subsystemie. Bądźcie czujni.

Powyższy tekst jest wersją pozbawioną dodatków, składaną do jak najszybszej publikacji.

Już wkrótce, dzięki redakcji podsystemu Monastyr będzieci mieli przyjemność zapoznać się z wersją rozszerzoną.

Zdradzę tylko, że dojdą m.in. ilustracje i mapy.

Osobiste pytania, uwagi i opinię proszę wysyłać na emaila 36ggz@wp.pl

PS Joseppe: Wciągnęło wam przypisy i stopkę. Zmieńcie też Trytony na Trynony. Autokorekta bywa zgubna.
09-10-2005 20:37
Joseppe
    Artykul
Ocena:
0
Zdecydowalem sie jednak podzielic go na dwie czesci, ze wzgledow technicznych i estetycznych.

PDF, o ktorym wspomnial (nieautoryzowanie ;) Ezechiel rzeczywiscie pojawi sie u nas juz niedlugo(tm).

Bledy poprawilem.
09-10-2005 21:50
Magnes
    Ciekawe jakie będą te mapy
Ocena:
0
... w moim Kartografku zrobione. Mam nadzieję, że autor zbytnio nie klął jak używał tego programu, bo błędów w nim sporo, a obsługa czasem woła o pomstę do nieba ;).
10-10-2005 12:51
Ezechiel
    Inna sprawa
Ocena:
0
Nie było tak tragicznie. W sumie zrobienie dwóch map zajęło mi trzy dni roboty. :-). A lepsze mapy z K. niż ich brak.
10-10-2005 14:54
~

Użytkownik niezarejestrowany
    :)
Ocena:
0
Aczkolwiek dzięki za naprawdę dobry opis gór^^
29-10-2005 09:53

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.