W nocy z 20 na 21 maja odbyła się w Łodzi impreza o wymownej nazwie Vintage Games Night. Nie był to ani festiwal, ani konwent – ot, spotkanie pasjonatów wirtualnej rozrywki nieco starszej technologii. Nieco starszej, bo tej nocy dokonała się swego rodzaju reanimacja konsol (i jednego komputera) sprzed mniej więcej dwóch dekad. Choć nie miałem okazji uczestniczyć w całym wydarzeniu, mam nadzieję, że ta krótka relacja pozwoli Wam ocenić, czy tego typu imprezy są dla Was. Jeśli chodzi o mnie, to już teraz przyznam, że bawiłem się co najmniej nieźle.
Na Vintage Games Night przybyłem spóźniony mniej więcej o godzinę. Nie sądzę jednak, by ominęło mnie coś, o czym warto byłoby wspomnieć. Liczba zgromadzonych osób zapowiadała raczej klapę spowodowaną na przykład niewydolnością promocji imprezy. Okazało się jednak, że już po chwili do Miejskiego Punktu Kultury Prexer-UŁ zaczęli napływać znajomi znajomych (...znajomych) i nagle wszystkie konsole znalazły swoich amatorów, a gracze - ulubione gry. W zasadzie do każdej z nich ustawiła się mała kolejka. W sumie doliczyłem się pięciu telewizorów i jednego rzutnika z podpiętymi do nich Pegasusami i bodaj jednym SNES-em oraz ustawioną w oddzielnym pomieszczeniu Amigę. Każde urządzenie oferowało masę gier. Do wyboru były: Super Mario Bros., Ice Climber, Pac-man, Duck Hunt , Tetris, Donkey Kong, Franko... i całe multum innych klasycznych tytułów.
Trochę gorzej wyglądała frekwencja w pomieszczeniu, w którym odbył się konkurs z układaniem pikseli oraz na korytarzu, gdzie stała konsoleta didżejska. No właśnie, piszę o konsolecie, bo wprawdzie sam dj (DJ No. 107) czasami się za nią pojawiał, ale skoro na "parkiecie" przez większość czasu brakowało tańczących, to trudno się dziwić, że nie chciało mu się stale grać. Trochę zabawnie wyglądały więc dyskotekowe światełka i maszyna produkująca dym uaktywniane nawet wtedy, kiedy nikt nie tańczył. Na plus można jednak policzyć dobrze dobraną elektroniczną muzykę, która w tle towarzyszyła grającym przez całą noc. W połączeniu z dźwiękami gier wytworzył się z tego wszystkiego pocieszny chaos. Na jednym z rzutników prezentowano intra z gier i inne wypatrzone w sieci (z reguły zabawne) filmiki związane z tym medium.
Wstęp na Vintage Games Night był darmowy przed godziną 22:00 (a całe wydarzenie rozpoczęło się o 19:00), później zaś kosztował pięć złotych. Tyle samo należało zapłacić za udział w dwóch konkursach, które rozegrano w trakcie trwania imprezy. Były to: "Analogowa rzeźba 2D" (czyli układanie mozaikowych obrazków) i "Pegasus Olimpics" (turniej rozgrywany na sześciu starych konsolach, pomiędzy którymi przemieszczali się uczestnicy, spisując punkty uzyskane w danej, losowo wybranej grze). Na zwycięzców tego ostatniego czekały darmowe wejściówki na muzyczną imprezę z cyklu "8-bit jest git!", organizowaną w łódzkim klubie Jazzga.
Z niemałej części powyższego opisu mogłoby wynikać, że impreza nie wypaliła. Nie posunąłbym się jednak tak daleko w moich wnioskach. Vintage Games Night z założenia miało być kameralnym spotkaniem zapaleńców starych gier i garstki ludzi chcących odświeżyć sobie lata młodości, w których królowały 8- i 16-bitówki. I ten cel udało się organizatorom (stowarzyszenie Topografie ) osiągnąć. Luźna, przepełniona sentymentem i dobrym humorem uczestników atmosfera wyczuwalna była już po kilku kwadransach. Kto wybrał się na Vintage Games Night, ten wie, że warto było wpaść, kto zaś przegapił tę edycję, niech czeka na kolejną.
Vintage Games Night 2011
Nocna podróż w czasie
Autor: Kamil 'New_One' Jędrasiak
Redakcja: Aleksandra 'Jade Elenne' Wierzchowska